Wilcze dzieci – bez domu, rodziny, z nieznaną przeszłością

Uwięzieni

Kaspar Hauser

Kaspar Hauser

Wilcze dzieci to także te, które były więzione latami, w ciasnych pomieszczeniach, bez jakiegokolwiek kontaktu ze światem zewnętrznym. Ciekawym przypadkiem jest tutaj Kaspar Hauser. Znaleziono go na jednej z ulic Norymbergi w 1828 roku. Chłopiec miał ze sobą dwa listy: pierwszy z nich informował, że urodził się 30 kwietnia 1812 roku, drugi był skierowany do kapitana Wesseninga z prośbą o zaopiekowanie się przybłędą lub powieszenie go. Kaspar trafił na  policję. Kilka miesięcy mieszkał w więziennej celi. Zachowywał się jak kilkuletnie dziecko, biegał na czworakach, potrafił wypowiedzieć tylko kilka słów. Po jakimś czasie nauczył się komunikować z innymi na tyle, by móc opowiedzieć swoją historię. Chłopiec twierdził, że przez wiele lat był więziony w ciemnym pokoju przez nieznanego mężczyznę. Do jedzenia dostawał tylko chleb i wodę, a do zabawy drewnianego konika. Pewnego dnia został po prostu wypuszczony na wolność. Jak znalazł się w Norymberdze? Nie pamiętał. Kim naprawdę był? Nie wiadomo. Niektórzy uważają go za ,,dziecko znikąd”, prawdziwą sierotę tamtych czasów, inni za zwykłego oszusta (ekspertyzy dowiodły, że oba listy napisała ta sama osoba), jeszcze inni wiążą jego losy z rodziną Księcia Badenii. Kilkakrotnie próbowano go zabić. Zmarł ugodzony nożem, choć są tacy, którzy twierdzą, że było to samobójstwo.

Innym przykładem ,,wilczego dziecka” jest Genie, kobieta, którą do 13. roku życia więziono w jednym pokoju bez kontaktu z otoczeniem. Genie to przydomek nadany jej przez lekarzy, nikt bowiem nie wie, jakie i czy w ogóle, miała imię. Była ostatnim z czwórki dzieci amerykańskiego małżeństwa, mieszkającego w Los Angeles. Po kilkunastu latach niewoli dziewczynka wraz z matką uciekła z domu i zgłosiła się do pomocy społecznej. Okazało się, że całe swoje życie spędziła w ciemnym pokoju, przykuta do krzesła. Opiekował się nią brat, instruowany przez ojca. Była bita, poniżana, głodzona (w wieku prawie 14 lat ważyła zaledwie 26 kilogramów), miała ogromne trudności z przeżuwaniem, nie potrafiła mówić (za próbę wydania jakiegokolwiek dźwięku ojciec surowo ją karał, szczekając przy tym i warcząc jak pies), z powodu przebywania nieustannie w jednej pozycji nie potrafiła wyprostować kończyn a poruszanie się sprawiało jej wielką trudność. Sprawa trafiła do sądu. Rodzicom postawiono zarzut nadużycia władzy rodzicielskiej. Ojciec dziewczynki, jeszcze w toku śledztwa, popełnił samobójstwo, zostawiając wymowną kartkę: „Świat nigdy nie zrozumie”… Genie odwiedziła wiele ośrodków terapeutycznych i szpitali, gdzie grono specjalistów starało się nauczyć ją życia wśród ludzi. Nigdy się to jednak nie udało. Ze względu na słabe rezultaty badań, zaprzestano ich finansowania a dziewczynkę oddano pod opiekę pomocy społecznej. Kilka następnych lat spędziła w domach dziecka i rodzinach zastępczych, gdzie doświadczała kolejnych upokorzeń, była bita, znęcano się nad nią fizycznie i psychicznie. Ostatnie doniesienia o losach więzionej w pokoju Amerykanki pochodzą z 2006 roku, kiedy to telewizja ABC News podała, że Genie przebywa w szpitalu dla opóźnionych umysłowo w Kalifornii.

Wiele lat w zamknięciu miała spędzić też mała Natasza, którą znaleziono w rosyjskim  miasteczku Chita na Syberii. Zamiast mówić, szczekała. Okazało się, że była więziona w klatce z psami i kotami. Umieszczono ją w placówce opiekuńczej.

W przypadku dzieci odizolowanych od społeczeństwa ich oprawcami były najczęściej osoby, do których miały one największe zaufanie – ojciec, brat, matka. Ci, którzy powinni otaczać je opieką i miłością, krzywdzili najmocniej…

Wojenne sieroty

Mówiąc o ,,wilczych dzieciach” często przytacza się również przypadki sierot wojennych. Wolfskinder (niem.), były to dzieci z Prus Wschodnich, które po roku 1945 tułały się po byłych terenach ZSRR. Bez domu, rodziny i nadziei na przyszłość. Najmłodsze a czasami najokrutniej doświadczone przez los, dzieci wojny, żyły jak zwierzęta. Najlepiej znana nam jest historia młodej Niemki, Liesabeth Otto. Jej życie składało się większych i mniejszych ludzkich tragedii: straciła rodziców, próbowano ją powiesić, zgwałcono, wrzucono w worku od rzeki – miała wtedy 8 lat. Następnie, cudem ocalałą, więziono i zesłano na Sybir. Łatwo było stracić rodziców podczas wojny, konflikty zbrojne to wylęgarnie sierot – mówią historycy. Wojna to „zabawa” dla dorosłych, dzieci są zawsze z boku, jednak to na nich najokrutniej mszczą się wrogie sobie armie…Ile było takich sierot? Nie wiadomo. Źródła podają różne informacje, z pewnością jednak tysiące.

Lista „wilczych dzieci” nie kończy się na tych kilku przytoczony przypadkach. Zapewne można by było dotrzeć do jeszcze innych, a losy niektórych z nich nigdy nie będą nam znane. Każda z tych historii skrywa swoją własną, często tragiczną tajemnicę. Możemy się jednak dopatrzeć kilku cech wspólnych losów Viktora, Rochom, Ramu, Genie, Kaspara, Nataszy i innych  „wilczych dzieci”.

Pomimo wielu starań lekarzy specjalistów, nigdy nie udało się przywrócić „dzikiego dziecka” społeczeństwu. Pokazuje to, jak ogromny wpływ na nasz rozwój ma środowisko, w którym dorastamy. Dzieci, które wychowywały się ze zwierzętami przejęły ich zachowanie. Dla Viktora matką była wilczyca, nie kobieta, dlatego też chłopiec chodził jak wilk, jadł surowe mięso jak wilk, wydawał dźwięki podobne do wilczych, spał wśród członków watahy. Po schwytaniu kilkakrotnie uciekał od ludzi i wracał do lasu. Uciekali też: Ramu, Kamala i Amala, i Rochom.

Dlaczego?

Wilcze dzieci wolne i szczęśliwe czuły się nie wśród społeczeństwa, umyte, ubrane i w czystej pościeli – to była wizja wolności, tych którzy je schwytali, one naprawdę wolne czuły się w lesie, wśród dzikich zwierząt, z którymi się wychowały. To była ich rodzina, ich prawdziwy dom, tylko taki znały.

Dzieci więzione, tak jak i te wychowywane przez zwierzęta, pozbawiono wzorców ,,prawidłowych” zachowań i w rezultacie każde z nich miało ogromne trudności z wykonywaniem najprostszych poleceń. Nagle okazuje się przykładowo, że umiejętność mówienia nie jest nam przypisana z góry, a musimy się jej od kogoś nauczyć. Co jednak, gdy nie mamy od kogo?

Jak pisał Jean Itard: jeśli do 12. roku życia będziemy odizolowani od ludzkiej mowy – po tym okresie, nigdy już nie będziemy w stanie się jej nauczyć.

„Wilcze dzieci” po kilku pierwszych latach intensywnej terapii, kiedy można było zaobserwować pewien postęp w ich procesie uspołeczniania, nagle zatrzymywały się w rozwoju, zapominając często to, czego się nauczyły dotychczas. Wnioskowano z tego fakt, podkreślany obecnie przez wszystkich specjalistów – najintensywniejszy rozwój dziecka przypada na pierwsze lata jego życia, dlatego tak ogromnie ważne jest wspierać jego rozwój w tym okresie.

Dzisiejsze „wilcze dzieci”

– U nas na osiedlu jest „wilcze dziecko”! – poinformowała mnie ostatnio koleżanka. Wilcze dziecko, czyli jakie? – dopytywałam z zaciekawieniem, nie do końca, rozumiejąc co ma na myśli. I tutaj dochodzimy do jeszcze jednej wspólnej cechy „wilczych dzieci”, tych z dawnych lat i tych, które nazywa się tak współcześnie: są ciche, małomówne lub zupełnie nieme, zamknięte w sobie, lękliwe, introwertyczne, trudno nawiązują kontakty z innymi ludźmi. Często stoją z boku, nie potrafiąc włączyć się w zabawę z rówieśnikami. Nie oceniajmy ich jednak pochopnie. Nie odtrącajmy za wcześnie. Może być to cecha ich charakteru. Jakże często jednak niosą one ze sobą ciężki bagaż doświadczeń, zdecydowanie za ciężki na ich małe rączki…

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.