Trochę inna kuchnia, czyli przepisy dla dzieci na diecie eliminacyjnej i…kwiatowe dania

sosrodzice.pl: Da się zjeść smaczne ciasta i desery bez jajek i mleka? Osoby preferujące tradycyjną kuchnię nawet sobie tego nie wyobrażają…

smallMałgorzata Kalemba-Drożdż: To prawda, że bardzo ciężko przeskoczyć temat deserów w diecie bezmlecznej i bezjajecznej. Kiedy się dobrze przyjrzeć książkom kucharskim, to straszliwie trudno znaleźć przepis, który by nie bazował na jajkach, bitej śmietanie i maśle. Bo to właśnie je najbardziej kochamy. Nie będę ukrywać, że ciężko jest, ale się da. Da się stworzyć bardzo smaczne rzeczy, choć często odbiegające od tradycyjnych wyobrażeń o deserach. Ba, udało mi się nawet podrobić bitą śmietanę! Najlepsza rada, jakiej mogę udzielić, to nigdy nie mówić gościom, że deser jest bezmleczny, bezjajeczny, bezglutenowy, czy dietetyczny, bo nie będzie im smakować, albo nie będą chcieli nawet spróbować. Nieświadomi – będą zachwyceni! Problem z dietetycznymi daniami tkwi w głowie, a nie w smaku.

Skąd pomysł na bloga i czy wszystkie przepisy prezentowane na nim to Pani autorskie propozycje?

Blog jest wynikiem alergii córki. Początkowo prezentowałam moje ciasta na ogólnym forum, ale tam miały etykietkę dla alergików, czyli niejadalne dla normalnego człowieka. Tak jakbym z konieczności diety eliminacyjnej straciła nagle kubki smakowe. A one się miały świetnie i domagały się dopieszczenia. Więc założyłam swój własny kąt w internecie.
Zdecydowana większość przepisów to moje dzieła. Czasem wypatruję jakiś smakołyk oparty na nabiale i zastanawiam się, jak go przerobić na wersję akceptowalną przez moje dzieci i powstaje zupełnie nowy przepis. Zazwyczaj inspirują mnie konkretne smaki, które chciałabym uzyskać.

Trudno wytrwać na diecie bezjajecznej i bezmlecznej?

Na diecie eliminacyjnej jest najtrudniej na samym początku, kiedy człowiek jest zagubiony i nie wie, co tak naprawdę wolno jeść. Dlatego stworzyłam wpis poradnikowy, żeby przynajmniej przetrzeć szlak kolejnym mamom, których dzieci nie tolerują nabiału i jajek. Potem jest łatwiej, można się skupić na bezpiecznych produktach i szukać nowych smaków. Napisałam też na ten temat książkę, ale na razie czeka na nowego wydawcę.
Wiadomo, że słodyczy nie je się codziennie, przynajmniej nie powinno się (uśmiech – przyp. sosrodzice.pl), ale każdy potrzebuje czasem sprawić sobie odrobinę przyjemności. Szczególnie młode mamy udręczone bezsennymi nocami, rozwrzeszczanymi dniami i dietą. A i dwu- trzyletnie dziecko chciałoby zjeść w niedzielę słodki podwieczorek. Taki był i będzie cel moich przepisów: sprawiać przyjemność sobie i mojej rodzinie i dzielić się tą radością z innymi. Pierwszy tort bez jajek i mleka stworzyłam na trzecie urodziny córki i tak się zaczęło: od ciasta do ciasta. Nigdy nie zapomnę pewnego komentarza na blogu od mamy, która dziękowała, że uratowałam jej życie i wyciągnęłam z depresji. To był dla mnie przełom. Potem takie słowa pojawiały się coraz częściej. Dziewczyny pisały, że skoro dzięki mnie zjadły ciasto bez jajek, to cała alergia przestała być straszna. To cudowne uczucie, wiedzieć, że komuś sprawiło się przyjemność.
Tak naprawdę dzięki alergii dzieci otwarłam się kulinarnie. Jeśli komuś się wydaje, że potrafi świetnie gotować, to niech spróbuje przygotować pełen posiłek bez masła, śmietany, mleka, sera, jogurtu i jajek. Trzeba się nieźle nagłowić, żeby sos beszamelowy na oliwie i mleku owsianym zaspokoił wybredne podniebienie męża.

Czy przepisy dostępne na blogu pozwalają na wypieki, które zawsze się udają?

Według mnie tak. Szokiem była dla mnie informacja, że komuś nie wyszło moje ciasto czekoladowe, a to najprostszy wypiek na świecie! Wystarczy łyżką przemieszać dosłownie kilka składników i upiec. I już jest gotowe pyszne, puszyste ciasto. Nie wiem, co tu można zepsuć?
Jeżeli coś może pójść nie tak, to piszę na blogu, że tu trzeba przypilnować, co może wymagać więcej wysiłku. Ale prawda jest taka, że nie lubię sobie utrudniać życia i spędzać dużo czasu w kuchni, więc większość przepisów jest prosta jak budowa cepa.

Na Pani blogu można znaleźć dość nietypowe przepisy: ciasteczka z płatkami różanymi, pajdy ze stokrotkami, znajduje się tam również zdjęcie okładki książki „Kwiatowa uczta. Jadalne kwiaty w 100 przepisach”. Można przecierać oczy ze zdumienia…

kwiatowa-uczta-jadalne-kwiaty-w-100-przepisach-b-iext8320129Tak, wiele osób reaguje bezgranicznym zdumieniem. A kwiaty też można jeść. W końcu to coś między liściem a owocem. (uśmiech). W sumie to moje zainteresowanie jadalnymi kwiatami jest konsekwencją alergii dziecka. Gdyby nie alergia, nie założyłabym bloga, pewnie nie otwarłabym się tak na szukanie nowych rozwiązań i wyzwania kulinarne rzucane przez inne blogerki. Dozę szaleństwa zawsze w sobie miałam, więc pomysł jedzenia kwiatów, na który kiedyś wpadłam, trafił na wyjątkowo pożywne podłoże i stał się prawdziwą pasją, którą staram się zarażać innych.

Jak smakują potrawy z kwiatami? Po co się je dodaje: dla smaku, po to, by udekorować dania?

To trudne pytanie, bo to tak jakby zapytać: jak smakują warzywa? Każde inaczej. Kwiaty kryją w sobie mnóstwo możliwości i całą gamę smaków. Są słodkie jak pierwiosnki, kwaśne jak begonie, goryczkowe jak aksamitki, pikantne jak nasturcje, niesamowicie aromatyczne jak fiołki, róże, czy dziki bez – tych smaków nie da się porównać do żadnych innych. Są kwiaty, które nie mają charakterystycznego smaku jak bratki, czy storczyki, ale za to pięknie wyglądają w potrawach. Jedzenie kwiatów to świetna przygoda i prosty sposób na zadziwienie gości, a nawet zaciekawienie niejadków.

Jakie rodzaje kwiatów są najczęściej wykorzystywane do wypieków?

Do wypieków polecam bardzo aromatyczne kwiaty: płatki róż, fiołki, lawendę, dziki bez. A do dekoracji najwdzięczniejsze: bratki, pierwiosnki, floksy (to te z okładki mojej książki), ogórecznik… Ach już zatęskniłam za latem!

Nietrudno zatęsknić…A tak z praktycznego punktu widzenia czy kwiaty uczulają? Skąd je Pani pozyskuje: z kwiaciarni, chyba nie?

Każdy produkt żywnościowy może uczulić – trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Jeżeli ktoś jest uczulony na pyłek danej rośliny, to nie powinien jeść z niej kwiatów. Ale kwiaty kopru, lipy, rumianku czy hibiskusa są powszechnie obecne w diecie nawet malutkich dzieci, tylko o nich nie pamiętamy. Osobiście odradzam jedzenie roślin kwiatów strączkowych takich jak: groszek zielony, fasola, groch czy robinia (akacja). Ryzyko wystąpienia alergii towarzyszy też jedzeniu kwiatów roślin cebulowych np.: tulipanów i liliowców. Te ostatnie zdecydowanie szczególnie odradzam na surowo. Jednak jest mnóstwo jadalnych kwiatów, których warto spróbować. Jeżeli będziemy to robić po troszku, będą zupełnie bezpieczne. Na początek tych aromatycznych warto użyć do przygotowania deserów, a potem dorzucać świeże kwiaty np.: do sałatek.
Kwiatów z kwiaciarni nie wolno jeść, ponieważ były opryskiwane środkami chemicznymi. Ja hoduję kwiaty na balkonie, zbieram w ogródku lub na łące za miastem – to najlepsze źródła.

Małgorzata Kalemba-Drożdż prowadzi bloga Trochę Inna Cukiernia, autorka książki: „Kwiatowa uczta. Jadalne kwiaty w 100 przepisach”, doktor biochemii i mama dwójki alergików ze skazą białkową.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Olenka Olenka

    A kiedy można spodziewać się tej książki o skazie białkowej, też jestem ciekawa…