Zajęcia dodatkowe w przedszkolu…i kolejna petycja

Reformy Krystyny Szumilas nie cieszą się poparciem społecznym. Przeciwnie, już kolejna z nich, wywołała falę protestów. Zmiana, która ma korzystnie wpływać na funkcjonowanie przedszkoli i zgodnie z argumentacją „wyrównywać szanse społeczne”, budzi niezadowolenie zarówno rodziców, jak i dyrektorów przedszkoli i małych przedsiębiorców dotąd oferujących zajęcia dodatkowe w przedszkolach.

Zmiany z 1 września

Z dniem 1 września weszły w życie zmiany, zgodnie z którymi rodzice za każdą dodatkową godzinę opieki na dziećmi (pierwsze 5 finansowanych jest przez gminę) nie może płacić więcej niż złotówkę. Na skutek tego przepisu przedszkola musiały zrezygnować ze współpracy z wieloma zewnętrznymi firmami, które oferowały organizację zajęć: kółek teatralnych, zajęć z baletu, szachów, itd, bo opłaty za nie przekraczają wyznaczoną przez Ministerstwo symboliczną złotówkę.

Petycja i zmiany

podpisz petycjeW internecie pojawiła się petycja, dotąd podpisana przez tysiące rodziców, która wzywa resort edukacji do nowelizacji ustawy przedszkolnej albo takiej interpretacji przepisów, które pozwolą na zorganizowanie zajęć w przedszkolach na dotąd obowiązujących warunkach.

Petycja to kolejny konkretny objaw irytacji rodziców, nierzadko wściekłych na to, że nie mogą wykupić dziecku zajęć, w których maluch dotąd lubił brać udział. Rodzice argumentują niestosowność wprowadzonych zmian tym, że Ministerstwo ogranicza im wybór ścieżki rozwoju dla dzieci. Taką postawę rozumie wielu nauczycieli w przedszkolach, wskazując, że zmiany za bardzo ingerują w działalność placówki. Teraz to na dyrektorach spoczywa obowiązek tłumaczenia konsekwencji nowych przepisów  zdenerwowanym rodzicom.

Niezadowoleni są również przedsiębiorcy, którzy z dnia na dzień stracili zatrudnienie i często jedyne źródło dochodu.

Niezadowolonych ze zmian zrzesza profil na FB: Zajęcia dodatkowe w przedszkolu? Jestem na tak.

Problemu nie ma?

Według Ministerstwa, problem nie istnieje, ponieważ przedszkola nadal mogą organizować zajęcia dodatkowe, jednak bez pobierania za nie wysokich opłat.

MEN sugeruje zatrudnienie nauczycieli z dodatkowymi kwalifikacjami. Niestety w praktyce często jest to niemożliwe. Nowo zatrudnieni nauczyciele otrzymaliby niskie pensje (typowe dla dopiero rozpoczynających pracę osób), a dotąd praktykowany model pracy w kilku placówkach jest dla nich atrakcyjniejszy. Dodatkowo poprzez korzystanie z ofert firm zewnętrznych, rodzice i dzieci mogli korzystać z pomocy wykwalifikowanych osób. Zatrudnienie „jednej osoby od wszystkiego” (gry na pianinie, zajęć teatralnych, nauki języka angielskiego) jest ponadto gorszą opcją ze względu na siłą rzeczy gorsze kompetencje w każdym z wybranych zakresie.

Obniżenie opłat za zajęcia dodatkowe ma mieć również inne konsekwencje. Niektórzy rodzice wskazują, że muszą zadbać, dodatkowo płacąc za to, by w przedszkolu nie zabrakło papieru toaletowego i mydła.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że MEN po raz kolejny wprowadza ustawę, bez konsultacji społecznych, które pozwoliłyby uniknąć wielu błędów…I za to niestety posyłamy po raz kolejny rządzących do oślej ławki. KIT!

 

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Aga Aga

    I tam w państwowym przedszkolu trzeba za własne pieniądze kupić dziecku wyprawkę.: ryza papieru, kredki, plastelina, bibuła, papier kolorowy, folia na dokumenty ( 100 sz),farby plakatowe, farby akwarelowe, klej, nożyczki, blok techniczny kolorowy, blok techniczny czarny, blok techniczny biały, teczka na rysunki, segregator… A czy to wszystko nie powinno być dostępne w przedszkolu w ramach opłaty za pobyt dziecka w placówce???

    • Dorota Dorota

      No właśnie, zdecydowanie tak nie powinno być…

  2. Olcia 25 Olcia 25

    Moja córka ma więcej szczęścia. Miasto dwa lata temu napisało projekt finansowany z Unii i dzieci mają angielski, rytmikę, zajęcia z logopedą za darmo. Nie muszę płacić za papier, farby i inne rzeczy ale wiem, że w innych przedszkolach jest tak jak pisała Aga – wszystko płatne i na głowie rodziców. Dziś słuchałam pana premiera, który stwierdził, że przedszkole nie jest aby uczyć ale żeby „przechować dziecko”. Ciekawe czy jego wnuki są tak samo traktowane jak nasze dzieci. Mam wrażenie, że ze zdaniem rodziców nikt się nie liczy bo do wyborów jeszcze daleko.

  3. Monika Monika

    No właśnie skoro ”przedszkole nie jest aby uczyć, ale żeby „przechować dziecko” , to dlaczego rodzice są zmuszeni posłać 5 i 6 latki do przedszkola . Totalne nieporozumienie

    • Olcia 25 Olcia 25

      Dla nas to nieporozumienie ale nasi rządzacy myślą tak: jak poślesz dziecko do przedszkola to musisz kupić całą wyprawkę, plus buty, kapcie, dresy i inne ciekawe rzeczy, które mają koleżanki a jeszcze nie ma ich nasza pociecha no i VACIK leci i gospodarka (która ledwo zipie) się kręci. Ale podobno kryzys minął więc może i nasze dzieci doznają łaski zajęć dodatkowych za które zapłacimy z własnej kiesy. Bądźmy dobrej myśli kochani!

  4. myslaca myslaca

    A po co dzieciom w przedszkolu angielski? Zdecydowanie tego nie rozumiem…Myślę, że co niektórzy rodzice po prostu przesadzają z tą wczesną edukacją!

    • Sylwia Sylwia

      Oczywiście po to, żeby ułatwić im naukę tegoż języka w przyszłości. Im wcześniej dziecko zacznie się oswajać z językami obcymi, tym łatwiej je sobie przyswoi; jeżeli zacznie dopiero w wieku np. 10 lat, będzie mu znacznie trudniej i stanowczo bardziej nieprzyjemnie. Moi rodzice zaczęli mnie uczyć angielskiego, gdy miałam jakieś 3-4 lata, za co jestem im bardzo wdzięczna – jako dziecko również nie narzekałam na te „lekcje”, bo to była po prostu dobra zabawa :)

  5. HelowaMama HelowaMama

    Może mnie tu zlinczujecie, ale jak dla mnie, to nie jest dramat. Nie znam dziecka, które w publicznym przedszkolu na dodatkowo płatnych zajęciach nauczyłyby się angielskiego, judo, baletu, gry na instrumencie itd. Przez trzy lata dodatkowego angielskiego w przedszkolu dzieciaki wałkują kilka banalnych piosenek, jeśli dobrze pójdzie, znają kilka słówek- wszystko to za spore pieniądze. Ja po prostu w te zajęcia nie wierzę. Wielu rodziców płaciło za dodatkowe lekcje, bo inni płacili. Jeśli rodzic wybitnie ambitny, uważa,że pięciolatek ma być poliglotą, tancerzem, czy czym tam jeszcze, może posłać go na prawdziwy kurs- przynajmniej nie będzie wyrzucał pieniędzy w błoto. Nie uważam, aby reforma zaszkodziła dzieciom likwidując stosunkowo tanie, choć nieskuteczne zajęcia. Poza tym- my trochę oszaleliśmy na punkcie tych wszystkich „inwestycji” w przyszłość dzieci. Dobra przedszkolanka jest profesjonalistką wykształconą tak, aby wspierać rozwój naszych dzieci. Nie stracą szansy na dobrą przyszłość tylko dla tego,że nie lizną po łebkach szesnastu zajęć dodatkowych.

    • Dorota Dorota

      HelowaMama, podobnie myślałam, zanim moje dziecko nie poszło do przedszkola (na szczęście niepubliczne, choć koszty porównywalne do publicznego: dlatego problem nas nie dotyczy). Teraz inaczej patrzę na to, o czym piszesz. I jestem przekonana, że dobrze przeprowadzone zajęcia co prawda nie uczynią z malucha poligloty, ale pozwolą osłuchać się z dobrze wypowiadanymi słowami i nauczyć się podstaw. Osobiście żałuję, że angielskiego zaczęłam się uczyć dopiero w liceum (wcześniej niemieckiego). Dlatego świetnie, że córka będzie miała okazję poznać, co tu nie mówić, podstawowy już język, wcześniej…Jednak ważniejszy od angielskiego (bo można w końcu się bez niego obejść) jest rytmika czy logopeda. Nie oczekujmy, że każda nauczycielka w przedszkolu będzie umiała grać na fortepianie, czy „wyłapie” problemy z mową. Nie da się być ekspertem od wszystkiego. Można znać podstawy, ale to chyba za mało…

      Jeśli natomiast chodzi o meritum: rodzice powinni mieć wybór (nawet jeśli zdecydują, że nie chcą, by ich dzieci uczyły się angielskiego, chodziły na zajęcia z rytmiki czy spotykały się z logopedą), to będzie tylko ich decyzja. Nasze państwo decyduje po raz kolejny za nas. To w mojej ocenie niedopuszczalne! Tak jak twierdzenie, ze przedszkole to przechowalnia. Przykro takich słów słuchać.

      • HelowaMama HelowaMama

        Wszystko to prawda, tyle,że „dobrze” przeprowadzone zajęcia w publicznych przedszkolach to nie jest niestety norma. O samo osłuchanie angielskiego dzisiaj raczej nietrudno- angielskie bajki dla dzieci, piosenki, angielskojęzyczne zabawki. Ja nie jestem przeciwniczką zajęć dodatkowych, jednak uważam,że powinny być one prowadzone profesjonalnie i …sensownie. Jest wiele dzieciaków, które chodzą na wszystko jak leci. W rezultacie ich plan dnia w przedszkolu wygląda jak plan czwartoklasisty- jest pociachany na ileś tam lekcji. Dodajmy,że renomowane szkoły językowe można znaleźć jedynie w naprawdę dobrych placówkach.

  6. Warsztaty Robotów Warsztaty Robotów

    Paranoja. Gdzie idą np.:pieniądze z naszych podatków?z tak wielkich podatków? Zamiast wesprzeć placówki, gdzie uczą się dzieci, młodzież, to państwo jak zwykle zawodzi. Zajęcia dodatkowe są niezwykle ważne, uczą dzieci wielu przydatnych umiejętności, np.: warsztaty z robotyki mogą przyczynić się do pasji informatycznych, uczą jak mądrze używać nowych technologii, zajęcia taneczno-muzyczne mogą rozwinąć ukryty talent.

Zobacz również