Zaniedbane dzieci to niekochane dzieci?

Ma zawsze tłuste włosy. Nikt nie wie, czy w ogóle je myje. Ale przecież myć musi. Bo jak inaczej? Nosi jedną bluzę. Na okrągło. W każdą pogodę. Nawet podczas upału. Może coś ukrywa? Coś zasłania? Na przykład rany po cięciach…Ta jedna bluza pruje się, wychodzą z niej nitki, widać, że ma wiele za sobą. Nie wiadomo, co jest pod nią. Pewnie jedna i ta sama koszulka. To, co wiadomo, że jest pot. Zapach, którego nikt nie chce wdychać. Dlatego rówieśnicy odsuwają się, wytykają palcami. Mówią, umyj się w końcu. Zaniedbane dzieci to nie ewenement. Mimo tego że mamy XXI wiek, spotykamy je na każdym kroku.

Zaniedbane dzieci to niekochane dzieci?

Zaniedbane. Pozbawione rodziców

Często zaniedbanie nie jest wynikiem biedy w klasycznym wydaniu. W takim, jaki dostrzegamy ją „od zawsze”. Czasami zaniedbanie jest efektem nadmiernej oszczędności i braku czasu. Niektórzy mają w sobie gen dzielenia ziarna na czworo. Tak dla odmiany nie
włosa, ale właśnie wszystkiego innego. I nie po to, żeby utrudniać sobie życie, ale żeby nie wydawać nadmiernie.

Takie dzieci mają tylko to, co minimum. Żadnych nadmiernych rzeczy. I fakt ten w oczach rodziców to powód do chluby. Można się cieszyć, że nie są potrzebne duże szafy, że wszystko, co zbędne od razu się wyrzuca. Nie wydaje się na niepotrzebne rzeczy.

Odkłada się na to, co istotne.
Takie dzieci to często córki i synowie rodziców zapracowanych. Często dbających o siebie, ale nie o dzieci. Mających wszystko, co trzeba. Z poczuciem, że dla dziecka nie jest to istotne. Dziecko może przecież chodzić w dresach po kuzynie. Nieważne, że dresy te nadają się co najwyżej do wyrzucenia, bo są już tak rozciągnięte i wydarte, że nie wyglądają dobrze. Ważne, że dostało się je za darmo…

Mama wraca późno. Taty wiecznie nie ma w domu. Trzeba spłacić kredyt na większe mieszkanie, dom. To często rodziny wcale nie ubogie, co mogłoby usprawiedliwić wygląd ich dzieci. To rodziny mocno zagubione we współczesnym kapitalistycznym świecie. Są dumne, że dla nich „mieć” znaczy niewiele. Problem w tym, że zasada ta obowiązuje zazwyczaj dzieci i to w bardzo skrajnym wydaniu. Rodzice mają na zbytki.

Bez jedzenia

Zaniedbania dotyczą też codziennych posiłków. Dziecko nie je śniadania w domu, bo mama i tata w pracy. Dziewczyna czy chłopak wstają późno, wychodzą z pustym żołądkiem. Nienauczone, nieprzypilnowane…Przecież z głodu nie umrze (?)!

W szkole jedzą dopiero obiad. Zakupiony przez rodziców, wiadomo, bo tanio. Bo to się opłaca i aż żal nie skorzystać. Pierwszy posiłek o 11, czasami o 13. W zależności na którą przerwę się pójdzie. Najczęściej wcześniej, bo głód doskwiera, robi się słabo. Dziecko zdarza się, że trafia do pielęgniarki. Tam pada pytanie o śniadanie. No…nie jadłam/nie jadłem.

Potem jest powrót do domu. Po świetlicy około 16. Dziecko, które jadło tylko obiad o 11 lub 13…nie dostaje ciepłego posiłku w domu. Rodzice zamykają lodówkę i mówią, że przecież był obiad w szkole. Przywołują przykład kuzynki czy kuzyna, który je o trzy jajka za dużo
na śniadanie, a do tego słodkie płatki i zobacz, jaki jest gruby. Jednak mama czy tata nie pytają swojego dziecka, czy w ogóle jadło rankiem, a jeśli tak, to co… Wtedy dowiedzieliby się, że dziecko nic nie jadło. I naprawdę jest głodne.

Jednak dziecko wie, że tego nie należy mówić.

Zresztą można się cieszyć, że tak mało jedzenia schodzi. Lodówka pełna. I jest spokój.

Oszczędzać potrafią przecież tylko nieliczni. Inni wydają na jedzenie tak dużo, a w naszym domu jest pod tym względem idealnie.

To samo dziecko u kolegi czy koleżanki…nie boi się przyznać. Pierwsze co robi po przekroczeniu progu, to pyta o coś do jedzenia. Na przerwach w szkole zawsze woła – „spóła”, chce być częstowane i robi wszystko, żeby dostać słodycze, których nie dostaje w domu, bo są przecież niezdrowe. Na pewno wiesz o tym…

W domu jest tylko kolacja. Mama zrobi, czasami tata. Żeby jednak dotrwać do kolacji, trzeba wyjść na dwór. Tam najczęściej się kogoś spotka, kto ma coś do jedzenia i ze śmiechem i drwiną w oczach odda resztę ciastek czy paluszków. Masz, jedz. A jak nie ma się tego szczęścia, to chociaż się zapomni o głodzie…

Zaniedbane dzieci

Dzieci chcą być kochane i doceniane. I gdy słyszą w domu, że nie ma pieniędzy, że życie drogie, że trzeba oszczędzać, czasami zachowują się tak, jakby niczego nie potrzebowały i niczego nie chciały. Stają się niewidzialne. Noszą ciągle tę samą bluzę, te same spodnie.
Oficjalnie, dlatego, że wygodne i niczego innego nie potrzebują.

Słuchają, jak mama chwali, że tak ładnie wyglądają, że nie jedzą świństw jak inne dzieci. Nieważne, że na przerwach, gdy rodzice nie widzą, proszą o to, żeby ktoś dał im kawałek, żeby zostać poczęstowanym…

Jedzą w szkolne stołówce obiady, często prosząc o dokładkę, bo wiedzą, że w domu nie dostaną nic ciepłego. Czasami zjadają nawet po innych… Inne dzieci mogą grymasić, mówić, że niedobre, ono nigdy tak nie powie. Do domu przynosi stertę owoców z akcji w szkole.

Gdy rozdają mleko, to biorą mleko za innych. Dają za darmo? Trzeba brać! To prosta zasada.

Zaniedbane dzieci wzbudzają przykre uczucia. Bo grają takich, jakich rodzice pragną, żeby były. A cierpią w samotności.

W rozpadających się butach. W poczuciu misji, że to pozwoli rodzicom kupić lepszy samochód. Z ranami na ramionach, czasami po kryjomu z papierosem w ustach za rogiem..

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.*