Czy umiemy mądrze kochać dzieci?

Wywiad z dr Rossem Campbellem, psychiatrą amerykańskim, autorem światowego bestselleru „Jak naprawdę kochać dziecko” oraz wielu książek na temat wychowywania dzieci. Rozmawia Irena Koźmińska założycielka i prezes Fundacji „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”.

I.K.- Miłość jest cierpliwa i grzeczna, nigdy nie jest zazdrosna ani zawistna, chełpliwa czy dumna, nie jest wyniosła, samolubna ani ordynarna. Te słowa z listu do Koryntian są mottem Pańskiej książki. Dlaczego uznał Pan, że należy uczyć rodziców jak kochać dzieci?

rodziceR.C.– Miłość jest podstawą związku pomiędzy rodzicem i dzieckiem. Żeby dziecko mogło w pełni rozwinąć swój potencjał musi czuć, że rodzice je kochają i naprawdę się o nie troszczą. Jeśli tego nie czuje, zaczynają się kłopoty. Przez 30 lat praktyki psychiatrycznej z dziećmi i młodzieżą natrafiałem ciągle na te same problemy – rodzice mieli trudności z przekazaniem dzieciom swojej miłości, a dzieci nie czuły się kochane.

I.K.- Czyli mimo dobrych chęci brakowało umiejętności…

R.C.– Właśnie. Uważam, że wszyscy rodzice potrzebują w tym zakresie edukacji, ponieważ nikt z nas nie jest do tego naturalnie przygotowany. Każde dziecko ma określone potrzeby emocjonalne. Nazywam to zbiornikiem emocjonalnym. Żeby dziecko mogło rozwijać się normalnie, musi mieć pełny zbiornik emocjonalny – wypełniony bezwarunkową miłością rodziców. Jest to miłość bez względu na cokolwiek – bez względu na wygląd dziecka, jego zdrowie, zachowanie, czy osiągnięcia. Innymi słowy rodzice powinni kochać dziecko po prostu dlatego, że istnieje. Miłość warunkowa – za coś – jest dla dziecka bardzo szkodliwa.

I.K – Miłość bezwarunkowa może być trudna dla kogoś, kto sam jej nie doświadczył albo wyrastał bez miłości. Czy można zmienić taki wzorzec?

R.C.- Owszem. Można się tego nauczyć, trzeba tylko zapamiętać, że dzieci są zorientowane behawioralne, podczas gdy my, dorośli – werbalnie. Skoro tak, dzieci muszą otrzymywać miłość wyrażoną w ich własnym języku, tzn. poprzez zachowania. Można sprowadzić wszystko do czterech prostych sposobów: pełnego miłości kontaktu wzrokowego, pełnego miłości kontaktu fizycznego, skupionej na dziecku uwagi i opartej na miłości dyscypliny.

I.K.- Przecież patrzymy na nasze dzieci. Czy to nie wystarcza?

R.C.- Poprzez kontakt wzrokowy można przekazać wszelkie uczucia – także złość czy nienawiść. Zwykle rodzice patrzą dziecku w oczy, gdy je strofują lub dają instrukcje. Jeśli dziecko otrzymuje głównie negatywny kontakt wzrokowy, wyrasta w przekonaniu, że nie jest prawdziwie kochane. Jeśli chcemy przekazać naszą miłość do niego, powinniśmy patrzeć na nie tak często i tak przyjaźnie jak to tylko jest możliwe.

I.K.- Dlaczego jest to takie ważne?

R.C.- Miłość rodziców jest podstawą naszego wyobrażenia o sobie, tego, co myślimy
i czujemy na swój temat przez resztę życia. Poza tym dzieci odbijają jak lustro to, co dostają. Jeśli otrzymują miłość warunkową, okazywaną tylko wówczas, gdy spełnią nasze oczekiwania, zaczynają oddawać miłość warunkową. Co się dzieje, gdy dziecko wkracza w okres nastoletni? Zaczyna traktować rodziców w ten sam sposób – zachowuje się dobrze lub słucha tylko wtedy, gdy otrzymuje coś w zamian.

I.K.- Następny sposób okazywania miłości to kontakt fizyczny…

R.C.- Wydawałoby się, że jest on bardzo naturalnym sposobem wyrażania miłości wobec dziecka, ale tak nie jest. Badania wykazują, że dzieci otrzymują kontakt fizyczny – i to niekoniecznie pełen miłości – kiedy zachodzi potrzeba, np. przy ubieraniu.
W dodatku dziewczynki w wieku przedszkolnym otrzymują pięć razy więcej pełnego miłości kontaktu fizycznego niż chłopcy i jest to główna przyczyna tego, że mali chłopcy mają o wiele więcej problemów emocjonalnych.

I.K.- Dość powszechnie uważa się, że chłopców trzeba traktować bardziej surowo, nie powinni oni na przykład płakać, bo to niemęskie…

R.C.- To jest pogląd całkowicie kulturowo uwarunkowany. Nie ma on żadnego uzasadnienia z punktu widzenia potrzeb emocjonalnych dziecka.

I.K.- Czy jednak nie ma obawy, że okazując chłopcu zbyt wiele uczucia, wychowa się słabego, zniewieściałego mężczyznę?

R.C.- Prawda jest zupełnie odwrotna. Im bardziej ojciec jest serdeczny wobec chłopca, tym bardziej chłopiec identyfikuje się z nim
i tym pewniej będzie się czuł w roli mężczyzny. Chłopcy, których ojcowie są nieprzyjemni i odrzucają dziecko emocjonalnie, często stają się zniewieściali.

I.K.- Jaki rodzaj kontaktu fizycznego jest dla dziecka dobry? To delikatna dziedzina, bo kontakt fizyczny może przekroczyć granicę zdrowych zachowań i przerodzić się w patologię.

R.C.- To prawda. Mówiąc o kontakcie fizycznym, niekoniecznie musimy rozumieć to wyłącznie jako całowanie czy obejmowanie, co oczywiście jest całkiem zdrowe, jeśli jest stosowne do sytuacji. Ale ponieważ mówimy o miłości bezwarunkowej do dziecka, którą trzeba manifestować przez cały czas, mówimy o bardzo zwykłym kontakcie fizycznym – delikatnym dotknięciu czy poklepaniu w ramię, dłoń, kolano.

I.K.- Czytałam, że tuż po wojnie w amerykańskich instytucjach opiekuńczych niemowlęta masowo umierały, mimo higieny, dobrego odżywiania i właściwej opieki lekarskiej. Problem ustał po zatrudnieniu specjalnych niań do noszenia i przytulania maluchów. Jak często powinniśmy dotykać dzieci?

R.C.- Tak często, jak to tylko możliwe. Przejawy miłości rodziców są największym darem rodziców, który daje dziecku siłę na resztę życia. Są dzieci, które na pozór sobie nie życzą kontaktu fizycznego, ale one też go potrzebują. Takim dzieciom możemy okazać w ten sposób miłość w szczególnych momentach: gdy się śmieją, gdy są chore lub smutne. Każde dziecko przechodzi też przez różne fazy rozwoju, w których przejawia różną tolerancję na dotyk. Chłopcy mają okresy oporu wobec okazywania uczuć, ale lubią mocowanie się lub przyjazne poklepywanie przez rodzica. Dla dziewcząt w wieku 11-13 lat taktowny i delikatny kontakt ze strony ojca jest niezwykle ważny, ponieważ na tej podstawie dziewczynka buduje wyobrażenie o sobie i swoją tożsamość płciową. Akceptując ją, ojciec pomaga córce zaakceptować samą siebie jako kobietę.

I.K. – Kolejny sposób przekazywania miłości – skupiona na dziecku uwaga – wydaje się, w naszym zabieganym życiu, coraz trudniejszy do stosowania.

R.C- Tak. Jest coraz trudniej być rodzicem. Jesteśmy tak zajęci i zestresowani, że coraz trudniej jest być kochającym wobec innej osoby, włączając w to dzieci. Skupiona na dziecku uwaga oznacza spędzenie z dzieckiem czasu w taki sposób, by czuło ono, że jest wówczas dla rodzica najważniejszą osobą na świecie. Najbardziej skuteczne jest spędzanie czasu sam na sam z dzieckiem, stosując pełen miłości kontakt wzrokowy i fizyczny – gdy np. robimy wspólnie różne rzeczy. Ale nawet w tłumie ludzi – poprzez sposób w jaki na nie patrzymy – możemy dać dziecku odczuć, że jest kimś wyjątkowym. Każdy z nas potrzebuje takiego poczucia. Każdy z nas ma zbiornik emocjonalny.

I.K.- I chce być dostrzeżony i doceniony, zwłaszcza poprzez rodziców.

rodzice 2R.C.- Oczywiście. Rodzice są dla nas najważniejszymi osobami w życiu. Powiem Pani o moim ojcu. Jest bardzo trudnym człowiekiem. Kiedy odwiedziłem go miesiąc temu powiedział „Wiesz, Ross, ja ciągle boleję nad tym i wściekam się i zastanawiam, dlaczego moja matka była dla mnie taka podła. Dlaczego nigdy mnie nie kochała?” On wciąż przeżywa ten dramat dziecka. W wieku 86 lat! Rodzice mają największy wpływ na nasze życie – większy niż ktokolwiek i cokolwiek innego.

I.K. Wracając do Pańskiej koncepcji zbiornika emocjonalnego – jeśli zbiornik dorosłego jest pusty, skąd ma on czerpać energię emocjonalną, by przelać ją na dziecko?

R.C.- Powinniśmy robić wszystko, by móc zaspokoić potrzeby naszych dzieci. Podstawą jest dbanie o trwałość i harmonię naszego małżeństwa, a także o nasze własne zdrowie fizyczne, emocjonalne i duchowe. Ale nawet gdy nasz zbiornik emocjonalny nie jest pełny, możemy skutecznie napełniać zbiorniki naszych dzieci. Ponieważ sposoby okazywania miłości dziecku są takie proste
i wyrażają się w zachowaniu, to jeśli naprawdę troszczymy się o dziecko, zawsze możemy okazywać mu miłość.

I.K.- Problem z tym, że kiedy rodzic wraca zmęczony lub zestresowany po pracy do domu, kontakt z dzieckiem to często ostatnia rzecz na jaką ma ochotę.

R.C.- Zgadza się i dlatego tego nie robi. Ale popełnia okropny błąd i szkodzi nie tylko dziecku, ale i sobie. Kiedy zbiornik emocjonalny dziecka jest pełny, utrzymanie go w tym stanie nie jest trudne – wymaga niewielkiego wysiłku i czasu. Powiedzmy więc, że ojciec wraca do domu i marzy tylko o tym, by odpocząć, a dziecko przychodzi i w niedojrzały, denerwujący sposób domaga się uwagi. Może mu tak przeszkadzać przez cały wieczór i wreszcie kończy się to awanturą. A gdyby ojciec od początku dał mu kontakt wzrokowy,
fizyczny i swoją uwagę, znacznie krótszy czas wystarczyłby, aby wypełnić zbiornik dziecka, by poczuło się szczęśliwe i zajęło swoimi sprawami. Popatrzmy też w przyszłość. Rodzice, którzy byli ciągle zbyt zajęci lub zmęczeni, płacą niewspółmiernie dużo swym czasem, frustracją, pieniędzmi, gdy dziecko wpadnie w narkotyki, trafi do sekty lub gangu, ma depresję, ucieka lub próbuje popełnić samobójstwo. Wtedy są zmuszeni, by się nim zająć.

I.K.- Często z miernym skutkiem…

R.C.- Niestety. Pamiętam, ze kiedy sam po całodziennej pracy w gabinecie wracałem wykończony do domu i zastanawiałem się, jak mam znaleźć energię, by teraz zaspokajać potrzeby i rozwiązywać problemy moich własnych dzieci, zawsze mówiłem sobie – „Campbell, co szóste dziecko trafia do sądu dla nieletnich. Byłoby tragedią dla całej rodziny, gdyby znalazło się tam któreś z twoich dzieci. Jeśli nie chcesz, by tak się stało, nie myśl teraz o sobie, lecz daj im to, czego potrzebują”.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Kolo Kolo

    bardzo mądre!

  2. Maga Maga

    Bardzo ciekawy artykuł. Dziękuję. Każdy rodzic powinien go przeczytać, bez wyjątku.

  3. Wiola Wiola

    Zgadzam się w stu procentach. Zawodowo :) i prywatnie. Wiola