Tokofobia, czyli chorobliwy strach przed ciążą i porodem

Zdecydowana większość kobiet odczuwa strach przed porodem. Młode mamy boją się bólu, niespodziewanych komplikacji, które mogłyby zagrozić zdrowiu lub życiu dziecka. Boją się też  powikłań poporodowych. Często, jeszcze będąc w ciąży, martwią się, czy dadzą sobie radę podczas rozwiązania, czy będą wiedziały, co i jak robić, a potem czy sprostają nowej, jakże trudnej roli bycia mamą. Przede wszystkim jednak niepokoją się o to, czy dziecko urodzi się zdrowe… Tego typu lęki wydają się naturalne i zupełnie zrozumiałe w obliczu porodu, będącego niewątpliwie jednym z najtrudniejszych momentów z życiu kobiety. Wymaga on od niej mobilizacji wszystkich sił, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Odczuwanie strachu w tym przypadku nie powinno dziwić. Czasami jednak lęk przed zajściem w ciążę staje się tak silny, że kobieta rezygnuje ze starań o dziecko…

Tokofobia – fanaberia czy choroba?

12729_10152315281000250_522586368884650460_nTokofobia zaliczana jest do grupy zaburzeń nerwicowych i objawia się jako paniczny strach przed ciążą i porodem. Ze względu na trudności diagnostyczne nie można dokładnie stwierdzić, ile ciężarnych kobiet jest nią dotkniętych. Szacuje się, że stanowią one od 6 do 10 procent wszystkich ciąż.

Chorobliwy strach przed zajściem w ciążę możemy zaobserwować zarówno u pierworódek (tokofobia pierwotna), jak i u kobiet, które już rodziły (tokofobia wtórna). W drugim przypadku może być ona spowodowana traumatycznymi przeżyciami z pierwszego porodu. Chociaż nie wszyscy lekarze uznają istnienie tokofobii, zdecydowana większość specjalistów podkreśla, że jest to choroba i jak każda inna wymaga leczenia. Ma ona swoje źródło w psychice kobiety i nie da się z niej wyleczyć słowami: ,,Weź się w garść!” czy „Będzie dobrze!”. Fobia ta bowiem nie jest wymysłem ciężarnej, zwykłą fanaberią. Jest chorobą a kobieta nią dotknięta wymaga pomocy specjalistów, zarówno z dziedziny ginekologi i położnictwa, jak i psychiatrii.

Skąd się bierze paniczny strach przed ciążą i porodem?

Często coś czego nie znamy, nie rozumiemy, nie jesteśmy w stanie do końca kontrolować, wzbudza w nas strach. Tak też jest z porodem. Kobiety dotknięte tokofobią, myśląc o zbliżającym się porodzie, mają przed oczami najgorsze scenariusze…Zakładają, że z pewnością coś pójdzie nie tak a one nie będą miały na to wpływu. Są nadpobudliwe, mają kłopoty ze snem, dręczą je koszmary. Często, aby nie zajść w ciążę, stosują np. kilka środków antykoncepcyjnych naraz. Doświadczają wiele dolegliwości ze strony układu pokarmowego, cierpią na bóle brzucha, migreny, nerwobóle, wymiotują. Obserwuje się u nich nagłe zmiany nastroju czy napady histerii. Nie zawsze potrafią radzić sobie z własnymi emocjami, których doświadczają. Strach dezorganizuje ich życie i może doprowadzić nawet do rozwoju depresji. To wszystko sprawia, że w skrajnych przypadkach podejmują one decyzje o aborcji czy oddaniu dziecka do adopcji.

Skąd bierze się ten chorobliwy lęk? Przyczyn może być wiele i przypadek każdej kobiety należałoby rozpatrywać indywidualnie. Czasami są to złe wspomnienia z wcześniejszego porodu, innym razem doświadczenie przemocy seksualnej, psychicznej bądź fizycznej lub po prostu częste wysłuchiwanie długich opowieść o przerażających porodach. Specjaliści podkreślają, jak silny wpływ na nasze zachowanie ma środowisko, w którym żyjemy. To, czego doświadczamy na co dzień i jakie informacje do nas docierają, wpływa na nasze decyzje. Często właśnie na podstawie doświadczeń innych osób budujemy swoje własne wyobrażenie na dany temat. Tak samo jest w przypadku ciąży. Kobieta, której matka ze szczegółami zrelacjonowała swoje traumatyczne porody, sama będzie bała się rodzić.

Cesarskie cięcie jako wyjście z sytuacji?

Jak pokazują statystyki w ostatnich latach znacznie wzrosła liczba ciąż rozwiązywanych poprzez cesarskie cięcie. W wielu przypadkach stanowi ono konieczność, by zapewnić bezpieczeństwo matki i dziecka. Jednak coraz więcej kobiet decyduje się na taki sposób zakończenia ciąży nie z powodu zaleceń medycznych a ze strachu przed porodem drogami natury.

Czy tokofobia powinna być wskazaniem do przeprowadzenia cesarskiego cięcia?  Co do tego nie ma zgodność wśród specjalistów. Z jednej strony kobieta, która wykazuje tego typu zaburzenia psychiczne może mieć problemy z urodzeniem siłami natury. Strach może ją sparaliżować, uniemożliwić dobrą współpracę z personelem medycznym, „blokować” poród, który pozostawi w jej psychice głęboki uraz. Z drugiej strony lekarze boją się, że może dojść wówczas do wielu nieuzasadnianych cesarskich cięć.

Jak pomóc kobiecie chorej na tokofobię?

Czy w takim razie możemy w jakiś sposób pomóc kobiecie ciężarnej „oswoić” ten lęk? Ważna jest tutaj profilaktyka. Po pierwsze powinniśmy nauczyć się mówić o porodzie. Z wypowiedzi na forach internetowych, w mediach, z opowieści koleżanek i znajomych a czasami nawet zupełnie obcych nam osób, często dowiadujemy się, że poród to straszne przeżycie.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Justyna Justyna

    Powiedzcie mi proszę, dlaczego dorosła kobieta, w pełni zdrowia psychicznego i fizycznego nie ma prawa głosu (niczym ryba bądź kobieta muzułmańska) w tak ważnej kwestii jak wydanie dziecka na świat? Każdy przyznaje, że poród jest najbardziej traumatycznym momentem w życiu kobiety (notabene czy którykolwiek z panów byłby w stanie przetrwać coś takiego?), niesie ze sobą szereg zagrożeń zdrowia i życia zarówno dla matki jak i dziecka. Nie każdy lubi ból i cierpienie, jednak każda kobieta MA RODZIĆ drogami tzw. „natury” i koniec kropka. Żądanie cesarki traktowane jest jak fanaberia najwyższego stopnia. Idąc tą drogą nie znieczulamy pacjentów do różnych zabiegów, a dentyści niechaj borują i rwą „na żywca” – tak jest wszakże „naturalnie”, bo tak został człowiek stworzony, że go boli więc niech cierpi. Po co w ogóle kobieta ma rodzić w szpitalu, niechaj idzie pod drzewo, to dopiero będzie „naturalny poród” ;)
    Niestety znamy odpowiedź na to pytanie. Bo kiedy nie wiadomo o co chodzi, zawsze chodzi o co? O pieniążki ;) Rodząca „drogami natury” kobieta nawet nie wymaga obecności lekarza, sama położna zaglądająca od czasu do czasu będzie git. Cesarka jest poważniejszym zabiegiem, który musi przeprowadzić lekarz. Lekarzowi trzeba zapłacić. Kasa, misiu, kasa…
    I proszę nie mówić mi o traumie cesarki, jakichś potwornych bólach, długim gojeniu. Miałam cesarkę (na szczęście znalazłam w sobie dość wskazań ku takiemu rozwiązaniu) i już po 12 godzinach chodziłam i samodzielnie przewijałam swoje dziecko. Przy porodzie „drogami natury” też są cięcia, goi się tak samo długo i boli tak samo. Jaki sens skazywać kobietę na niewyobrażalne cierpienia i dziecko na urazy? Dla pieniążków?

    • Dorota Dorota

      Dlaczego zaleca się poród drogami natury? Bo jest on de facto najkorzystniejszy i dla dziecka i dla matki. Co prawda jeśli spojrzeć tylko na bezpieczeństwo oderwane od innych czynników, to najbezpieczniejsza dla dziecka jest cesarka, a dla kobiety – poród naturalny, cięcie cesarskie jest dużo bardziej ryzykowne dla matki dziecka niż poród drogami natury.
      Co do porównania bólu przy porodzie do bólu zęba, masz rację, ale nie do końca. Gdy boli Cię ząb, biorąc znieczulenie, ryzykujesz jedynie (a jest to ryzyko niewielkie), że pojawią się skutki uboczne tego znieczulenia u Ciebie. Gdy rodzisz dziecko, wszystko, o czym decydujesz TY ma wpływ na Twoje dziecko. W tym jest różnica. Dlatego tak trudno zachować złoty środek, bo „nadmiar” znieczulenia może spowolnić poród, co zwiększa ryzyko cc, może „przystopować” poród w „nieodpowiednim momencie”, co ma wpływ na zwiększone ryzyko „wyciągania” dziecka a macicy różnymi”szczypcami”…Poza tym znieczulenie działa różnie na różną osobę, stąd nigdy nic nie wiadomo…Podobnie jak cc – mogą pojawić się liczne komplikacje. Dużo gorsze niż przy porodzie naturalnym.
      Z tych wszystkich powodów robi się wszystko, by rodząca miała dobrą opiekę – wsparcie bliskiej osoby, dostęp do udogodnień (tak, wiem, nie wszędzie), by poród naturalny był możliwie bezbolesny.
      W przypadku pierwszego porodu, który wspominam nie najlepiej, rodziłam w szpitalu, którego nikomu bym nie poleciła. Już przy drugim porodzie było o wiele lepiej – byłam bardziej świadoma siebie, własnego ciała, wymagań, tego, co się dzieje.
      Mimo to zgadzam się – kobieta powinna mieć prawo wyboru, jednak…w szpitalach prywatnych, w przypadku gdy lekarz się na to godzi. Lekarz ma bowiem obowiązek podejmować najlepsze decyzje dla rodzącej, i dlatego cesarka na życzenie nie jest legalna…Bo zazwyczaj lekarze dążą do tego, by umożliwić to, co dla rodzącej i jej dziecka najlepsze – poród drogami natury.