Toksyczni dziadkowie, czyli na co nie możesz pozwolić

Relacja rodziców z dziadkami jest z założenia trudna. Stanowi papierek lakmusowy wszystkich rodzinnych problemów, ujawnia słabości charakteru, lęki i uprzedzenia. Teoretycznie wszyscy chcą dobrze, ale w praktyce bywa z tym różnie…

Młodzi rodzice często obawiają się postawić sprawy jasno, określając własne granice, a dziadkowie pod pretekstem spełniania swojej roli „w rozpieszczaniu dziecka” podważają autorytet rodziców. A dziecko siedzi i patrzy. I cierpi na tym najbardziej.

Co robić, gdy mamy do czynienia z toksycznymi dziadkami?

Dziadkowie mają obowiązek respektowania decyzji rodziców dziecka

Rodzice w świecie dziecka są najważniejsi. To oni są za nie odpowiedzialni, to na nich spoczywa obowiązek opieki i wychowywania. To rodzice, a nie dziadkowie powinni mieć decyzyjny głos.

Dlatego jeśli dziadkowie wiedzą, że rodzice nie pozwalają na oglądanie bajek dłużej niż przez godzinę dziennie, że słodycze można jeść tylko na deser, że po łóżku się nie skacze i że nie ma wakacji od mycia zębów, to nawet jeśli babcia czy dziadek mają odmienne zdanie, powinni uszanować decyzję rodzica. Niekoniecznie ze względu na własną córkę czy syna, ale dlatego, że kochają swojego wnuka i chcą dla niego jak najlepiej. Dziecko przecież siedzi, patrzy i rozumie dużo więcej niż nam dorosłym się wydaje.

Nie trzeba być bowiem psychologiem, by wiedzieć, że dziecko potrzebuje granic, nienaruszanych norm. Powinno wychowywać się w świecie, w którym dorośli współpracują ze sobą dla jego dobra.

toksyczni dziadkowie

Co natomiast się dzieje, gdy rodzic mówi „nie”, a babcia dodaje: „tak, u babci możesz”?

Konsekwencja jest prosta do przewidzenia: dziecko traci poczucie bezpieczeństwa. Pozornie jest zadowolone, bo może robić, co mu się podoba, zauważa, że zasady można dowolnie naginać do własnych chwilowych potrzeb, tak naprawdę jednak uczy się: „że dziadek/rodzic jest słabszy od niego”, bo wystarczy pomarudzić lub zrobić maślane oczy, by uzyskać oczekiwany efekt.

Gdy rodzic mówi jedno, a dziadek drugie, z czasem dziecko przestaje słuchać kogokolwiek. Nie wiedząc, kto ma rację, robi po swojemu. Ma mętlik w głowie. Długo nie trzeba czekać na kolejne konsekwencje: złe zachowanie, nieposłuszeństwo, agresję. Dziecko, które nie czuje się bezpiecznie, nie ma wyznaczonych norm, nie widzi, że osoba starsza umie mądrze o nie zadbać, gubi się, staje się uparte i nie szanuje zdania innych. Maluch nie jest bowiem gotowy, by decydować o sobie w pełnym zakresie, pozostawiony sam sobie w tym temacie, jest po prostu nieszczęśliwy.  Z czasem, jak wskazują na to psychologowie, dzieci pozbawione granic, trafiają do gabinetów z różnymi problemami – lękami, brakiem pewności siebie, niską samooceną.

Tylko nie mów mamie. To będzie nasza tajemnica

Co można obserwować w sytuacji, gdy rodzina przebywa w komplecie, rodzice mówią „nie”, a dziadkowie „tak” i dziecko samo wybiera, co zrobić? Np. postępuje tak, jak chce babcia a nie mama? Tu też odpowiedź jest prosta.

Dziecko otrzymuje komunikat: rodziców nie trzeba słuchać. Ustalone przez nich zasady można łamać. Podobnie wygląda to w sytuacji, gdy dzieci przebywają same z dziadkami, a ci pozwalają wnukom na wszystko, dodając szeptem: „tylko nie mów tacie…”. Efekt jest ten sam – dzieci uczą się, że można oszukiwać, kłamać, że nie trzeba trzymać się ustalonych zasad. I co gorsza te lekcje odbierają od własnych dziadków!

Podobnie dzieje się w sytuacji, gdy „przedsiębiorcza” babcia kłamie przed kasą, że dziecko ma pięć lat, a nie sześć, żeby nie płacić za bilet wstępu. Dziecko patrzy i uczy się. Zaczyna rozumować – nie trzeba mówić prawdy, można oszukiwać, by uzyskać oczekiwany efekt.

Nic dziwnego, że po odebraniu takich lekcji, gdy dzieci wracają do domu od dziadków potrzeba czasu, by znowu zaczęły respektować zasady. Rodzice muszą się nierzadko nieźle natrudzić, by usunąć negatywne skutki tej sytuacji. Rodzi się wtedy naturalne pytanie – czy naprawdę jako rodzic muszę ponosić takie koszty? Gdzie w tym wszystkim dobro dziecka?

Pamiętaj, że dziadkowie nie muszą podważać autorytetu wprost, wystarczą złośliwości, czyli przykre komentarze: „no skoro mamusia nie pozwala” wypowiedziane w odpowiednim tonie, który ma sugerować dziecku, że zostało skrzywdzone i że „mamusia” postępuje niewłaściwie. I że lepiej słuchać babci…

Gdy dziadkowie starają się przekupić dziecko…

Rywalizacja o dziecko podejmowana szczególnie przez babcie, w mniejszym stopniu przez dziadków to klasyczny przykład problemu pojawiającego się na linii rodzice-dziadkowie. Babcia, zwłaszcza ta przebywająca na emeryturze, mająca sporo wolnego czasu, z poczuciem misji „wychowywania, a raczej rozpieszczania wnuka” może zrobić naprawdę wiele, żeby zwiększyć swoje wpływy. Jedną z najczęściej podejmowanych prób w tym zakresie jest przekupstwo, na które decydują się dziadkowie „zazdrośnicy” pragnący, by ich wnuki kochały ich bardziej niż własnych rodziców…

Rodzice nie chcą kupić tabletu dziecku?  To kupi babcia. Maluch ma obiecany zakup zegarka, gdy nauczy się odczytywać godziny  (dodatkowy efekt motywacyjny), dziadek kupuje zegarek wcześniej, no bo kosztuje grosze, a jego wnuk będzie miał wszystko, czego chce. Tata jest pacyfistą i nie chce, żeby jego syn bawił się zabawkowymi karabinami? Dziadek ma odmienne zdanie na ten temat i wręcza zestaw pistoletów na urodziny. Rodzice pozwalają dzieciom jeść słodycze raz w tygodniu? U dziadków zasady te nie obowiązują. Przykładów można by mnożyć…

Co może zrobić w tej sytuacji rodzic? Jeśli rozmowy nie przynoszą skutku, może w obecności babci czy dziadka (lub po ich wyjściu) odebrać dziecku prezent i powiedzieć, że się na niego nie zgadza. Najprawdopodobniej dziecko będzie protestować, co jest w tej sytuacji naturalne, jednak dla dobra sprawy warto wytrwać w swojej decyzji. Dziadkowie zmuszeni się temu przyglądać, najprawdopodobniej następnym razem zastanowią się dwa razy nad wyborem prezentu dla dziecka. O ile rzecz jasna zależy im na jego dobru…

Wpajanie własnego systemu wartości

Rodzice nie są religijni, natomiast dziadkowie co tydzień są w kościele i mimo licznych próśb, pod  nieobecność mamy i taty opowiadają dziecku o Bogu. Gdyby tego było jeszcze mało, w dobrej wierze (!) starszą dziecko, że jeśli mamusia nie zacznie chodzić do kościoła, pójdzie do piekła. Nie trzeba dodawać, w jaki sposób zareaguje na taką uwagę dziecko i jak bardzo do jego świadomości to trafi.

Oczywiście powyższe zachowania są niedopuszczalne. Jeśli rozmowy na ten temat nie przynoszą oczekiwanych efektów, należy zrobić wszystko, by uniemożliwić dziadkom indoktrynację. Może być to trudne, jeśli mieszka się z nimi pod jednym dachem lub jest się uzależnionym od nich w jakikolwiek sposób. Z tego powodu należy dążyć do pełnej niezależności finansowej i dotyczącej opieki nad dzieckiem.

Manipulacje

„Nie tak Cię wychowywaliśmy” – powiedziane obrażonym tonem, gdy dorosła córka czy syn nie zgadza się na naruszanie dóbr rodzinnych przez dziadków lub w innym tonie: „mam już swoje lata, nie wiadomo ile jeszcze pożyję…a Ty tak się zachowujesz” – gdy rodzice starają się nauczyć dziecko respektowania u dziadków zasad ustalonych w domu lub „my tak rzadko je widujemy, skąd mamy wiedzieć, jakie macie zasady”, „jestem stara i nikomu niepotrzebna”.

Wszystkie te komentarze to klasyczny przykład agresji biernej, formy manipulacji, czasami podejmowane świadomie, innym razem nieświadomie. Bardzo ważne, by im nie ulegać, reagując stanowczo i bez zbędnych emocji. Im szybciej rodzic odetnie się od tego typu gierek, tym lepiej dla całej rodziny.

Dziecko to dobro najważniejsze

Rodzicu, Twoje dziecko jest najcenniejsze. Chroń je. Nie pozwól na to, by chłonęło jak gąbka negatywne wzorce. Nie możesz się godzić na to, by stało się obiektem manipulacji. Psychologowie mają bowiem pewność, jeśli mimo rozmów, dziadkowie nie są w stanie się zmienić, nadal podważają autorytet rodzica, nie należy zostawiać dzieci samych w ich obecności. Jeśli podobnie zachowują się przy Was, rodzicach, należy rozważyć maksymalne ograniczenie z nimi kontaktów.

Wielu młodym rodzicom brakuje odwagi, by sprzeciwić się złym praktykom. Najczęściej decydują się na zagryzienie ust, przemilczenie i przetrwanie. W dłuższej perspektywie czasowej to jednak nie najlepszy pomysł. Bo choć dziadkowie są dla wnuków bardzo ważni, mogą im zaoferować naprawdę wiele, to relacja na tej linii nie może być budowana zbyt dużym kosztem. A jest nim niewątpliwie podważanie autorytetu rodziców i nastawianie dzieci przeciwko nim. Na to nigdy nie można się godzić.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Barbara Barbara

    gdyby tylko moi teście zechcieli przeczytać…

  2. Anka Anka

    Jakbym czytała o swoich rodzicach…ech

  3. Sylwia s. Sylwia s.

    Brawo za ten tekst! Miałam identyczna sytuację z tesciami…byly ciągle awantury przy dziecku i kłótnie. dochodzilo do tego ,ze córka dostawala histerii na moj widok i krzyczala nie chce Cię, idz sobie…nie wiem czy coś moze zabolec bardziej …ostatnio nawet tesciowa stwierdziła ze to przez nas dziecko jest znerwicowane, mimo ze tylko w jej obecności robi sie placzliwa..gdy zaszlam w druga ciążę powiedzialam ze nigdy wiecej nie zostawię dzieci pod ich opieka i się wyprowadzilam…doprowadzanie corki do „ładu”zajęło mi prawie rok…teraz jestem z niej mega dumna, nawet rodzina mowi, ze jakby nie to dziecko co było. Kocham swoje dzieci nad życie i nie dam ich wiecej skrzywdzić…

    • ja ja

      przeszłam dokładnie to samo co ty. Syn (dziś 10l.) przy teściach rozwijał się nieprawidłowo…późno chodził, w wieku 4 lat wciąż nic nie mówił, był niestabilny emocjonalnie… Jak się wyprowadziłam od rodziny męża wzięłam się za syna (logopeda, psycholog, terapie zajęciowe, rehabilitacje) i po roku dziecko zaczęło zachowywać się „normalnie”. Z toksycznymi dziadkami ma niestety kontakt kilka razy do roku, szczególnie jak się pokłócę z mężem on by mi zrobić na złość szybko do nich wywozi dzieci (mam jeszcze małą córkę) by celowo dzieci były buntowane przeciwko mnie. Po takich wizytach ja potrzebuję 2 tygodni by dzieci znów wróciły do „normalności” i zachciały ze mną rozmawiać.

  4. Dorota Dorota

    Za kilkanaście lat będziecie dziadkami ….Dobrze zapamiętajcie ten tekst ,żebyście wszystkie nakazy i zakazy waszych dzieci mogli wykonywać z należycie

  5. ANNA ANNA

    Mam 38 lat. Po rozwodzie wyszłam po raz kolejny za mąż. Z pierwszego małżeństwa mam córeczkę która w w tym roku skończy 15lat.

    W 2014 roku „moi rodzice” założyli sprawę w sądzie o widzenia z wnuczką a moją córką. Cztery lata horroru i pomówień.

    Postanowienie które ja nazywam WYROKIEM brzmi:

    na dwa dni przed planowaną wizytą mam powiadomić „rodziców” telefonicznie o wizycie:

    * 1 raz w miesiącu przez 3 godz + 1 weekend w miesiącu od soboty do niedzieli + tydzień wakacji + drugie święto wielkanocne + 2 święto bożego narodzenia

    Nigdy nie ufałam i nie zaufam „swoim rodzicom”. Przez te wszystkie lata starałam poukładać siebie i swoje życie. Moje całe dzieciństwo było niczym innym jak tylko ciągłym żalem ze strony rodziców, ciągłe pretensje że wszystko robię źle, bicie mnie bo na to zasłużyłam. Nie byłam w tym wszystkim sama. Byli jeszcze moi bracia. Pierwszy 2 lata starszy, drugi 13lat młodszy.

    Moje dzieciństwo? Pozwalam sobie na zapomnienie tego złego życia, niestety w życiu „dorosłym” coraz częściej daje to wszystko o sobie znać. Moczenie nocne do 18go roku życia, lęki, choroba łuszczyca związana ze stresem i ciągłym strachem. W wieku 33lat leki na padaczkę.

    Matka – dla obcych miła, otwarta, pomocna… nie potrafi żyć bez obecności męża mimo że go wyłącznie toleruje; ale ich miłości nie pamiętam. Miła i serdeczna w rozmowie z obcą osobą a jak pamiętam to za chwilę nagabywane i obgadywanie było na porządku dziennym. Nie pamiętam również aby kiedykolwiek brali mnie na kolana, czy mówili bez powodu” kocham cię”.

    Ojciec- Dla mnie, czyli dla swojej jedynej córki: zimny, złośliwy, wyśmiewanie się, poniżanie, obwinianie o wszystko, umniejszanie moich dokonań, niedotrzymywanie obietnic, znikome okazywanie pozytywnych uczuć (zawsze uzależnione od towarzystwa osób trzecich) itp.

    Obecnie nie daję sobie zbyt wielu okazji do wysłuchiwania ani matki ani ojca dlatego że nie ufam im i nie ufam w ich intencje do swoich dzieci i swoich wnuków. Co łączy ich wspólnie?
    Dzielą się codziennie nienawiścią, zawsze jednoczą ich rozmowy o wspólnym wrogu czy nieprzyjacielu; poza tym kłócą się między sobą o wszystko… a przy okazji tak dobrze gdzieś ukryli poczucie winy, że już zapomnieli, że coś takiego istnieje. Negacja to jest ich próba rozliczenia się z przeszłością. Ja znalazłam własną drogę w pozbyciu się uzależnienia od toksycznej rodziny.
    Można ich nienawidzić, ale po co? Kochać kogoś kto tego nie potrafi lub po prostu nie chce, to nie ma sensu. Szkoda na to energii!!! Wiem, że próby dojścia do minimalnego porozumienia między NIMI a MNĄ (zainicjowane przeze mnie) i tak zawsze kończą się fiaskiem. Tak więc staram się odpuścić ale rodzice nie dają mi szansy. Tak więc trzeba spróbować żyć własnym życiem, czyli ignorować niestabilnych emocjonalnie rodziców, nauczyć się kochać prawdziwych ludzi i dziękować losowi za wszystkie szanse. I wierzyć w to, że można zamknąć za sobą drzwi na klucz. Nie do końca potrafię się odbudować, ale próbuję i żyję normalnie, dobrze, a chwilami wspaniale. Mam wspaniałego męża i cudowną córkę. Nie chcę wspominać dzieciństwa. To, że było „toksyczne” dotarło do mnie dopiero po trzydziestce, pomimo niejednokrotnych uwag ze strony męża i rodzeństwa, że się daję wmanewrować w różne sytuacje. Dwa lata temu postanowiłam się postawić, bo jeszcze chwila a doprowadziliby mnie do załamania nerwowego.

    Do końca moich dni będę pamiętała „lanie” od mojego ojca. On rozpinał swój pas, z zamachem wyciągał go ze szlufek, i z wściekłością w oczach zmierzał do mnie. Chwytał mnie za ramię i bił mnie po pośladkach i nogach. Nigdy nie bił po plecach bo jak twierdził od tego jest „dupa”. Uderzał tak silnie, jak tylko mógł. Czasami dostawaliśmy tym co było pod ręką. Rura od odkurzacza, kabel od żelazka czy pasek klinowy który wisiał u ojca w garażu. Dostawaliśmy niemal za wszystko. Za gorsze oceny gdy matka wróciła z wywiadówki, za spóźnianie się (bo zawsze na wyjście mieliśmy bardzo ograniczony czas)itp. Pamiętam jak dostałam w twarz jak ojciec potknął się o moje buty które były źle ustawione przy kotłowni. Nawet gdy byłam nastolatką czy pannicą kończącą liceum to jeszcze potrafił zbić mnie pasem. Ostatni raz pasem dostałam w wieku 19lat, potem już tylko w „pysk”.

    Musiałam we wszystkim dostosowywać się do wymagań rodziców. Nigdy nie byliśmy z rodzeństwem na żadnych wakacjach czy koloniach. Nawet do babci która mieszkała w województwie opolskim nie mogłam jechać na wakacje bo jak ojciec twierdził tam „same koziary”. Nawet wybór szkoły średniej. Zawsze marzyłam aby skończyć szkołe celniczą ale niestety nie było mowy bo przecież ta szkoła była w Oleśnicy. Musiałam iść do szkoły administracyjno-biurowej bo tak ojciec chciał i tak musiałam zrobić !! Nie wychodziłam do koleżanek, ojciec wiecznie robił awantury że mam się uczyć bo matura. Po szkole jak najszybciej chciałam podjąć pracę aby się usamodzielnić i nie być zależną. Podjęłam pracę w biurze rachunkowym na pół etatu a drugie pól etatu pilnowałam dziecka pewnych państwa. W wieku 21 lat miarka się przebrała. Wyprowadziłam się z domu w 2001 roku w lipcu po awanturze z ojcem, a we wrześniu brałam ślub aby uwolnić się od nich od „moich rodziców”, od tego sadyzmu. Oczywiście nie byli na moim ślubie, bo gdzie tu do wyrodnej córki przyjść na ślub. Nie akceptowali przecież ani mojego małżeństwa ani małżeństwa mojego brata. Młodszy brat ma syna ze swoją dziewczyną, ale tej dziewczyny też nie akceptują. W końcu wszyscy mieszkamy osobno bo nikt z rodzeństwa nie chciał z nimi zostać. Po rozwodzie wyszłam po raz kolejny za mąż za człowieka którego pokochałam całym sercem, który kocha mnie i moją córkę jak własne, który o nas dba. Ale wg Państwa T.. to też nie jest dobry wybór. Od kiedy pamiętam niszczą mnie emocjonalnie. Nie chcą przyjąć że mam 38 lat, jestem dorosła i mam dosyć takiego życia jakie oni mi zgotowali.

    Do dnia dzisiejszego mam wypisy ze szpitala kiedy to jako nastolatka leżałam 2 i pół miesiąca na dermatologii w Kaliszu. Dodatkowo miałam robione badania na moczenie nocne, miałam skierowanie do poradni psychologicznej wieku rozwojowego, ale nigdy jako dziecko nie byłam u psychologa. Nikt mi nie pomógł, nikogo to nie obchodziło.

    Dziś myślałam że sie z tym wszystkim uporałam. Mam własną firmę, dobrze zarabiam, śliczną i mądrą córkę i kochającego męża. Niby mam wszystko a jednak ten spokój którego pragnę jest równie ważny. Którego pragniemy razem z moim mężem.

    „Dziadkowie” uważają że kochają swoją wnuczkę, że mają ją tylko jedną. Prawda jest taka że mają troję wnuków. Dwie wnuczki i malutkiego wnuka. Z tamtymi dziećmi nie utrzymują kontaktu. Matka zainteresowała się drugą wnuczką po pierwszej sprawie w sądzie o widzenia z moją córką. Brat był zdziwiony że nagle babcia sobie przypomniała o jego córce. Na chwilę obecną znów nie mają kontaktu. Nienawidzę rodziców za te ich zachowania. Ojciec może się zmienił przez te wszystkie lata, chociaż oprócz tego że nie jestem już bita tej zmiany nie widzę. A matka? Twierdzi że nie ma problemu z nałogiem co jest nieprawdą. Nawet dzień przed komunią „ich ukochanej wnuczki” matka się opiła, zrobiła awanturę i wyszła z domu. Ja z młodszym bratem szukaliśmy jej jeżdżąc każdy swoim samochodem. Kiedy ją znalazłam i kazałam wrócić do domu to zrobiła mi awanturę że jestem „popierdolona jak ojciec” i powiedziała że na żadną komunię nie przyjdzie. To prawda że moja córka u nich często przebywała ale nie było to za darmo. Ja jeździłam z jednej pracy do drugiej bo byłyśmy z córką same. Zarabiałam wtedy w jednej firmie 1800 zł a samego kredytu hipotecznego na dom miałam 1100 zł a tu jeszcze komunia mojego dziecka. Chciałam aby miała święto jak reszta dzieci. Pracowałam po 13 i więcej godzin. Córkę zostawiałam u „dziadków” ale zostawiałam również pieniądze na obiady lub robiłam czasami zakupy. Rodzice mieli wtedy trudną sytuację materialną. Ciągle się kłócili a jak matka wypiła to były awantury o pieniądze. Kiedyś ojciec zadzwonił do mnie że matka znowu szaleje. Przyjechałam do rodzinnego domu a ojciec wtedy odkurzał. Zapytała co się stało a on powiedział że matka rzuciła w niego popielniczką. Odkurzał szkło. Ojciec bardzo często miał ataki czustkowe i zabierało go pogotowie przynajmniej raz w miesiącu. Jaki to wstyd kiedy na izbie przyjęć jeszcze słyszałam pretensje pijanej matki że ona ma tego dosyć, że nie ma własnego życia, że ciągle tylko ojcem musi się przejmować, że nawet posiedzieć z gośćmi nie może bo zawsze jej jakiś numer ze szpitalem wywinie. Ojciec czasami płakał przy mnie na zachowania matki. Ukrywał przed nią finanse czy jakieś opłaty bo ciągle robiła awantury. Mimo wszystko chciałam mu pomóc. Dawałam mu po kryjomu pieniądze aby mógł mieć na zakupy czy opłaty. Niby dla kogoś drobne kwoty po 200 czy 500 zł ale w sumie uzbierało się tego 9300 zł przez parę miesięcy. Od mojego byłego męża pożyczał pieniądze, od mojego obecnego męża również pożyczył prawie 7 tyś zł.

    Dnia 9go lipca 2015 roku miałam badanie w RODK w Kaliszu. Byłam skłonna zgodzić się na widzenia mojej córki z dziadkami, ale ich zachowanie przerosło wszystko. Pretensje, krzyki i jeszcze raz pretensje. Nawet nie dali dojść mi do słowa. Największe pretensje ojciec miał o to że sprzedałam dom, że wpakowali w niego tyle pieniędzy. A ja miałam przecież kredyt hipoteczny. Nie dawałam rady ze spłatami ale ich to nie obchodziło. Miałam „ryć” do ostatnich sił. Zresztą kolejne badanie w RODK również pokazało jak „rodzice” potrafią kłamać i manipulować. Że utrudniam im kontakty z wnuczką, że nie mają kontaktu ze starszym synem przeze mnie… A tydzień przed kolejnym spotkaniem w RODK ojciec zadzwonił do mnie i powiedział abym szybko do niego przyjechała. Myślałam że coś się stało. Kiedy już pojechałam do rodzinnego domu ojciec zapytał mnie czy mogłabym pożyczyć mu 15tyś zł i że mam nic nie mówić matce i mojemu mężowi. Nie miałam w danej chwili takich pieniędzy ale też nie chciałam pochopnie podejmować decyzji tym bardziej za plecami mojego męża. Po rozmowie z mężem (mąż powiedział mi że to moja decyzja i że jak trzeba będzie to mi pożyczy cęść pieniędzy) postanowiłam pożyczyć ojcu kwotę 10 tyś zł ale na umowę. To był mój warunek. Wiedziałam że mogę mieć problem z odzyskaniem tej kwoty tak jak poprzednich pożyczek których ojciec mi nigdy nie oddał. Kiedy poinformowałam o tym ojca to odpowiedział krótko” wiedziałem że na starość szklanki wody mi nie podasz”. Krótko po tym odbyło się spotkanie w RODK gdzie nie zostawił na nas (na mnie i moim mężu) suchej nitki. Podłość to jedyne słowo jakie mi przychodzi aby określić swoich rodziców. Już ich nie mam. ..

    Polska nie jest dla mnie Państwem prawa, to jedna wielka iluzja, opinię wydają sędziowie dla których „niby” ważne jest dobro mojego dziecka. Dla wysokiego sądu najważniejsza jest więź między dziadkami a wnuczką. Od dwóch lat zmagam się i bronię swoich racji że ów dziadkowie nie byli dobrymi rodzicami, że do dzisiaj zmagam się z depresją, że do dorosłości zmagałam się z moczeniem nocnym, że do niedawna zmagałam się z padaczką pourazową… Cały czas walczę.. Walczę sama ze sobą aby wytrzymać i mieć siłę dalej żyć. Walczę aby moja nastoletnia już córka nie była manipulowana przez dziadków. Sąd wydał zabezpieczenie i co jakiś czas musiałam wozić ją do „kochających dziadków”. Ciężko jest walczyć kiedy „prawo” mówi że dla dobra dziecka i jego rozwoju wskazane są kontakty z „dziadkami”….

    Niewłaściwa postawa dziadków i mówienie do dziecka zamiast Twoja mama to mówią „szefowa”, podważanie mojego wychowania, podważanie moich autorytetów, wyśmiewanie moich osiągnięć przed dzieckiem to dla sądu nie było ważne. Sąd skarcił mnie że nagrałam rozmowę dziecka z dziadkami kiedy to”kochający dziadkowie” wpływają emocjonalnie na dziecko mówiąć: „tylko ciebie mamy, nikt nas nie odwiedza, nikt nas nie kocha mamy tylko ciebie” albo kiedy mówią „masz tu nasze zdjęcie tylko sobie głęboko schowaj żeby ci matka nie potargała”. Masę takich przykładów. Brak mi sił i wiary w sprawiedliwość.

    Dnia 18.01.2018 SĄD APELACYJNY PODTRZYMAŁ PIERWSZE POSTANOWIENIE. GDZIE JEST SPRAWIEDLIWOŚĆ?????

  6. Ollena Ollena

    Widzę, że nie jestem sama. U mnie może nie aż tak, ale też nieciekawie. Gdyby nie mąż i jego Rodzina, już by mnie tu nie było. Miałam ciężką depresję poporodową, przez co omal nie wylądowałam w psychiatryku… chciałam odebrać sobie życie tylko brakło odwagi. Skończyło się na terapii grupowej.
    Od kilku lat, kiedy przeszłam poważną operację neurologiczną, dociera do mnie, co przeszłam w domu rodzinnym, jaka byłam nieszczęśliwa. Po operacji zachorowałam na nerwicę, depresję (odtąd zaczęły się stany lękowe, bo po operacji o mało nie umarłam na odmę), które wleką się za mną od tego czasu. W ciąży i po urodzeniu córki był kolejny rzut choroby i jednocześnie przypominało mi się to wszystko, co przeżyłam w domu rodzinnym. Upokorzenia, zawstydzanie, porównywanie, zerowe wsparcie, brak pieniędzy, zerowa zaradność rodziców. Babka ze strony matki dokładała swoje, bo ja taka, siaka, za to mój brat i kuzynka najlepsi. W domu nienawiść, obmowy, narzekanie. Jedne wakacje za granicą pod namiotami, ale przecież wg matki wszystko beznadziejne, wszędzie są myszy, niewygodnie itd.
    A teraz wielka obraza majestatu bo poważnie ograniczyłam kontakty (po wyrzuceniu z siebie całego żalu), jak się widzimy to nawet nie spytają co u mnie czy u męża, tylko lecą do dziecka, nas ignorują. Nie chcę im pozwalać na częstsze kontakty, a już na pewno nie bez mojej lub męża obecności, bo matka nienawidzi ojca, niekulturalnie się do niego odnosi, nie podoba mi się, jak postępują ze swoją pierwszą wnuczką, której wszystko wolno i robi za ich maskotkę i pocieszycielkę.
    Masakra.