„Tylko dla mam. Poradnik o ciąży”

Książkę „Tylko dla mam. Poradnik o ciąży” Anny Jankowskiej Redakcja sosrodzice.pl otrzymała od wydawnictwa Bellona. W kilka dni po odebrania przesyłki zabrałam się z entuzjazmem do lektury. Satysfakcja była dla mnie tym większa, im bardziej docierała do mnie idea stworzenia tego nietypowego podręcznika, który miejscami można czytać jak opowieść dziewczyny z sąsiedztwa. Napisany z dystansem, lekkim językiem oraz ciepłym i humorystycznym stylem sprawił, że wciągnęłam się  do reszty. Mimo wielu zalet tej publikacji, niestety gdy dotarłam do 164 strony tej cienkiej książki, poczułam niedosyt.

Ciekawa idea

Na rynku sporo jest książek o tym, jak opiekować się dzieckiem po porodzie: jak kąpać, przewijać, karmić. Sporo poświęca się również miejsca, jak to określa autorka „słodkiej propagandzie karmienia piersią”. Mało mówi się o tym, co tak naprawdę się zmienia po narodzinach pierwszego dziecka, jak zaczyna wyglądać życie młodych rodziców, z czego muszą zrezygnować, co zmienić, co zweryfikować….czyli mało jest książek poświęconych życiowej rodzicielskiej rewolucji.

Ta książka w pewnym sensie wypełnia tę lukę. Przenosząc niejako atmosferę komentarzy pisanych na forach oraz wpisów na blogach, budując w ich stylu nietypowy podręcznik, który czyta się jak ciekawą historię, a nie jak zbiór dobrych rad i ostrzeżeń.

Lektura dla nieuświadomionych

Dla kogo powstał ten podręcznik? Mimo wskazówek na okładce, książki nie polecałabym jako podręcznika dla mam, ale raczej podkreślałabym jego prawdziwe przeznaczenie i wręczała innym jako podręcznik dla kobiet w ciąży. Nie wszystkich: dla kobiet, które będą rodzić po raz pierwszy i które przed zajściem w ciążę miały niewiele wspólnego z krzyczącymi i wymagającymi ciągłej uwagi noworodkami. Jest to także dobry pomysł na prezent dla przyjaciółki czy krewnej w ciąży, która spodziewa się pierwszego dziecka.

Oczywiście mogą po niego sięgnąć także mamy, ale raczej jako forma rozrywki, pewnej podróży w czasie, zweryfikowania własnych doświadczeń, porównań i wspomnień. W mniejszym stopniu w celu dowiedzenia się czegoś nowego…Podchodząc do lektury w ten sposób – szukając nowych wskazówek i rad, można się zawieść.

Czego mi zabrakło?

Z pewnością na okładce brakuje bliższych informacji dotyczących autorki. Czego dowiaduje się czytelnik o Annie Jankowskiej? Występuje ona jako „laik” i osoba, która uczy się macierzyństwa na własnych błędach – czego możemy się dowiedzieć, czytając krótką informację z tyłu książki. Brakuje niestety krótkiego wyjaśnienia, kim właściwie jest Pani Anna Jankowska. Tym bardziej, że na samym końcu książki Autorka w pewnym stopniu zdradza, czym się zajmuje:

Informacje o autorce redakcja otrzymała od wydawnictwa:

ANNA JANKOWSKA – pedagog mediów i animacji kulturalnej. Na co dzień przygotowuje i realizuje zajęcia edukacyjne z dziećmi w różnym wieku, najczęściej przedszkolnym i wczesnoszkolnym. Udziela także konsultacji pedagogicznych rodzicom i opiekunom oraz prowadzi szkolenia dla studentów i nauczycieli na terenie całego kraju.

Ukończyła Dolnośląską Szkołę Wyższą Edukacji we Wrocławiu oraz pedagogiczne studia magisterskie na Uniwersytecie Wrocławskim.

Na okładce książki brakuje również odesłania do innych publikacji. Po krótkim przejrzeniu zawartości internetu można odszukać dwie inne książki, które wydała Anna Jankowska: „Zdrowa kuchnia dla malucha” i „Trudne tematy dla mamy i taty”. Gdy odszukałam informacje o tych dwóch dodatkowych podręcznikach mój entuzjazm do przeczytanej książki zmalał. W trakcie lektury miałam wrażenie, że czytam informacje pochodzące od debiutującej Mamy, która w tematyce dzieci jest laikiem (na odwrocie książki przeczytamy, że Anna Jankowska nie jest „ani pielęgniarką, ani położną”), jednak uzupełnienie informacji uświadomiło mi, że to nie do końca prawda. I w tym momencie pojawiło się rozczarowanie…

Trochę mnie zastanawia, dlaczego książka nosi tytuł „Poradnik o ciąży” (z dopiskiem „Jak przeżyć ciążę i pierwszy rok życia dziecka”) skoro około 100 stron poświęconych jest życiu mamy po porodzie (nie licząc porodu), a jedynie pozostałe 64 ciąży…

Dlaczego warto?

„Tylko dla mam. Poradnik o ciąży” to nietypowy poradnik, który jest napisany lekko i ciepło. Można go pochłonąć naraz w kilka godzin. W niektórych miejscach się uśmiechając, w innych wzruszając, a w jeszcze innych zbuntować i zakasać rękawy, by wręczyć trzymaną w ręku książkę i nakazać partnerowi głośne przeczytanie wskazanego fragmentu…Jednak Autorka przestrzega przed takim postępowaniem. To, co pisze jest przeznaczone dla kobiet, to „poradnik dla mam”, a nie tatusiów. Konkluzja? Trochę banalna, ale moim zdaniem potrzebna przed sięgnięciem po tę książkę. Każda mama, tak jak każde dziecko jest inna i każda może znaleźć tu coś dla siebie lub szybko przeczytać i równie szybko zapomnieć….

Jesteśmy ciekawi Waszej opinii o tym poradniku. Kilka egzemplarzy tej książki „Tylko dla mam. Poradnik o ciąży” już wkrótce będzie można wygrać w konkursie organizowanym na stronie!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Joanna Joanna

    Zostało mi jeszcze kilka stron książki do przeczytania… Także odezwę się za jakąś chwilę ;-)

    • sosrodzice sosrodzice

      Joanno, czekamy. Jesteśmy bardzo ciekawi Twojej opinii. :)

      • Joanna Joanna

        … No nie dałam rady… wybrałam coś innego do czytania

  2. Joanna Joanna

    Książkę pochłonęłam jednym tchem, bo faktycznie czyta się ją lekko i przyjemnie. Najbardziej do gustu przypadł mi temat lektury. Rzadko kiedy głośno wyrażam swoje ‚bolączki macierzyństwa’. Zna je jedynie mój mąż,a przecież ile można obciążać wszystkim jednego człowieka, który tak naprawdę się nie przyzna, ale nie wierzy w ‚siłę kobiecych hormonów’…? ;-) Kiedy przeczyta się, że ktoś też może przeżywać czasem to samo co ty, robi się lepiej na duszy. Podobnie jak Dorota nie traktuję w/w książki jako poradnika. Dla mnie to bardziej forma pamiętnika, czy dziennika mamy, która się odważyła przedstawić pewne kwestie dotyczące macierzyństwa w trochę innym świetle aniżeli robią to media, prasa etc. A to jest potrzebne.
    Polubiłam tę książkę może również i z tego tytułu, że znalazłam w niej wiele analogii do swojego życia. I nie chodzi jedynie o cienie macierzyństwa. Zabawne jest to, że mąż pisarki Anny Jankowskiej nie dość, że ma tak samo na imię, jak mój mąż, to jeszcze do tego wyznaje podobny światopogląd. Pewnie to charakterystyczne cechy męskie czy ojcowskie ;-)… Uśmiałam się jednak, kiedy przeczytałam o męskim podejściu do kupek niemowlaka, o stwierdzeniu że kobiety przystosowane są przez naturę do sprzątania domu, robienia zakupów, zajmowania się dzieckiem itd. :-)
    Dziękuję zatem jeszcze raz za tę książkę i pozdrawiam serdecznie.

    P.S. Bobas na okładce książki jest po prostu słodki.

    • Dorota Dorota

      Joanno, dziękuję za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami. :) I zapraszam do konkursu dla topowych komentatorów! :)

      • Joanna Joanna

        Wczoraj przeczytałam o konkursie. Zachęcający nie będę ukrywała… :-) Dlatego pewnie spróbujemy. Moja córka choć ma dopiero niespełna 10 miesięcy to już wyłapała do czego służy aparat. Minkę mamy na zawołanie :-)

        • Dorota Dorota

          Joanna, nasza Młoda to teraz jak zrobimy zdjęcie, koniecznie musi zobaczyć „jak wyszła”. ;) I się bardzo niecierpliwi, jak jest kilka zdjęć, a ona nie może sprawdzić, jakie są ich efekty na bieżąco.:)

  3. Mimi Mimi

    Czytam tę książkę, ale chyba przestanę. Najbardziej chyba zdenerwowało mnie karmienie piersią i wmawianie, ze trzeba przejść na dietę. Ze nawet kawałka czekolady ci nue wolno, matko karmiąca. Rozumiem, ze książka była pisana kilka lat temu, ale tak stanowcze przesłanie, ze TRZEBA przejść na dietę, bo inaczej zezra Cue wyrzuty sumienia jak dziecko będzie bolał brzuszek, jest oburzające. Jak to się ma do kolek dzieci karmionych mlekiem modyfikowanym? Wmawianie konieczności diety młodym matkom, które po raz pierwszy urodziły, jest nieporozumieniem i autorka nie powinna była sobie na to pozwolić. Czekam na kolejny punkt zapalny czyli szczepienia-tez o nich coś będzie?
    Poza tym jak rozumieć tekst (s. 25 i 26): „Ograniczyłam tylko produkty uznawane za niewskazane: alkohol (!)” serio??? Serio autorka to napisała?!
    No nic, czytam dalej…