„Wyznania upiornej mamuśki” Jill Smokler

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Macierzyństwo nie jest różowe, ale ma kolor zbliżony do wszelkich wydzielin pochodzących od dzieci, a te różnią się barwą na różnych etapach rozwoju. Tak w skrócie można by było opisać przesłanie tej książki. Z jednej strony odważny, bezpośredni i często celujący w ważne aspekty zachowań społecznych styl bez moralizatorskiego tonu, z drugiej bicie się w pierś z przekonaniem, że „nie jestem idealną matką”. Podążając za Jill Smoker – „Ty też nią nie jesteś…”. I o tym jest ta książka.

Popularna blogerka pisze książkę

Książka Jill Smokler powstała na podstawie jej popularnego bloga: www.scarymommy.com. Zwykły internetowy dziennik, prowadzony w czasie przedłużającego się urlopu macierzyńskiego autorki (Jill jest matką trójki dzieci), w bardzo szybkim tempie przeistoczył się w tętniącą życiem społeczność rodziców, zjednoczonych jednym hasłem: rodzic to też człowiek, nie musi być doskonały!

Blog Jill Smokler notuje ponad 1,5 miliona odwiedzin w miesiącu i został wyróżniony licznymi nagrodami. Wersję bloga w serwisie Twitter.com śledzi dziennie 240,000 internautów, wśród których znaleźli się Tori Spelling, Nicole Ricci, a nawet… Barack Obama. Profil autorki na Facebooku gromadzi obecnie ponad 48,000 aktywnych fanów.

Zamiast fabuły

Warto zacytować kilka fragmentów pochodzących od Autorki i jej czytelniczek bloga. Ciekawe, czy mielibyście odwagę napisać to samo:

  • „Codziennie rano całuję na pożegnanie swoją wychodzącą do szkoły humorzastą i naburmuszoną nastolatkę. Zamykam za nią drzwi i pokazuję jej środkowy palec. U obu rąk.”
  • „W ciąży mam piersi jak pierwszorzędna gwiazda porno. Mogłabym zostać surogatką, byle tylko utrzymać taki biust.”
  • „Rodzenie dziecka pozostanie dla mnie najbardziej obrzydliwym doświadczeniem w życiu.”
  • „Mam rozstępy nawet na waginie.”
  • „Zaparzywszy sobie kawę, zorientowałam się, że nie ma w domu mleka. Dolałam własnego. W sumie niezłe.”
  • „W zeszłym tygodniu fryzjerka spytała mnie, kiedy rodzę. Nie jestem w ciąży, ale odpowiedziałam, że to czwarty miesiąc. Więcej tam nie pójdę.”

 

Co ja o tym sądzę?

Po lekturze tej szybko czytającej się powieści po raz kolejny mam problem z fenomenem amerykańskich „sław”, osób, które zyskują popularność w błyskawicznym tempie za to, jak prowokują oraz wyróżniają się na tle otoczenia.

Tak naprawdę trudno mi zrozumieć, dlaczego akurat ta blogerka, mama taka jakich wiele, zyskuje uznanie. Osobiście jej styl wypowiedzi nie nakłania mnie do głębszej refleksji, nie mówi o czymś, nad czym chciałabym się na dłużej zatrzymać. Na pewno jednak łamie tabu, mocno ugruntowane i powtarzane przez lata wizje i twierdzenia. Pokazuje prawdziwy świat. Bez idealnych mam, które mają perfekcyjne dzieci i wychowują je w książkowy sposób. W tym tkwi siła Jill Smoker.

Dlaczego warto przeczytać?

„Wyznania upiornej mamuśki” to książka dobitnie i czasami w dość przekoloryzowany sposób pokazująca, że nikt nie jest doskonały (także, a może szczególnie matka), że wychowanie to prawdziwe wyzwanie, w którym jako rodzice wielokrotnie przegrywamy.

Jill Smoker odważnie opowiada o tym, że czasami kobiecie-mamie się nie chce, że niekiedy daje się dla świętego spokoju zabawkę, słodycze, włącza bajki, zamyka się w łazience, udając, że korzysta się z toalety, by mieć chwilę dla siebie.

Jill Smokler obala mity o wspólnym wypoczywaniu na wakacjach, pokazując, jak wiele stresu i czasu wymaga prosty wyjazd na weekend i że gdy się z niego wraca, nierzadko trzeba … odpoczywać. Ponadto przyznaje się również do tego, że czasami nie znosi swoich dzieci, że z chęcią wydałaby je na kilka dni, by móc odpocząć, jednak, że po takiej myśli szybko pojawia się tęsknota. Opowiada o problemach żywieniowych, korzyściach z bycia w ciąży oraz o wszystkich ciemnych stronach chodzenia z „dużym brzuchem”.

Wyjaśnia również nasz matczyny pęd do rywalizacji, tworzenia zdjęć doskonałych oraz prezentowania swoich dzieci jako ponadprzeciętnych i już od urodzenia wybitnych. W „Wyznaniach upiornej mamuśki” można się przejrzeć jak w lustrze, zapytać, jaką jestem mamą. Poza tym oczywiście można doskonale się bawić i śmiać z prostych i starych jak świat rodzicielskich dylematów.

Czego się spodziewać?

  • rozrywki
  • szybkiej w czytaniu książki
  • uśmiechu na twarzy w trakcie lektury,
  • dla wrażliwych osób: czasami zgorszenia, a nawet uczucia niesmaku,

Książka miała premierę 2 sierpnia 2012 roku. Niestety wydawcy nie udało się wyłapać wielu literówek oraz dość oczywistych pomyłek, jak na przykład tych mylących dwudziesty tydzień ciąży z dwudziestym miesiącem (strona 95). Wydawać by się mogło, że takich błędów można było uniknąć…Niestety pod względem redakcyjnym jest to kolejna książka wydawnictwa Prószyński, która w tym zakresie ma spore niedociągnięcia…Trochę szkoda.

Dziękujemy wydawnictwu Prószyński i S-ka za wysyłkę egzemplarza recenzenckiego książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ewa Ewa

    Niesmaczne są zacytowane określenia o porodzie czy o pokazywaniu własnemu dziecku środkowego palca… Po co mieć dzieci jeśli ma się takie podejście i nastawienie do nich? Przecież posiadanie dziecka nie jest jakimś przymusem społecznym- są środki antykoncepcyjne i nie musiałaby ta Pani każdego dnia pokazywać środkowego palca własnej Córce… Przykre to. A najbardziej oburza mnie fakt,że ktoś taki jest celebrytą…

    • Dorota Dorota

      Ewo, jeśli książkę potraktuje się z przymrużeniem oka, nie jest taka zła…Czytana dla rozrywki może być ;)

  2. anka484 anka484

    ciekawa książka pokazująca inna stronę macierzyństwa. czasami jak sobie tak poczytamy kolorówki (gazety o np celebrytach) jak to im wspaniale wychodzi wychowanie i macierzyństwo i ze jest taka możliwość połączenia kariery i wychowania dziecka to płakać nam się chce że u nas nie ma tak różowo. A przecież nie musimy być chodzącymi ideałami: idealną mamą, idealną żona idealna kochanką. Ciekawa książka, pokazuje inne podejście.

  3. anka484 anka484

    ale tez przyznaje że książka napisana na granicy niesmaku…jednak myślę że fajnie by było ja przeczytać.

  4. OlkaG OlkaG

    Myślę, że trzeba do tej książki podchodzić z humorem i dystansem. Rzeczywiście napisana … Hmmm… może i na granicy niesmaku, ale wszystko zależy od tego, jaki czytelnik ocenia. Ja przyznam szczerze, że jestem bardzo ciekawa całości, bo troszeczkę mamy podobne poczucie humoru z autorką. Książka od razu przywiodła mi na myśl „Złą matkę” Ayelet Waldman, ale ta chyba była napisana z mniejszym poczuciem humoru:)

    • Dorota Dorota

      OlkaG, zdecydowanie z humorem i dystansem. Inaczej się nie da :) Dlatego wyraźnie zaznaczam, że osoby, którym takie podejście do rzeczywistości jest obce, zachęcam do albo „uodpornienia się” i odpowiedniego nastawienia do lektury albo do zrezygnowania z niej.

      • MARIA MARIA

        a mi się podoba. Tak z dystansem i prawdziwie :)

      • OlkaG OlkaG

        Tak, jak pisałam – mam podobny dystans do świata jak autorka:) Bardzo chętnie sięgnę po tę książkę;)

        • Rodzynek Rodzynek

          A mnie to trochę już śmieszy, że publikacje o tej nieróżowej stronie macierzyństwa traktuje się jako wyjątkowe. Czytałyście ostatnio coś „różowego”? Bo ja już dawno nie. Tak samo, jak nie znam żadnej idealnej matki, albo takiej, która bez zająknięcia mówi jakie wspaniałe ma życie z dzieckiem. Wręcz to bym uznała za coś zupełnie wyjątkowego. A tak szczerze przyznajcie: ile razy dziennie miałybyście ochotę pokazać ten środkowy palec :)

          • sosrodzice sosrodzice

            Rodzynek, znamy sporo mam, które opowiadają o „różowym” macierzyństwo. Ale masz rację. Temat już nie jest tak „świeży” jak kiedyś…O „zwykłym” rodzicielstwie mówi się coraz częściej :) I dobrze.

  5. OlkaG OlkaG

    Rodzynek ma rację, ale to chyba dobrze, że tak jest? Chociaż czasem mam wrażenie, że przez te szczere, czasami własnie przerysowane obrazy macierzyństwa od tej gorszej strony, zaczynają straszyć i przesłaniać nam to, co piękne w byciu rodzicem…

    • Rodzynek Rodzynek

      Moja koleżanka śmieje się, że jestem chodzącą antykoncepcją, w taki sposób opowiadam o moich akcjach i reakcjach macierzyńskich :) ale nigdy nie zapominam dodać, że kocham dziecko nad życie. Co nie zmienia faktu, że jestem zwolenniczką mówienia jak jest. Gdyby mi ktoś powiedział, jak wygląda poród i pobyt w szpitalu, to nie przeżyłabym takiego szoku. Po prostu.

      • OlkaG OlkaG

        Ja wiedziałam z opowiadań, jak to wszystko wygląda, ale jednak wiedzieć, a przeżyć to zupełnie co innego… :)

        P.S. No to udało mi się wygrać książkę Jill Smokler – będę mogła napisać coś więcej po lekturze! Po przeczytanej tejże recenzji, bardzo się ucieszyłam z dzisiejszej wygranej:)

        • Dorota Dorota

          Olka, gratuluję i czekam na Twoją opinię :) Podziel się koniecznie! :) To teraz masz sporo do czytania ;)

          • OlkaG OlkaG

            Dziękuję:) Ja jestem zapalonym molem książkowym, więc to opanuję, o ile tylko mi maluchy pozwolą. Ostatnio testuję metodę czytania przy piersi karmiąc Szymka:)

            • Dorota Dorota

              Mol? To całkiem jak ja… :) Choć czytanie podczas karmienia jakoś mi nie szło. Tobie, Olu, wychodzi?

          • OlkaG OlkaG

            Doroto, staram się jak mogę, bo na karmieniu spędzam większość czasu w ciągu dnia:) Nie jest to łatwe, ale w niemal 500 stronicowej powieści, którą właśnie czytam, doszłam już do połowy:D

  6. OlkaG OlkaG

    Książka przeczytana – powiem jedno: dawno się tak serdecznie nie uśmiałam i nie podniosłam na duchu!:)

    • Dorota Dorota

      Super :) Śmiech nigdy nie za wiele…:) Lektura przy karmieniu Synka? ;)

Zobacz również