Żaden ślub czy kredyt nie scala tak…jak dziecko, czyli o wielkim sprawdzianie dla związku

Zanim wyszłam za mąż, czytałam i słyszałam wiele historii o tym, jak to wiele zmienia się z chwilą ślubu. Mówili mi o magicznie spadających klapkach z oczu, rozdrażnieniu wynikającym z faktu, że on nie wstawia szklanek do zmywarki, ani nie umie trafić skarpetkami do kosza. Słyszałam o zaniedbanych żonach, kobietach, które dopięły swojego celu i postanowiły, że już nie muszą o siebie dbać. Ktoś tam wspomniał o większej pokusie zdrady, a nawet o tym, że co drugie małżeństwo i tak się rozpada. Pewnie to wszystko prawda… Mało jednak mówi się o tym, że prawdziwy sprawdzian przychodzi później, kiedy na świecie pojawiają się dzieci. Nic tak nie scala związku, jak właśnie dziecko. I nic tak bardzo nie wystawia na próbę miłości małżeńskiej….

Wielu z wpatrzonych w siebie kochanków zamienia się w zrzędliwych, nadopiekuńczych rodziców. Nie ma już westchnień na widok ukochanego, jest za to całkowite sfiksowanie na tle dziecka. To dziecko zaczyna znajdować się w centrum, to ono detronizuje bliską osobę, zbiera całą miłość, której już nie starcza dla nikogo. Jeśli na moment, to naturalne, ale jeśli całkowite skupienie się na maluchu i zapomnienie o partnerze trwa zbyt długo, to dramat. Dramat dla rodziców i dla dziecka też.

Bo nie musimy być razem, ale rodzicami będziemy zawsze

Kredyt czy małżeństwo nie muszą być na całe życie. Ciągle rosnące liczby rozwodów potwierdzają to. Dziecko jednak spaja na zawsze. Pewnie, istnieje mnóstwo mężczyzn i kobiet, które nie wytrzymują presji i uciekają od obowiązku, jakim jest opieka nad dzieckiem. Nie zmienia to jednak prostego faktu, że nawet nieobecny rodzic nadal jest rodzicem.

Może pojawić się ktoś „w zastępstwie”, nawet sto razy lepszy, bardziej zaangażowany, uważny i wrażliwy na potrzeby dziecka, ale tęsknota za biologicznym rodzicem istnieje zawsze. Jest jak rana, która goi się, ale pozostawia po sobie sporą bliznę. Większość z nas, nawet tych o najbardziej pokręconych losach, na pewnym etapie życia zwyczajnie zrobi naprawdę wiele, by poznać swojego nieobecnego biologicznego rodzica. Robi to choćby po to, by dowiedzieć się, „dlaczego”.

Bo dziecko zmienia nas jako ludzi

Niektórzy twierdzą, że dojrzałość przychodzi wraz z urodzeniem dziecka. Jest to trochę niesprawiedliwa teza, bo nie wszystkim jest dane posiadanie dzieci. Nie brakuje też takich osób, którzy zwyczajnie nigdy nie dorastają do roli mamy czy taty. Myślę, że bardziej sprawiedliwa jest teza, że przyjście na świat dziecka pozwala nam dojrzeć, ułożyć hierarchie wartości na nowo, nieco pozbyć się egoizmu i skoncentrować na małym człowieku, który potrzebuje nas najbardziej na świecie.

dziecko scala związek

Przybywa obowiązków i ograniczeń

Choć narodziny dziecka to wielka życiowa rewolucja, która sprawia, że nasze dotychczasowe życie staje na głowie, przybywa obowiązków, ubywa czasu, pojawia się stres i nieporozumienia, to jednocześnie można nauczyć się lepszej organizacji i zdobyć dodatkową motywację do rozwoju. Dzieci dodają siły, by starać się jeszcze bardziej i zmieniać siebie i warunki, w jakich żyjemy na lepsze.

Miłość do dziecka to jeden z największych motorów ludzkości. Niestety jest tak ogromna, że wielu ludzi całkiem się w niej zatraca i zapomina o sobie i partnerze. To właśnie z tego powodu tak wiele związków się rozpada. Małżeństwo paradoksalnie często nie wytrzymuje próby, jaką jest przyjście na świat dziecka. Kobiety przestają widzieć małżeństwo, widzą dziecko. Nie potrafią odnaleźć w sobie entuzjazmu zakochanej kobiety, ale zmieniają się w wymagające i zestresowane mamuśki. Podobny problem miewają też niektórzy mężczyźni. Problem jest spory, a mówi się o nim niewiele. 

Urodzenie dziecka to wielki sprawdzian…dla związku i charakteru. Może umacniać miłość, ale może też być jej końcem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.