Zaprogramuj swoje dziecko

Nie marudzi przy jedzeniu, sprząta po sobie zabawki, używa słów „proszę” i „dziękuję”, zawsze słucha, co do niego mówimy i skrupulatnie wykonuje nasze polecenia, nie przeklina, nie narzeka, nie płacze bez powodu, naszą odmowę kupna kolejnej zabawki traktuje z pełnym zrozumieniem, potrafi dzielić się z innymi, jest empatyczne, wesołe i posłuszne. Idealne dziecko. Nie istnieje! – tak zapewne wielu z Was zareaguje w tej chwili. Otóż, istnieje. I może to być właśnie Wasze dziecko. Wystarczy zainwestować nieco pieniędzy i w wieku kilku miesięcy zapisać je na terapię behawioralną…

No dobra, może taka wizja jest trochę nazbyt optymistyczna. Faktem jest jednak, że tego typu praktyki stają się coraz bardziej popularne a możliwość wpłynięcia na zachowanie swojego dziecka w przyszłości kusi coraz szersze grono rodziców.

Nie tylko dla czworonogów

babyrobotfriend_700Stacje telewizyjne emitują wiele programów dla właścicieli zwierząt domowych. Możemy z nich dowiedzieć się m.in. jak karmić swojego pupila, jak się z nim bawić, dbać o niego, ale przede wszystkim, jak wpoić mu pewne zasady, oswoić, wytresować. Wszystko po to, by był nam posłuszny i nie sprawiał problemów. „Kot z piekła rodem”, „Zaklinacz psów” i tym podobne reality show pokazują pracę behawiorystów zwierzęcych.

Behawioryzm to najprościej mówiąc kierunek w psychologii, którego podstawowym założeniem jest poddawanie ludzi lub zwierząt określonym bodźcom i badanie ich reakcji na nie. Nieraz pomoc behawiorysty w przypadku, gdy np. zwierzę wykazuje skłonności do agresji, nie chce wykonywać określonych czynności, boi się czegoś lub nie akceptuje któregoś z członków rodziny, staje się bezcenna. Zrozumienie, dlaczego tak się dzieje, daje możliwość właścicielowi czworonoga (choć dotyczy to również innych zwierząt domowych) zareagowania w odpowiedni sposób i wpłynięcia na zachowanie swojego ulubieńca. Terapii behawioralnej poddawani są również ludzie. Najczęściej osoby wykazujące określone, mniejsze lub większe, problemy zdrowotne. Wtedy pomoc specjalisty również może być bardzo skuteczna i przynieść ulgę chorej osobie. Jednak ostatnio coraz modniejsze staje się traktowanie tego typu usług jak pomocy wychowawczej…

„Dajcie mi 12 niemowląt a zrobię z nich kogokolwiek chcecie”

Swego czasu słowa te miał wypowiedzieć John Watson, amerykański psycholog, uznawany za twórcę teorii behawioryzmu. Swoje doświadczenia oparł na obserwacji zwierząt i niemowląt. Stając w kontrze do psychologii klasycznej, odrzucał świadomość jako przedmiot nauki a introspekcję (analiza własnych stanów świadomości, emocji i przemyśleń) jako metodę badawczą.

Watson skupił się tylko na obserwacji zachowań zewnętrznych, widocznych, namacalnych, będących reakcją na określone bodźce. Behawiorystów interesowało doświadczenie, nie mistyka. Psychologia to według nich nauka o zachowaniu, nie psychice. W rezultacie  bardzo sceptycznie odnieśli się oni do kwestii dziedziczności, zwracając uwagę na ogromne możliwości w kształtowaniu człowieka. Twierdzą, że każdego można wyuczyć pewnych zachowań, ukształtować, ulepić niczym z gliny, wpoić konkretne zasady. Watson swoją teorię wykazał m.in. w niezbyt humanitarnym i etycznym eksperymencie, podczas którego „przyswoił” małemu chłopcu lęk w obliczu szczurów: gryzoń był pokazywany dziecku a równocześnie za plecami malucha uderzano w głośny gong. W rezultacie dziecko zaczęło kojarzyć zwierzę z nieprzyjemnym dźwiękiem instrumentu i w konsekwencji reagować histerycznym płaczem na wszystkie zwierzęta futerkowe.

Oczywiście, jak wykazały późniejsze badania, poglądy amerykańskiego psychologa okazały się zbyt radykalne i optymistyczne w swych założeniach. Szybko przekonano się, że człowiek to istota bardziej skomplikowana i niezależna niż na początku sądzono. Hasło naukowca, dotyczące możliwości „zrobienia z niemowlaka kogokolwiek”, dziś większość badaczy uznaje za utopię.

Jednak właśnie w czasach współczesnych rozwinął się rynek usług, gdzie psycholodzy-behawioryści  reklamują się jako „zaklinacze dzieci”. I o ile pomoc psychologa, w niektórych przypadkach, może być dziecku rzeczywiście potrzebna, o tyle fundowanie zdrowemu niemowlakowi kilku godzin zajęć terapeutycznych w tygodniu u wielu budzi kontrowersje i ambiwalentne uczucia. Wydaje się, że psychologia behawioralna, tak jak i inne nauki, powinna przede wszystkim służyć człowiekowi. Sama wiedza nie jest bowiem nigdy niczym złym, dopóki nie zostanie wykorzystana w złym celu. Specjaliści w tej dziedzinie pomogli bez wątpienia wielu ludziom, jednak czy używanie jej do „zaprogramowania” swojego dziecka to naprawdę dobry pomysł?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mirka Jaworska Mirka Jaworska

    Terapie behawioralne – to nie wychowywanie – to tresura. Sprawdza się przy dzieciach zaburzonych – a i to tylko małych. Po kiego grzyba miałoby się stosować taki styl wychowania u dzieci zdrowych? Zresztą powiem z autopsji – to się nie sprawdza ! Dam przykład: Mój najstarszy ( już dorosły teraz) syn, od zawsze był bałaganiarzem. Nie chciał sprzątać zabawek ani włączać się w żadne prace porządkowe ani w domu ani w przedszkolu. Stosowaliśmy więc coś w rodzaju behawiorki. Nagradzaliśmy za sprzątanie, ” wzmacnialiśmy” pożądane zachowania i bardzo byliśmy szczęśliwi, że zadziałało. Niestety na krótko. Kiedy się wyprowadził – w błyskawicznym tempie wrócił do ” zewu natury”. Nie ścieli łóżka, bo co, nie chowa ubrań do szafy tylko rzuca na fotel a żeby przypadkiem nie zmywać naczyń – kupił zmywarkę – za bardzo ciężką i niewdzięczną czynność uważa powkładanie do niej naczyń ! :) .

  2. goska goska

    Mam nadzieję, że nie dożyję czasów, kiedy dzieci będą „wychowywane” głównie przez behawiorystów. Bałabym się, że zalałaby nas szara masa ludzi idealnych, ułożonych, o nienagannych manierach, odpowiednio ubranych, nastawionych na sukces, bez wyrazu, pozbawionych uczuć i przekonań, zachowujących się wg określonego wzorca.

  3. Ulllala Ulllala

    Nie podoba mi się wizja tresowania/programowania dzieci :(((