Wady przedszkoli? O tym, czego nie lubią rodzice a o czym rzadko się mówi

Dzisiaj panuje trend wysyłania już najmłodszych dzieci do przedszkoli i punktów przedszkolnych, by miały kontakt z rówieśnikami, uczyły się nawiązywać kontakty społeczne, poznawały świat w asyście wykwalifikowanych pedagogów i zgodnie z ustalonym programem nauczania. W teorii wszystko wygląda pięknie, ale w praktyce bywa różnie.

Są rzeczy, o których dowiadują się rodzice w wielu przedszkolach dopiero po zapisaniu malucha do placówki. Dowiadują się i są nierzadko przerażeni.

Dieta w przedszkolu – daleka od ideału

Gdy dziecko przebywa w domu, staramy się je karmić jak najlepiej. Tak, by otrzymywało wszystkie ważne składniki odżywcze, by w menu niczego nie brakowało. Staramy się pamiętać o porcji warzyw do każdego posiłku, dbamy o to, by wszystko było świeże, jak najmniej przetworzone.

A jak jest w wielu placówkach?

Niestety bywa różnie. To, co widnieje na oficjalnym menu nie zawsze jest tym, co później przedszkolak może znaleźć na talerzu.I tak zamiast kanapki z sałatą i serem jest tylko kanapka z dżemem – bo innej dzieci nie chcą jeść…

Poza tym często podstawą są oszczędności, o czym świadczy poniższe zdjęcie zaczerpnięte ze strony Zdrowe Żywienie Małych Wrocławian (zdjęcie zostało nadesłane przez mamę jednego z przedszkolaków). Zobaczcie, ile sera jest na chlebie, oczywiście białym –  najgorszej jakości pieczywie.

oszczędność w wersji przedszkolnej

oszczędność w wersji przedszkolnej

Jest też problem ze słodyczami – dzieci otrzymują je nie tylko na deser, ale również w nagrodę, gdy inne dziecko ma urodziny, przy okazji różnych okoliczności – Gwiazdki, Zajączka, itd. Ilość słodyczy pakowanych do toreb jest zazwyczaj porażająca. Nic dziwnego, że maluchy, które dotąd jadły niewiele słodkości…nagle po pójściu do przedszkola nierzadko proszą o nie co chwilę.

W domu dzieciaki, które mają trzy lata zazwyczaj jedzą widelcem…a w wielu przedszkolach z powodów bezpieczeństwa w pierwszych grupach są łyżki lub plastikowe talerzyki tak, jak na poniższym zdjęciu zaczerpniętym ze wspomnianej wyżej strony.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. xxx xxx

    Zgadzam się, problem jest i to nie mały
    a będzie gorzej, bo przedszkole ma dzisiaj zrównywać szansę i w wielu sytuacjach tak się dzieje, ale jednak nie zawsze

  2. Jula Jula

    Te kanapki na serio?
    O matko

    • tusia tusia

      Niestety…jest neet gorzej; zapiekanki i hot dogi na śniadanie są na porządku dziennym :( wystarczy przejrzeć menu na stronach przedszkoli…w dodatku państwowych. I jak potem przekonać dziecko że zapiekanka czy hot dog to nie najlepsze rozwiązania zwłaszcza na śniadanie ;(

  3. MM MM

    Załamałam się. My zaczynamy przedszkole od września, nie mamy wyjścia. Oboje pracujemy, babcia choruje. Jakieś wskazówki od doświadczonych mam na co zwracać uwagę?

    • Aga Aga

      Przyjsc w nietypowych godzinach, pochodzic pod oknami w cieply dzien (wiem jak to brzmi, ale sporo slychac, co sie dzieje w sali), popytac mamy, ktore wychodza z przedszkola, samemu poczytac menu, jest zazwyczaj w widocznym miejscu

    • Kinga Kinga

      MM, spokojnie, to nie powód, żeby się załamywać.

    • mama bliźnieczek mama bliźnieczek

      Droga pani artykuł ten jest przekolorowany in minus oczywiście. Jedene na co faktycznie trzeba sie przygotowac to choroby. Moje corki poszly do przedszkola od września jako 3 latki do tej pory nie chorowały wogóle. I sie zaczeło w kazdym miesiącu tydzień dwa lub trzy wyłaczone z życia przedszkolnego.zapalenie spojówek angina zapalenie odkrzeli i uporcxywy kaszel który niemal nie przechodzi .pozostałe rzeczy łatwo zweryfikowac.dziecko samo opowiada co sie dzieje w przedszkolu. Czy pani krzyczala kto plakal i dlaczego co było na obiadek czy spało czy nie.

      • Kinga Kinga

        Może Twoje dzieci opowiadają, nie wszystkie jednak tak robią. Niektóre czują się winne i zamykają się w sobie. A co do zarzuty przekolorowania są podane źródła. Pozdrawiam

  4. mama mama

    Mój syn chodzi do przedszkola gdzie talerze są plastikowe a i owszem aczkolwiek kolorowe i okrągłe:)kanapki sa smaczne, danie fajnie podane. Mój syn był niejadkiem a stał się jadkiem więc ja jestem zadowolona z przedszkola. Wraca sytym wypoczęty itd itd. Ale mój syn chodzi do prywatnego przedszkola i obawiam się masówki zwłaszcza po tych zdjęciach!!!!a ma dopiero 2,5 roku i stął się bardzo otwarty po kontakcie z rówieśnikami.

  5. Ania Ania

    Oj niestety, u nas jest tak jak opisano, ale alternatywy wcale nie lepsze :(

  6. Martyna Martyna

    U nas w przedszkolu kucharz nie wiedział, co to kasza jaglana i gryczana
    Nie miał wiedzy o jarmużu, dyni jako składnik ciast, czy zamienniki cukru w postaci banana
    dramat

  7. AGA AGA

    Witam jestem nauczycielką przedszkola z 8 letnich stażem i mama dwójki dzieci. Jeśli chodzi o żywienie to prawda pozostawia wiele do życzenia. Jeśli chodzi o choroby to rzeczywiście przedszkola są mało konsekwentne z wymaganiem od rodziców, tego, aby dziecko przyszło zdrowe, ale to wina dyrektorów. Higiena u dzieci- moim zdaniem to także i przede wszystkim rola rodziców, a nie zwalania wszystkiego na przedszkole. Panie mają wspierać ten nawyk, a rodzice go kontynuować, bo wiele dzieci przychodzi zaniedbane pod tym względem. Natomiast krzyk, głośne mówienie nauczyciela w sali to norma jak ma się pod opieką 25 energicznych i mówiących dzieci, wiadomo, że nie robi się tego nagminnie tylko jak wymaga tego sytuacja. A niech Pani napisze o dobrych stronach pracy przedszkola i nauczycieli.

    • Kinga Kinga

      Aga, absolutnie nie zwalam niczego na przedszkole. Jestem zdania, że to rodzice są od wychowywania, a panie dobrze, gdy ten proces wspierają.
      A co do dobrych stron przedszkoli – jest ich całe mnóstwo, artykułów na ten temat również, ale oczywiście, napiszę w ramach możliwości czasowych.
      Kinga.

  8. Przedszkolanka Przedszkolanka

    „I tak zamiast kanapki z sałatą i serem jest tylko kanapka z dżemem” – nawet nie z dżemem, tylko z masłem, bo dzieci same zrzucają z kanapek większość okładu, zostawiając to, co im odpowiada, bądź masło, które w 99% im odpowiada ;-).
    Kwestia słodyczy zależy od placówki, dyrekcji, niemniej z mojego doświadczenia wynika, że często to rodzice, a konkretnie Rada Rodziców decyduje o rodzaju organizowanych prezentów. Również w kwestii urodzin to rodzic wybiera, czy dziecko poczęstuje kolegów cukierkami, żelkami, czy jabłkowymi „chrupsami” (które dzieci też b. lubią).
    Co do sztućców – bywa, że dzieci dostają łyżki zamiast widelców do luźniejszych dań, np. miałkiego risotto. Też jestem mamą i nie widzę przeciwwskazań ;-).
    Kwestia alergii i nietolerancji – nie ma problemu, przynajmniej w znanym mi przedszkolu, żeby rodzice, po zapoznaniu się z tygodniowym jadłospisem, przynosili przygotowane zamienniki „zakazanych” potraw. IMO najprostsze, najrozsądniejsze rozwiązanie.
    Pozostałe „brzydkie” jedzonko też nie jest w przedszkolu musem. Rada Rodziców też może zaproponować swoje alternatywy dla nieciekawych, zdaniem rodziców, produktów i potraw. Nie trzeba traktować dyrekcji, kadry, obsługi, jak wrogów, tylko jak przyjaciół, a wtedy wszystko jest do zrobienia.
    P.S. Przedszkole jest placówką opiekuńczo-wychowawczą, także „przedszkolanki” w sumie właśnie SĄ od wychowywania :D Oczywiście bez współpracy z rodzicami takie wychowywanie można o kant rozstrzaskać, w szczególności, gdy dziecko bywa agresywne.
    Co do ubioru – dzieci powinny ubierać się w to, co dostają od rodziców. Moje doświadczenia są takie, że raczej ubiera się więcej, niż mniej, aczkolwiek przy obecnej wiosennej pogodzie można zrezygnować z dodatkowej bluzy pod kurtką, pod warunkiem, że pod spodem jest tzw. „longsleeve”. Czapka ma być, chyba, że słońce praży, a dziecko zostało zaopatrzone w „zimówkę”. Teraz proszę sobie te dylematy odzieżowe (bluza, czy kurtka? szal zimowy czy wcale? czapka zimowa czy wcale? a może kaptur? rajstopy i spódnica, czy wygrzebać dodatkowe spodnie?) pomnożyć razy 25. Czasem może się zdarzyć, że rodzic uzna wybór odzieży za nietrafiony i/lub zostanie pominięty jakiś element odzieży.
    Kwestia mydła – tak, to jest problem :) Dzieci serio lubią te dozowniki, pompują i pompują, także może się zdarzyć, że w którymś momencie we wtorek o godzinie 13:20 nie będzie mydła, bo pomoc nie zając i nie nadąży. Dzieci lubią też robić basen w zlewie, ukręcać krany, spłukiwać rolki w toalecie, myć mokrym papierem lustra. Zdarza się. Dzień jak co dzień.
    Czy nauczycielki przedszkola krzyczą? Nie. Krzykiem nazywam autentycznie wydzieranie się dziecku w nos. Krzykiem nazywam utratę panowania nad sobą. Nauczycielki pracują głosem, podnoszą go, to nie jest krzyk, to umiejętność. Przy 25 dzieci na porządnym metrażu, przy dzieciach wspinających się na kaloryfery, tłukących się zabawkami, czy wchodzących sobie na barana, pierwszą reakcją jest stanowcze wezwanie do zaprzestania ;-). Potem nauczyciel podchodzi i rzeczowo interweniuje. Używam „tego głosu”, kiedy sytuacja tego wymaga. Wolę, żeby dziecko, zaskoczone, odstąpiło od kaloryfera, niż zdążyło na niego wleźć, spaść i zrobić sobie krzywdę.
    Służę informacjami „z drugiej strony mocy” i pozdrawiam :-).

    • mała33 mała33

      zgadzam sie , dobrze napisane.

    • Kinga Kinga

      Pani Przedszkolanko, dziękuję, że przeczytałaś wpis i napisałaś ten komentarz. Widać, że masz zdrowy dystans i sporo cierpliwości. To bardzo pozytywny sygnał dla mnie i myślę, że innych rodziców.
      A jeśli napisałaś, że służysz informacjami, to mam pytanie.
      Co z Twojego punktu widzenia jest najistotniejsze, by współpraca między rodzicami i nauczycielkami przebiegała jak najlepiej? Jakieś rady?

      • Przedszkolanka Przedszkolanka

        Jeżeli chodzi o współpracę na linii rodzic-nauczyciel to tu wielkiej filozofii, myślę, nie ma. Przede wszystkim nie warto na zapas martwić się i snuć teorii spiskowych. Zespół przedszkola to nie opozycja, a partnerzy na drodze do wspólnego celu, jakim jest szczęście dziecka. Warto natomiast dać kredyt zaufania, miejmy więc oczy i uszy otwarte, ale przede wszystkim otwarte umysły i usta. Pytajmy, dowiadujmy się, rozwiewajmy wątpliwości na bieżąco. Współpracujmy, wspierajmy, jeżeli nie całe przedszkole, to grupę dziecka. Jeżeli coś nam nie pasuje, zacznijmy od pytania: „Czy byłaby możliwość…/Czy jest szansa na…” np. wykluczenie/wprowadzenie produktu/dania do jadłospisu, danie widelców, zamiast łyżek, wprowadzenie mydła-kostki, jak ktoś preferuje, czy cokolwiek. Naprawdę cokolwiek. Rodzic też może inspirować, podrzucać fajne nuty na CD, dostarczać zadrukowane papiery z firmy (uwaga na treści) do rysowania, czy materiały z recyklingu do prac plastycznych. Wszelkie chwyty wzbogacające warsztat pracy-zabawy i, co za tym idzie, wspierające rozwój dziecka, dozwolone! Hulaj dusza ;-).

    • AGA AGA

      Koleżanko bardzo rzetelnie to przedstawiłaś w 100% się z tym zgadzam, dużą rolę w żywieniu i organizacji przedszkoli mają Rodzice, ale są mało tego świadomi, pozdrawiam.

      • Kasiulenka Kasiulenka

        Może są mało świadomi, bo w grę wchodzi „głos większości” a wiadomo jak „większość” jest wyedukowana, jakie ma podejście. Niestety prawda jest taka, że ta „większość” chce mieć po prostu dziecko z głowy na ileś godzin i nie chce sie wychylać

  9. Karola Karola

    Bardzo prawidzwy ten artykuł
    :(

  10. Mama Izy Mama Izy

    Ja zmieniłam przedszkole gdy dowiedziałam się że przedszkolanka używała kapcia, by uczyć dzieci szacunku
    masakra jakaś

  11. Wioleta Wioleta

    A czy my jako rodzice nie mamy sobie nic do zarzucenia?
    Bo jeśli byśmy reagowali częściej może problemu by nie było?
    Ja szczerze nie wyobrażam sobie by jakikolwiek pedagog powiedział mi albo mojemu dziecku, że ma się bronić i bić inne dziecko . Po prostu zrobiła bym wszystko by taka osoba już dłużej pedagogiem nie była. Taka sytuacja nie ma prawa bytu .

    • Kinga Kinga

      Jestem z tych co reagują, ale w grupie 30 dzieci jest sporo takich rodziców, którzy się nie wtrącają, nie odzywają, pozostają bierni. Prawda jest taka, że oni stanowią większość. A rodzice chłopca, który jest agresywny, no cóż…Chyba też są bezradni. Nie wiem, bo ja nie czuję się w obowiązku z nimi rozmawiać. Otrzymałam wiadomość, że wychowawczynie rozmawiały, bo uwagi były nie tylko od nas, ale też od innych rodziców w grupie.
      A co do rady o oddawaniu – no cóż dostaliśmy ją „nieoficjalnie”, nauczycielka wiedziała, co mówi i miała świadomość, to złe rozwiązanie, ale lepszego nie znalazła.

  12. Darika31 Darika31

    To jest BZDURA!! Nie wiem jak w innych przedszkolach w kraju ale w naszym MIEJSKIM jest pyszne jedzenie i na pewno takich kanapek nigdy nie było! Zawsze są owoce i warzywa i niczego dzieciaczkom nie brakuje! Mamy cudowną intendentkę która stara się jak najlepiej wykorzystać przedszkolny budżet (choc dość niski). Na pewno dużo zależy od intendentki i kucharek!!!

    • Kinga Kinga

      Wszystko zależy od ludzi. Jak wszędzie. Zgadzam się.

  13. Ilona Ilona

    Ja jestem generalnie zadowolona z przedszkola choć sporo wpadek było ale wyjasniamy wszystko na bieżaco jest dobra strona po stronie nauczycielek

    • Kinga Kinga

      Jeśli jest wola współpracy (a na szczęście zazwyczaj jest) można wiele sobie wypracować.

  14. asia asia

    Bardzo was lubię za takie artykuły, sama prawda
    Gdzie indziej o tym nie pisza

  15. Darika31 Darika31

    Totalne BZDURY!!!

  16. Darika31 Darika31

    na przykładzie jakiego przedszkola został napisany ten artykuł? Bo na pewno nie jest tak we wszystkich!! Sama pracuje w jednym z przedszkoli miejskich i żadna opisana tutaj sytuacja nie jest zgodna z prawda! Jestem oburzona!!!

    • Kinga Kinga

      Oczywiście, że nie jest tak we wszystkich. Moje doświadczenia z przedszkolem niepublicznym, zdjęcia pochodzą z innych placówek, są przedszkola i przedszkola.

  17. beata beata

    Do Pani Agnieszki z tak długim stażem pracy
    Od kiedy na 1opiekuna przypada 25 dzieci?

    • mała33 mała33

      no czasami nawet więcej!!!

    • mała33 mała33

      chyba ze mowa tutaj o prywatnych placówkach.

      • Kinga Kinga

        Niekoniecznie. Moje dzieci chodziły/chodzą do przedszkola niepublicznego (częściowo dofinansowanego) i tu na 1 wychowawczynię jest 30 dzieci, zazwyczaj obecnych od 18 do 25. Oczywiście wszystko zależy od dnia, pory roku, itd.

    • Przedszkolanka Przedszkolanka

      W publicznych placówkach na 25 dzieci przypada 1 opiekun + pomoc (2/3 czasu z grupą, 1/3 czasu w kuchni, ale zwykle stosunek jest odwrotny).

      • Kinga Kinga

        Niestety, to prawda. Także w tak zwanych niepublicznych przedszkolach, gdzie w grupie bywa i 30 dzieci – 1 opiekunka i 1 pomoc

  18. Teresa 79 Teresa 79

    Mam przedszkole już za sobą. Moi chłopcy chodzili do tego samego przedszkola. Na gruncie jedzenia nie mam nic do zarzucenia. Jak starszy syn poszedł byłam niesamowicie zadowolona :) kiedy jednak poszedł młodszy to trochę się zdziwiłam. Od samego początku zaczęły się problemy. Dziecko zaczęło moczyć się to panie pomimo mojej prośby zaczęły zakładać mu pieluchy. Może dla innego dziecka to nic ale syn ma azs i skutek tych pieluch był opłakany. Syn dostał kilka razy w ciągu trzech miesięcy zapalenia dróg moczowych ( od uczulenia na ten rodzaj pieluch ). Nawet nie widzieliśmy o takich praktykach gdyby nie inna mama , która poprosiła o ich zwrot. Po tym wydarzeniu syn zaczął mieć problemy z moczeniem się i w dzień i w nocy. Poza tym dziecko które samodzielnie jadło i ubierało się zaczęło być karmione i ubierane. W przedszkolu nie musiał mówić i był noszony na rękach. Nie wymagano od niego kompletnie nic. Jak zwróciłam uwagę pani dyrektor to powiedziała że to jest tak kochane dziecko że nie potrafią zwrócić mu uwagi a nawet jeśli coś przeskrobie to sam od siebie przeprasza. Bawil się z dziewczynami był grzeczny lubił przytulać się do Pań. Przedszkole skończyło się , a problemy i nawyki tam zdobyte zostały. Moczenie zostało na szczęście tylko nocne, Panie w szkole nie dały się i dzięki temu sam je i ubiera się. Ostatnio nawet w ławce siedzi ale zmuszenie go do robienia czegokolwiek na lekcjach jest trudne ale po dwóch latach zaczyna w końcu zaskakiwać.

    • asia asia

      Teresa, straszna historia…
      Niestety moja siostra i jej dzieci przechodziły to samo, dlatego zrezygnowała z przedszkola

    • Kinga Kinga

      W przedszkolu noszony na rękach? Dziwne, serio…

      • Teresa 79 Teresa 79

        Pani Kingo wiem że trudno sobie to wyobrazić ale tak było. Nawet mój mąż nie wierzył dopóki nie poszedł odebrać dzieci z przedszkola a pani małemu robiła ” samolocik”. W przedszkolu respekt czuł przed wychowawczynią starszego syna ( potrafiła na niego wpłynąć) i pana konserwatora , którego syn uwielbiał bo miał narzędzia ( kto ma narzędzia ten ma władzę). Ostatnio spotkałam jedną z pań przedszkolanek i chwaliła się że mają drugiego takiego pieszczocha jak nasz synuś :) W szkole też panie go lubią i zwracają uwagę , że jest jedną wielką pozytywną emocją ale nie pozwoliły wejść sobie na głowę. Bo lubić dziecko i się nim zachwycać to jedno ale pozwolić na wszystko to już przesada.

        • Kasiulenka Kasiulenka

          Ja akurat we wszystkim jestem skłonna uwierzyć…
          Przedszkole tworzą ludzie oni też popełniają błędy
          Niestety w tych placówkach jak w każdych innych są też osoby z przypadku

  19. Kasiulenka Kasiulenka

    Sama prawda
    Nie mówi się o tym, ale przedszkole to niestety często przechowalnie a nie kreatywne miejsce zabaw

    • Przedszkolanka Przedszkolanka

      Nie zgadzam się z tą opinią, przynajmniej, jeżeli chodzi o przedszkola publiczne, które podlegają systematycznemu, ścisłemu nadzorowi pedagogicznemu.

      • xxk xxk

        W naszym przedszkolu był śledz solony na śniadanie lub kaszanka. Na podwieczorek baton MARS lub 10 chrupek serowych! Co do wychowawstwa ,mój syn jest za karę zamykany w ciemnej sali z leżakującymi maluchami!

  20. pat pat

    Jak to czytam to śmiać mi się chce. Nie wiem kto to pisał ale ewidentnie nie ma pojęcia o realiach w placówkach przedszkolnych. Większość placówek nie ma własnych kuchni ze względu na oszczędności ministerstwa i zmuszone są do zamawiania kateringu, o ile w dużych miastach firm jest dużo, wiec i oferty żywienia lepsze to w małych miejscowościach jest z tym problem. Serio zawsze skupiamy się na straszeniu rodziców zamiast ich wspierać. Artykuł nad wyraz stronniczy, zamiast informować straszy do prawdziwego kunsztu dziennikarstwa on-line daleko daleko… Polecam przejść się z wizytą po placówkach, poczytać ustawy i zacząć być obiektywnym.

    • Kinga Kinga

      To Pani jest nieobiektywna, pisząc ten komentarz. W artykule odsyłam do źródeł, piszę o tym, że się tak zdarza, a nie że to norma i że tak jest zawsze. Co do cateringów – znowu błąd. Jest mnóstwo przedszkoli z kuchnią. Cieszę się, że poprawiłam Pani humor, jednak co do obiektywizmu – to proszę się nie wypowiadać, skoro nie rozumie Pani tego, co czyta :) Życzę miłego dnia.

  21. lavinka lavinka

    Ja na szczęście uczę moje dziecko, że może się bronić, a choćby i pięścią, kiedy ktoś narusza jego przestrzeń osobistą. Tak jak daję sobie moralne prawo dania z kopa człowiekowi, który na mnie napadnie na ulicy. I basta. Co innego celowe krzywdzenie innych, co innego obrona. Jeśli ktoś mówi dziecku, że każde uderzenie innej osoby to krzywdzenie jej – czyni z dziecka ofiarę losu, bezbronną w zasadzie. Takie dziecko nie obroni się nawet przed dorosłym, który je uderzy. A powinno, prawda? No właśnie.

    • Kinga Kinga

      Lavinka, masz rację. Ja popełniłam ten błąd, bo uważałam, że będzie mi trudno mi wytłumaczyć różnicę między „oddawaniem” a biciem się. Teraz widzę, że popełniłam błąd.

  22. zed zed

    nie przesadzacie trochę? my wcale nie jedliśmy lepiej i dramatu nie było wszystkie żyjecie i macie się dobrze. wtedy tylko internetu nie było żeby siać taką popelinę. a potem zdziwione że w przedszkolach nie chcą się podjąć organizacji wyżywienia. Dogodzić obecnym matkom się nie da.

  23. loria loria

    Jak czytam większość komentarzy to mi się płakać chce… Proponuje zamknąć dzieci w domach i nie wypuszczać nigdy nigdzie – wtedy będzie pełna kontrola, co jedzą, kiedy jedzą, ile śpią czy oddychają i inne. Po prostu cała ta moda na eko sreko itp itd – dla mnie masakra. My jakoś żyjemy, a jak ktoś pisał jedliśmy tak samo, albo i gorzej bo osobiście pamiętam jak pani w przedszkolu chodziła z wiadrem i lała każdemu grochówkę do talerza. Proponuje też uczyć samemu dziecko w domu bo i żłobki, przedszkola, szkoły, gimnazja itd. rujnują i zabijają kreatywność dziecka, niszczą jego zdrowe nawyki odżywiania, i mnóstwo innych złych rzeczy robią.
    Generalnie polskie szkolnictwo i opieka medyczna to samo zło. Z każdych stron nas zabijają i rujnują. Normalnie powinniśmy chyba już dawno nie żyć.
    Wracając do jedzenia – pamiętam też, że na obozach też tak jeść dawali, a jakoś żyję i mam się świetnie.
    Ja rozumiem, że każdy rodzic ma wybór, ale oczernianie wszystkich i wszystkiego co się ostatnio nagminne stało właśnie w eko portalach jest już bardzo męczące.
    Generalnie większość polskich produktów też jest nie do przyjęcia – burak pastewny nie bo cukier nie zdrowy lepsza japońska stewia czy alkohol ksylolit czy inne, większość produktów eko też nie pochodzi z rodzimych upraw, do tego zagraniczne cytrusy są złe, ale zagraniczny imbir już jest ok. I tak można by bez końca wymieniać…

    • Kinga Kinga

      Loria, ale że sosrodzice.pl to portal ekoparentingowy? No proszę :) Teraz Ty mnie rozśmieszyłaś.
      Dobry chleb to nie chleb sprowadzany z zagranicy, ale też nie „wata” kupowana z marketu. Jesteś pewna, że jadłaś tak jak jedzą Twoje dzieci? Zaskoczę Cię – nie jadłaś, bo gdy byliśmy dziećmi jedzenie jednak wyglądało inaczej, skład produktów był krótszy, było mniej, ale gdy kupiło się szynkę, ona pachniała w całym domu. Nie ma co porównywać czasów 20 lat wstecz, a tego co jest dzisiaj.

      • loria loria

        Ekoprarentingowy – tak polski język trudny język. A chleb oczywiście musi być ciemny bo wek albo biały, szkodzą dzieciom. Jak byłam mała to moja Mama dawała mi parówki, w których głównie papier toaletowy i jakoś żyję. Nikt nie każe kupować Ci w markecie – są też normalne sklepy/piekarnie. I nie sądzę, żeby przedszkola zaopatrywały się w marketach bo byłoby to zbyt drogie.

        • Kinga Kinga

          Napisałam portal ekoparentingowy. I to nie polski język…
          A co do zaopatrywania się w marketach – tam jest akurat taniej niż w piekarniach.
          Pozdrawiam :)

    • Aga Aga

      Brawo!!

  24. nali nali

    Jest to przykre ale niestety prawdziwe – powierzając komuś swoje dziecko rodzic musi liczyć się z tym że obca osoba nigdy nie zadba o nie jak o własne. Zgrzyty różnego rodzaju i w różnej skali są więc nieuniknione i trzeba się z tym liczyć.

  25. xxk xxk

    U nas kaszanka na śniadanie lub śledz solony.Na podwieczorek MARS lub 10 chrupek.Mój syn za karę zamykany jest w ciemnej sali z leżakującymi maluchami.Jest dzieckiem bardzo ruchliwym i kary w postaci ciągłego siedzenia na krześle sa na porządku dziennym. Dziecko stało się nerwowe i kapryśne i gdzie ta współpraca wychowawców?

  26. kellu kellu

    Ja mam przynosić własne jedzenie do przedszkola za które płace?
    Jedna opiekunka na 25 dzieci?
    Ja pierdle … co to za układ…

Zobacz również

Polecane tematy