Zabawy z wyobraźnią – gry planszowe, karciane, inne

Kiedy jeszcze świat gier komputerowych był, delikatnie mówiąc, ubogo rozwinięty, dominowało Atari z nieśmiertelnym „Boulder Dash”, dzieci sięgały po przeróżne zabawy, urozmaicając sobie wolny czas. Poza zabawami na dworze dominowały gry planszowe. Każdy z nas niejednokrotnie budował hotele, grając w „Monopoly”, czy zdobywał kolejne krainy w „Magii i mieczu”.

Dziś rynek przesycony jest grami komputerowymi przyciągającymi coraz to młodsze dzieci przed monitor. Mimo tego oferta producentów gier planszowych i karcianych jest równie rozbudowana. Może jest to już przesyt pikselami i potrzeba samouspołecznienia się? A może zwyczajnie gry planszowe są ciekawą alternatywą do spędzania czasu z rówieśnikami oraz rodzicami? Wydawane są coraz piękniej, dodatki do gier stanowią niemalże dzieła sztuki. Pionki czy inne postaci występujące w grach można już samodzielnie składać i malować. Powstają kluby graczy i turnieje planszówek. Istnieje nawet coś, co określane jest jako wirtualny świat planszowy, gdzie można licytować zbudowanych i stworzonych gotowych bohaterów określonej gry.

Niestety jak to często bywa – to, co jest dobrze rozwijające się i atrakcyjne, zarówno w formie jak i treści, drogo kosztuje. Dziś jedna planszówka czy gra karciana to koszt rzędu kilkudziesięciu złotych, a nawet grubo ponad 100 zł. Moja ulubiona gra – Ticket to Ride kosztuje 130 zł za planszę podstawową i 100 zł za dodatek. Są to ogromne koszta, zważywszy, że to „tylko” gierka – kawałek tektury i trochę plastikowych pionków. Do tego narzucone reguły gry, których obejście jest dość trudne.

Dlatego też, zainspirowana w dużej części przez kreatywną Mamę, czytelniczkę strony – Ankę484 – postanowiłam rozwinąć myśl i dzisiejszą modę na rodzinne wieczory o stworzenie własnych, znacznie tańszych i absolutnie dowolnych gier, nie tylko planszowych, ale i karcianych.

Propozycje moje można, a nawet trzeba wykorzystywać dowolnie. Jednak gdyby któremuś Rodzicowi chwilowo zabrakło weny, podpowiadam możliwe zastosowania dla proponowanych gier. Postarałam się tak je dobrać, aby można je już wprowadzać ponad rocznym Dzieciom. Odezwał się również u mnie instynkt pedagogiczny, więc zabawy mają także wymiar edukacyjny, nie tylko rozrywkowy. Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną Wam do gustu.

Do wody

Zaczniemy od gry, w którą będzie można grać w wodzie – czy to w basenie ogrodowym, czy misce, czy wannie.
Zapotrzebowanie i wykonanie:

  • Plansza i tor
  • Tektura (może być ściana z pudełka)
  • Szeroka taśma klejąca
  • Markery, flamastry
  • Papier kolorowy lub zdjęcia lub widoczki z gazetek i czasopism
  • Słomki

Na tekturze tworzymy wymyślony wzór z papieru kolorowego, markerów, flamastrów bądź wyciętych elementów z gazetek czy zdjęć. W ten sposób tworzymy planszę. Po zakończeniu zdobnictwa i wzornictwa oklejamy szczelnie szeroką taśmą z każdej strony, tak aby niejako zalaminować naszą planszę.

Do wykonania toru łączymy słomki w dowolnej kombinacji. Ważne jest jednak, aby stworzyć dwie jednakowe trasy wyścigu. Można dla ułatwienia stworzyć tory różnokolorowe (w zależności od tego jakimi słomkami dysponujemy), np. tor niebieski i żółty.

Pionki – żaglówki

  • Zakrętki od soków lub wody (jeśli chcemy stworzyć większy statek, proponuję opakowanie np. po serku homogenizowanym)
  • Plastelina
  • Słomka lub wykałaczka
  • Kawałek reklamówki

Do zakrętki wkładamy nieco plasteliny (w przypadku większego statku wkładamy nieco plasteliny i rozcieramy po całym dnie, mniej więcej równomiernie). Mocujemy w niej słomkę, do której delikatnie mocujemy wycięty kawałek folii, tworząc żagiel. Przy nieco większych zdolnościach możemy pokusić się o połączenie dwóch kawałków słomki lub wykałaczki w krzyż i na tym zamocować żagiel (obie wersje – rys. 1).

Zastosowanie:
Pierwsza z opcji – najłatwiejsza, to zorganizowanie wyścigów żaglówek. Po każdym torze prowadzimy żaglówkę wyłącznie za pomocą własnego oddechu. Jeśli nie umiemy albo nie mamy jak stworzyć toru, możemy wyznaczyć np. jajkiem po niespodziance bojki, które trzeba ominąć, otoczyć czy cokolwiek innego. Takie regaty na pewno przypadną do gustu małemu dziecku. Przy okazji jest to dobre ćwiczenie dla buziaka naszego szkraba.

W zależności od tego, co zaplanowaliśmy na naszej planszy możemy stworzyć port handlowy, do którego dostarczać będziemy surowce i produkty importowane lub je odbierać. Możemy wcielić się w statek wycieczkowy i „oprowadzać” gości pokładowych po okolicy (przydadzą się naklejone zdjęcia widoczków i zabytków lub zdjęcia z gazet i czasopism).

Możemy stworzyć klasyczne pola, a kiedy łódź do nich dopłynie, dziecko powinno np. powiedzieć dwa zdania o miejscu, do którego dopłynął. Dzięki takiej zabawie Malec nauczy się formułowania myśli, zastosowania już wpojonej wiedzy, dowiadywania się nowych informacji lub ich wymyślanie na potrzeby zabawy. Może za daną opowieść dostawać punkty lub „napiwki” od gości pokładowych.

Karty produktowe

Gra najbardziej uniwersalna, pozwalająca wymyślić niezliczoną ilość reguł i zastosowań.

Zapotrzebowanie i wykonanie:

  • Gazetki reklamowe ze sklepów wielobranżowych
  • Brystol, blok techniczny, twardsze kartki ew. zwyczajne białe
  • Klej do papieru, nożyczki, flamaster
  • Z brystolu (może to być również tył bloku rysunkowego) wycinamy co najmniej 20 identycznej wielkości prostokątów. Z jednej strony zostawiamy, z drugiej zaś przyklejamy wybrane artykuły, wcześniej wycięte z gazetek. Dobrze by było, aby każdego produktu były 2 sztuki. W ten sposób tworzymy karty (rys. 2). Możemy każdy produkt podpisać tak, aby starsze dziecko również mogło z kart skorzystać.

Zastosowanie:
Proponowane przeze mnie gry różnią się w regułach. Znajdziecie tu dobrze Wam znane rodzaje gier. Mam jednak nadzieję, że choć jedną z propozycji znać nie będziecie.

  • Gra „Od roczniaka do starszaka” – Wraz z malcem uczymy się dzielić produkty z kart na np. „mniam” (czyli wszystkie do jedzenia i picia), „nie wolno” (np. detergenty, elektronika itp.) oraz na „do zabawy”. Możemy stworzyć specjalnie w tym celu koszyczki, pudełeczka czy inne miejsca, do których dziecko z naszą pomocą będzie mogło wrzucać produkty. Dziecko niezwykle szybko pojmie różnice w produktach, a zabawa w przekładanie, losowanie i grupowanie z pewnością przypadnie mu do gustu. W kolejnych etapach możemy utrudniać zadanie poprzez dodawanie kolejnych kryteriów, np. „mniam” podzielić na „picie” i „jedzenie”, później „jedzenie” na „owoce i warzywa”, „mięsko” i „od krówki” itd. W miarę jak dziecko pojmie jeden etap, wprowadzamy utrudnienia.
  • „Grupersy” – Gra bazująca częściowo na regułach Scrabble, częściowo przejęta z programu kulinarnego Gordona Ramseya. Polega na losowaniu „w ciemno” określonej ilości kart. Następnie dziecko musi dobrać co najmniej 2 karty, tworząc z nich określoną czynność lub rzecz, np. ser żółty, ogórek, majonez to składniki kanapki, a bluzka, proszek do prania i spodnie to czynność – pranie. Możemy dodatkowo stworzyć dla naszego małego Bystrzaka dodatkowe karty z kategoriami, aby niejako narzucić mu konkretną grupę produktów. Takimi kategoriami mogą być: obiad, kanapka, pranie, pracowanie, zabawa na dworze, zabawa w domu, niebezpieczne przedmioty, niezbędnik przedszkolaka, zdrowe produkty, przekąski itp. Ilość kart może być dowolna. Można wprowadzić punkty za ilość kart włączonych w ramach jednej grupy. Można celowo tak dobrać produkty na kartach, aby nie ograniczać się wyłącznie do ogólnych kategorii, ale móc wprowadzić podkategorie, np. naleśniki czy inne potrawy. Zabawa w karciane tworzenie książki kucharskiej wyjątkowo spodoba się dzieciom lubiącym pichcenie. Jeśli chcecie można tworzyć przepisy – eksperymenty, które następnie wypróbujecie w kuchni. Kto wie, może w którymś dziecku taka zabawa odkryje talenty łączenia produktów w wyśmienite dania i otworzy tym samym drogę do kariery zawodowej?
  • Znana wszystkim gra „Memory” – pary produktów tasujemy i rozkładamy gładką częścią do góry. Odkrywając w jednej kolejce po dwie karty, należy je zapamiętać tak, aby w kolejnej (lub jeszcze kolejnej) odgadnąć, gdzie ukryte są dwa takie same obrazki. Po znalezieniu pary gracz zabiera ją ze stołu do swojej puli. Wygrywa gracz, który zbierze najwięcej par produktów. Gra ćwiczy pamięć dziecka (a także naszą) i uczy skupienia. Można utrudnić zadanie, mieszając układ kart lub układając je od początku w chaotyczny układ. Ułatwieniem jest, jeśli rozłożymy karty np. w dwóch rzędach lub w formie kwadratu.
  • Inną zabawą, lecz bardziej statyczną jest oznaczenie wspólnie z dzieckiem domu kartami. Można tę zabawę potraktować jako kolejny etap zabawy „Od roczniaka…”, kiedy już dziecko co nieco rozróżnia. Wówczas np. składzik z detergentami lub szafkę oznaczamy kartą z obrazkami środków czystości i np. dużym czerwonym znakiem „X” oznaczającym „nie wolno”. Idąc tym systemem, możemy oznaczyć kuchnię, a w niej lodówkę obrazkami np. jedzenia i picia. Można tak oznaczyć strefy domu lub produkty zawarte w meblu. Dziecko wtedy może nam pomagać, bo wie, że w tej szufladzie są łyżki, w innej pudełeczka na żywność itp.
  • „Zakupy” – gra, zabawa i nauka w jednym. Przed wyjściem do sklepu możemy wraz z dzieckiem stworzyć listę zakupów w formie kart z obrazkami. Wówczas dziecko wie czego w sklepie należy szukać, będzie zbierało wraz z nami do koszyka znajdujące się na kartach produkty. Utrudnieniem może być stworzenie takiej listy w domu poprzez odłożenie potrzebnych kart, wyjście do sklepu bez nich. Będzie to ćwiczenie pamięci dziecka. Po powrocie możemy, wyjmując produkty, sprawdzić, ile nasz smyk zapamiętał z listy i czy kupiliśmy wszystko, co było nam potrzebne. Naturalnie ryzykujemy w tym momencie, że wrócimy do domu z masłem i wędliną, ale bez bułek, jednak jeśli od początku potraktujemy to jako zabawę, a nie rzeczywiście konieczne i niezbędne zakupy – będzie to i dla nas frajda. Na początku możemy zabrać ze sobą karty, np. do koperty i przy kasie otworzyć ją i sprawdzić czy wszystko zostało wzięte. Wówczas mamy realną szansę zrobić zakupy. Możemy również podzielić zakupy na te, które robi mama (bo są potrzebne) i te, którymi zająć się ma dziecko (a tam produkty drugiej potrzeby, bez których w razie braku przeżyjemy do kolejnego wyjścia do sklepu). Taka odpowiedzialność będzie dla naszego dziecka nie lada wyróżnieniem i świadectwem, że jest już na tyle dużym Smykiem, że możemy powierzać mu taaaakie trudne zadania.

Klasyczna planszówka

Teraz stworzymy własną grę planszową, klasyczną, której temat będzie wyłącznie efektem naszej wyobraźni.
Zapotrzebowanie i wykonanie:
Plansza

  • Karton (może być bok pudełka)
  • Papier kolorowy, gazetki lub czasopisma, zdjęcia itp.
  • Klej do papieru
  • Flamaster, linijka, nożyczki

Kartonowi nadajemy pożądany kształt dla planszy, następnie ozdabiamy według własnego uznania lub wymyślonego tematu gry. Im plansza skonstruowana będzie bardziej uniwersalnie, tym więcej gier będzie można na niej przeprowadzić. Jednak jeśli dziecko uwielbia samochody różnej maści możemy od razu stworzyć planszę motoryzacyjną i tylko wymyślać takie reguły gry, aby pasowały do stylistyki planszy. Możemy stworzyć pola, używając flamastra i linijki (jeśli mają być równe lub jednakowej wielkości), z pomocą kleju przymocujemy wszystkie niezbędne ozdobniki i oznaczenia do kartonu. Jeśli trafił nam się karton kolorowy, możemy najpierw nakleić gładka kartkę białą lub kolorową, aby stworzyć bazę dla planowanych obrazków.

Pionki i kostka

  • Zakrętki od napojów
  • Plastelina
  • Papier kolorowy lub krepina
  • Drobiazgi pasmanteryjne (np. cekiny)
  • Inne drobiazgi do ozdobienia pionków
  • Kartka papieru
  • Flamaster, klej do papieru, nożyczki, linijka (podobnie jak w planszy)

Kostkę tworzymy według schematu bryły geometrycznej – sześcian. Po wyrysowaniu siatki bryły nanosimy flamastrem kropki (lub naklejamy je, możemy dziurkaczem wyciąć z papieru kolorowego), następnie sklejamy zakładki i gotowe.
Pionki tworzymy według własnej wyobraźni. Do zakrętki możemy dodać plastelinę i utworzyć stateczek jak w grze DO WODY, możemy również zrobić pionek w kształcie biedronki jak proponuje czytelniczka Anka484, możemy ostatecznie na niewielkiej ilości plasteliny zamocować plastikowego żołnierzyka, z wykałaczki i papieru stworzyć parasolkę, a plastelinę wcześniej obsypać piachem i będziemy mieli pionek – plażę. Dowolność jest absolutna. Pamiętajcie, że pionkiem równie dobrze może być zabawka z jajka z niespodzianką, zwykły koralik lub klocek do gry.

Zastosowanie:
Począwszy od wprowadzenia znanych wszystkim reguł gier już istniejących możemy rozwijać je lub stworzyć własną grę planszową bazującą wyłącznie na naszych pomysłach. Ja proponuję dziś grę na bazie przywołanego już pomysłu motoryzacyjnego. Na potrzeby tego artykułu nadam jej roboczą nazwę „Piszczące opony”. Nie jestem dobra w tytułach, ale lubię je wymyślać. A że jestem Mamą dwóch córek – temat motoryzacyjny jest idealny!

Planszę tworzę, wybierając z gazetek obrazki samochodów, części samochodowych, żywności typu woda, ziemniak czy chleb, liczb określających wartość pojazdów (w kolorze czerwonym i zielonym jako spadek wartości lub jej wzrost) oraz przedmiotów kompletnie z motoryzacją niezwiązanych, jak parasol ogrodowy, wiaderko dziecięce do piasku itp. Do wcześniej przygotowanych pól przyklejam dość chaotycznie wycięte wcześniej przedmioty, tworząc jednocześnie trasę. Przedmioty niezwiązane z motoryzacją umieszczam gdzieś między motoryzacyjnymi jako „wpadki” (rys. 3). Przygotowałabym również imitacje pieniędzy i czeków sponsorskich.

W mojej wersji gry planszowej najpierw należałoby udać się do sklepu celem zakupu odpowiedniego auta (za rozdane wcześniej pieniądze). Sklep umieszczony na planszy za pomocą zdjęć różnych aut wraz z cenami wymyślonymi i wpisanymi flamastrem.

Poruszając się po planszy pionkiem albo natknę się na sklep, albo nie. Zasada niejako pokrewna do Monopoly i kupowaniem nieruchomości. Następnie, aby zyskać sponsora i jego czek (wcześniej przygotowany wraz z pieniędzmi) musiałabym w określonym czasie zwiększyć wartość mojego pojazdu, a więc np. dwukrotnie stanąć na polu z zieloną liczba określającą wzrost wartości pojazdu. To dałoby mi zarobek w postaci czeku sponsorskiego (dowolna kwota, ustalona na początku gry). Ten czek mogłabym oddać do banku i wymienić na gotówkę. Aby uniknąć kary, na polu ze spadkiem wartości musiałabym oddać zakupioną wcześniej część samochodową (również rozmieszczone na planszy). Do szybszego poruszania się po planszy, a więc np. liczenia wyrzuconych oczek podwójnie potrzebne mi jedzenie. Z kolei wejście na pole z przedmiotem NIEmotoryzacyjnym skutkowałoby uiszczeniem opłaty karnej do banku lub utratą kolejki, bo np. parasol stłukł mi szybę i musiałam wymienić na nową. Itd. Gra toczy się w kółko, zbierając jedzenie, części samochodowe, zdobywając czeki sponsorskie lub nie. Mogę ograniczyć grę wprowadzając na każdy produkt określoną jego liczbę i np. wyciąć wcześniej 5 akumulatorów, położyć je na polu z akumulatorem i jak się wyprzedają, to już sklep jest pusty. Naturalnie zwycięzcą zostałby ten, który na końcu gry miałby zgromadzonych najwięcej pieniędzy.

Gry planszowe czy karciane są świetną alternatywą nie tylko w deszczowe popołudnia czy podczas nudnych wyjazdów. To doskonała okazja, aby spędzić wspólnie czas, aby porozmawiać przy okazji gry o interesujących nas tematach, odkryć wspólne pasje. Z kolei wymyślając reguły gry (do czego gorąco namawiam), dziecko uczy się związku przyczynowo – skutkowego i zarówno sztuki zwyciężania jak i przegrywania. Z tym ostatnim często mają kłopoty również dorośli. Dlatego też wspólne granie polecam i Małym i Dużym.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Mam na imię Julia. Jestem mamą dwóch żywiołowych księżniczek - Łucji i Barbary. Biorąc pod uwagę najnowsze trendy jestem mamą z innej planety. Kocham swoje córki i właśnie dlatego stosuję dyscyplinę, okazuję miłość, ale też niezadowolenie. Uprawiam wariactwa, kiedy jest na to pora, a kiedy trzeba odsuwam je na bok żeby zrobić obiad czy wypić kawę. Nie stosuję tzw. bezstresowego wychowywania, bo jego "efekty" widziałam (i widzę) i odczułam w pracy zawodowej (od prawie dekady uczę dzieci w różnym wieku – od przedszkola po liceum i dorosłych, z różnych środowisk). Wychodzę z założenia, że człowiek musi poznać życie żeby wiedzieć z czym będzie się mierzył przez następnych kilkadziesiąt lat.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mama Gabusi Mama Gabusi

    Super. Raz, że angażuje rodzica – nie tylko do wyjęcia karty kredytowej. Dwa, rozwija dziecko w bardzo wielu aspektach. A przede wszystkim tworzenie własnych gier (czy zabawek, instrumentów muzycznych itp.) uczy nas wszystkich – małych i dużych – że nie warto iść na łatwiznę. Że zakup cieszy tylko przez chwilę, a własny wysiłek daje więcej radości. Bardzo mi się podoba. I z pewnością wykorzystam ;-)

    • Dorota Dorota

      Mam dokładnie tako samo zdanie. Seria Julii to światło w tunelu tandetnych i zalewających nas zabawek made in china…

  2. anka484 anka484

    Bardzo fajny artykuł i proszę coś z niczego też da się zrobić samemu w zaciszu domowym. A takie właśnie gry są super a ile dają satysfakcji…:) nie tylko malucha ale i nam samym:)

    • Julia Julia

      Cieszę się, że artykuł satysfakcjonuje, tym bardziej, że zainspirowany Twoim komentarzem :)

  3. NINA NINA

    Wybrałam ten artykuł, bo moim zdaniem za wiele jest dzisiaj gotowych gier, a za mało kreatywności, wyobraźni i spontaniczności w zabawie dzieckiem. Krzyczącym, migoczącym i głośnym zabawkom mówię nie! Przygotowywaniu zabawek z rodziną: jak najbardziej tak.

Polecane tematy