„Wychowawcze czary-mary”

Przyznam, że tytuł tego poradnika zadziałał na mnie zniechęcająco. Jest tak infantylny czy bezpośredni, w złym tonie „amerykański”, nastawiony na sprzedaż, że robi się niedobrze. Bo cóż oznacza „czary-mary”? To stwierdzenie kompletnie do mnie nie przemawia.

Podobnie jak informacja na okładce o sprzedaży ponad miliona dwustu egzemplarzy i głównej nagrodzie Nappa (Międzynarodowej Nagrodzie wśród Publikacji dla Rodziców). A mimo to, muszę przyznać, że zawartość pozytywnie mnie zaskoczyła.  Całkiem niespodziewanie. W konfrontacji z tą nieszczęsną okładką wypada wyjątkowo dobrze.

Trzeba przetrawić

wychowawcze-czary-mary-odzyskaj-spokoj-w-domu-i-ciesz-sie-z-posiadania-dziecka-b-iext3825143Jest coś w tym poradniku, co wymusza „dojrzewanie” do zamieszczonych w nim rad. Dlatego mimo że książka ta trafiła w moje ręce kilka miesięcy temu, długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Z różnych powodów. Między innymi dlatego, że był mi potrzebny czas, aby ocenić skuteczność rad w niej zamieszczonych. Po czasie mogę stwierdzić, że jeśli pozbędziemy się uprzedzeń, obaw przed wychowywaniem, respektowaniem swoich praw jako rodziców (wszak tendencje są dzisiaj odmienne), to nagle okazuje się, że naprawdę warto.

Czas z dzieckiem nie musi być batalią i próbą charakterów. Nie musi być również formą poświęcania się do granic możliwości. Chyba właśnie z tego „zbyt heroicznego” czy „nazbyt poważnego” traktowania własnej roli jako rodzica wynika totalne zmęczenie opieką nad dziećmi oraz przekonanie, że nie da się we współczesnym świecie wychować więcej niż jednego/dwóch potomków. Jeśli wiele poradników, autorów i autorytetów sugeruje, że wszelkie złe zachowania należy znosić ze spokojem, czekając aż one miną, broń boże na nie nie reagować w celu ich przykrócenia, tylko tłumaczyć, przytulać oraz rozmawiać, to nagle okazuje się, że jest to wyzwanie ponad pierwotnie definiowany instynkt czy poczucie zdrowego rozsądku.

Dlatego dzisiejsza moda a jednocześnie podział na tych, którzy nie wychowują i tych, którzy nazywają się „złymi rodzicami”, którzy „śmią wychowywać” ma się dobrze.

Na właściwe tory

Poradnik oparty jest w głównej mierze na metodzie 1-2-3, czyli teoretycznie dobrze znanej lub co najmniej kojarzonej metodzie odliczania złych zachowań dziecka. Jej założeniem jest „mniej gadania i mniej emocji”, czyli więcej spokoju i opanowania. Po to, by osiągnąć cel: lepsze zachowanie dzieci, bez efektów ubocznych.

Poza szeroko opisaną metodą dyscyplinowania, która w mojej ocenie jest techniką, mogącą zadowolić wiele osób, jest oczywiście coś jeszcze. Autor, dr psychologii klinicznej Thomas W.Phelan, prowadzący swoją praktykę od 1972, tłumaczy, jak skutecznie zachęcać do dobrego zachowania. Wszystkie te działania nie miałyby sensu, gdyby nie wzmacnianie więzi z dziećmi, czyli zwrócenie uwagi jak ważny jest wspólny czas rodzinny (a także spędzenie czasu jednego dziecka z jednym rodzicem), rozmowy, bliskość, czułość i zrozumienie.

Jest to niewątpliwie interesująca pozycja dla rodziców, którzy mimo szczerych chęci lub po prostu zwykłej ludzkiej wygody, potrzeby życia własnym życiem, braku chęci „katowania się”, niemożności powierzania opieki nad dzieckiem kilku innym osobom, konieczności normalnego życia z dzieckiem/dziećmi, chcą wychowywać swoje dziecko i temperować złe zachowania.

W poradniku znajdziemy ciekawe, wyważone rady, jak poradzić sobie z problemem:

  • jęczenia/marudzenia/męczeństwem/narzekaniem,
  • grą na zwłokę,
  • wymuszaniem,
  • kłótni między dziećmi,
  • histerią,
  • niechęcią odrabiania lekcji,
  • niejedzenia/wybrzydzenia przy stole,
  • nocnym wstawaniem i wędrówkami do łóżka rodziców, itd.

Co można osiągnąć?

Spokój, poczucie panowania nad sytuacją, pewność, że „poradzimy sobie z dzieckiem” w każdej sytuacji, w każdym miejscu, radość z przebywaniem z dziećmi, rzadszą potrzebę dyscyplinowania.

Poradnik pozwala odetchnąć, spędzać codzienne chwile z dziećmi, a nie tylko dla dzieci. Bez poczucia poświęcania, czy robienia czegoś nadzwyczajnego, z czym we współczesnym świecie trudno sobie poradzić.  Daje poczucie, że potomkowie nas nie ograniczają, a chwile z nimi nie są czasem zarządzania, planowania i sztuką wytrwania do wieczora, ale po prostu kolejnym dniem, który możemy razem przeżyć w takim stylu, jaki nam odpowiada. Bez stresu i frustracji.

Dziękujemy Wydawnictwu Helion za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Mynia Mynia

    Ciekawe, mnie zaintrygowaliscie. Ile kosztuje?

  2. masłowa masłowa

    Ciekawe, warto chyba wypróbowac

  3. Monika Monika

    No tak, aż chce sie wyprobowac te metody, gdy widzi sie jak nieskuteczne sa te bezstresowe