Zapewnij dziecku bezpieczeństwo
Gdy dziecko się złości, należy w pierwszej kolejności pomyśleć o bezpieczeństwie – komforcie fizycznym i psychicznym.
Maluch musi wiedzieć, że panujesz nad sytuacją i absolutnie nie boisz się jego napadu, że jesteś od niego silniejsza. Nauczenie się panowania nad złością wymaga bowiem wykluczenia strachu przed emocjami, pogodzenie się z nimi. Potrzebna jest wiara w to, że każda emocja jest dobra.
Dziecko czujące się bezpiecznie, lepiej poradzi sobie z gniewem. Poza tym szybszemu uspokojeniu sprzyja pokazanie, że przyzwalasz na dziecięcą złość, ale nie zgadzasz się na agresywną ekspresję uczuć.
Wszelkie wahanie oraz poczucie bezradności po stronie mamy czy taty niestety mogą jeszcze bardziej zintensyfikować emocje kilkulatka.
Poczekaj z rozmową
Jest też inna ważna zasada – w napadzie złości nie rozmawiaj o emocjach. W takim momencie żadne rozsądne argumenty do dziecka nie trafią, w naturalny sposób pozostaje ono na nie głuche.
Na pogadankę przyjdzie czas, gdy dziecko już w 100% się uspokoi.
Zbyt wczesne próby podejmowania dyskusji z pewnością zakończą się kolejnym atakiem złości.
Reaguj stanowczo, ale ze spokojem
- Gdy dziecko się złości, bądź obok. Jeśli nie zachowuje się agresywnie, możesz je przytulić, pocieszyć, ale bez zbędnych słów. Absolutnie nie pozwalaj na to, by maluch Cię bił, szarpał, wyrywał włosy z głowy, drapał…Reaguj spokojnie i stanowczo.
- Gdy maluch rzuca się na ziemię, zadbaj o to, by był w bezpiecznym miejscu i zostaw, nie obdarzając zbędną uwagą. Pozostań obok, gdyby sytuacja wymagała interwencji.
- Gdy dzieci w przypływie złości się biją, rozdziel je i odseparuj, a po wyciszeniu emocji przytul i pociesz.
Celem rodzica jest nauczenie dziecka sposobów samouspokajania się. Należy dążyć do tego, żeby maluch sam potrafił kontrolować swoje zachowanie bez ingerencji z zewnątrz. Do tego niestety potrzeba wielu epizodów napadów złości…i morza cierpliwości.
Rodzic powinien okazywać złość
Dzieci uczą się przez naśladownictwo. Dlatego każdy rodzic powinien nauczyć dziecko nie tego, jak nie wyrażać złości (wtedy znacznie rośnie ryzyko, że złość zostanie wymierzona w dziecko i nabierze autodestrukcyjnych zachowań), ale jak ją wyrażać w odpowiedni sposób.
Dlatego nie wolno ukrywać własnych emocji.
Przeczytaj – rodzicu, masz prawo się wściekać
Oczywiście możesz próbować mówić słodkim tonem z uśmiechem przyklejonym do twarzy, gdy jesteś wściekła. Jest to możliwe…ale wypada sztucznie, nawet dla małego niedoświadczonego życiowo dziecka, które wie, że coś nie gra…
Prawda jest taka, że nie da się nawet przed dwulatkiem ukryć emocji i w sumie to dobrze…Bo gdy w kontrolowany sposób wyrażasz własną złość, mówiąc na przykład – „Jestem wściekła, bo nie podoba mi się to i to…Potrzebuję czasu dla siebie ” pokazujesz swoją postawą, że akceptujesz własne uczucia, że często nie są one dla Ciebie proste ani przyjemne, ale radzisz sobie z nimi. To dla dziecka ważna, bo autentyczna lekcja.
Z pewnością niejednokrotnie zdarzy Ci się krzyknąć w przypływie złości. Trudno znaleźć rodzica, który tego nie robi. Warto jednak pracować nad sobą, by nie atakować słowami.
Dziecko powinno się przekonać, że złość i irytacja rodzica to nie koniec świata, że nawet wtedy, kiedy rodzic się denerwuje, ono jest nadal kochane, a mama czy tata zaraz się uspokoją. Tylko w ten sposób będzie w stanie stawić czoła własnym frustracjom, ograniczeniom i będzie mogło nauczyć się jak żyć w zgodnie z własnymi emocjami…nie wymierzając własnej złości przeciw sobie.
Panowanie nad gniewem i agresją dzieci – według Brazeltona
17 miesiąc życia dziecka – maluch się złości
Ból głowy w ciąży – jak sobie radzić bez tabletek?
Bardzo dobrze napisany artykul brawo
u mojej najmłodszej trzy latki właśnie się to zaczyna , i mimo że mi wstyd przy ludziach to jednak daję się jej wyzłościć, bo im wiecej reaguję tym gorzej, jak kończy to kucam i jej tłumaczę dlaczego nie zareagowałam .
Dawno temu, kiedy mój syn był mały (teraz jest dorosły), też mieliśmy ten problem, ale dość szybko sobie z tym poradziliśmy. Przy ataku histerii po prostu brałem syna na ręce i tak obejmowałem, żeby nie mógł ruszyć ręką, ani nogą, żeby nie uszkodził mnie, ani siebie, ani czegoś w pobliżu. Fakt, że to męczące dla ojca, ale też dla dziecka, a im szybciej dziecko się zmęczy, tym szybciej mija niekontrolowana złość. Każda następna akcja tego typu jest już krótsza, bo dziecko z tego wyciąga wnioski, że po prostu histeryzować się nie opłaca.
Coś w zamian.
Wszystko, co chcemy u dziecka wykorzenić, musimy zastąpić czymś innym. I w artykule przeczytałem, że w trakcie takiej akcji nie można rozmawiać o emocjach. To niekoniecznie jest prawda. Po takim przymusowym przytrzymaniu, a nawet w jego trakcie, jak najbardziej można mówić nawet o emocjach, ale spokojnie. Zwykle u nas taka akcja trwała mniej, więcej od pięciu do piętnastu minut. No i po „akcji”, a raczej po jej pierwszej części, koniecznie musi nastąpić druga jej część, czyli rozmowa. Nawet jeśli dziecko jest zmęczone – wtedy rozmowa musi być bardzo łagodna i oszczędna w słowa, żeby dziecka nie męczyć jeszcze bardziej, a zostawić temat na później, kiedy będzie wypoczęte.
Przytrzymanie i rozmowa. Bardzo skuteczna metoda w naszym przypadku. Może warto spróbować?