Za co rodzice nie lubią Fisher Price?

Nie ma rodzica, który nie zna marki Fisher Price. Sztandarowe produkty są w każdym domu- Garnuszek na klocuszek lub Szczeniaczek Uczniaczek. Niewątpliwą zaletą wszystkich produktów tej marki jest jakość wykonania i wytrzymałość. A wady? Otóż są! Coraz bardziej widoczne.

Podczas gdy świat ponownie odkrywa cudowną i mądrą prostotę drewnianych klocków i szmacianych lal, FP ślepo podąża za postępem, proponując zabawki edukacyjne, które paradoksalnie uczą coraz mniej. To trochę jak z nauką liczenia- żeby policzyć na palcach, dziecko musi użyć wyobraźni, żeby policzyć za pomocą kalkulatora wystarczy znać cyfry. To mój największy zarzut, ale po kolei…

1. Cena

fisher-price-wesoly-pilot-do-telewizora-zabawka-interaktywna-m-iext8902926W kraju, w którym średnia płaca dotyczy niewielkiego odsetka populacji, większość natomiast musi „dać radę”, mając do dyspozycji nieporównywalnie mniejsze pieniądze, wydatek rzędu 200 złotych za zabawkę, to naprawdę duży wydatek. Logo FP kosztuje. Często zdarza się, że prezenty tej marki kupują dziadkowie lub ciocie. Bywa, że składkowo. Czy naprawdę warto nadwyrężać się finansowo, aby zakupić zabawkę która sprawdza się tylko przez chwilę? No tak, to już kolejny punkt…

2. Ograniczona możliwość zabawy.

Dlaczego na aukcjach internetowych można kupić używane zabawki FP, na których brak śladów użytkowania? Powiecie-wysoka jakość wykonania! Owszem, ale nie tylko! Zabawki te po prostu szybko wypadają „z obiegu”. Cóż można robić z zabawką lodem z dołączonymi gałkami nakładanymi na siebie? Bawić się w nakładanie gałek. Jak długo? Chwilę, do zaspokojenia ciekawości, wywołanej nową zabawką. Po co komu świecący i grający  plastikowy pędzel? Przecież to tak naprawdę antykreatywna zabawka! Czy pudełko farb i prawdziwy pędzelek nie nauczą brzdąca więcej? To tak, jakby uczyć dziecko chodzić, pokazując mu ludzi w telewizji, zamiast dać możliwość próbowania własnych sił. Pieczątki z ziemniaka i piętnaście minut uwagi rodzica mogą nauczyć dziecko znacznie więcej niż wciskanie plastikowych guziczków. Wspomniany już Szczeniaczek Uczniaczek jest nie tylko ciężki i nieporęczny, ale także zbyt… gadatliwy. Nigdy nie widziałam, żeby moje dziecko bawiło się nim inaczej, niż naciskając części ciałka. Co innego dotyczy Julii- ręcznie szytej szmacianki wyszperanej w odmętach Internetu. Julia jest miękka, poręczna i nieporównanie gustowniejsza od uśmiechniętego pstrokatego pieska. Nie gra i nie mówi- robi to za nią mała właścicielka.  Julia płacze, śmieje się, tańczy, biega, mimo iż w przeciwieństwie do fiszerprajsowego tworu-nie jest naszpikowana elektroniką. Zabawa z Julią zdecydowanie lepiej działa na wyobraźnię mojej córki.

3. Nieporęczne i ciężkie.

Czym skutkuje upuszczenie na stopę Garnuszka na klocuszek? Chyba nie trzeba wyjaśniać. Ta zabawka waży ponad kilogram, przy czym rekomendowana jest dla maluchów od 6 miesiąca życia. Włożenie kształtek w otwory jest wyjątkowo trudne dla malucha. Przeszkadzają nie tylko wypustki uruchamiające melodyjki, ale również zaokrąglone ściany sortera. Większość zabawek krytykowanej marki ma słuszną wagę i gabaryty utrudniające zabranie ze sobą w podróż. Zdecydowanie nie są to poręczne  gadżety.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. azja22 azja22

    U nas te zabawki głównie zbierają kurz i służą do obijania nóg i palców u stóp :( Córki bawią się głównie miskami, drewnianymi łyżkami i rolkami z papieru toaletowego :). Jedyne co na dłużej przykuło uwagę dziewczyn to śpiewająca gąsienica i garnuszek.

  2. Zwyczajna mama Zwyczajna mama

    Podobalo mi się to o pekajacych ze śmiechu roztoczach ;) wlasnie się zastanawiam, czy my w ogóle mamy jakieś zabawki FP…

  3. Dorota Dorota

    Tak! W 100% zgadzam się z artykułem. Moje córki miały kilka zabawek FP, które przeszły w kolejne ręce praktycznie bez śladów użytkowania, ponieważ użytkowane były sporadycznie. Największą frajdę sprawiła im Arka Noego, czyli arka ze zwierzętami, a tak naprawdę, to same zwierzątka były najczęściej używane. I to też nie wszystkie, tylko żyrafa. Przy ruszaniu nogami wydawała „turkoczący” dźwięk, który bawił maluchy, więc wykręcały nogi żyrafy na wszystkie strony. Poza tym zabawki te są za bardzo hałaśliwe.

  4. Sylwka Sylwka

    U mnie krzesełko jest wykorzystywane przez moją córkę dzień w dzień od 3 miesięcy. Dzięki niemu może sięgnąć kluczem do dziurki od klucza w drzwiach więc wędruje z nim po całym mieszkaniu w poszukiwaniu nowych drzwi.. Mamy stary typ z lampką, ma on już 7 lat – kupiłam je na 1sze urodziny mojego chrześniaka, potem miał go jego brat i teraz moje dziecko. To samo ze szczeniaczkiem i garnuszkiem – jednakże te zabawki nie fascynują już tak mojego dziecka. Co do reszty się zgadzam, minęło 7 lat a widzę tylko zmiany na gorsze – piosenki w każdej jednej zabawce FP są takie same, więc wystarczy spokojnie jedna zabawka tej firmy i repertuar się wyczerpuje. Szczeniaczek dzisiejszy jest katastrofą – dwujęzyczny. Powciskałam go trochę w sklepie i zamarłam, nie miałam siły go słuchać a co dopiero maluch pierw po polsku potem po angielsku, no ile to może gadać! Jakość super – wszystko działa i pewnie będzie działać jeszcze długo ale czy warto? Denerwuje mnie trochę zamknięta formula – siedzi i wciska i wszystko za nią gada lub gra, wolę juz jej dać garnek i łyżkę niech sama powydobywa trochę dźwięków i spróbuje pośpiewać. Więcej, kolorowo i dużo nie znaczy lepiej, zdrowiej i mądrzej!

  5. Agata Agata

    A ja się zastanawiałam czy to z moim dzieckiem jest coś nie tak…że nie usiądzie, nie pobawi się chwilę. Masz 100% racji, te zabawki zabijają kreatywność. Szczeniaczka wyeksmitowaliśmy, garnuszek jeszcze się po domu rozbija. Innych nie mamy – teraz wiem, że to dobrze.

  6. monika06 monika06

    szczerze mowiacmoja corka nie ma zadnej zabawki tej firmy-jak dla mnie bylo to marnowanie pieniedzy- racja jest, ze placimy za firme a nie za produkt! obecny rynek ma tak bogaty wybor roznych zabawek i oczywiscie tanszych a jeszcze wazniejsze bardziej edukacyjnych! czesto ogladalam w sklepie rozne zabawki fp ale jakos do mnie nie przemowily! ciagle cos gadaly, spiewaly, tanczyly, swiecily-o zgrozo!-pomyslalam- to nie dla nas! a po tym artykule jeszcze mocniej uwierzylam w to, ze jednak nie postepuje zle, nie kupujac corce tych rzekomo „magicznych” zabawek;-)

  7. mama mama

    Nie dajmy się ogłupić do końca komercji ,bądżmy rozważne w wyborach,bo po latach zbierzemy to co siejemy teraz.

  8. yendza yendza

    brawo!
    ja się zgadzam. większość z kilku zabawek FP starsze dziecko dostało w prezencie od dziadków, młodszy dostał ze 2 sztuki i tylko dzięki temu mamy ta kolekcję w domu. szybko się nudzą, a kosztują sporo. jak tylko młodszy się nimi znudzi, to nie będą czekać na kolejną odsłonę z trzecim właścicielem, tylko sprzedaję.

  9. Tosia z Uroczyska Tosia z Uroczyska

    Nie zachwycają mnie te zabawki i nigdy nie zachwycały. Fakt, to co dla dziecka, powinno być ładne, estetyczne i kolorowe, ale nie wrzaskliwe. Te zabawki nie rozwijają kreatywności, ani wyobraźni.

  10. krola krola

    Ceny kosmiczne, zgadzam się… oj tak.

  11. Olcia 25 Olcia 25

    Ale się ubawiłam czytając ten artykuł! Ja nie kupiłam moim dzieciom nigdy tych zabawek, bo powalała mnie ich cena. Za to moje dzieci dostały ich sporo od rodziny. Nie powiem – jeździk lew, który gra jak naciśnie się mu na nos był super. Córka go wręcz uwielbiała i długo służył. Ale jak w tym roku syn dostał grzechotkę – żyrafę i owego szczeniaczka – uczniaczka to zamarłam. Dźwięki wydawane przez te zabawki doprowadzają nas do rozstroju nerwowego. Żyrafa chyba bardziej podoba się mi i mężowi bo syn jakoś specjalnie zainteresowany nie jest. Woli plastikowy kubeczek i łyżkę. Ot dziecięca przewrotność :)

  12. witulkowa witulkowa

    Mój syn bawi się stoliczkiem FP już od kilku miesięcy, co chwila wymyśla jakieś nowe, oprócz przewidzianego przez producenta zastosowanie. Ma świetny ubaw przy słuchaniu melodyjek, ostatnio zaczął do nich nucić i tańczyć i nie da się ukryć, że lubi tę świecącą tandetę.
    Myślę, że najbardziej racjonalnie jest nie oburzać się na FP, tylko pokazywać dzieciom zarówno proste drewniane klocki, jak zabawki tego typu. To, czy są one ładne, czy nie to dyskusyjna sprawa, bo to, że tak podobają nam się teraz rzeczy minimalistyczne, eko, naturalne itd. to w dużej mierze efekt działań speców, którzy stworzyli taką, a nie inną modę. Co lubi dziecko i co mu będzie rzeczywiście służyło to indywidualna sprawa.

  13. Agnieszka Agnieszka

    K: Z zainteresowaniem przeczytałam powyższy tekst. Jestem świeżo upieczoną mamą, dopiero kompletuje zabawki dla mojej pociechy. Synek ma pół roku więc czas na bardziej interaktywne zabawki niż gryzaki ,które towarzyszyły nam wcześniej. Odnoszę wrażenie, że autorka tekstu dość mocno podważa sens kupowania zabawek FP i w dość chaotyczny sposób to argumentuje, Po pierwsze: to , że oferta FP kierowana jest do ludzi lepiej zarabiających nie jest ich wadą tylko faktem. Tak bywa.Z drugiej jednak strony na dzieciach się nie oszczędza…Poza tym czy 100 zł za zabawkę wykonana z dobrego materiału, bez ostrych krawędzi w ładnych kolorach i z fajnymi melodyjkami jest wygórowana? Do dziś mam w domu zabawki, które dostałam jako mała dziewczynka- np klepsydra z FP.Ile to lat? Nadal jest w dobrym stanie. Inne zabawki nie przetrwały. To świadczy o wysokiej jakości wykonania. Wolę jedną zabawkę lepszej jakości niż stos badziewia, które się zaraz zepsuje lub spowoduje wypadek. Dając dziecku zabawkę FP nie czuję lęku, że zaraz się ta zabawka rozsypie w proch. Z wyśmianiem nocnika tejże marki trochę się zgodzę -to akurat jest lekka przesada. Tu chyba bardziej wskazany jest minimalizm, ale są pewnie dzieci, które są zachęcone do korzystania takimi atrakcjami. Cel uświęca środki.Oczywiście można podsumować w stylu autorki każdą dziedzinę życia: po co zabawki skoro można dać dziecku papier, kredki, śmieci , butelkę z groszkami, szmaciankę wykonaną własnymi rękami,. Takie dołowanie się na siłę….np po co chodzić do restauracji i wydawać pieniądze, skoro można zjeść w domu za dychę. Myślę, że tu potrzebny jest właśnie dystans.

    • Polianna Polianna

      Moje dziecko dostało kilka zabawek interaktywnych firmy FP, m.in. pilota ze zdjęcia :) Dla mnie koszmar. Nie mogłam tego słuchać. Młody za to był zafascynowany tym, że po naciśnięciu przycisku zapalają się światełka. Maił wówczas 8-9 miesięcy. Później już nie zainteresował się w ogóle ta zabawką. Oddałam. Tak samo było z misiem, książeczką i lokomotywą. Jedyną zabawką FP, którą interesuje się już od ponad pół roku jest wieża, którą można ułożyć z połówek kul, albo składać te połówki w kule. Uważam, że artykuł nie jest stronniczy, ponieważ sama widzę jak szybko te zabawki wypadają z obiegu. Znacznie ciekawsze są wszelkie przybory kuchenne czy inne „skarby” znalezione w szafkach / szufladach i nie koniecznie przeznaczone dla małych rączek :) Generalnie FP robi zabawki tendencyjne i drogie. Można kupić ciekawsze i tańsze zabawki.

  14. Matka Prezesa Matka Prezesa

    Dlatego u nas ilość fisher prAJSOWYCH zabawek była ograniczona.
    To prawda, że są robione na jedno kopyto.
    My byliśmy posiadaczami skrzynki pocztowej i np. świnka skarbonka niczym się nie różniła. :)
    Moje dziecko w wieku 2 lat podśpiewywało piosenki ze skrzynką i dzięki temu sprawnie mówił alfabet.
    Ot plus.
    Cena? Cóż – adekwatna do jakości. To są zabawki niezniszczalne i na pewno na któreś pokolenie.
    Przykładowo – zabawki drewniane potrafią być jeszcze droższe.
    Lego duplo? Też.

  15. Aneta Aneta

    brawo ! ja mam kilka zabawek FP i odkąd moje dziecko skończyło 10 miesięcy, nie kupiłam już więcej FP. bo nie.
    kupiłam za to blok techniczny i malowanki. bazgrzemy.
    kupilam słonika ciąganego za sznurek – boskie.
    ostatnio mało kupuję zabawek – wolę książeczki. i czytam
    pozdrawiam

  16. Angieabc Angieabc

    Dzieci są bardz różne i różne mają potrzeby. Wg mnie zabawki fp przeszły ewolucję czy rewolucję, by dostosować je do wymagań nowego pokolenia. Dzisiejsze dzieci nie siedzą grzecznie w szkole w ławkach, trudno im się skupić na momotonnym gadaniu nauczycielki. Co chwila potrzebują nowych bodźców. Do tego bez instrukcji obsługi są w stanie uruchomić każdy sprzęt elektroniczny. Wg mnie fp właśnie jest odpowiedzą na te zmiany. Do tego duży nadzór i kontrola nad produkcją zabawek. Regulacja głośności w większości zabawek to zaleta, której brakuje w produktach innych firm. Intensywne kolory mają przyciągać uwagę malucha, a także niejednokrotnie pomagają rodzicom w nauce dziecka kolorów. Czy nie pytamy: pokarz niebieski, czerwony, zielony? Z kolorową zabawką jest łatwiej. A czy dziecko może sobie zrobić nimi krzywdę? Niewłaściwe użytkowanie zawsze może spowodować jakiś wypadek, bez względu na to czy to fp czy garnek z łyżką. Jednak dziecko po to ma rodziców, by czuwali nad jego bezpieczeństwem i reagowali na potencjalne zagrożenia. Podstawowy problem wg mnie jest taki, czy kupujemy te zabawki, by zdobyć trochę czasu dla siebie zostawiając dziecko z zabawką sam na sam, czy też siadamy z dzieckiem na podłodze i bawimy się wspólnie.

  17. Tytyryty Tytyryty

    Super tekst! Chyba odbieramy na tych samych falach…Z moją 11-sto miesięczną córą jest tak samo. Zabawki na chwilkę tak …ale czasu spędzonego z mamą czy tatą nie zastąpi nic, też wystawiliśmy pudło do garażu ;) pozdro!

  18. ola ola

    Uczniaczek np.ma ogromny metodyczny błąd: na lewej stopie ma napisane ‚noga’ a piesek po naciśnięciu odpowiada’ ŻÓŁTA STOPA’ !

  19. Agnieszka Agnieszka

    Nie rozumiem czemu autorka wypowiada się tylko na temat zabawek edukacyjnych Fisher Price. Na rynku jest wiele zabawek edukacyjnych tego typu produkowanych przez inne firmy. Ja jako mama odebrałam to jako antyreklamę do zabawek jednego producenta. Czy ten artykuł jest aby na pewno obiektywny?

Zobacz również