Tata na porodówce – tak czy nie?

Dzięki temu stanie się lepszym ojcem i mężem

Kobiety, które rodziły w obecności partnerów podkreślają również, że poród rodzinny jest dla przyszłego taty niezwykle cennym doświadczeniem. Dzięki niemu ma on możliwość bycia z dzieckiem od samego początku, towarzyszeniu mu podczas przyjścia na świat, współuczestniczenia w niezwykłym akcie narodzin. Wszystko to będzie miało pozytywny wpływ na jego późniejsze relacje z dzieckiem. Młode mamy zwracają też uwagę na fakt, że mężczyzna, który miał możliwość zobaczenia, ile wysiłku i cierpienia kosztuje kobietę poród, lepiej ją rozumie i potrafi umiejętniej wspierać, niż ten, który tego nie doświadczył. Trudno jest bowiem zrozumieć ojcu, co czuje młoda mama, gdy poród spędził na szpitalnym korytarzu lub w domu, czekając na wiadomość.

Będę lepiej traktowana

Niektóre kobiety nie wspominają źle samego porodu, narzekają jednak na niemiły czy niekompetentny personel placówki medycznej. Z pewnością moglibyśmy podać wiele przykładów, gdzie ciężarne spotkały się z wspaniałą opieką i serdecznością ze strony lekarzy. Specjalistów, po których widać, że mają powołanie do tego zawodu. Wiemy jednak też, że niestety nie zawsze tak jest. Wynika to z wielu powodów a winy takiej sytuacji należałoby szukać po obu stronach. Czasami lekarz może być po prostu zmęczony, przepracowany, sfrustrowany, a mając pod swoją opieką zbyt dużą liczbę pacjentów, nie może, nawet jeśliby bardzo tego chciał, każdemu  z nich poświęcić wystarczająco dużo uwagi.
Czasami problemem jest nasz wrażliwy, delikatny charakter czy zmęczenie. Wtedy wszystko widzimy w czarnych barwach i przypisujemy innym złe intencje. Czasami jednak jest to rzeczywiście niechęć czy brak kompetencji ze strony pracowników szpitala. Mamy wspominają, że gdy rodziły z partnerami, czuły się lepiej traktowane. Tata zawsze może zwrócić uwagę nieuprzejmej pielęgniarce czy lekarzowi, którzy przy nim mają mniej śmiałości i odwagi, by źle traktować pacjentkę. Jeszcze ktoś „obcy” w tym momencie przygląda się ich pracy. To zobowiązuje.

Będzie mógł zrobić pamiątkowe zdjęcie

Innym, już bardziej prozaicznym powodem, dla którego kobieta godzi się na obecność taty przy porodzie jest np. możliwość wykonania pamiątkowych zdjęć a nawet, choć to zdarza się zapewne zdecydowanie rzadziej – możliwość nagrywania porodu. Niektóre rodziny korzystają tutaj z usług profesjonalnych fotografów, jednak większość samodzielnie dokumentuje fotograficznie ten niezwykły moment. Zdjęcie noworodka wtulonego w mamę, po której policzkach spływają łzy wzruszenia, staje się bezcenną pamiątką.

Jakie zaś argumenty podają kobiety, które na hasło „tata na porodówce” reagują słowami: Nigdy w życiu!? Najczęściej tłumaczą one, że nie chcą rodzić z tatą, bo:

Nie chcę, aby widział mnie w takim stanie…

Poród to piękny moment w życiu kobiety. Niezapomniany i magiczny. Stanowi on dla ciężarnej ogromne przeżycie, zarówno fizyczne, jak i duchowe. Uczestnictwo w cudzie narodzin może być bezcennym doświadczeniem również dla taty. Większość mężczyzn, którzy byli obecni przy porodzie, twierdzą, że bez wahania zrobiliby to jeszcze raz. Tłumaczą, że towarzyszenie dziecku podczas przyjścia na świat, wywołało w nich tak silną falę uczuć i emocji, jakich nigdy jeszcze nie doświadczyli. Chwila, gdy mogli po raz pierwszy wziąć na ręce owoc swojej miłości stała się bezcenna.
Jednak poród to nie tylko piękne chwile. To także ból, ogromne cierpienie, krzyk, często złość i załamanie, niepanowanie nad swoimi emocjami, odruchami, potrzebami fizjologicznymi, widok krwi. Nie każda kobieta chce, aby jej mężczyzna był przy tym obecny. Niektóre z nich boją się, że widok porodu może wywołać u mężczyzny traumę. Może go przerazić. W rezultacie odsunie się on od niej. Zacznie inaczej na nią patrzeć, nie będzie już dla niego piękna jak dawniej, przestanie go pociągać.

On jest taki nerwowy!

Często o tym czy ojciec dziecka asystuje przy narodzinach zadecydował charakter mężczyzny. A te, jak wiemy, są różne. Mamy tatę spokojnego i opanowanego, tatę, który potrafi stanąć na wysokości zadania i wspierać partnerkę w tym ciężkim momencie, ale także tatę-wrażliwca, u którego widok krwi mógłby wywołać atak paniki, ewentualnie szybkie zasłabnięcie czy tatę-histeryka i nerwusa, który by ulżyć cierpiącej mamie, potrafiłby – delikatnie mówiąc – pokłócić się z personelem medycznym. Tych ostatnich zdecydowanie niewiele kobiet życzyłaby sobie podczas porodu. Dlatego niektóre z nich wypraszają tatusiów z sali porodowej.

Boję się, że sobie nie poradzi

Zdarza się też, że kobieta woli, aby przyszły tata został za drzwiami porodówki, bo nie wierzy w to, że poradzi on sobie podczas porodu. Poddaje w wątpliwość przydatność mężczyzny w momencie rozwiązania. Często można wtedy usłyszeć słowa, że poród to sprawa kobiety i facet na nic się wtedy nie przyda a tylko będzie przeszkadzał.
Choć dziś porody rodzinne zyskują coraz większą popularność i widok taty przecinającego pępowinę nikogo już nie dziwi, takie, bardziej konserwatywne podejście do sprawy, reprezentuje nadal spora grupa kobiet.

Wolę mamę lub przyjaciółkę

Skoro młoda mama zdecydowała się rodzić bez taty czy oznacza to, że będzie wtedy sama? Nie zawsze. Nieraz zdarza się, że kobiecie towarzyszy mama, siostra, doula lub przyjaciółka. W każdym razie – inna kobieta. Często taka, która sama jest matką. Któż bowiem lepiej może nas zrozumieć jeśli nie ten, kto sam tego doświadczył?

W samotności prościej jest mi się wyciszyć

Jednak poród bez osoby towarzyszącej również nie jest zjawiskiem rzadkim. Są kobiety, które w planie porodu na pytanie: Czy życzy pani sobie obecności osoby bliskiej przy porodzie? – odpowiadają: Nie. Zależy im, aby na sali znajdował się tylko konieczny personel medyczny. Żadnej rodziny. Dlaczego? Najczęściej tłumaczą swoją decyzję faktem, że w samotności łatwiej jest się im skupić, zebrać myśli, zmobilizować. Całą swoją uwagę mogą wtedy skoncentrować na jak najlepszym przebiegu porodu. Jest to dla nich chwila intymna. Chwila, którą chciałyby zachować tyko dla siebie.

Tato, przygotuj się do porodu!

Jest jeszcze jedna ważna kwestia, na która zwracają uwagę lekarze. Gdy rok temu leżałam na porodówce widziałam jak wynoszono jednego „odważnego” tatusia, który zasłabł. Potem słyszałam komentarze dwóch chirurgów: „Pchają się w sam ogień, zupełnie nieprzygotowani!”, „Co to za nowa moda? Idzie taki jeden z drugim superman a potem trzeba ich ratować, zamiast zająć się kobietą!”. Właśnie…
Porody rodzinne to niewątpliwie piękna sprawa, ale należy się do  nich przygotować. Tak jak kobieta robi to przez cały okres ciąży, tak i mężczyzna, który chce być przy porodzie powinien mieć świadomość, jak on przebiega.

Niewątpliwie nie da się dokładnie przećwiczyć porodu. Jeśli jednak młody tata chce rzeczywiście być pomocą i wsparciem dla swojej żony w tych trudnych chwilach, powinien wiedzieć, czego się może spodziewać. Zdecydowanie łatwiej będzie mu stanąć na wysokości zadania, będąc świadomym tego, co go czeka. Pomocna w tym może być np. szkoła rodzenia, do której może uczęszczać razem z ciężarną. Oczywiście nikt nie jest w stanie zagwarantować, że do końca zachowa zimną krew, widząc rodzące się dziecko. Dużo zależy też od samego charakteru mężczyzny. Mimo to, przygotowanie zdecydowanie zwiększa szanse na to, aby poród był przez nas wspominany jako jeden z najpiękniejszych momentów w życiu rodziny, nie zaś depresyjne i traumatyczne przeżycie.

A jak było u Was?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. xxx xxx

    Oczywiście, że rodzic razem, co za pytanie

  2. RQ RQ

    Ja rodziłam z moim mężem – nie tak dawno około 7 miesiecy temu – i sądze, że bez męża nie dałabym rady. W czasie porodu panikowałam i mówiłam, że nie dam rady, na szczescie on był przy mnie i meeeg mi pomógł pilnował żebym nie zaczeła „biegać po pokoju i krzyczeć” ;D

  3. zuga zuga

    wprawdzie w trakcie porodu były momenty, gdy mnie denerwował (niezbyt szybko, jak na moje potrzeby, reagował:) ale pomagał mi szczególnie na samym początku (masaż, potem już nic nie pomagało) no i przede wszystkim sama świadomość, że tu jest, dodawała mi poczucia bezpieczeństwa. Nie wyobrażam sobie jakie to musiało być straszne, np. dla mojej mamy, samej tyle czasu leżeć na porodówce. A że widział rzeczy, których nie chciałam, by widział (wcześniej bałam się, że będę wydalać przy nim, nawet nie zwrócił uwagi… była też umowa, że nie zagląda poniżej linii pasa – wzięła w łeb, gdy położna zapytała „Chce pan zobaczyć główkę?”:) Przeżył, ja przeżyłam, żadne z nas traumy nie ma – były ważniejsze rzeczy do zapamiętania:)

  4. Mirka Jaworska Mirka Jaworska

    No to ja się wyłamię. Jestem zdecydowanie przeciw.Nigdzie w przyrodzie , żadna samica nie dopuszcza samca do porodu. Coś w tym jest. Pewnie, że nie jesteśmy tylko ” biologiczni” ale i ” duchowi” – tym różnimy się od zwierząt. Ja nigdy , przenigdy nie chciałabym, żeby mój mężczyzna, dla którego kupowałam czarne pończochy z koronką, z którym kochaliśmy się namiętnie przy świecach – patrzył na mnie w takiej akcji jak poród. Krzyczę, krwawię, boli mnie, gazy i te rzeczy. Obawiałabym się, że już nigdy nie spojrzy na mnie z takim pożądaniem jak „przed” , że będzie pamiętał tą krew, te łzy i te gazy. Zawsze fascynowała mnie magia erotyki – ON i JA – Teatry To Są dwa. Słyszałam co prawda, że taki poród rodzinny wzmacnia więzi i z żona i dzieckiem ale jakoś nie bardzo w to wierzę, bo mimo, że rodziłam sama – więzi są wciąż niesamowite!( może to te świece i te pończochy :) . ) Nie zabierajcie związkowi magii, bo zostanie tylko pospolitość. Sorry jeśli ktoś poczuł się urażony – ale ja tak właśnie myślę.

    • HelowaMama HelowaMama

      Wspólne przeżywanie tak ważnego momentu nie zaszkodzi zgranej parze. Znam związki, które się rozpadły mimo wspólnego porodu, jednak ich rozkład zaczął się dużo wcześniej. No pomyślcie- czy oglądanie cierpienia ukochanej osoby obrzydza? Miałam wątpliwości, jeszcze większe wątpliwości miał mój mąż. W podjęciu decyzji pomogły opowieści innych ojców. Nie spotkaliśmy takiego, który odradzał. Co ciekawe, panowie wspominali o „adrenalinie”;) Poród rodzinny- sport ekstremalny?;) My skoczyliśmy na tym „bandżi” razem i naprawdę wyszliśmy z tego silniejsi i bardziej pewni siebie…nawzajem.

  5. annabe annabe

    Jestem za tym, aby mąż był przy porodzie – ale mąż silny psychicznie i odpowiednio przygotowany, mający wiedzę teoretyczną i wyobraźnie. najlepiej mi się rodziło z mężem po raz 2 – wtedy miał tez już także wiedzę praktyczną i bardzo mi pomógł, mimo, że nie zrobił za wiele. Za pierwszym razem natomiast bardzo chciał pomóc, ale nie wiedział jak i ja też w sumie nie wiedziałam. No dobra, świetnie podawał wodę do picia, niech będzie … :P