Zaprogramuj swoje dziecko

Będziesz tym, kim ja chciałbym być

Pokusa wychowania małego geniusza kusi wielu rodziców. By to osiągnąć, już od najmłodszych lat posyłają oni swoje pociechy na różnorakie kursy i zajęcia pozalekcyjne. Balet, siatkówka, gra na pianinie, języki obce, lekcje logiki, ćwiczenia z programowania, gimnastyka – wybór jest ogromny. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby był to wybór dziecka a nie ambicje rodziców. Niestety nie zawsze tak jest. Niektóre dzieci o tym, kim będą jak dorosną, dowiadują się już na początku swojego życia. Nie są to ich marzenia czy młodzieńcze fascynacje a sprecyzowane plany ich rodziców. To oni doskonale wiedzą, jak powinno wyglądać życie ich dzieci i zrobią wszystko, by tak właśnie wyglądało. Dopilnują tego: bo tak należy, bo czasy są ciężkie, bo konkurencja wielka i w końcu, bo oni tak żyją lub wręcz przeciwnie – bo im się nie udało. Podczas realizacji swojego planu pomoc behawiorysty staje się dla rodziców niezwykle kusząca. Jeśli można jakoś sprawić, wpłynąć na niemowlaka, by w przyszłości był posłuszny i nie sprawiał problemów wychowawczych, to czemu z tego nie skorzystać? Nawet jeśli nie jest to tanie (może pozbawić nasz portfel  kilkuset złotych za jedno spotkanie), to przecież warto. Robimy to dla dziecka – tłumaczą.
Behawiorysta dziecięcy – głupota, kolejny sposób na wyłudzenie od rodziców pieniędzy czy  inwestycja na przyszłość? A może w taki właśnie sposób wszystkie maluchy będą kiedyś wychowywane? Nasze życie potoczy się według dokładnie zaplanowanego wcześniej scenariusza, zabraknie miejsca na błędne wybory, próby, nieprzemyślane decyzje. Ale równocześnie skończą się problemy wychowawcze a znaczenie przymiotnika „niegrzeczny” zostanie zapomniane. Tylko czy naprawdę byśmy tego chcieli? Czy dziecko, które poddamy tego typu „eksperymentom”, nie przestanie w pewnym momencie być…dzieckiem?

Osobiście z całego serca życzę sobie i Wam, Drodzy Czytelnicy – zdrowych, raz radosnych, raz wyjątkowo niegrzecznych czyli po prostu normalnych, szczęśliwych dzieci.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mirka Jaworska Mirka Jaworska

    Terapie behawioralne – to nie wychowywanie – to tresura. Sprawdza się przy dzieciach zaburzonych – a i to tylko małych. Po kiego grzyba miałoby się stosować taki styl wychowania u dzieci zdrowych? Zresztą powiem z autopsji – to się nie sprawdza ! Dam przykład: Mój najstarszy ( już dorosły teraz) syn, od zawsze był bałaganiarzem. Nie chciał sprzątać zabawek ani włączać się w żadne prace porządkowe ani w domu ani w przedszkolu. Stosowaliśmy więc coś w rodzaju behawiorki. Nagradzaliśmy za sprzątanie, ” wzmacnialiśmy” pożądane zachowania i bardzo byliśmy szczęśliwi, że zadziałało. Niestety na krótko. Kiedy się wyprowadził – w błyskawicznym tempie wrócił do ” zewu natury”. Nie ścieli łóżka, bo co, nie chowa ubrań do szafy tylko rzuca na fotel a żeby przypadkiem nie zmywać naczyń – kupił zmywarkę – za bardzo ciężką i niewdzięczną czynność uważa powkładanie do niej naczyń ! :) .

  2. goska goska

    Mam nadzieję, że nie dożyję czasów, kiedy dzieci będą „wychowywane” głównie przez behawiorystów. Bałabym się, że zalałaby nas szara masa ludzi idealnych, ułożonych, o nienagannych manierach, odpowiednio ubranych, nastawionych na sukces, bez wyrazu, pozbawionych uczuć i przekonań, zachowujących się wg określonego wzorca.

  3. Ulllala Ulllala

    Nie podoba mi się wizja tresowania/programowania dzieci :(((