„W pułapce dzieciństwa”

Jest to jedna z tych książek, którą czyta się trudno. Lektury nie ułatwia toporny, zbyt infantylny język, który o zgrozo stara się być mądry i wydumany. Kłopot stanowi także sama historia opowiadana źle dobranymi słowami, niejako fragmentaryczna, nieuporządkowana, co utrudnia jej odbiór. Mimo to, co może być zaskoczeniem, „W pułapce dzieciństwa” jestem w stanie Wam z pełną odpowiedzialnością polecić. Nie dlatego, by spędzić miło czas, ale po to, by zrozumieć po raz kolejny to, co jest w życiu najważniejsze. To, o czym nigdy nie zapominają dzieci, a to, o czym nie pamiętają bardzo często dorośli.

Klimat dzieciństwa

Pierwsze lata dzieciństwa to jeden z mitów, który staramy się przekazywać z pokolenia na pokolenie. Tak jak mit macierzyństwa, postrzeganego jako piękny czas, sielankę, kiedy doba jest z gumy, dziecko rozumie swoich rodziców, a mama z tatusiem każdego dnia z zachwytem przypatrują się dziecku, nie mając gorszych dni.
Podobnie jest z dzieciństwem. Mało kto, zanim oczywiście ma dzieci, zdaje sobie sprawę, jak wielkim trudem dla gatunku jest rozwój i dojrzewanie. Mimo zapewniania nawet naprawdę bajkowych warunków, dziecko napotyka na wiele frustracji, niepowodzeń, złości i smutków. Są okresy, kiedy jest „trudne” i nieznośne.
Do tego ma prawo każdy mały człowiek. A czego można się spodziewać po dziecku, które nie zna swoich rodziców, a zapachu mamy szuka w misiu, który jest jedyną po niej pamiątką pochodzącą z dnia, kiedy trafia do przytułku? Jak wyglądają losy dzieci z domów dziecka, z rodzin zastępczych, które pragną tylko jednego: by ktoś ich zabrał do siebie…?

Książka-dokument pełen emocji

Gdyby wspomnienia pięciolatka, który trafia pod dach tyrana i alkoholika nie byłyby oparte na realnych wydarzeniach z dzieciństwa najprawdopodobniej nikt by ich nie wydał. Książka pod względem warsztatu jest bowiem zbyt słaba, by można ją było czytać z przyjemnością, czy z większym zainteresowaniem. Gdybyśmy mieli dodatkowo w świadomości, że jest to tylko wymyślona fabuła, lektura nie obroniłaby się.

Na szczęście (dla literatury i dla czytelników, nie dla autora, rzecz jasna)  „W pułapce dzieciństwa” to dokument oparty na wspomnieniach autora: Joselito Michauda – dzisiaj znanego jako producent, dziennikarz programów telewizyjnych i radiowych, a zwłaszcza jako reżyser programu telewizyjnego, w Polsce znanego jako „Fabryka gwiazd”.
Spisanie wspomnień przez znaną osobę, która dodatkowo do czegoś w życiu doszła, nie poddała się i potrafiła odwrócić negatywny bieg zdarzeń, może napawać optymizmem. Może dawać również inny oczywisty sygnał: że dziecko jest w stanie dużo znieść, niedoskonałość tego świata, nawet okrucieństwo i przemoc, a mimo to odnaleźć w sobie tyle siły, żeby przetrwać.

Opowieść daje też inną cenną wskazówkę, że dzieci, które mają gorszy start, nie muszą być skazane na życie poza społeczeństwem. Uświadamia, że częste starania rodziców: dodatkowy angielski, gra na pianinie, wyjazdy do muzeów to nie wszystko. Nie oznaczają one na tyle dużo, by dyskwalifikować na starcie te dzieci, które wieczorami podziwiają gwiazdy, marząc o innym życiu.

Nawet maluchy, które nie mają rodziców, tułające się po rodzinach zastępczych, jeśli tylko uzyskają minimalną ilość ciepła, wsparcia i zrozumienia, mogą wszystko. To pociesza i daje nadzieję, że nigdy wszystko nie jest stracone, jak zwykliśmy mówić i że warto walczyć do końca, nawet w tym trudnym temacie, jakim jest wychowania dzieci czy edukowania dorosłych, by wychowując, nie robili dziecku krzywdy. Historia Joselito Mihaud uczy i pobudza do myślenia, mimo że robi to z kulawą gracją…

Dziękujemy wydawnictwo Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. anusia12346 anusia12346

    kolejna ciekawa książka

  2. maria maria

    dla mnie zdecydowanie niewypał. bez sensu czytać coś, co jest napisane niechlujnie. pytanie czy to wina tłumacza, czy samego autora?? chyba trudno ocenić, nie sięgając po oryginał..

  3. OlkaG OlkaG

    Książka wydaje się interesująca, pytanie tylko: czy jest interesująco napisana?

  4. Ewa Ewa

    Doroto jak oceniasz, warto sięgnąć po ten tytuł? ( a tak swoją drogą- to naczytasz się trochę, żeby nam recenzować ;p)

    • Dorota Dorota

      Ewo, to zależy czego oczekujesz po książce. Jednak jakbym miała doradzać coś, co zapada w pamięć, to zdecydowanie wybrałabym „Deklarację”, też zrecenzowaną na stronie. To, co prawda całkowicie inny typ literatury, ale dający do myślenia, niepowtarzalny i…bardzo szybki w czytaniu. Nie tylko ja książkę pochłonęłam w jeden dzień :) Co do „W pułapce dzieciństwa” to nie jestem entuzjastką :)

      • OlkaG OlkaG

        Książka „musi się czytać”! Nie znoszę, kiedy przez książkę trzeba brnąć…

        • Dorota Dorota

          Oj tak, gdy trzeba brnąć, to łatwo się zniechęcić…

      • Ewa Ewa

        Dziękuję za podpowiedź. A od książki oczekuję by na długo pozostała w pamięci po przeczytaniu i pozostawiła jakiś ślad we mnie, w życiu, w codzienności :) inaczej nie warto zawracać sobie głowy czytaniem :)

        • Dorota Dorota

          W takim razie z dotąd zrecenzowanych na stronie polecam „Deklarację” :) Nie jest to poradnik, ale powieść. Spełnia wszystkie kryteria :)

          • Ewa Ewa

            Mam nadzieję, że znajdę w bibliotece :)

          • Ewa Ewa

            A jeśli poradnik, to muszę przyznać, że jednym tchem przeczytałam Poradnik tylko dla mam, który od Was dostałam :) taki prawdziwy on…

Zobacz również