Sprytna mama. Z kalkulatorem w ręku

Kiedy rozrzutność przestała być modna, pomysłowość zaradnych rodziców wreszcie została doceniona. Przyszło nam żyć w czasach, w których wysokość podatku VAT na dziecięce ubranka już dawno przekroczyła granice przyzwoitości. Co zrobić, by zakupy artykułów niezbędnych dla naszych Maluszków nie były przykrym obowiązkiem i jak korzystnie wydawać nasze pieniądze, by nie dręczyły nas wyrzuty sumienia? Odpowiem krótko- bądźmy sprytni, kalkulujmy, przeglądajmy i porównujmy oferty handlowe. Prawdziwą sztuka nie jest uszczuplanie bankowego konta lekką ręką. Gdzie zatem szukać okazji, by mądrze wydawać wypłatę? Oto kilka sprawdzonych propozycji.

Programy lojalnościowe

Sklepy kuszą nas obniżkami, gratisami, sympatyczną i kompetentną obsługą, a potem starają się zatrzymać tych, którzy przemierzają nieraz całe miasto, by zasilić kasę miejsca, w którym z przyjemnością robią zakupy. Świetnym sposobem na przedłużenie tej sprzedażowej przyjaźni okazały się wszelkie programy lojalnościowe. Podstawowym narzędziem takiego przedsięwzięcia jest karta, którą sprzedawca wręcza klientowi. Jej posiadanie ma wywołać w kupującym wrażenie przynależności do elitarnej społeczności, do wybrańców, którzy mogą korzystać z atrakcyjnych przywilejów. Karta jest nośnikiem informacji o zebranych podczas zakupów punktach, może upoważniać do odbioru nagrody lub do zakupu danych artykułów po niższych cenach. Wszystko zależy od zapisu regulaminu danej akcji.

Oto kilka kart, które są bardzo przydatne szczególnie rodzicom.

SMYKOLAND– Jeśli myślicie, że jest to tańszy odpowiednik popularnego Smyka to nie jesteście w błędzie. Szeroki asortyment, który obejmuje żywność, odzież, akcesoria, zabawki, wózki, foteliki, rowerki, pieluszki i kosmetyki kusi korzystnymi, znacznie niższymi niż u konkurencji cenami, a na dodatek już podczas pierwszych zakupów otrzymacie Kartę Stałego Klienta, która upoważnia Was do rabatu w wysokości 5% . Jedyną wadą tych sklepów jest to, że mieszczą się tylko w kilku większych miastach w Polsce.

LifeStyle – oferowana przez Super-Pharm, drogerię, która w swej ofercie posiada również leki. Uczestnicy programu lojalnościowego prócz karty, która upoważnia ich do tańszych zakupów i możliwości zbierania wymienianych na nagrody punktów, otrzymują mailem co miesiąc specjalnie przygotowaną ofertę, dzięki której wybrane kosmetyki mogą zakupić po bardzo atrakcyjnych cenach. Korzyści z posiadania tej karty płyną zarówno dla mamy jak i dla dziecka, ponieważ dzięki plastikowemu kartonikowi możemy zakupić znacznie taniej dziecięce kosmetyki, akcesoria bądź żywność, a także coś, co dla każdej kobiety jest niezbędne.

PAYBACK– bardzo obszerny program, który obejmuje wiele sklepów w tym również internetowych. Zbierane podczas zakupów punkty możemy wymienić na nagrody z różnych kategorii. Nasza pociecha na pewno ucieszy się z kompletu różowej pościeli, dziecięcej kuchni Tefal, znanych klocków. Już za niecałe 10.000 punktów młoda mama może otrzymać zestaw butelek firmy Avent. Punkty zbiera się naprawdę szybko, ponieważ w programie uczestniczy wielu znanych partnerów z którymi na co dzień mamy do czynienia. Zebrane podczas codziennych zakupów punkty wymienimy także na kupony rabatowe do Smyka, Reala, Empiku. Możemy je także przekazać w formie darowizny na dożywianie dzieci w szkole, wspierając charytatywną organizację Pajacyk.

Klub Świat Zdrowia– dawniej Apteka Świat Zdrowia proponowała Kartę Klubu Stałego Klienta, dzięki której zbierało się punkty wymieniane na nagrody. Od tego roku na skutek zmiany przepisów nastąpiła zmiana charakteru tego lojalnościowego programu. O tym, jakie korzyści wynikające z posiadania karty czekają na nowych klubowiczów, można przekonać się, rejestrując na stronie: www.swiat-zdrowia.pl/klub-swiat-zdrowia. Oprócz specjalnie przygotowanych ofert, możliwości brania udziału w konkursach i zabawach, posiadacze karty będą mieli dostęp do zdrowotnych porad. Będąc rodzicem, niejednokrotnie przekroczymy próg apteki, kupując chociażby mleko dla małego alergika czy witaminy. Możliwość skorzystania z przywilejów członków tego klubu może być przekonującym argumentem, by właśnie tutaj wydawać swoje pieniądze.

Testowanie

Trudno znaleźć osobę, która nie ucieszyłaby się z darmowego, pełnowartościowego produktu. Możliwość wypróbowania danej rzeczy przed jej zakupem jest świetnym sposobem na wyrobienie sobie opinii o danej marce i podjęcie decyzji, czy warto  zainwestować w jej produkty.

W artykule dotyczącym bezpłatnych próbek i gadżetów poleciłam Wam kilka firm, które zajmują się udostępnianiem produktów testerom w zamian za ich opinie. Chciałabym przedstawić Wam kolejne instytucje, które zajmują się pozyskiwaniem osób do próbowania różnych rzeczy.

Crayola –  historia tej firmy, która bazuje na kreatywności naszych latorośli sięga początku XX wieku. Wszystko zaczęło się od wyjątkowych kredek i białej bezpyłowej kredy. Ta dbająca o środowisko marka na swojej stronie www.crayola.pl udostępnia dzieciom darmowe kolorowani, ciekawe gry i zabawy, a także daje możliwość przetestowania jej niezwykłych produktów. Jeśli chcielibyście, aby to Wasza pociecha wypróbowała te inspirujące artykuły zajrzyjcie tutaj.

Ambasada Trendów– zupełnie nowa inicjatywa, która opiera się na pozyskiwaniu testerów, którzy otrzymują bezpłatne produkty, a potem dzielą się swoją opinią na ich temat. Przypomina coraz popularniejszy Streetcom. Obecnie pracownicy tej firmy weryfikują ambasadorów do pierwszej kampanii. Na pewno z biegiem czasu, jeśli projekt będzie się cieszył zainteresowaniem wśród klientów, oferta darmowych produktów zostanie poszerzona nie tylko o artykuły dla dorosłych, ale i zapewne dla dzieci.  Więcej szczegółów znajdziecie na stronie.

Prekursorki– portal skierowany do pań, które lubią  wyrażać swoje zdanie o artykułach z różnych kategorii od sprzętu AGD na ubraniach skończywszy. Nie otrzymamy tam produktów typowo dziecięcych, ale za to wiele innych ciekawych rzeczy. Osobiście testowałam szybkowar, który umilił mi przyrządzanie potraw dla mojej córeczki i pomógł w wyrobieniu dobrych nawyków żywieniowych. Zainteresowanych bezpłatnym próbowaniem nowych rzeczy odsyłam tutaj.

W sieci czy w realu?

Porównując ceny dziecięcych artykułów, coraz częściej zauważam, że w internetowych sklepach czy aukcjach dostępne są one w niższych cenach. Chociaż w żywność wolę zaopatrywać się w sprawdzonych marketach, tak zabawki i ubrania często kupuję w sieci.

Wózek nabyty bezpośrednio u producenta za pośrednictwem jego strony www jest znacznie w niższej cenie, a na dodatek zazwyczaj możemy liczyć na ciekawe gratisy w formie akcesoriów. Upatrzony w osiedlowym sklepie z zabawkami Garnuszek na klocuszek znanej firmy na portalu aukcyjnym Allegro nawet po doliczeniu kosztów przesyłki wyniesie nas taniej. Osobom, które obawiają się zakupów w ciemno i zamiast przysłowiowego kota w worku wolą pewniaka, polecam wcześniejsze zapoznanie się z danym produktem, przekonanie się na własne oczy, czy spełnia on nasze rodzicielskie kryteria. Chociaż mamy prawo odstąpić od zawartej w Internecie transakcji i odesłaniu nienaruszonego produktu w określonym terminie i otrzymaniu zwrotu jego kosztu, warto zaoszczędzić sobie sytuacji i kupować tylko to, z czego będziemy zadowoleni.

Z garnuszka czy ze słoiczka?

Zwolennicy domowych obiadków swoją decyzję argumentują niepowtarzalnym smakiem i wiedzą o tym, co dana potrawa zawiera, ponieważ jest wytworem własnych rąk. Amatorzy gotowych dań i deserków tłumaczą swój wybór koniecznością, wynikającą z braku czasu stania nad garnkami, przekonaniem do wyselekcjonowanych i zdrowych składników użytych podczas przyrządzania potraw oraz zaufaniem do danej firmy. Jedni i drudzy mają swoje racje, których nie zamierzam podważać. Zamiast tego chciałabym skupić się na kwestii ekonomicznej tego zagadnienia.

Wykluczając wszelkie mleczne produkty, na których opierać powinna się dieta Maluszka, cena dań, w skład których wchodzą warzywa, mięso, ryby i owoce zależy nie tylko od wielkości opakowania, ale również od prestiżu marki. Za dostępne w marketach Tesco 250g obiadki/dania zapłacimy: 5,19zł (DoReMi Gerber), 6,19zł (BoboVita) i aż 7,59zł (Junior obiadek, Hipp). A gdybyśmy tak postanowili własnoręcznie przygotować sycącą, domową zupkę z odrobiną kurczaka? Podstawą takiego dania mogą być mrożone warzywa. Gotową mieszankę dostaniemy w markecie. Za zupę kalafiorową zapłacimy 3,45zł. Jedno opakowanie starczy na przygotowanie 3-4 garnków, z których otrzymamy po 3 solidne porcje. Do tego odrobina masła lub oliwy, aby wzbogacić skład oraz odpowiednio dobrana do wieku naszego dziecka ilość drobiu i mamy pyszny obiadek, którego przyrządzenie nie zajmie nam wiele czasu. Jeśli posiadamy szybkowar, który nie tylko skraca okres przygotowywania potrawy, ale również dba o to, by wszelkie smakowe walory były atrakcyjne dla naszego podniebienia gotowanie we własnej kuchni staje się prawdziwą przyjemnością.

Podobnie wygląda kwestia deserków. Za 125g słoiczek jabłkowego musu Bobovita w Biedronce zapłacimy 2,79zł. Tymczasem kilogram ulubionych jabłek kosztuje od 2 do 3zł, a starczy na kilka porcji.

Własnoręcznie przygotowane dania dają ogromną satysfakcję zwłaszcza wtedy, gdy widzimy, jak nasze dziecko zajada się nimi ze smakiem. To nie tylko tańsza alternatywa, ale także sposób na to, by włożyć odrobinę zaangażowania w nasze rodzicielstwo w czasach, gdy przeważnie za czymś gonimy, wciąż się spieszymy.

Umiesz liczyć? Licz na siebie

Wielu z nas odczuwa niesmak a nawet złość, która wynika ze źle zorganizowanej polityki prorodzinnym w naszym kraju. Obecnie prawie 50% kobiet w wieku produkcyjnym pozostaje na bezrobociu, które wynika nie tylko z niemożności znalezienia pracy, ale również z faktu pozostania w domu, by spełnić się w roli żony i matki. Szastanie pieniędzmi nie jest traktowane jako przejaw bycia trendy. Oszczędzanie to nie tylko moda, to przeważnie konieczność, która nie musi być przykrą potrzebą, ale sposobem na godne życie.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ewa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. NIUNIA NIUNIA

    W ZUPEŁNOŚCI ZGADZAM SIĘ ZE SPRYTNĄ MAMĄ SAMA GOTUJĘ OBJADKI I PRZYGOTOWUJĘ DESRERKI DLA MOJEJ POCIECHY I ZAJADA JE Z APETYTEM CO NIJAK MA SIĘ DO SŁOICZKOWEGO JEDZENIA,KTÓRE MAŁO,ŻE JEST DROGIE TO JESZCZE OCHYDNE(TAK WŁAŚNIE OCHYDNE!!!!!!!)W SMAKU MOJE MALEŃSTWO PLUŁO TYM NA ODLEGŁOŚĆ CO NIE ZDARZYŁO MU SIĘ PRZY OBJADKU KTÓRY MU SAMA UGOTOWAŁAM,NO I JEST JESZCZE JEDNA RZECZ MÓJ SYNUŚ PO SŁOICZKOWYCH OBJADKACH DOSTAJE WYSYPKI TO JA SIĘ PYTAM GDZIE TO SAMO ZDROWIE O KTÓRYM TAK TRĄBIĄ W REKLAMACH TV!!!ZABAWKI KUPUJĘ JESZCZE PÓKI CO W SKLEPACH ALE JUŻ UBRANKA W SIECI LUB SECOND HANDZIE MAM TAKIE OKO,ŻE ZAWSZE WYBIORĘ COŚ ŁADNEGO NIEZNISZCZONEGO CO MI JESZCZE TROCHĘ POSŁUŻY!!!A PROPOS HODZĄC PO WSPOMNIANYCH CIUCHLANDACH -TAK JE SOBIE W SKRÓCIE NAZYWAM ZAUWAŻYŁAM,ŻE DOMINUJĄCĄ MARKĄ W NICH JEST GEORGE,NEXT,CHEROKEE,PRZEGLĄDAJĄC UBRANKA NA AUKCJACH SIECIOWYCH SPOTYKAM SIĘ Z CAŁYMI ZESTAWAMI DLA CHŁOPCÓW I DZIEWCZYNEK PO NIBY KORZYSTNEJ CENIE,ALE.. JAK KTOŚ WIE KIEDY W CIUCHLANDZIE JEST PÓŁ CENY LUB PO 5 ZŁ ZA KG CIUCHÓW,NAKUPUJE I SPRZEDAJE W SIECI ZA PIENIĄDZ DUUUUŻO WYŻSZY.NO NIE OSZUKUJMY SIĘ ALE TO SĄ MARKI KTÓRE W NORMALNYM SKLEPIE PRZEDE WSZYSTKIM W ANGLII MOŻNA ZNALEŹĆ A CHYBA NIE KAŻDY MA TAM RODZINĘ CZY TAM MIESZKA LUB PRZEBYWA.PATENT JAK SIĘ PATRZY MOŻE KIEDYŚ GO SAMA WYKORZYSTAM KUPIĘ CIUCHÓW ZA 10 CZY 20 ZŁ A SPRZEDAM JAKO ZESTAW ZA 200 LUB 300 BO TAKIE CENY WIDUJE;)

  2. Anna Anna

    Dzień dobry,
    może nie jest w dobrym guście kopiowanie komentarzy z innych serwisów, jeśli jednak Redakcja pozwoli – wkleję tutaj kilka słów które powstały prawie dwa lata temu dla potrzeb konkursu na stronie fortunaradzi.pl. Są to słowa mojego autorstwa, zatem wszelkie prawa zostają zachowane. Komentarz jest jednak za obszerny, bym pisała go od nowa – a wydaje mi się, że wiele osób mogłoby znaleźć w nim coś dla siebie. Stworzyłam go w momencie gdy przyszło mi żyć – przez dwa lata – za 496 zł miesięcznie (sic!), będąc mamą samodzielnie wychowującą swoje dzieci, bliźnięta. Na ów „powalający” dochód składały się: zasiłek wychowawczy na dwoje dzieci oraz rodzinne. Państwo o nas „zadbało”, prawda?
    Dodam tylko jeszcze, że mieszkamy w wynajętej kawalerce. Amen.

    Kilka słów o oszczędzaniu, czyli jak z kalkulatorem w ręku przeżyć za 496 zł miesięcznie (fragmenty).

    „„Na czym oszczędzamy? Na wszystkim, nieomal.
    Primo. Nie mam ŻADNYCH UZALEŻNIEŃ, NIE STOSUJĘ ŻADNYCH UŻYWEK. Nie piję kawy ani – nawet okolicznościowo – alkoholu, nie palę papierosów, nie imprezuję, nie maluję się, nie chodzę do fryzjera ni kosmetyczki, hazard omijam szerokim łukiem, nie pozwalam sobie na żadne zachcianki. Gdzie mogę – docieram piechotą. W domu (i w ogóle, w życiu), stawiam na prostotę i minimalizm. To, co niezbędne. Nie kuszą mnie modne i drogie gadżety, babiloty. Bardzom antymaterialna (pewnie dlatego, że jako dziecko miałam „skład przedmiotów” zamiast „uwagi rodziców”, więc postanowiłam, że w dorosłości będzie na przekór).

    Sekundo. Staram się zaszczepić dzieciom pozytywne wzorce, ZAMIŁOWANIE DO OSZCZĘDNOŚCI, ekologii, szacunek do tego, co się ma i poszanowanie pracy. W kwestii rachunków – samoświadomość i myślenie, na co dzień, co i jak czynimy. Planuję, przewiduję, wybiegam w przyszłość…Chcę zachęcić dzieci do zbierania surowców wtórnych. Nie będę oryginalna, gdy napiszę, że staramy się oszczędzać światło, wyłączać niepotrzebne urządzenia (także ze stanu czuwania), zamieniać żarówki na energooszczędne, kupować sprzęt klasy A; oszczędzać wodę – przykręcać przy myciu zębów, brać prędkie prysznice, w wannie chłopcy kąpią się razem, a ja wskakuję do wody po nich; do czajnika nalewamy tylko tyle wody, ile jest niezbędne, by prędzej zawrzała, garnki nakrywamy przykrywkami, makaron podgotowujemy i wyłączamy gaz, by „dochodził” pod przykrywką; pilnuję szczelności drzwi i okien, przykręcam grzejniki, na noc obniżam temperaturę pieca; i tak dalej, i tak dalej… Nie spóźniam się z opłatami, unikając kar za zwłokę i płacę tam, gdzie nie pobierają ode mnie prowizji. Pilnuję, by mieć właściwy obrót na koncie bankowym, unikając prowizji za prowadzenie rachunku, a z bankomatu korzystam tak, by nigdy nie mieć niepotrzebnych obciążeń. Zbieram rachunki do odliczeń z fiskusem. Nawet kartkę papieru zapisuję do ostatniego skrawka, oszczędzając wydatki i – tym samym – drzewa w lasach. Jak widać, sknera ze mnie totalna!

    DORABIAM na czym tylko mogę. Między styczniem a kwietniem można zwrócić się do mnie po pomoc w rozliczeniu dochodu. Żadna praca straszną mi nie jest – przed świętami oferuję usługi porządkowe, wiosną chętnie pomogę wymyć okna, przed Świętem Zmarłych posprzątam groby, w wolnej chwili przypilnuję kolejnego maluszka, pomogę w zredagowaniu jakiegoś pisma, a nawet miałam kontakt ze starszym panem, który – za drobną opłatą – za moim pośrednictwem uczył się korzystać z udogodnień cywilizacyjnych (chciał wysyłać maile do rodziny w Stanach, a ja – cierpliwie – uczyłam go tego). Zimą nie boję się chwycić za łopatę i pomóc w odśnieżaniu. Kiedy idę na spacer – czasem rozwieszam ulotki (przyjemne łączę z przynoszącym – cóż, że nieduże – dochody. Uwielbiam pisać – i na tym także staram się cosik tam zarobić. Inwestuję 2.50 zł w gazetę, gdzie – często – wygrywam 30 zł za krzyżówkę (wysyłaną na siebie i rozmaitych członków rodziny). Wypełniam płatne ankiety (już miałam wypłaty i doładowania konta), pisuję opinie na rozmaite tematy (w serwisach, które wymiernie cenią te słowa), pisuję w różne miejsca za drobne honoraria. Biorę udział w testowaniu produktów (dostaję gratisowe próbki) w zamian za opiniowanie ich w raportach. Zamierzam również spróbować bycia „tajemniczym klientem:. Przyznam, że chyba najbardziej zyskowne dla mnie jest branie udziału w rozmaitych konkursach – wygrywam tam książki, ubrania, monety numizmatyczne, artykuły RTV/AGD (suszarka, radiomagnetofon, laktator), zabawki, wejściówki do muzeum, multikina, na koncerty, do aquaparku (sama, z pewnością, nie mogłabym tego dzieciom zafundować, ale staram się jak mogę, by i one zakosztowały czegoś lepszego, niźli smak biedy, by ich horyzonty także miały szansę poszerzać się, pomimo tego, iż – z całą pewnością – majętni nie jesteśmy). W taki sposób potrafię zgromadzić zapas chemii gospodarczej czy kosmetyków na kilka miesięcy naprzód (i właściwie to odpada z listy moich zakupów). Tak wygrywam też spożywkę – pamiętam konkurs BoboVity, gdzie otrzymałam dla malców miesięczny zapas jedzenia. Ależ była wyżerka Może nie mam głowy do interesów i żadna ze mnie kobieta biznesu, alem za to kobieta pracująca i żadnej pracy się nie boję!

    W kolejnym punkcie postaram się zebrać do kupy POZOSTAŁE MOJE, SKROMNE, DROBNE, METODY NA OSZCZĘDNOŚCI…
    Jestem mistrzynią wyszukiwania dobrych, markowych rzeczy, za bezcen, na targu staroci (targuję się, targuję, a co mi tam!), he he. Moje największe „sukcesy” – zabawki – klocki interaktywne, w świetnym stanie, nieomal nóweczki, kupione za 2 zł (cena w sklepie: 49 zł) oraz klocki Fisher Price (60 zł na Allegro) wyszperane za… (sic!) 80 gr (!!!) Te okazje – gdy dziatwa wyrasta – odsprzedać można z zyskiem na bazarku, innym rodzicom, na Allegro czy poprzez gazetę.
    W ogóle lubuję się w kupowaniu poprzez „okazje” – gdy likwidują jakiś punkt, gdy ktoś już czegoś nie potrzebuje i oddaje za bezcen, po sezonie, w (faktycznej) promocji etc. Straszna ze mnie „żydówa” – porównuję ceny, kalkuluję, i choćbym miała obejść całe miasto – każdy produkt kupię gdzie indziej, byle taniej… Zbieram paragony (w razie reklamacji). Upominam się o karty stałego klienta. Robię listy zakupów i staram się nie dać złapać specom od marketingu i psychologii konsumenta… Nie uważam, aby rzeczy zagraniczne czy markowe zawsze były lepsze (preferuję tańsze substytuty). A jak są – szarpię się na droższy, ale – w czasie – stabilniejszy i pewniejszy zakup. Marki ciuchów nie mają dla mnie absolutnie żadnego znaczenia, buszuję po lumpeksach… Sprawdzam terminy ważności, porównuję objętości – ehhh, maniaczka ze mnie, i ten perfekcjonizm niejednokrotnie zatruwa mi życie i zapętla wiele spraw, ale cóż… Kupuję duże, ekonomiczne opakowania. Kiedy wiem, że coś jest na „już” – korzystam z przecen produktów, którym kończy się termin ważności: i tak za grosze kupuję jogurty, nabiał, poczerniałe banany, inne owoce, warzywa. Ale nie na zapas, gdyż nie znoszę marnotrawienia jedzenia! Wiem co znaczy być głodną i do szału doprowadza mnie nieszanowanie żywności! Gdy coś nie zejdzie – upchnę następnego dnia w zapiekance, chleb sczerstwiał? – zrobię bułkę tartą, jabłka psują się? – na sok w sokowirówce będą a w sam raz! Często też przynoszę jedzenie od mojej mamy, która wiecznie gotuje za dużo, a następnego dnia – mimo niezjedzonego poprzedniego obiadu – nastawia inne żarełko. Czasami też składamy się na świnkę, dzielimy wszystko i zamrażamy… No i do oporu korzystamy z darów natury – owoce, warzywa, grzyby i inne naturalne specyfiki – darmowe, a odpowiednio spreparowane i przechowywane – wystarczają na długo (zima czy drożyzna poza sezonem).
    Stawiam na profilaktykę i zdrowy styl życia (ruch, odpowiednio zbilansowane posiłki etc.) – lepiej zapobiegać niż bulić na leki (choć nie zawsze się to udaje).
    To, co w domu już zbędne – zabawki, ubrania, gazety, książki – odsprzedaję za niewielkie kwoty, bądź robimy roszadę pośród znajomych. Coś za coś. W ten sposób, pozbywając się jednej rzeczy, nabywam inne, nie angażując środków płatniczych. Dumę schowałam do kieszeni i kiedy potrzebuję pomocy, a jest taka możliwość, korzystam z darów różnych instytucji – niezbędne medykamenty czy jedzenie od czasu do czasu otrzymuję z Caritasu.
    Książki nabywam na starociach, bądź wymieniam w bibliotece.
    Gdzie można, stawiam na tańsze, rodzinne bilety.
    Gdy „przyciśnie mnie”, po pożyczkę nie idę do banku, ale do rodziny. Korzystniejsze warunki spłaty (ustalenia czasowe, unikam procentów).
    Nie pociąga mnie hasło „zastaw się, a postaw się” – wszystko czynię wedle własnych możliwości. Może i skromnie, ale „z głową”. Kartki świąteczne i drobne upominki przygotowujemy samodzielnie (pomimo niewielkich zdolności plastyczno-technicznych).
    Sami sobie jesteśmy fryzjerami. Gdy potrzeba pomocy jakiegoś specjalisty (elektryk, hydraulik, prawnik etc.) rozglądam się najpierw pośród swoich znajomych – zawsze jest szansa ja jakąś zniżkę, albo nawet „przysługę za przysługę”. Aczkolwiek muszę tu dodać, iż nigdy nie zaciągam długów (nawet honorowych) – staram się na bieżąco regulować rachunki i zobowiązania. Zawsze „na czysto”. Mężczyzna złota-rączka/majster klepka gdzieś w pobliżu to bodaj największy skarb. I wieeeelka oszczędność!
    Myślę o możliwości skorzystania z „banków czasu” – ale dotychczas jeszcze tego nie praktykowałam.
    W abonamencie telefonicznym ustawiam taryfę jak najbardziej dostosowaną do moich potrzeb i możliwości i korzystam z licznych promocji.
    Wracając do zabawek – często sami je „wykonujemy”, jak najbardziej wykorzystując wyobraźnię i kreatywność. Wycinamy obrazki z gazet – tworzymy kolaże, podklejamy, tniemy i już są puzzle, robimy lale na patyku… Ustawiamy budowle w opakowań. Zakrętki plastikowe służą do układania rozmaitych obrazków. Mogłabym tak w nieskończoność. Temat-rzeka. W tej dziedzinie nie ma ograniczeń. Ważny jest czas spędzony razem (najchętniej na świeżym powietrzu), pomysłowość, a nie stan konta bankowego.
    I choć nie mam środków wystarczających na inwestowanie w jakieś akcje, obligacje, papiery wartościowe, nieruchomości, kruszce czy dzieła sztuki, to – na miarę własnych możliwości – staram się oszczędzać cosik, dla dzieci i na niespodziewane wydatki. Choć skończyłam trzydzieści lat, jeszcze z pierwszej komunii świętej mam dolary, marki, złoto. Będzie dla moich dzieci. Inwestuję w numizmatykę. A każdy pieniążek „1 gr”, „2 gr”, „5 gr” (czyli tzw. złote pieniążki) wyciągam z portfela i natychmiastowo wrzucam do skarbonki. Na – odłożone w czasie – przyjemności. Też nam się, od czasu, do czasu, należą. A co, pfff! Ostatnio rozbiliśmy ten nasz „bank” i z tych naszych „złociszy” uzbierało się prawie 90 zł (sic!). Teraz zapełniamy skarbonkę na nowo…”

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
    AJ

  3. Ewa.Michałek. Ewa.Michałek.

    Super rzecz DZIEKUJE BARDZO.