Standardy okołoporodowe? Chyba żartujesz…

Kilka dni temu internet obiegła informacja o kontroli przeprowadzonej w szpitalach na Mazowszu. Wyniki delikatnie mówiąc nie zachwycają. Okazuje się, że żadna ze sprawdzonych placówek nie wprowadziła wszystkich standardów. Mimo że zgodnie z planem powinna to zrobić już dwa lata temu. Niestety mamy kolejny martwy przepis.

Teoretycznie od kwietnia 2011 roku każda rodząca ma prawo w większym stopniu decydować o własnym porodzie niż w latach wcześniejszych. Poród i pierwsze godziny po nim mają być dla młodej mamy łatwiejsze, bardziej komfortowe. Tymczasem trudno znaleźć choć jeden wątek w internecie poświęcony temu tematowi, który by pozwolił zostać optymistą. Nadal hasło „rodzić po ludzku” pozostaje tylko niespełnionym polskim marzeniem.

Czego teoretycznie można wymagać?

Od 2011 roku rodząca może zabrać do szpitala plan porodu, w którym zaznaczy, czego oczekuje od lekarzy, jak chciałaby, by przebiegał poród, na jakie zabiegi wyrażą zgodę, a jakich chciałaby uniknąć.iStock_000013937098XSmall

Ponadto rodząca jest chroniona przed regularnie wykonywanymi zabiegami: nacięciem krocza czy też podaniem oksytocyny.  Podobnie zgodnie z planem rodząca powinna być na bieżąco informowana o jej stanie zdrowia i stanie dziecka. Lekarz czy położna powinna poinformować o metodach łagodzenia bólu w trakcie porodu. A po porodzie młoda mama powinna mieć zapewniony nieprzerwany kontakt z noworodkiem przez dwie godziny („skóra do skóry„).

Jaka jest prawda?

Przeprowadzona sonda na 220 oddziałach położniczych z inicjatywy Leokadii Jędrzejewskiej – konsultanta krajowego w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego wykazała, że w blisko 60% placówek standardy wprowadzone są częściowo lub wcale.

Młode mamy narzekają na to, że teoria niewiele ma wspólnego z praktyką, że przestawiane plany porodowe wywołują ironiczny uśmieszek niektórych położnych, że prośba o ochronę krocza jest ignorowana, a prawo do informacji nierespektowane. Wiele rodzących ciągle czuje się traktowana przedmiotowo a nie podmiotowo. Typowe jest, że w szpitalach nie jest zapewniony dwugodzinny nieprzerwany kontakt „skóra do skóry” po narodzinach. Jeśli kobieta otrzymuje noworodka, to w większości szpitali jedynie na kilkanaście-kilkadziesiąt minut, po czym maluch zabierany jest do mycia, ważenia i mierzenia.

Ponadto problemem jest możliwość wyboru pozycji do rodzenia, jak również zbyt częste („na wszelki wypadek) stałe monitorowanie i wykonywanie KTG.

A jakie są Wasze doświadczenia? Rodziłyście zgodnie ze standardami? Zapewniono Wam wystarczające wsparcie i opiekę?

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Poziomka mama 5 corek Poziomka mama 5 corek

    Duzo zalezy od podejscia kobiety do calej sytuacji. Ja wchodzac na porodowke zawsze glosno i wyraznie mowilam czego sobie zycze a czego nie i przed kazdym zabiegiem bylam informowana co sie dzieje i dlaczego. Ja nie lubie wiekszego zainteresowania niz jest to niezbedne ale kobiety ktore maja inne potrzeby moga sie czuc nieco zaniedbane.
    Straszne jest to ze nadal nacinanie krocza przy pierwszym porodzie jest niemalze standartem. Po za tym moim zdaniem kobiety sa uczone rodzenia w oparciu o instrukcje personelu a nie reaguja na potzreby wlasnego ciala. Czasami pierwotne instynkty sa najlepsze

    • AnnaR AnnaR

      oj też mnie nacieli, najpierw nie chciałam ale chyba stwierdzili ze jak poboli to się zgodzę. poinformowali mnie, albo zapytali o zgode, nie pamiętam, nastraszyli pęknięciem, złagodzili że „to bedzie jeden szew a jak peknie to nie wiadomo” no i jak powiedzieli że wtedy bedzie szybciej pomachałam tylko głową, było szybciej? nie wiem. ale jeden szew był. Gdyby mnie nie połozyli i nie przypieli do ktg to nie byłoby problemu bo przyjechałam już z rozwarciem na 4,5 palca. ale musiałam leżeć i to na boku wiekszośc czasu czym uszkodziłam sobie biodro! i przez 5 tyg kulałam. nie ma to jak pierwszy spacer dziecka obserwować przez okno… :(((((
      ogólnie nie było źle bo szybko mi poszło, ale już wiecej w szpitalu nie rodzę. mamy chcecie urodzic godnie? rodźcie w domach albo za granicą. ewentualnie prywatnie. Ja już nie dam sie położyć do szpitala na 4 dni. depresja sięgnęła zenitu. masakra.

  2. madzia madzia

    Poród w Polsce to ciągle kpina. I potem dziwią się, że dzieci tak mało się rodzi i że za 10 lat padnie system emerytalny.

  3. HelowaMama HelowaMama

    Mam wrażenie,że niektóre panie położnymi zostają za karę.Ja na wstępie usłyszałam rzucone do koleżanki, tak jakby mnie nie było- „o rany, następna.”Jeszcze dodajmy do tego opiekę i warunki po urodzeniu dziecka- trzyosobowe obskurne klitki, położne, które jako orędowniczki karmieni piersią opluwają każdego, kto choć odważy się pomyśleć o dokarmieniu, a nie daj boże- przejściu na butelkę. Do tego powinno być jasne- od czego położne na oddziałach w ogóle są! Na własne uszy słyszałam, jak położna mówi do proszącej o pomoc i radę spanikowanej pierworódki( 20 letniej), której dziecko wrzeszczało przez bite dwie godziny,że najwidoczniej jest za młoda na matkę. Straciłam sporo krwi, nie kazano mi wstawać na porodówce, położna powiedziała tylko,że kiedy poczuję się lepiej, mam dzwonkiem alarmowym wezwać położną z oddziału na który trafię. Ona pomoże mi wstać i sprawdzi, czy wszystko w porządku. Zadzwoniłam,- przyszła ładna młoda pani, dostałam burę za bezzasadne użycie alarmu. Kobieta dała do ssania palec w rękawiczce mojemu dziecku i palcem nie kiwnęła, kiedy na trzęsących się nogach próbowałam zwlec się z łóżka. Pomogła mi druga pacjentka. Chyba pamiętacie co się z człowieka wylewa w takich okolicznościach- położna spojrzała z niesmakiem , powiedziała, że nie wie, po co ją wezwałam i wyszła. Co ciekawe, ordynator i lekarze mówią co innego, a położne i tak robią jak chcą. Rodziłam w szpitalu szczycącym się świetną opieką nad noworodkiem- to przesądziło o wyborze placówki.

  4. monika06 monika06

    czyli u mnie nie bylo tak zle….bylam infomowana o stanie dziecka, o nacieciu krocza (ze wzgledu na slabnace tetno corki), mialysmy kontakt po porodzie ale niestety nie trwal on 2 godzin ze wzgledu na moj stan;( czego nikt nie mogl przewidziec, co prawda planu nie mialam i chyba bym go nie napisala, gdyz i tak nie bylby uwzgledniony, a swoje zdanie zawsze mozna powiedziec w koncu cos sie nam nalezy.

  5. Ja Ja

    Problemem w szpitalu, w ktorym „smialam” urodzic było przebranie poscieli (bo niedziela), doproszenie sie o podklad (caly ubrudzony), sniadania nie dostalam, bo sie nie zalapalam…a pomoc przy dziecku zadna, mimo ze musialam lezec i jak wstawalam kreciło mi się w głowie..Nie mogłam się doprosić o przebranie pełnej pieluchy (smółki przez 3 h), w końcu zrobił to mąż, jak wrócił po kilku godzinach snu po bezsennej nocy…

    • AnnaR AnnaR

      no własnie o co chodzi z tą poscielą? 4 dni leżałam nikt nie zmienił na oddziale 26 stopni, przy pierwszej zmianie pieluchy spociłam sie jak mysz. No ale miałam pecha bo to był dobry szpital z oddziałem noworodkowym jednak nikt nie mógł do mnie wchodzić, i musiałam sama sobie radzić z dzieckiem. do sali odwiedzin 100 m. ledwo doszłam myslalam ze padne. Dziecko mi płakało skąd miałam wiedziec ze chodzi o siku patrze w pieluche nic, nie wiedziałam ze mocz jest na poczatku bezbarwny i mój synek miał francuski tyłek. jeden sik i ryk. nigdy wiecej szpitali.

      • monika06 monika06

        u mnie posciel codziennie zmieniali przed obchodem, a jesli nam sie cos poplamilo czy zbrudzilo mozna bylo samemu(jesli mialas sile) podejsc do dyzurki i poprosic o sweza posciel;)

  6. Mama 3-ki Mama 3-ki

    1 poród ( 21 lat ) – w szpitalu pojawiłam się z rozwarciem na 2 palce, prawie godzina papierków bo przecież nie można tego zrobić później, położona na kozetkę do badania – wstać musiałam sama przy uciążliwych skurczach bo przecież nikt się nie ruszy pomóc. Mąż traktowany jak by go nie było :/… trafiłam na sale porodową – momentalnie podłączona pod KTG i na leżąco wiłam się z bólu. W między czasie organizm postanowił się oczyścić – z 40 min siedziałam w toalecie aż położna łaskawie się zainteresowała gdzie podziała się pacjentka :/. W końcu zdecydowałam się na znieczulenie ( 700 zł wtedy ) – spartolone. Momentalnie mimo postępującej akcji porodowej podano mi oxytocynę, która spowodowała ( wraz ze spieszącą się położną bo koniec zmiany ) oderwanie łożyska i poważny krwotok. Oczywiście nacięcie ( bardzo duże – nie wiadomo po co aż tak )
    Po tym porodzie dzieckiem zajmował się mąż bo ja leżałam ledwo żywa.
    ( szpital na Madalińskiego )

    2 poród ( 26 lat ) – na porodówkę trafiłam po odejściu wód, pozwolono mi bujac się na piłce jednak położna dosyć nie mila i opryskliwa. Nie byłam nacinana. Po porodzie zostałam uśpiona na czyszczenie ( na wrazie po poprzednich „przyjemnościach” porodowych – był to ten sam szpital ). Trafiłam na salę 2 osobową po porodzie ze względu na cukrzycę. Obyło się bez oxytocyny chociaż już się czaili z nią ( widać syn wyczuł co się święci i w 2 min rozwarcie poszło na full )
    Dziecko karmione butelką – praktycznie nikt się tym nie zainteresował jak dziecko jest zywione ( mleko sami sobie doniesliśmy )

    3 poród ( 27 lat ) – na porodówkę trafiłam już z 9 cm rozwarcia, raz dwa wykonano usg w celu oceny płodu. Na porodówce spędziłam rodząc 20 min. KTG podłączone na 5 min – ze względu na skórcze krzyżowe i tak nic nie wykazywało. Po 10 min od wejścia na łóżko dziecko było na świecie. Pozwolono mi wstać ( wtedy odeszły wody ) a następnie „na pieska” rozpoczął się poród. Bez nacinania. Bez oxytocyny.
    Minus za salę poporodową – komuno wróc. Nie było mydła, papieru, prysznic szczątkowy :/
    Jako jedyna karmiłam butelką – oczywiście stale nagabywano mnie abym karmiła piersią ale nie dałam się. Odmówiłam również badania przy grupie studentów ( ze względu na brak nacinania, urazów i tak by nie mieli co oglądać a ja cenię sobie swoje ciało ).
    Był to już inny szpital ( Bródnowski )

    • Marlena Marlena

      Co napisać? Jedynie masakra…masakra i tyle.

  7. Zuzia Zuzia

    Nie wspominam dobrze swojego porodu, ani tego co było po nim. Mój poród trwał 17 godzin.Wody odeszły, niestety nie było rozwarcia. Po 12 godzinach rozpoczęto podawanie oxytocyny. Znieczulenia nie mogłam dostać, bo cały czas był problem z za małym rozwarciem. W końcu oxytocyna zaczęła działać i po 4 godzinach już miałam rozwarcie i wyłam z bólu. Na szczęście dostałam znieczulenie podpajęczynówkowe co pomogło mi w ostatniej fazie porodu i dzięki niemu zaliczył półgodzinną drzemkę przed ostatnią fazą. Krocze nacięli oczywiście, w sumie zgodziłam się jak usłyszałam od położnej – jakby naciąć to by szybciej poszło. Samo wypchnięcie malucha nie było straszne. Gorzej, że godzinę po porodzie jeszcze mnie zszywali bo miałam silny krwotok i nie mogli go zatamować. Jak w końcu skończyli dowiedziałam się, że za pół godziny musimy opuścić salę porodową, bo są już następne chętne. Słaniając się na nogach poszłam pod prysznic, mąż pomógł mi się umyć. W końcu przenieśli mnie na inny odział, gdzie po godzinie powiedziano mężowi, że zaraz kończą się odwiedziny i tatusiom dziękujemy. Byłam przerażona, po nieprzespanej nocy, słaba po krwotoku miałam zostać sama z maluchem. Gdy mąż poprosił, żeby pielęgniarki mi jakoś pomogły z dzieckiem bo słabo się czuję dowiedział się, że dzieckiem zajmuje się matka. Miałam problem z laktacją, mimo to nie dostałam odpowiedniego wsparcia. W końcu jak synowi spadła waga urodzeniowa poniżej 10 procent i dostał żółtaczki, zaczął dostawać dodatkowe mleko. Byliśmy w szpitalu 5 dni. Były problemy nawet z pobraniem moczu, bo niektóre pielęgniarki nie były w stanie pobrać moczu do woreczka, a lekarz miał do mnie pretensje, że ja nie dałam próbki moczu syna do badań. Nie powiem zdarzały się pielęgniarki, które były świetne i w pobieraniu próbek do badań i w podejściu do mamy i malucha, ale były to nieliczne przypadki. W końcu nas wypuścili. Pojechaliśmy od razu do przychodni rejonowej, bo nie dostałam informacji czym mogę dokarmić swoje dziecko – moje piersi nadal odmawiały posłuszeństwa. Na dzień dobry w przychodni usłyszałam, a czemu Pani dopiero dziś przychodzi do nas, jak Pani rodziła 5 dni temu. Ale w końcu poleciły mi mleko i miałam co dać dziecku jeść. Moje dziecko ma dziś rok i Podsumowując chcę mieć następne dzieckomyślimy o kolejnym, ale nie chcę go rodzić w szpitalu na Madalińskiego.

Zobacz również