Wielkanocny ogród

Wiosna zawitała już na dobre. Już wkrótce rozpoczniemy przygotowania do świąt Wielkanocy. To rodzinny czas, którego nie wyobrażamy sobie bez jajek barwionych na wszystkie kolory tęczy i nowalijek. W niejednym domu przy okazji uroczystego śniadania raczymy się pierwszą wiosenną zieleniną. Wyposzczeni długą zimą, z językiem po kolana patrzymy na rumiane rzodkiewki, dumnie sterczący szczypiorek, dorodne główki sałaty piętrzące się na półce pobliskiego warzywniaka i chociaż nastały takie czasy, są dostępne przez okrągły rok, zazwyczaj te zimowe lepiej wyglądają niż smakują. Dlatego też nowalijki niezmiennie od lat królują na naszych stołach podczas posiłków wiosenną porą. W nowalijkach, czyli pierwszych warzywach, zapowiadających początek sezonu kumuluje się najwięcej metali ciężkich, azotynów, azotanów i innych znajomych z tablicy Mendelejewa. Zapewne zielenina wyhodowana w środku lata też nie jest od nich zupełnie wolna, ale ma znacznie mniej niekorzystnych dodatków. Jednocześnie są też pełne witamin i dostarczają nam tak bardzo potrzebnej w okresie przesilenia wiosennego energii. Co więc zrobić, zajadać się pełnymi garściami, czy lepiej unikać?

Na straganie, w dzień targowy…

Jak wspomniałam wcześniej, w pierwszych warzywach możemy znaleźć cały szereg związków chemicznych i toksyn, ale także wiele witamin i mikroelementów korzystnych dla naszego zdrowia. Mając tę wiedzę na uwadze, kupuję nowalijki z rozwagą, szczególnie wtedy, gdy zamierzam je podać dzieciom. Jeśli mam taką możliwość, kupuję od sprawdzonego i pewnego sprzedawcy. Jeśli nie, nie liczę na jego uczciwość, lecz bacznie obserwuję towar, jaki oferuje:

Kupując rzodkiewki, przyglądam się, czy liście są jędrne i świeże – rzodkiewki potraktowane zbyt dużą porcją azotanów szybciej więdną. Ta zasada dotyczy wszystkich warzyw.

Wącham warzywa, wybierając te, których zapach jest najbliższy temu, który pamiętam z dzieciństwa, gdy biegałam pomiędzy grządkami w ogródku babci, racząc się natką pietruszki i pędami młodego szczypiorku. Pamiętam jednak, żeby wziąć poprawkę na to, co pamięta mój nos, ponieważ zapach nie będzie tak intensywny, jak w środku lata.

Spośród warzyw, wybieram przekornie te mniejsze, mniej dorodne. Jest szansa, że potraktowano je mniejszą ilością chemikaliów.
Pytam o pochodzenie warzyw i choć nie liczę na zupełnie szczerą odpowiedź, ze stopnia zakłopotania sprzedawcy wnioskuję procent prawdy zawarty w jego odpowiedzi.

Nie przechowuję nowalijek w woreczkach foliowych, ponieważ w szczelnych pojemnikach i opakowaniach, szkodliwe azotany przekształcają się w jeszcze gorsze azotyny.

Dokładnie myję warzywa przez spożyciem, a gdzie to możliwe, starannie obieram ze skórki ponieważ to tam kumuluje się większość toksyn i chemii.

Nowalijki, nowalijki dla chłopczyka i dziewczynki ?

Gdy kupiliśmy już warzywa i w naszych kuchniach pachnie wiosną, pojawia się pytanie, czy powinniśmy podawać je dzieciom. Przecież chcemy chronić nasze pociechy przez wszelkim złem, a te nowalijki to w końcu nic dobrego…

Ja na to pytanie odpowiadam: TAK, podawać, ale mądrze i z umiarem. Każdy rodzic wie, że warzywa należy przed spożyciem dokładnie umyć. To szczególnie ważne, ponieważ dzięki temu zabiegowi pozbędziemy się większości chemii nagromadzonej na powierzchni. Warzywa, także nowalijki powinny się znaleźć na talerzach naszych milusińskich i naszych, jako ważne źródło witamin. W przypadku pierwszych wiosennych warzyw nie powinny one jednak stanowić podstawy posiłku, a jedynie dodatek do niego. Jeśli chcemy natomiast podać solidną porcję warzyw do obiadu, powinniśmy sięgnąć po warzywa sezonowe lub mrożonki (zamrożone krótko po zebraniu zachowują większość wartościowych witamin, dlatego warto po nie sięgać szczególnie zimą, gdyż stanowią świetne uzupełnienie codziennej diety w warzywa i owoce.) i cieszyć się dobrym zdrowiem naszym i naszych dzieci.

Ogródek na parapecie

Dobrą alternatywą dla osób, które obawiają się chemii w nowalijkach będzie parapetowa uprawa. Nasionka rzeżuchy wysypane na kawałek waty, polane wodą, rosną niemal w oczach, kiełki rzodkiewki do złudzenia przypominają smakiem tak lubiane, purpurowe kulki, a cebula zanurzona w kubku zimnej wody, po kilku dniach uraczy nas zieloniutkimi pędami szczypiorku. Warzywa w takiej odsłonie będą smakowitym dodatkiem do twarożków, czy kanapek i z pewnością przypadną do gustu małym smakoszom.
Jeśli mamy w domu przedszkolaka, taki domowy ogródek stanie się miejscem obserwacji i zabawy, a tym samym nauczy malucha jak pielęgnować rośliny i pokaże krok po kroku, dzień po dniu, jak rosną i rozwijają się.

Pi…pi…pi…pisanka…

Podczas wielkanocnego śniadania na naszych talerzach oprócz świeżej zieleniny znajdują się też wielobarwne jajka. Dla niejednego z naszych maluszków, będą to pierwsze kraszanki i pisanki, jakie zobaczy i zje. Proponuję, aby w tym roku przypomnieć sobie naturalne sposoby barwienia jajek naszych mam i babć. Wprawdzie barwniki do jaj dostępne na rynku mają wymagane atesty, ale ich zastosowanie budzi powszechne kontrowersje.

Oprócz powszechnie używanych łupin cebuli (barwią jajka na kolor od żółtego, poprzez różne odcienie pomarańczy, aż po rudobrązowy) mamy do wyboru starte buraczki lub ich łupiny, które zostaną nam po przygotowaniu buraczków z chrzanem (przyozdobią jajka różowym rumieńcem), łupiny orzecha włoskiego (otrzymamy kolor brązowy), lub młode pędy żyta, trawy lub liście barwinka, które zabarwią jajka na kolor zielony.

Nie są to wprawdzie kolory tęczy, do jakich przez lata już przywykliśmy, ale mając na uwadze dobro naszych dzieci, warto się poświęcić.

Polecam: Gotowane rzodkiewki, polane roztopionym masłem. Pyszności dla całej rodziny.

Na zdrowie !

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Mam na imię Małgosia. Mam dwie wspaniałe córeczki, które są całym moim światem. Chcę być dla nich dobrą wróżką i ubarwić ich świat w radość i spełnione marzenia. Spędzamy razem każdą wolną chwilę i choć doba nie chce wydłużyć się ani o minutę staram się z całych sił, aby móc z czystym sumieniem usiąść wieczorem przy filiżance ulubionej herbaty i powiedzieć sobie, że to był dobry dzień. Wspólnie z mężem pracujemy na spełnienie naszych małych i dużych marzeń, prowadząc działalność, ale na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina i nasze cudowne dzieci. Kocham dobrą kuchnię i uwielbiam rozpieszczać bliskich przeróżnymi smakołykami. Lubię, gdy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki składniki zamieniają się w pyszny i zdrowy posiłek. Jestem niepoprawną optymistką, a w trudnych chwilach ratuję się uśmiechem i humorem, co już nieraz uratowało mnie od szaleństwa.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.