Jak wprowadzać zasady obowiązujące w domu?

Kto ustala zasady?

No jak to kto? Sami zainteresowani, czyli ci, których w grupie jest większość, którzy będą im w największym stopniu podlegać. Chodzi bowiem o to, abyśmy w przyszłości nie musieli walczyć z nimi o respektowanie norm, aby one niejako „respektowały się same”, to znaczy, aby grupa w ogóle nie odczuwała ich istnienia przy jednoczesnym stosowaniu.

Jak sprawić, by zasady obowiązujące w domu były dla dziecka ważne?

mlodzi ludzieBrak odczuwania istnienia norm, a więc brak dolegliwości związanych z ich respektowaniem wynika bezpośrednio z przyjętym u podstaw pierwotnym założeniem, że każda zasada obowiązująca we wspólnocie jest przez każdego jej członka uznana za wypływającą z własnych przekonań, nie zaś za narzuconą odgórnie.

Po pierwsze, każdy z członków grupy jak najbardziej szczegółowo określa, co w jej funkcjonowaniu jest dla niego ważne, czemu chciałby zapobiec w traktowaniu siebie przez innych. W rodzinie będą to dzieci i rodzice, w klasie uczniowie i wychowawca, w szkole uczniowie, nauczyciele, pracownicy niepedagogiczni i dyrekcja. Każdy powinien skupić się raczej na potrzebach własnych, niż cudzych – na tym etapie każdy dba o siebie sam. Wszyscy pamiętają o prawie każdego do bycia dobrze traktowanym, czyli moja poszczególna potrzeba nie może naruszać tego prawa innych osób. W ten sposób powstaje zbiór „pobożnych życzeń”.

Po drugie, ten zbiór „pobożnych życzeń” musi zostać upubliczniony, poddany oglądowi, dłuższej analizie indywidualnej (dobrze dać czas na indywidualne zastanowienie się) , a później grupowej (dyskusja, spokojna rozmowa na forum, ale może też rozmowy na ten temat podczas przerw między lekcjami, na kanapie w domu, podczas zakupów, spaceru, wszystko jedno – takie dyskusje „kuluarowe” – bezcenne).

Uwaga! Jesteśmy dopiero na etapie określenia szczegółowych wartości składających się na tę nadrzędną, jaką jest ochrona dobra każdego członka grupy (rodziny, klasy, społeczności szkolnej). To jeszcze nie zasady, to dopiero pierwszy krok w ich kierunku.

Po trzecie,  chyba najtrudniejsze, wspólnie decydujemy o kilku najistotniejszych wartościach szczegółowych. Ale z tym ostrożnie – ktoś może się poczuć pominięty, zlekceważony (choć niekoniecznie da to po sobie poznać, nastolatki są honorowe), jeśli pominiemy jego propozycję i raczej nie będzie przestrzegał ustalonych w taki sposób norm, które po prostu uzna za cudze, nie własne.

Taka selekcja musi się odbyć przy wyraźnym i logicznym wytłumaczeniu sobie nawzajem, że na przykład ta konkretna wartość zawiera tę inną „w sobie” i niekoniecznie trzeba wchodzić aż w takie szczegóły. Albo że poszczególne propozycje się powielają. Można także ustalić pewną umowność sformułowań, taki wewnętrzny „szyfr”, pod którym wszyscy rozumieją to, co wspólnie ustalili (np. że wartość „własność prywatna” oznacza także wytwór mojego umysłu, czyli rozwiązane zadanie, napisane wypracowanie, ale i autorski rysunek na marginesie, moja wiedza na klasówkę, której nie muszę nikomu oddawać przez podpowiadanie i nie powinienem być później z tego powodu obmawiany, także powierzony sekret – to już nie wszyscy muszą rozumieć jako własność prywatną, ale można tak ustalić).

Po czwarte, kiedy już mamy wypisany zbiór wartości i kiedyśmy już ich ustalili ich wewnętrzne wspólne i precyzyjne rozumienie, prosimy własne dzieci albo uczniów, nauczycieli itd. o sformułowanie na piśmie bardzo konkretnych norm chroniących te wybrane przez nich wartości. Znów można zastosować umowność: zasada „nie okradamy się” może oznaczać „nie ściągamy”, „nie bierzemy na chwilę bez pytania, o ile wcześniej nie ustaliliśmy z kimś, że zawsze możemy tak robić” itp.

Po piąte, teoretycznie (na razie) rozpracowujemy znaczenie poszczególnych sformułowań normujących zasady postępowania. Mówiąc po ludzku, szukamy dziury w całym. Czyli: próbujemy wspólnie znaleźć „luki prawne” pozwalające daną normę ominąć i udowodnić, że wcale jej nie złamaliśmy. Te, z którymi nam się to uda, od razu zmieniamy i od nowa poddajemy weryfikacji. Tak do skutku. Nużące i żmudne, ale innego wyjścia nie ma. Jeśli w efekcie końcowym mamy odnieść sukces. No więc do skutku. Na tym etapie dzieciaki czują się naprawdę ważne i doceniane, ponieważ same „łatają” dziury w systemie, czyli de facto zobowiązują się do przestrzegania ustanowionego samodzielnie prawa.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Zawodowo jestem filologiem i językoznawcą z siedemnastoletnim stażem pedagogicznym. Pracuję jako redaktor literacki i prowadzę blog My Slow Nice Life. Ponadto od dwunastu lat działam w Fundacji ABC XXI "Cała Polska czyta dzieciom", gdzie skupiam się na tworzeniu, organizacji i realizacji projektów edukacyjnych, w których uczestniczyło już w sumie kilka tysięcy dzieci, ich rodziców i nauczycieli. Oprócz tego, jako oficjalny Ambasador Mądrego Wychowania z ramienia Rzecznika Praw Dziecka i Fundacji CPDC, bywam moderatorką Internetowego Uniwersytetu Mądrego Wychowania im. Stefanii Światłowskiej. Poza tym od wielu lat jestem nauczycielką języka polskiego i instruktorką dziecięcych teatrów amatorskich, którym zdarza się odnosić niemałe sukcesy. A prywatnie... Prywatnie właśnie urodziłam trzecie dziecko i w związku z tym próbuję żyć wolniej, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi. Po dziesięciu latach ponownie zajmuję się niemowlakiem, co stwarza mi mnóstwo okazji do weryfikacji przydatności porad, produktów i metod opanowanych przed dekadą.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.