Tata na porodówce – tak czy nie?

Dla jednych kobiet obecność ojca ich dziecka podczas porodu jest sprawą zupełnie naturalną i oczywistą. Nie wyobrażają sobie jak mogłoby go zabraknąć w tak ważnym momencie ich życia. Inne młode mamy kategorycznie odmawiają mężczyźnie możliwości asystowania przy porodzie. Jeszcze inne wyrażają zgodę, aby tatuś pomagał im tylko podczas pierwszej fazy porodu, a potem opuścił salę. Każda z tych grupy kobiet ma swoje własne racje i argumenty. I nie ma tutaj lepszego i gorszego rozwiązania.

Warto jeszcze przed porodem przedyskutować tę kwestię z partnerem, zapytać, jak on sobie wyobraża dzień porodu. Wziąć pod uwagę również jego odczucia. Jednak jeżeli ciężarna  zdecyduje, że woli rodzić bez obecności taty dziecka, powinniśmy uszanować jej wybór. Nawet jeśli mężczyzna nie zgadza się z planami przyszłej mamy.

Fazy porodu i obecność taty dziecka

1526181_10152319414580250_2803515591008320946_nPoród dzielimy na cztery fazy, a jego zapowiedzią jest okres skurczów przepowiadających, nieregularnych i niezbyt bolesnych. Pierwsza faza, która trwa od kilku do kilkunastu godzin, to rozwieranie się i skracanie szyjki macicy.

Druga to czas liczony od całkowitego rozwarcia do urodzenia dziecka. Według statystyk pierwsze dziecko przychodzi na świat średnio ok. godziny, kolejne nieco szybciej. W trzeciej fazie rodzi się łożysko – trwa to do 30 minut. Ostatnia, czwarta faza, przeznaczona jest m.in. na ewentualne zabiegi poporodowe (np. zszycie pękniętego krocza), gdy pacjentka pozostaje pod ścisłą obserwacją medyczną. Zwolenniczki porodów rodzinnych podkreślają, że tatusiowie mogą być niezwykle pomocni przez cały czas trwania porodu.

Chcę rodzić z tatą dziecka, bo? Oto kilka najczęściej wysuwanych argumentów:

To najpiękniejszy dzień w naszym wspólnym życiu

Kobiety, które zdecydowały się na poród rodzinny tłumaczą, że jest to jedna z najbardziej magicznych i niezwykłych chwil w ich życiu, którą chcą dzielić z partnerem. Zależy im, aby przeżyć ten czas wspólnie. Jest to moment niezwykle trudny i stresujący, wymagający od ciężarnej ogromnej siły, zarówno fizycznej, jak i psychicznej. I właśnie ten trud sprawia, że jeśli młodzi  rodzice przejdą przez to „razem”, poród może stać się silnym ogniwem scalającym ich związek.

Mogę liczyć na jego pomoc

Podczas silnych skurczy, mężczyzna może ulżyć kobiecie, stosując masaż relaksacyjny. Obolałej i zmęczonej mamie przemieszczanie się sprawia trudność, dlatego tak ważna staje się wtedy możliwość podparcia na silnym, męskim ramieniu. Dzięki temu łatwiej jest jej zmienić pozycję, udać się do łazienki, czy po prostu przejść korytarzem. Może ona liczyć na to, że w każdej chwili parter jej coś poda, przyniesie, przysunie krzesło, pomoże w ćwiczeniach na piłce, wytrze chusteczką pot z czoła, zrobi zimny okład czy podłoży poduszkę pod obolały bok. Gdy rozwarcie szyjki macicy osiągnie 10 cm, zaczynamy przeć. Tutaj również pomoc taty może okazać się niezastąpiona. Partnerzy m.in. oddychają razem z rodzącymi, trzymają je za ręce, pomagają podciągnąć nogi a nawet decydują się na przecięcie pępowiny. Poza tym ojcowie często stają się łącznikami pomiędzy ciężarną a pracownikami szpitala. To oni rozmawiają z lekarzem, dowiadują się o różne rzeczy i załatwiają formalności. Obolałej i wycieńczonej kobiecie nawet rozmowa może sprawiać  trudność. Nie zawsze potrafi ona spokojnie myśleć i skupić się na czymś innym poza bólem porodowym, którego właśnie doświadcza.

Daje mi wsparcie psychiczne

Oprócz wsparcia fizycznego ogromnie ważne, jeśli nawet nie najważniejsze, staje się wsparcie psychiczne. Możliwość rozmowy, wyżalenia się a nawet wypłakania komuś bliskiemu może sprawić, że poczujemy się lepiej.
Trudno zapomnieć o bólu, jakiego doświadcza się podczas porodu. Jednak obecność ukochanej osoby daje nam poczucie bezpieczeństwa. Ogromne znaczenie może mieć wtedy prosty gest, czuły dotyk, przytulenie. Wszystko to, co sprawi, że poczujemy się trochę lepiej, co da nam chwilę wytchnienia i spokoju. Każda kobieta przeżywa podczas porodu moment kryzysu i załamania. W pewnej chwili ból staje się nie do zniesienia i mamy nieodpartą ochotę wykrzyczeć całemu światu: Dość! Ja już tego nie wytrzymam! Czasami nawet to robimy.
Krzyk w trakcie porodu również pomaga rozładować emocje. Wtedy właśnie słowa otuchy i motywacji ze strony partnera mogą pomóc nam uwierzyć, że damy radę. Już niedługo będziemy mogły przytulić do swojego serca nasz największy skarb i to wynagrodzi nam każdy trud.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. xxx xxx

    Oczywiście, że rodzic razem, co za pytanie

  2. RQ RQ

    Ja rodziłam z moim mężem – nie tak dawno około 7 miesiecy temu – i sądze, że bez męża nie dałabym rady. W czasie porodu panikowałam i mówiłam, że nie dam rady, na szczescie on był przy mnie i meeeg mi pomógł pilnował żebym nie zaczeła „biegać po pokoju i krzyczeć” ;D

  3. zuga zuga

    wprawdzie w trakcie porodu były momenty, gdy mnie denerwował (niezbyt szybko, jak na moje potrzeby, reagował:) ale pomagał mi szczególnie na samym początku (masaż, potem już nic nie pomagało) no i przede wszystkim sama świadomość, że tu jest, dodawała mi poczucia bezpieczeństwa. Nie wyobrażam sobie jakie to musiało być straszne, np. dla mojej mamy, samej tyle czasu leżeć na porodówce. A że widział rzeczy, których nie chciałam, by widział (wcześniej bałam się, że będę wydalać przy nim, nawet nie zwrócił uwagi… była też umowa, że nie zagląda poniżej linii pasa – wzięła w łeb, gdy położna zapytała „Chce pan zobaczyć główkę?”:) Przeżył, ja przeżyłam, żadne z nas traumy nie ma – były ważniejsze rzeczy do zapamiętania:)

  4. Mirka Jaworska Mirka Jaworska

    No to ja się wyłamię. Jestem zdecydowanie przeciw.Nigdzie w przyrodzie , żadna samica nie dopuszcza samca do porodu. Coś w tym jest. Pewnie, że nie jesteśmy tylko ” biologiczni” ale i ” duchowi” – tym różnimy się od zwierząt. Ja nigdy , przenigdy nie chciałabym, żeby mój mężczyzna, dla którego kupowałam czarne pończochy z koronką, z którym kochaliśmy się namiętnie przy świecach – patrzył na mnie w takiej akcji jak poród. Krzyczę, krwawię, boli mnie, gazy i te rzeczy. Obawiałabym się, że już nigdy nie spojrzy na mnie z takim pożądaniem jak „przed” , że będzie pamiętał tą krew, te łzy i te gazy. Zawsze fascynowała mnie magia erotyki – ON i JA – Teatry To Są dwa. Słyszałam co prawda, że taki poród rodzinny wzmacnia więzi i z żona i dzieckiem ale jakoś nie bardzo w to wierzę, bo mimo, że rodziłam sama – więzi są wciąż niesamowite!( może to te świece i te pończochy :) . ) Nie zabierajcie związkowi magii, bo zostanie tylko pospolitość. Sorry jeśli ktoś poczuł się urażony – ale ja tak właśnie myślę.

    • HelowaMama HelowaMama

      Wspólne przeżywanie tak ważnego momentu nie zaszkodzi zgranej parze. Znam związki, które się rozpadły mimo wspólnego porodu, jednak ich rozkład zaczął się dużo wcześniej. No pomyślcie- czy oglądanie cierpienia ukochanej osoby obrzydza? Miałam wątpliwości, jeszcze większe wątpliwości miał mój mąż. W podjęciu decyzji pomogły opowieści innych ojców. Nie spotkaliśmy takiego, który odradzał. Co ciekawe, panowie wspominali o „adrenalinie”;) Poród rodzinny- sport ekstremalny?;) My skoczyliśmy na tym „bandżi” razem i naprawdę wyszliśmy z tego silniejsi i bardziej pewni siebie…nawzajem.

  5. annabe annabe

    Jestem za tym, aby mąż był przy porodzie – ale mąż silny psychicznie i odpowiednio przygotowany, mający wiedzę teoretyczną i wyobraźnie. najlepiej mi się rodziło z mężem po raz 2 – wtedy miał tez już także wiedzę praktyczną i bardzo mi pomógł, mimo, że nie zrobił za wiele. Za pierwszym razem natomiast bardzo chciał pomóc, ale nie wiedział jak i ja też w sumie nie wiedziałam. No dobra, świetnie podawał wodę do picia, niech będzie … :P