„Wybrałam życie” Brygida Grysiak

Momentami się wzruszałam, momentami irytowałam. Mimo że wiele kwestii autorka wykłada zbyt łopatologicznie, co pod każdym względem nie pasuje do przyjętej konwencji reportażu, to docierając do czterech ostatnich rozdziałów, w końcu mogłam odetchnąć z ulgą. Na etapie ich lektury wiedziałam już, że książkę będę mogła Wam polecić. Mimo wielu „ale”….

Czytasz uważnie? To się irytuj!

Mam wrażenie, że książka ta nie jest kierowana do mnie. Nie dlatego, że mam dziecko i o aborcji nigdy nie myślałam. Nie dlatego, że usunięcie ciąży uważam za zło, choć z drugiej strony nie czuję prawa, by tę decyzję odbierać innym. Nie z powodu mojego określonego, niezachwianego światopoglądu, który podobny jest do tego, który stara się w pewnym sensie zaszczepić w serca Autorka, pokazując pewne sylwetki kobiet, które wybrały życie. Powody są całkiem inne…

Przede wszystkim mam wrażenie, że Autorka, dziennikarka TVN24 Brygida Grysiak nie docenia Czytelnika. Nagminnie powtarza pewne stwierdzenie, chyba starając się przekazać ich „prawdę”. Męczyło mnie powtarzanie „zawsze jest inne wyjście”, „życie to życie” oraz wiele innych wypowiadanych przez wiele bohaterek tego zbioru opowieści. Mam świadomość, że to w pewnym sensie mógł być celowy zabieg, który karze skupić się na meritum, a nie tylko powikłanych losach młodych kobiet, jednak w moim odczuciu w pewnym sensie odbiera Czytelnikowi możliwości samodzielnej oceny, a o tę chodzi w reportażu, który nie wymaga komentarza. Ponadto ta sama forma wypowiedzi, ten sam schemat opowieści, który się na szczęście odmienia pod koniec zbioru, może się nie podobać.

A jeśli chodzi o komentarz to jest on wprost „wyłożony” w zakończeniu książki. Z jednej strony mądre, proste, piękne, jednak chyba niepotrzebne w tym miejscu słowa. Zacytuję:

Każda z tych kobiet wzięła odpowiedzialność. Za dziecko, które nosiła w sobie”. Nieplanowane, czasami niechciane, czasami chore. Wzięła odpowiedzialność. Z miłości. Ale też z poczucia zwykłej ludzkiej przyzwoitości (…) Powiedziałam A, muszę powiedzieć B. Nawet jeśli to będzie bardzo trudne. Kobietom, które spotkałam obce są przeintelektualizowane argumenty o prawie do stanowienia o własnej macicy. One przeżyły ten wybór. I wybrały dobrze. Wiedzą, że prawo do stanowienia o własnej macicy nie waży więcej niż prawo do życia dziecka, które nosi w sobie. Bo to jest człowiek. Ma prawo żyć. Jak każdy z nas.

Zawsze jest wyjście

Książka Brygidy Grysiak daje nadzieję. Opisując sytuacje w dużej mierze bardzo skrajne: biedę, alkohol, znęcanie się psychiczne, fizyczne, totalny brak wsparcia, zranione uczucia, odejście partnera, a nawet prostytucje: pokazuje, że w każdym świecie istnieją te same zasady.

Z drugiej strony nie ma sprawiedliwości. Nie można porównywać sytuacji, kiedy dwoje kochających się ludzi, mających ciepłe mieszkanie, pracę, kochającą rodzinę niespodziewanie stawiają czoło nieplanowanej ciąży z tą, w której kobieta pozostaje sama. Opuszcza ojca alkoholika, zostaje odtrącona przez partnera, nie ma się gdzie podziać, rodzi dziecko i albo znajduje pomoc, albo oddaje noworodka do adopcji.

Brygida Grysiak wysłuchuje też innych opowieści: kobieta dowiaduje się o śmiertelnej chorobie, w jej łonie rozwija się płód, któremu nikt nie daje szansy. Mimo to decyduje się urodzić dziecko i dziękować za każdy dzień, który udało się razem spędzić, za każdy uśmiech, promień słońca i przytulenie. To walka. Heroiczna. To moment, który pozwala się narodzić na nowo. Matkom wszechmogącym, jak nazywa je Autorka.

Dojmujące jest to, że opisane historie są prawdziwe. W ich obliczu można naprawdę szeroko otworzyć oczy i zawstydzić się nad swoimi myślami, czy słowami. Z drugiej strony z tych opowieści bije jasnymi barwami nadzieja. Świadomość, że zawsze, w każdej sytuacji można sobie poradzić, że zawsze jest wyjście, które pozwala dziecku żyć. Nieważna w takich chwilach staje się kariera, marzenia, plany, które w obliczu bezbronnego noworodka często muszą przejść na dalszy plan. Do nich można wrócić. Raz podjętej decyzji o usunięciu dziecka i zrealizowanego zamysłu nie da się zmienić. I o tym jest między innymi ta książka.

Dziękujemy Wydawnictwu Znak za wysłanie egzemplarza recenzenckiego książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. kinia kinia

    Nie zgadzam się, że tylko osoba, która to przeżyła może stwierdzić. Ja nigdy, NIGDY nie usunęłabym ciąży.

  2. mama kasi mama kasi

    życie jest najważniejsze. amen.

  3. OlkaG OlkaG

    Ja też nie wyobrażam sobie usunięcia z siebie dziecka, usunięcia życia… Co do książki – chętnie sięgnę, choć jak piszesz Doroto, forma reportażu powinna być zapisem obiektywnym, a nie pełnym ocen i gotowego światopoglądu, który wyraża autorka.

  4. anka484 anka484

    powiem wam że świetny arykuł i bardzo wam dziękuje sosrodzice że polecacie książki ogólnie bo np. ta z tego co przeczytałam otwiera oczy pozytywnie. Łza w oku mi się nasuneła kiedy przeczytałam fragment o matce noszącej chore dziecko któremu nikt nie daje szansy. Czasem narzekamy, „biadolimy” na takie nasze małe problemy a tutaj przychodzi sie zmierzyć z chorobą…trzeba dużo odwagi, siły. Jak czasem nie doceniamy takich chwil jak uśmiech, naszej pociechy, przytulenie i każdą inną dobrą chwilę. Przed porodem zawsze się myśli „oj najważniejsze jest to żeby maluszek urodził sie zdrowy wtedy wszytko inne bedzie dobrze wtedy ze wszystkim innym sobie poradzimy” i wiecie co? maluszek rodzi sie zdrowy i zapominamy o cieszeniu sie tym, o spoglądaniu na naszego szkraba i łapaniu tych ulotnych pięknych chwil spedzonych z nim na zabawie przy jedzeniu, na spacerze. Pedzimy gdzieś zagubieni w świecie zapominając jaki wielkie mamy szczeście….

    • OlkaG OlkaG

      Anka… masz sporo racji… też się często przyłapuję na takim „zapominaniu”. Ciągle gdzieś gonimy, stresujemy się, czasem nawet nakrzyczymy na te nasze maluchy, a przecież powinnyśmy dziękować Bogu (tudzież losowi) każdego dnia za to, że mamy te nasze dzieciaki, że są zdrowe, radosne…

  5. anka484 anka484

    Książke napewno przeczytam…

  6. anka484 anka484

    poza tym ksiażka ie tylko mówi o aborcji ale choćby o nadziei o tym tak jak w artykule że zawsze jest jakieś wyjscie, daje wiare i skupia sie też na docenianiu tego co mamy…

  7. Ewa Ewa

    Chętnie przeczytam… może jakiś konkurs Doroto ? :)

    • Dorota Dorota

      Konkursy będą. Dotarło już sporo książek na ten cel. Ta niestety nie…Kto wie, co będzie w przyszłości :) Mam nadzieję, że te, które otrzymaliśmy okażą się godne polecenia i będzie o co zawalczyć :)

      • OlkaG OlkaG

        O tak, chętnie powalczę o ciekawe książki:)