Wyszłam urodzić. Zaraz wracam

Jeśli poród przebiegł bez komplikacji, młoda mama wraz z dzieckiem może wrócić do domu już po kilku dniach. Wypis następuje najczęściej w drugiej-trzeciej dobie po porodzie siłami natury i w piątej w przypadku przeprowadzenia cesarskiego cięcia. Są jednak kobiety, które nie chcą przebywać w placówce medycznej tak długo. Już na drugi dzień, a nierzadko nawet po kilku godzinach po porodzie, podejmują decyzję o wyjściu ze szpitala na własne żądanie.
1526824_10152154141084704_929133128_nPaulina ma 30 lat. Jak tylko zaszła w ciążę wiedziała jedno: chce urodzić w domu. Wraz z mężem pragnęli, aby córeczka przyszła na świat w bezpiecznym, spokojnym miejscu, w atmosferze intymności i rodzinnego ciepła, wśród najbliższych, kochających ją osób. Do porodu przygotowywali się wiele miesięcy. Miała to być dla nich niezwykła, magiczna chwila. Chwila, która zmieni ich życie na zawsze, a równocześnie taka, którą będą wspominać jako jedno z najpiękniejszych przeżyć, jakich doświadczyli. Obca, zimna, czasami wieloosobowa, szpitalna sala porodowa daleko odbiegała od ich wyobrażeń o idealnym miejscu do porodu. Życie jednak potoczyło się nie tak, jak zaplanowali…

Gdy zaczęłam rodzić okazało się, że nasza położna nie będzie mogła do nas przyjechać, bo ma dyżur w szpitalu i poród w domu nie będzie możliwy. Wszystko działo się tak szybko…– opowiada młoda mama – W tej sytuacji nie mieliśmy wyjścia. Musieliśmy jechać do szpitala. Wiedziałam jednak, że będę chciała go opuścić jak najszybciej. I tak, w październiku zeszłego roku, w jednym z krakowskich szpitali, przyszła na świat Hania. Paulina urodziła córeczkę wieczorem a już następnego dnia po południu obie opuściły szpital – Właściwie to chciałam wyjść jeszcze tego samego dnia, ale odradziła mi to moja położna. Powiedziała, żebym odpoczęła przez tę noc i jeśli będę zdecydowana, to jutro wyjdę – wspomina dziewczyna. Rano, podczas obchodu, poinformowała więc lekarza o swoich zamiarach. Na opuszczenie przez nią szpitala wraz z dzieckiem musiał wyrazić zgodę również pediatra.

Po przeprowadzeniu niezbędnych badań i załatwieniu koniecznych formalności, Paulina podpisała dokument o opuszczeniu szpitala na własne żądanie, zobowiązując się równocześnie do pozostania pod opieką położnej. W ten sposób, kilkanaście godzin po porodzie, mała Hania wraz z mamą mogły już cieszyć się sobą w domowym zaciszu. Na pytanie, dlaczego podjęła taką decyzję, tłumaczy krótko: – Jestem zwolenniczką naturalnego podejścia do macierzyństwa. Zależało mi, aby poród odbył się bez zbędnej interwencji medycznej. Jeśli  przebiega on bez komplikacji, nie widzę żadnych powodów do pozostania w szpitalu. Zwraca również uwagę na fakt, że zasady i standardy opieki okołoporodowej w innych krajach często znacznie różnią się od tych, które obowiązują w Polsce. Do porodu drogami naturalnymi podchodzi się nie jak do skomplikowanej operacji, ale jak do czegoś zupełnie naturalnego, nie wymagającego dłuższej hospitalizacji.

Anna dwoje swoich dzieci urodziła w Irlandii. Często porównywała opowieści koleżanek, których pociechy przyszły na świat w Polsce ze swoimi doświadczeniami. Twierdzi, że na Wyspach lekarze mniej zajmują się pacjentkami po porodzie. Podkreśla, ze nikt nie był dla niej niemiły, ale nie można było też oczekiwać zbytnich oznak większego – niż standardowe stosunki lekarz-pacjent – zainteresowania. – Wszystko odbywa się na zasadzie: Urodziłaś. Nic się złego nie dzieje. Wychodź. Czekają nas kolenie porody – mówi, tłumacząc, że w przypadku cesarskiego cięcia można było opuścić szpital po kilku dniach, ale gdy poród odbył się siłami natury wypis otrzymywało się już w ciągu 24 godzin. – Jeśli urodziłaś przed 10 rano mogłaś wyjść już o 10 następnego dnia, a jeśli po 10 to w następnej dobie – precyzuje.

Kobiety, które zdecydowały się na opuszczenie szpitala na własne żądanie wskazują na wiele powodów swojej decyzji. Zależy im, aby wrócić jak najszybciej z nowo narodzonym dzieckiem do domu, bo nie wierzą w sterylne i bezpieczne warunki w  placówkach medycznych. Na forach internetowych można znaleźć niejedną opowieść o tym, jak to „dziecko zaraziło się czymś w szpitalu”. Takie historie skutecznie zniechęcają kobiety do pozostawienia noworodków pod dłuższą opieką personelu szpitalnego. Chcą jak najszybciej zabrać swój skarb do domu, gdzie – według nich – będzie bezpieczniejsze. Dziewczyny przywiązują również wagę do atmosfery panującej w  szpitalu. Wierzą, że dziecko potrzebuje przede wszystkim spokoju, ciepła, ciszy, a na to rzadko można liczyć w państwowych ośrodkach. Decyzja o wcześniejszym powrocie do domu wiąże się też często z  naturalnym podejściem do macierzyństwa. Kobiety nie chcą, aby ktoś inny kąpał, przewijał i karmił ich dziecko. Boją się, że będzie ono dokarmiane butelką bez ich zgody. Nie godzą się na szczepienia i nie chcą, aby ktoś namawiał ich do zmiany decyzji.

Młode mamy, zapytane o swój pobyt w szpitalu, mówią o tym, jak trudny jest to czas także dla nich samych. Kobieta po porodzie jest wycieńczona i obolała. Poród to dla jej organizmu ogromne wyzwanie. Wystawia na ciężką próbę nie tylko wytrzymałość fizyczną, ale i psychiczną rodzącej. Niektórzy zmęczenie po porodzie porównują do stoczenia 12 rund zaciętej walki na ringu bokserskim. Do tego dochodzą jeszcze kwestie higieny, o którą należy potem bardzo skrupulatnie dbać, by nie doszło do zakażenia, które może skutkować groźnymi powikłaniami. Położne i lekarze podkreślają m.in. jak ważną kwestią w prawidłowym gojeniu się rany jest jej wietrzenie. Trudno jednak tego dopilnować na wieloosobowej sali poporodowej, pełnej personelu medycznego i odwiedzających…- Leżałam na sali z ośmioma innymi kobietami. Każda z nich codziennie miała gości a tatusiowie potrafili spędzać przy nich całe dnie. Rozumiem, że każdy chce być wtedy przy mamie i dziecku, jednak w takich warunkach naprawdę trudno odpocząć. Nie ma mowy o intymności – żali się Ewa. Wierzy, że w domu, przy wsparciu i pomocy ze strony bliskich, szybciej wróciłaby do zdrowia.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. goska goska

    Przede wszystkim powinna być to przemyślana decyzja obojga rodziców, najlepiej skonsultowana z lekarzem/położną. Trzeba uważać, by w imię naturalnego stylu życia i bycia „eko-mamą”, nie narażać zdrowia własnego i zdrowia dziecka. Jeśli po ciąży kobieta czuje się dobrze, nie ma komplikacji, dziecko jest zdrowe, to jestem w stanie zrozumieć decyzję o wypisaniu na własną prośbę, choć prawdopodobnie sama bym się na to nie zdecydowała. Jeśli natomiast lekarz radzi, by dziecko lub matka zostały w szpitalu dłużej (komplikacje przy porodzie itp.), to uważam, że wypisywanie się na własną prośbę jest nierozsądne.

  2. Ewula Ewula

    Witam serdecznie !
    W ogole nie zgadzam się z tym co jest napisane jeśli chodzi o poród w Irlandii.
    Moja historia jest taka:
    Ja przyjechałam do Irlandii do pracy i okazało się po 2 miesiącach jestem w ciąży.
    Najpierw idziesz zgłosić że jestem w ciąży do lekarza GP ( lekarz rodzinny) i on wypełnia z Tobą wszystkie dokumenty i wysyła do szpitala, robi test ciążowy i podstawowe badania. Kiedy dostaniesz list ze szpitala, jedziesz -> tam robią Ci usg, badania. I masz co jakiś czas wizyty na przemian, raz w szpitalu raz u swojego rodzinnego lekarza. Masz za darmo szkołę rodzenia, przyjeżdżasz na spotkanie żeby zapoznać się ze szpitalem. Pokazują Ci jak wygląda sala porodowa, gdzie się leży po porodzie i takie inne. Możesz wybrać sobie poród np. w wodzie i wtedy dostajesz swoja własna sale, przy cesarce również własna sala, natomiast jeśli jest to poród normalny sala ogólna z innymi kobietami.
    Jedynie na co tutaj można ponarzekać to to, że USG nie robią tak często jak w Polsce przy każdej wizycie u ginekologa i to że jeśli ciąża przebiega prawidłowo to nie ma badania ginekologicznego bo oni uważają ze jest do dyskomfort dla kobiet.
    Po porodzie badają dziecko, dają szczepionkę w nożkę i wracasz na sale i dziecko masz cały czas przy sobie, nigdzie Ci go nie zabierają. Lekarze przychodzą do Ciebie i badają dziecko, pediatrzy, laryngolog i inni. Pielęgniarki przychodzą co kilka godzin i badają Ciebie i dziecko, mierząc temperaturę, ciśnienie i robią wywiad czy wszystko ok i czy widzisz coś niepokojącego. Koło łożka masz przycisk i jeśli sobie z czymś nie radzisz to dzwonisz i pielegniarka jest przy Tobie w mgnieniu oka, zawsze pomoże.
    Ja rodziłam 40 godzin, opiekę miałam doskonałam, nie mogę narzekać. Mój mąż był cały czas ze mną nigdzie go nie wyganiali. Śniadanie, obiad, kolacja jak był w tych porach u mnie zawsze coś dostał i nie musiał płacic.
    W Irlandii dziecka nie kapią po porodzie tylko na następny dzień gdyż śluz który ma na sobie chroni go przed bakteriami. Do kąpieli idziesz razem z polożna i ona Ci wszystko pokazuje ale jak chcesz możesz to zrobić sama a ona będzie stala i CI pomagała.
    Ja do szpitala trafiłam w piątek o 3 rano i wyszłam dopiero we wtorek około 16.
    a dlaczego tak długo?
    W sobote urodziłam, wiec niedziela i poniedziałek to normalne że trzeba zostać, nikt cię nie wygania. Sami zaproponowali mi ze mogę zostać dobe dluzej o odpocząć. I zostałam.
    Jeśli u Ciebie nikogo w odwiedzinach nie było a chcialas sie wykapac, prosilas pielegniarke i ona zostawala Ci z dzieckiem na sali, kolo Twojego łożka, czekala na Ciebie, nigdzie dziecka Ci nie brala. Nie ważne jak długo tam bylas oni nie robili ci problemu.
    We wszystkim Ci pomogli i opiekowali sie Toba i dzieckiem jak najlepiej tylko potrafili.

    Irlandia nie słynie z dobrej opieki medycznej, oni wszystko chcą wyleczyć PANADOLEM ale jeśli chodzi o porod i o dzieci to nie można zlego słowa powiedzieć.

    • Esme24 Esme24

      Rodziłam w Polsce i kwestia pobytu w szpitalu (poza kapaniem dziecka dopiero następnego dnia), dziecka przy łózku, mozliwości samodzielnog kąpania maleństwa itd wyglądała tak samo. Tyle, ze był to malutki oddział położniczy, niewiele pacjentek więc położne i pielęgniarki noworodkowe miały czasu w bród. Nawet zaproponowały mężowi, żeby mnie zabrał na obiad na mieście, bo po wyjściu ze spzitala długo nie będzie okazji. Przesympatyczna pani Ania pilnowała w tym czasie Alusi. Wiem od koleżanek, ze w dużych szpitalach wygląda to zdecydowanie inaczej, do Irlandii nam daleko, niestety

  3. Dorota Dorota

    A ja popieram wcześniejsze wychodzenie ze szpitala – takie zdanie przynajmniej wyrobiłam sobie po moim „porodowym” pobycie.
    Do porodu nie mam żadnych zastrzeżen ale nie wiem jakby to wyglądało gdyby nie to, że akurat trafiliśmy na naszą ginekolog i położną która prowadziła szkołe rodzenia, czuliśmy się niesamowicie bezpiecznie i pewnie dzięki temu poród wspominam wspaniale.
    Dalej nie było już tak wesoło, spędziłam dwa dni na oddziale i w te dwa dni pielęgniarki do mojego pokoju weszly dwa razy.. raz żeby pobrać mi krew, a drugi raz zapytać czy mają wykąpać Synka. Nie miałam z ich strony ŻADNEJ pomocy, nikt mi niczego nie pokazywał, nie próbował nawet pomóc, nie było żadnego wsparcia w karmieniu piersią. Na wyjście musiałam się prosić o badanie pediatry, a na koniec jeszcze mnie zwyzywano, że nie przypominałam o pobraniu krwi od dziecka z pięty. Gdyby nie to, że parę lat wcześniej Siostra urodziła Córkę i brałam udział w jej wychowaniu od pierwszych chwil to naprawdę nie wiem jak miałabym sobie poradzić. Później w domu dowiedziałam się też, że nie zrobiono mu żadnych badań w kierunku żółtaczki, a dzień później wylądowaliśmy z powrotem w drugim szpitalu – bliżej domu z bardzo wysokim poziomem bilirubiny. Dodam jeszcze tylko, że na sali leżałam sama, Mąż przyjeżdzał na 2-3 godziny, więc resztę czasu byłam sam na sam z dzieckiem, w tym czasie na oddziale były dwie inne pacjentki, więc spokój i cisza, niestety rodziłam 21 grudnia więc podejrzewam, że pielęgrniarki miały inne zajęcia.
    Plusem całej tej sytuacji jest to, że od początku z Synkiem mieliśmy spokój więc szybko nauczyliśmy się siebie nawzajem, a ja wpadłam w nowy rytm. Dowiedziałam się też, że kolejne dziecko pewnie będę rodzić w domu, a jeśli to się nie uda, bo przecież różnie bywa jeśli chodzi o porody to na pewno wypiszę się szybciej, tym bardziej, że teraz wiem czego sie spodziewać.