4. Światło i dźwięk czyli… przekombinowanie.
Czy poza grzechotkami dla maluchów istnieje zabawka marki FP, której funkcja edukacyjna wynika z czynników innych niż nachalne granie i śpiewanie? Nie znalazłam. Wszystko hałasuje i świeci. Plastikowe, sztywne i co tu dużo mówić mało przyjazne. Krzesełko Uczydełko jest, według mnie, świetnym przykładem na to, jak zabawka edukacyjna wyglądać nie powinna. Konsument płaci krocie za nieładne plastikowe siedzisko, sztywną książeczkę, lampkę i cztery kredki, które naprawdę kredkami nie są. Wszystko gada i śpiewa. Jeśli priorytetem jest zajęcie dziecka na chwilkę, żeby dało rodzicom spokój, to możliwe, że chwilę wytchnienia sobie tym gadżetem kupimy. Naprawdę chwilę (wnioskuję po obserwacji częstotliwości eksploatowania tegoż sprzętu u znajomych. Po króciutkim okresie fascynacji służy wyłącznie do zbierania kurzu). Jeśli jednak chcemy nauczyć dziecko rysowania, kolorów i miłości do książek, to nie jest dobry wybór. Osiągniemy co najwyżej tyle, że dziecko nauczy się infantylnych rymowanek i pioseneczek. Czy taka „edukacja” warta jest wydania masy pieniędzy? Do samodzielnego rozpatrzenia. Tryumfy święcą również fiszerprajsowskie nocniki. Na forach rodzice zachwalają. Rozumiem to. Trudno nie zachwalać nocnika za dwieście złotych, skoro wydało się na niego tyle pieniędzy! Mało kto przyzna – zgłupiałam! Kupiłam dziecku pojemnik na kupę, wydając na niego 15% wypłaty. W najbliższym otoczeniu mam trzy takie zaawansowane technologicznie miski ustępowe. W jednym przypadku nocnik sprawdza się znakomicie jako zabawka. Mały właściciel uwielbia chować do niej klocki, zabawki, uwielbia wciskać spłuczkę i uruchamiać dźwięki. Sikanie doń nie specjalnie go interesuje. W dwóch pozostałych przypadkach nocniki funkcjonują jako nocniki. Z tym, że bez baterii. Fanfary skutecznie odstraszały dzieciaki przed siadaniem. Chyba się nie dziwię, nie chciałabym, żeby mój klozet grał i świecił albo co gorsza próbował ze mną rozmawiać.
5. Higiena? Nie do końca…
Jak można umyć interaktywną zabawkę FP? Miękką wilgotną szmatką. Z wierzchu. W przypadku plastiku jest to skuteczne. A co ze wszystkimi robo-przytulankami nadzianymi kablami, głośnikami i chipami? Ano- po wierzchu, miękką szmatką. Czyli żadne to czyszczenie. Roztocza mogą co najwyżej wybuchnąć śmiechem na widok wilgotnej szmatki. Matki alergików i astmatyków wiedzą, jak ważne jest pranie i mrożenie przytulaków wszelkiej maści. Szczeniaczka Uczniaczka i śpiewającej Dory raczej nie zamrozimy, a już na pewno nie polecam prania!
6. Estetyka kiczu.
Wreszcie- czy zabawki FP są ładne? W pewnym sensie tak. Zwłaszcza dla nas, rodziców, którzy pamiętają sztywne, przerażające lalki, tudzież bobasy o miękkich brzuchach i twarzach przyprawiających o dreszcz niepokoju. Pamiętamy tandetny wyginający się plastik o wyblakłych kolorach, pamiętamy szczyt technologicznego geniuszu zabawkarskiego – płaczące lalki z zamykanymi oczami. Na tle tamtych koszmarków uśmiechnięte i sympatyczne twarze piesków i reszty fiszerprajsowej hałastry urzekają! Ale pytam o inny rodzaj estetyki. Czy pstrokate, błyszczące i przekolorowane zabawki nie wydają się Wam ..tandetne? Czy dziecko nie wyrabia sobie gustu i poczucia estetyki na podstawie tego, czym otaczamy go od najmłodszych lat? Wreszcie, czy chcemy, aby nasze dzieci uznawały to, co błyszczy, ma wszystkie kolory tęczy i w nachalny sposób przyciąga uwagę za gustowne i ładne?
Posłowie.
Autorka nie jest wszechwiedzącą mądralą. Tekst powstał tuż po tym, jak wyekspediowała z domu olbrzymie pudło zabawek tejże marki za bagatela tysiąc złotych. Przypomniała sobie, jak często razem z mężem zachwycali się kolejnym gadżetem, podczas gdy dziecko z przejęciem ściskało szeleszczący papier prezentowy, ewentualnie bawiło się pudełkiem. Zabawki Fisher Price z pewnością przemawiają do nas. Bo my takich cudów nie mieliśmy. Ale czy na pewno są potrzebne naszym dzieciom?
Muzyczna kula Fisher Price
Garnuszek na klocuszek Fisher Price
Piłka Fisher Price – hit czy kit?
Wesoły Motylek Fisher Price
Rodzicielstwo bliskości – czyli świat kłania się dziecku?
Test obciążenia glukozą w ciąży
Biorą się za wysoki macierzyński
Rajstopki Wola Tencel
U nas te zabawki głównie zbierają kurz i służą do obijania nóg i palców u stóp :( Córki bawią się głównie miskami, drewnianymi łyżkami i rolkami z papieru toaletowego :). Jedyne co na dłużej przykuło uwagę dziewczyn to śpiewająca gąsienica i garnuszek.
Podobalo mi się to o pekajacych ze śmiechu roztoczach ;) wlasnie się zastanawiam, czy my w ogóle mamy jakieś zabawki FP…
Tak! W 100% zgadzam się z artykułem. Moje córki miały kilka zabawek FP, które przeszły w kolejne ręce praktycznie bez śladów użytkowania, ponieważ użytkowane były sporadycznie. Największą frajdę sprawiła im Arka Noego, czyli arka ze zwierzętami, a tak naprawdę, to same zwierzątka były najczęściej używane. I to też nie wszystkie, tylko żyrafa. Przy ruszaniu nogami wydawała „turkoczący” dźwięk, który bawił maluchy, więc wykręcały nogi żyrafy na wszystkie strony. Poza tym zabawki te są za bardzo hałaśliwe.
U mnie krzesełko jest wykorzystywane przez moją córkę dzień w dzień od 3 miesięcy. Dzięki niemu może sięgnąć kluczem do dziurki od klucza w drzwiach więc wędruje z nim po całym mieszkaniu w poszukiwaniu nowych drzwi.. Mamy stary typ z lampką, ma on już 7 lat – kupiłam je na 1sze urodziny mojego chrześniaka, potem miał go jego brat i teraz moje dziecko. To samo ze szczeniaczkiem i garnuszkiem – jednakże te zabawki nie fascynują już tak mojego dziecka. Co do reszty się zgadzam, minęło 7 lat a widzę tylko zmiany na gorsze – piosenki w każdej jednej zabawce FP są takie same, więc wystarczy spokojnie jedna zabawka tej firmy i repertuar się wyczerpuje. Szczeniaczek dzisiejszy jest katastrofą – dwujęzyczny. Powciskałam go trochę w sklepie i zamarłam, nie miałam siły go słuchać a co dopiero maluch pierw po polsku potem po angielsku, no ile to może gadać! Jakość super – wszystko działa i pewnie będzie działać jeszcze długo ale czy warto? Denerwuje mnie trochę zamknięta formula – siedzi i wciska i wszystko za nią gada lub gra, wolę juz jej dać garnek i łyżkę niech sama powydobywa trochę dźwięków i spróbuje pośpiewać. Więcej, kolorowo i dużo nie znaczy lepiej, zdrowiej i mądrzej!
A ja się zastanawiałam czy to z moim dzieckiem jest coś nie tak…że nie usiądzie, nie pobawi się chwilę. Masz 100% racji, te zabawki zabijają kreatywność. Szczeniaczka wyeksmitowaliśmy, garnuszek jeszcze się po domu rozbija. Innych nie mamy – teraz wiem, że to dobrze.
szczerze mowiacmoja corka nie ma zadnej zabawki tej firmy-jak dla mnie bylo to marnowanie pieniedzy- racja jest, ze placimy za firme a nie za produkt! obecny rynek ma tak bogaty wybor roznych zabawek i oczywiscie tanszych a jeszcze wazniejsze bardziej edukacyjnych! czesto ogladalam w sklepie rozne zabawki fp ale jakos do mnie nie przemowily! ciagle cos gadaly, spiewaly, tanczyly, swiecily-o zgrozo!-pomyslalam- to nie dla nas! a po tym artykule jeszcze mocniej uwierzylam w to, ze jednak nie postepuje zle, nie kupujac corce tych rzekomo „magicznych” zabawek;-)
Nie dajmy się ogłupić do końca komercji ,bądżmy rozważne w wyborach,bo po latach zbierzemy to co siejemy teraz.
brawo!
ja się zgadzam. większość z kilku zabawek FP starsze dziecko dostało w prezencie od dziadków, młodszy dostał ze 2 sztuki i tylko dzięki temu mamy ta kolekcję w domu. szybko się nudzą, a kosztują sporo. jak tylko młodszy się nimi znudzi, to nie będą czekać na kolejną odsłonę z trzecim właścicielem, tylko sprzedaję.
Nie zachwycają mnie te zabawki i nigdy nie zachwycały. Fakt, to co dla dziecka, powinno być ładne, estetyczne i kolorowe, ale nie wrzaskliwe. Te zabawki nie rozwijają kreatywności, ani wyobraźni.
Ceny kosmiczne, zgadzam się… oj tak.
Ale się ubawiłam czytając ten artykuł! Ja nie kupiłam moim dzieciom nigdy tych zabawek, bo powalała mnie ich cena. Za to moje dzieci dostały ich sporo od rodziny. Nie powiem – jeździk lew, który gra jak naciśnie się mu na nos był super. Córka go wręcz uwielbiała i długo służył. Ale jak w tym roku syn dostał grzechotkę – żyrafę i owego szczeniaczka – uczniaczka to zamarłam. Dźwięki wydawane przez te zabawki doprowadzają nas do rozstroju nerwowego. Żyrafa chyba bardziej podoba się mi i mężowi bo syn jakoś specjalnie zainteresowany nie jest. Woli plastikowy kubeczek i łyżkę. Ot dziecięca przewrotność :)
Mój syn bawi się stoliczkiem FP już od kilku miesięcy, co chwila wymyśla jakieś nowe, oprócz przewidzianego przez producenta zastosowanie. Ma świetny ubaw przy słuchaniu melodyjek, ostatnio zaczął do nich nucić i tańczyć i nie da się ukryć, że lubi tę świecącą tandetę.
Myślę, że najbardziej racjonalnie jest nie oburzać się na FP, tylko pokazywać dzieciom zarówno proste drewniane klocki, jak zabawki tego typu. To, czy są one ładne, czy nie to dyskusyjna sprawa, bo to, że tak podobają nam się teraz rzeczy minimalistyczne, eko, naturalne itd. to w dużej mierze efekt działań speców, którzy stworzyli taką, a nie inną modę. Co lubi dziecko i co mu będzie rzeczywiście służyło to indywidualna sprawa.
K: Z zainteresowaniem przeczytałam powyższy tekst. Jestem świeżo upieczoną mamą, dopiero kompletuje zabawki dla mojej pociechy. Synek ma pół roku więc czas na bardziej interaktywne zabawki niż gryzaki ,które towarzyszyły nam wcześniej. Odnoszę wrażenie, że autorka tekstu dość mocno podważa sens kupowania zabawek FP i w dość chaotyczny sposób to argumentuje, Po pierwsze: to , że oferta FP kierowana jest do ludzi lepiej zarabiających nie jest ich wadą tylko faktem. Tak bywa.Z drugiej jednak strony na dzieciach się nie oszczędza…Poza tym czy 100 zł za zabawkę wykonana z dobrego materiału, bez ostrych krawędzi w ładnych kolorach i z fajnymi melodyjkami jest wygórowana? Do dziś mam w domu zabawki, które dostałam jako mała dziewczynka- np klepsydra z FP.Ile to lat? Nadal jest w dobrym stanie. Inne zabawki nie przetrwały. To świadczy o wysokiej jakości wykonania. Wolę jedną zabawkę lepszej jakości niż stos badziewia, które się zaraz zepsuje lub spowoduje wypadek. Dając dziecku zabawkę FP nie czuję lęku, że zaraz się ta zabawka rozsypie w proch. Z wyśmianiem nocnika tejże marki trochę się zgodzę -to akurat jest lekka przesada. Tu chyba bardziej wskazany jest minimalizm, ale są pewnie dzieci, które są zachęcone do korzystania takimi atrakcjami. Cel uświęca środki.Oczywiście można podsumować w stylu autorki każdą dziedzinę życia: po co zabawki skoro można dać dziecku papier, kredki, śmieci , butelkę z groszkami, szmaciankę wykonaną własnymi rękami,. Takie dołowanie się na siłę….np po co chodzić do restauracji i wydawać pieniądze, skoro można zjeść w domu za dychę. Myślę, że tu potrzebny jest właśnie dystans.
Moje dziecko dostało kilka zabawek interaktywnych firmy FP, m.in. pilota ze zdjęcia :) Dla mnie koszmar. Nie mogłam tego słuchać. Młody za to był zafascynowany tym, że po naciśnięciu przycisku zapalają się światełka. Maił wówczas 8-9 miesięcy. Później już nie zainteresował się w ogóle ta zabawką. Oddałam. Tak samo było z misiem, książeczką i lokomotywą. Jedyną zabawką FP, którą interesuje się już od ponad pół roku jest wieża, którą można ułożyć z połówek kul, albo składać te połówki w kule. Uważam, że artykuł nie jest stronniczy, ponieważ sama widzę jak szybko te zabawki wypadają z obiegu. Znacznie ciekawsze są wszelkie przybory kuchenne czy inne „skarby” znalezione w szafkach / szufladach i nie koniecznie przeznaczone dla małych rączek :) Generalnie FP robi zabawki tendencyjne i drogie. Można kupić ciekawsze i tańsze zabawki.
Dlatego u nas ilość fisher prAJSOWYCH zabawek była ograniczona.
To prawda, że są robione na jedno kopyto.
My byliśmy posiadaczami skrzynki pocztowej i np. świnka skarbonka niczym się nie różniła. :)
Moje dziecko w wieku 2 lat podśpiewywało piosenki ze skrzynką i dzięki temu sprawnie mówił alfabet.
Ot plus.
Cena? Cóż – adekwatna do jakości. To są zabawki niezniszczalne i na pewno na któreś pokolenie.
Przykładowo – zabawki drewniane potrafią być jeszcze droższe.
Lego duplo? Też.
brawo ! ja mam kilka zabawek FP i odkąd moje dziecko skończyło 10 miesięcy, nie kupiłam już więcej FP. bo nie.
kupiłam za to blok techniczny i malowanki. bazgrzemy.
kupilam słonika ciąganego za sznurek – boskie.
ostatnio mało kupuję zabawek – wolę książeczki. i czytam
pozdrawiam
Dzieci są bardz różne i różne mają potrzeby. Wg mnie zabawki fp przeszły ewolucję czy rewolucję, by dostosować je do wymagań nowego pokolenia. Dzisiejsze dzieci nie siedzą grzecznie w szkole w ławkach, trudno im się skupić na momotonnym gadaniu nauczycielki. Co chwila potrzebują nowych bodźców. Do tego bez instrukcji obsługi są w stanie uruchomić każdy sprzęt elektroniczny. Wg mnie fp właśnie jest odpowiedzą na te zmiany. Do tego duży nadzór i kontrola nad produkcją zabawek. Regulacja głośności w większości zabawek to zaleta, której brakuje w produktach innych firm. Intensywne kolory mają przyciągać uwagę malucha, a także niejednokrotnie pomagają rodzicom w nauce dziecka kolorów. Czy nie pytamy: pokarz niebieski, czerwony, zielony? Z kolorową zabawką jest łatwiej. A czy dziecko może sobie zrobić nimi krzywdę? Niewłaściwe użytkowanie zawsze może spowodować jakiś wypadek, bez względu na to czy to fp czy garnek z łyżką. Jednak dziecko po to ma rodziców, by czuwali nad jego bezpieczeństwem i reagowali na potencjalne zagrożenia. Podstawowy problem wg mnie jest taki, czy kupujemy te zabawki, by zdobyć trochę czasu dla siebie zostawiając dziecko z zabawką sam na sam, czy też siadamy z dzieckiem na podłodze i bawimy się wspólnie.
Super tekst! Chyba odbieramy na tych samych falach…Z moją 11-sto miesięczną córą jest tak samo. Zabawki na chwilkę tak …ale czasu spędzonego z mamą czy tatą nie zastąpi nic, też wystawiliśmy pudło do garażu ;) pozdro!
Uczniaczek np.ma ogromny metodyczny błąd: na lewej stopie ma napisane 'noga’ a piesek po naciśnięciu odpowiada’ ŻÓŁTA STOPA’ !
Nie rozumiem czemu autorka wypowiada się tylko na temat zabawek edukacyjnych Fisher Price. Na rynku jest wiele zabawek edukacyjnych tego typu produkowanych przez inne firmy. Ja jako mama odebrałam to jako antyreklamę do zabawek jednego producenta. Czy ten artykuł jest aby na pewno obiektywny?
A moj 7 miesięczny synek uwielbia mięką książeczke z fp i śpiewającą książeczkę vtecha, uspokaja go muzyczka szczeniaczka, lubi się bawić drewnianą kostką i piłeczkami…nie wiem skąd ten boom, że zabawka nie może grać i świecić, nie widzę nic w tym złego…Ważne, żeby nie był to badziew, który się połamie i skaleczy dziecko, albo robi taki hałas, że nie ma możliwości tego przetrwać. Wszystkie pożądne zabawki są drogie, nie oszukujmy się czy to klocki, czy drewniane wózeczki. Najgorsze, jest takie podejście nie kupuje, bo nie…a nuż dziecko wymyśli inne zastosowanie zabawki. My np. podrzucamy piłeczki warsztatem szczeniaczka i bawimy się w wyskakujące ręce akuku…wyobraźnia nie ma granic z fisher pricem, czy bez niego, a ich plastikowe kubeczki to mistrzostwo świata nawet, gdy jakiś się zgubi jest tyle kombinacji, ze wieża powstanie bezproblemu:)
A co do jednego z komentarzy….rzeczywiście rolka po papierze toaletowym wspaniała zabawka dla kilku miesięcznego dziecka (bo dla takich głównie robi fp) tania, higieniczna, rozwijająca poczucie smaku idealna do żucia…może więcej logiki…moja córka bawiła się kiedyś grzebieniem, po wypadku miałam do siebie żal przynajmniej przez rok, ciekawe ile dzieci straciło zdrowie przez wasze rolki od papieru i inne tandetne przedmioty, ktore nie powinny znalezc sie w rękach malucha…zastanówcie się za nim zaczniecie psioczyć na pożądane zabawki.
Jezu dziękuję za ten wpis, dostałam 3 takie szczeniaczki FP i byłam przerażona, że to ze mną jest coś nie tak, że mi te zabawki nie pasują do tego jak chciałabym wychowywać córkę