Jak nie wychować konformisty, czyli jak nie złamać charakteru, ucząc niełamania zasad?

Jak nakłonić dziecko (a także dorosłego) do respektowania sensownych zasad? Zwłaszcza dziecko nastoletnie, biologicznie zdeterminowane do łamania zasad zastanych zupełnie bez związku z ich zasadnością i sensownością? Trudne, nie niemożliwe, więc warte uwagi, tym bardziej, że rzecz w równym stopniu dotyczy całkiem dorosłych ludzi, wszyscy bowiem mamy od czasu do czasu ochotę obejść, nagiąć lub wprost przekroczyć obowiązujące normy. Przy czym osobiście uważam, że wprost-przekraczanie lepsze od obchodzenia, naginania i innego mętnego lawirowania, świadczącego o nieposiadaniu własnych przekonań i – dla równowagi – o posiadaniu wyjątkowej skłonności do krętactwa i oszustwa.

Będzie subiektywnie, nawet bardzo. Coś mi jednak szepce, że nie bez racji.

Zasada uznana za własną=zasada respektowana?

children-and-young-people-compBo to jest tak. Aby zasada była szczerze (nie przez konformizm, wygodnictwo, chęć przypodobania się i przyszłego zysku – to gorsze od zarazy) respektowana, musi być za własną w głębi serca (jakkolwiek naiwnie to brzmi) uznana. Aby była za własną – i to w głębi serca – uznana, nie powinna i w żadnym razie nie może być odgórnie narzucona. Buntujący się nastolatek odrzuci ją z góry, bez wchodzenia w niuanse (czy to dobra, czy zła zasada się zastanawiał nie będzie), jego żadne aksjomaty po prostu nie interesują, bo nie. Nie interesują także większości dorosłych ludzi, ale z dorosłymi jest ten problem, że dla różnego rodzaju korzyści (a bo muszę zarobić, a bo nie mogę stracić pracy, a po co mi problemy, a tylko głupi się wychyla itd., itp.) gotowi poświęcić najszczerzej wyznawane wartości i jeszcze tę rezygnację wytłumaczyć wartościami „wyższymi”. Nie bez racji, inaczej połowa z nas chodziłaby głodna i bezdomna, za to z podniesioną głową. Ale to problem o wiele bardziej złożony i w ogóle za głupia jestem na roztrząsanie takich dylematów.

Nastolatek nie przyjmie niczego narzuconego z góry

Stanęło na tym, że nastolatek nie przyjmie niczego narzuconego z góry, choćby i najsłuszniejszego. I słusznie. A dlaczego słusznie? Bowiem to jest człowiek, który (z racji braku ekonomicznych zależności od innych) może sobie pozwolić na snucie całkiem uzasadnionych podejrzeń, że nie należy się w życiu bezwolnie poddawać cudzym rozkazom, że należy samodzielnych wyborów dokonywać (tego się w tym wieku uczy) i – co więcej – że należy dochodzić oraz dociekać przyczyn, dla których nakazy i normy zostały wprowadzone. Ale poznanie przyczyn samo w sobie nie wystarcza mu do przyjęcia norm, on wie, że następnie należy te przyczyny analizować i ocenie poddawać. A dopiero potem – ewentualnie – uznać je za słuszne, a więc własne, i w normalnym życiu respektować. Proste? Jak drut! W każdym razie dla nastolatka, którego cechuje całkiem dorosłe myślenie przy jednoczesnym zupełnym braku tak zwanych dorosłych uwarunkowań, które to właśnie uwarunkowania każą nam rezygnować z wielu uznawanych za słuszne zasad, a te pozostałe nieliczne z sercem pełnym obaw respektować. Nastolatek zarabiać nie musi, nikt go z pracy nie wyrzuci, rodzice zawsze mu wikt i opierunek oraz dach nad głową zapewnią. Co najwyżej pokłóci się z kolegą (dorośli mimo konformizmu też się kłócą), najwyżej go w szkole uznają za dziwaka (cóż, niektórzy dorośli też tak mają) albo mu obniżą sprawowanie (jeśli głupio ustalili zasady – co znaczy, że zasady te nie dotyczą spraw ważnych dla dobra człowieka, a tylko zaspokajają miłość własną organów ustanawiających normy). W jego (nastolatka) odczuciu skutki mogą być naprawdę bolesne, jednak z perspektywy rodzica tak czy inaczej czeka go miękkie lądowanie. Które mu oczywiście zapewnimy. Taka rola – społeczna:)

Wywód powyższy może i przydługi, ale krócej nie potrafię, a że diabeł tkwi w szczegółach (znaczy przy przeinaczeniu szczegółów wypacza się sens całości), przeto zależy mi na precyzyjnym wyrażeniu tego, co w myślach wcale na takie „długie” nie wyglądało. Trudno. Zaczęłam, dokończę.

Jak nie wychować konformisty, czyli jak nie złamać charakteru, ucząc niełamania zasad?

Było teoretycznie, teraz będzie trochę „know-how”, bo mi się sporo doświadczenia domowego i zawodowego uzbierało, z tym że od razu zaznaczę, że to, co wykombinowałam, to przeważnie wnioski wyciągnięte z wychowawczych (prywatnych i zawodowych) porażek, ale też że te wnioski przećwiczyłam i to, nie chwaląc się, napomknę, z nie najgorszym skutkiem, więc oto:

Jedyny aksjomat, na jaki możemy, a nawet powinniśmy, sobie pozwolić to zasada prawa każdego człowieka do bycia dobrze traktowanym. Tak to celowo ujęłam, aby uniknąć górnolotnych sformułowań w stylu „należy być dobrym” dla każdego. Na taką górnolotność niektórzy reagują alergicznie bez względu na to, czy się ze sformułowaniem zgadzają, czy nie. Podchodzimy od drugiej strony – od strony praw nastolatka, na punkcie których każdy (nie tylko nastolatek) jest szczególnie wyczulony, o ile nie przeczulony. No więc z prawem do bycia dobrze traktowanym trudno się nie zgodzić, nawet najbuńczuczniej kontestującemu nastolatkowi, choćby się w żywe oczy zapierał, że on wcale nie chce być dobrze traktowany. Znam takie dzieła sztuki, dziś już dorosłe:) Nie wierzmy w to!:) On tylko za nic w świecie nie przyzna się do tego, że się wstydzi przyznać do tego, że chce być dobrze traktowanym.

Skoro już prawo każdego członka grupy (rodziny, klasy, społeczności szkolnej) do bycia dobrze traktowanym uczyniliśmy podstawą do wyprowadzenia wszystkich późniejszych, bardziej szczegółowych zasad, to teraz czas na zasady. Kto je wymyśla? Kto proponuje? Kto ustala? I czego one tak naprawdę dotyczą? O tym następnym razem:)

Na kolejną część zapraszamy tutaj.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Zawodowo jestem filologiem i językoznawcą z siedemnastoletnim stażem pedagogicznym. Pracuję jako redaktor literacki i prowadzę blog My Slow Nice Life. Ponadto od dwunastu lat działam w Fundacji ABC XXI "Cała Polska czyta dzieciom", gdzie skupiam się na tworzeniu, organizacji i realizacji projektów edukacyjnych, w których uczestniczyło już w sumie kilka tysięcy dzieci, ich rodziców i nauczycieli. Oprócz tego, jako oficjalny Ambasador Mądrego Wychowania z ramienia Rzecznika Praw Dziecka i Fundacji CPDC, bywam moderatorką Internetowego Uniwersytetu Mądrego Wychowania im. Stefanii Światłowskiej. Poza tym od wielu lat jestem nauczycielką języka polskiego i instruktorką dziecięcych teatrów amatorskich, którym zdarza się odnosić niemałe sukcesy. A prywatnie... Prywatnie właśnie urodziłam trzecie dziecko i w związku z tym próbuję żyć wolniej, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Po dziesięciu latach ponownie zajmuję się niemowlakiem, co stwarza mi mnóstwo okazji do weryfikacji przydatności porad, produktów i metod opanowanych przed dekadą.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ala Ala

    trudno się czyta, ale…przesłanie dobre

  2. mama mama

    To bardzo trudne zadanie

  3. Ellie Own Ellie Own

    Dobre.Mam pytanie, czy w zamian za niestosowanie się do zasad przez nastolatka możemy go źle potraktować, np.nie spełnić prośby, nie dać kieszonkowego itd…?
    Jak myślisz, zadziała?

  4. Wiola Wiola

    Jasne, że możemy. Więcej, nie uważam, aby to było „złe traktowanie”. Raczej prosta konsekwencja zasady: mamy prawa, mamy obowiązki (np. dobrze się traktować). Odrzucamy obowiązki – rezygnujemy z praw. A wszystko to z pełną kulturą i tylko w konkretnym zakresie. A najlepiej wspólnie ustalić konsekwencje złamania określonych zasad. Bo te konsekwencje nie mogą być owiane tajemnicą. Łatwiej jest powstrzymać się przed „wykroczeniem”, jeśli wiemy, co stracimy. Rodzi to możliwość swoistego cynicznego „planowania opłacalnych wykroczeń”, ale na taką okoliczność też powinniśmy coś ustalić:) Powodzenia!