Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy

To kontynuacja bestselerowej pierwszej części rozważań Julity Bator (pisaliśmy o niej tutaj), która zmieniła sposób patrzenia tysięcy Polaków na codzienne przygotowywanie posiłków. Ich wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie, a co równie istotne – rozwój naszych dzieci. Poradnik Bator zainspirował wielu rodziców do zmian – przede wszystkim do czytania etykiet, analizy składu podstawowych produktów spożywczych oraz świadomego wybierania, co jeść, by odżywiać się zdrowo i sobie nie szkodzić.

Oprócz pierwszej części pełnej informacji teoretycznych, na rynku pojawiła się druga publikacja – tym razem skupiająca się na konkretnych przepisach.

zamien chemieJest wiele książek kucharskich. Co wyróżnia tę pozycję?

Po pierwsze to, że skupia się na odpowiednim doborze składników spożywczych (np. sól kamienna lub morska bez E536, orzechy włoskie bez E220, jajka z hodowli ekologicznej lub od kur z wolnego wybiegu). Po drugie przepisy tu prezentowane są bardzo proste. I to ważne, bo mało która mama lub tata ma czas lub ochotę na długie stanie „nad garami”. Chcemy jadać zdrowo, smacznie, ale też nie kosztem czasu spędzonego z dzieckiem. Po trzecie książka jest pełna autorskich, bardzo ładnych zdjęć, które stanowią dodatkowy argument za tym, by wypróbować daną recepturę.

Jakie przepisy znajdziemy w książce?

Na chleb bez drożdży, błyskawiczne powidła śliwkowe, bułki orkiszowe, sałatkę z rukoli, ciastka owsiane z warzywami, muffinki dyniowe, piernik, piróg z kaszy gryczanej, kotleciki rybne.

Warto mieć tę książkę! Przyda się w każdej kuchni młodej mamy!

 

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Jolka Jolka

    Prawidłowe odżywianie nie jest proste. Lubię takie książki, które pokazują, co tak naprawdę siedzi w jedzeniu. Ostatnio oglądałam program, gdzie pokazywali czym żywią dzieci w Amerykańskich szkołach. Była tam pizza na śniadanie(!). A na obiad kulki z kurczaka i puree – bynajmniej nie z ziemniaków, a z proszku, którego dodaje się do wody i powstaje biała papka. I ponoć program żywieniowy opracowany z ekspertami – co dziecku jest potrzebne itd. Stan ten miał największą umieralność w Ameryce i otyłość wśród dzieci i dorosłych. Najgorsze było to, że nikt nie widział problemu. Problemu czym karmią dzieci – bo na pierwszym miejscu w składzie produktów – wszystko mrożone i z dodatkiem chemii – widniało mięso lub coś innego. Nie patrzyli na E, środku konserwujące, sztuczne barwniki. Bo też po co? Obiad robiło się szybko i łatwo. Bez wysiłku. Jedyne, co panie w szkole przygotowywały od A do Z to bułki. Straszne.