Sposoby na nieposłuszne dziecko – czy w ogóle istnieją?

Bycie rodzicem to największa przygoda życia. Jak to kiedyś powiedział mój mąż, „taki Cejrowski to sobie jeździ po świecie, ale nawet on nigdy nie oberwał w słabiznę mieczem świetlnym od Ducha Przyszłych Walentynek i Wielkanocy”.
Co zrobić, jeśli mamy takich przygód powyżej uszu, a nasza słodka pociecha z obłędem w oczach robi swoje? Jak opanować rozszalały żywioł, bez pomocy sztabu niań, wojska i egzorcysty? Czy to w ogóle możliwe?
Sposobów na nieposłuszne dzieci jest w zasadzie tyle, ile jest dzieci. Musimy pamiętać, że dziecko to indywidualność – nowa osoba, a nie ksero starszej siostry czy brata, a tym bardziej nie skóra zdjęta z rodziców. Ma prawo interesować się czymś innym, niż my. Ma prawo być czasem rozkapryszone, zdekoncentrowane, płaczliwe, marudne, gderliwe, pyskate, wściekłe, rozżalone czy zwyczajnie niegrzeczne. Ono ma prawo być dzieckiem, a my jako rodzice mamy prawo, żeby jakoś sobie z tym stanem poradzić.

W procesie dorastania co jakiś czas mamy do czynienia ze skokami rozwojowymi. Dziecko bardzo gwałtownie zaczyna przyswajać sobie nowe wiadomości i umiejętności, ale czasami wiąże się to także z nadmiernym nagromadzeniem emocji. Maluch nie zawsze jest w stanie sam sobie z nimi poradzić. Kto przeżył sławetny bunt dwulatka czy trzylatka, wie o czym mowa.

Mamo, tato – znacie te sytuacje, w których jesteście wściekli i zachowujecie się absurdalnie, a jednak pomimo tej świadomości, nie możecie się opanować? Burczycie na otoczenie, macie ochotę zniknąć na bezludnej wyspie i nikogo nie oglądać, a jednocześnie chcecie, żeby ktoś się domyślił, że coś się dzieje i pomógł? Dziecko poznające świat doświadcza takich samych uczuć, ale w o wiele większym natężeniu, bo nie jest w stanie zrozumieć ich istoty.

sposoby na nieposłuszne dziecko

Bywają oczywiście dzieci, które są nieposłuszne na co dzień i ciężko jest je opanować – zwykle za ten stan rzeczy odpowiada duży stres, spowodowany na przykład rozwodem albo chorobą rodziców, alkoholizmem w rodzinie, czy innym czynnikiem, na który dziecko nie ma żadnego wpływu i towarzyszy mu z tego powodu frustracja i bezradność.

Bycie niegrzecznym stanie się w takich przypadkach sposobem na radzenie sobie z otaczającym światem – jest zamanifestowaniem odrębności dziecka i sygnałem, że oto ono samo decyduje o sobie i nie pozwoli innym wpływać na siebie, tak jak ono nie miało wpływu na innych. Są to jednak sytuacje marginalne w stosunku do całego oceanu dziecięcego nieposłuszeństwa wokół nas i zwykle wymagają już interwencji osób bardziej doświadczonych, np. pedagoga lub psychologa dziecięcego, który pomoże dziecku uporać się z samym sobą.

Co jednak w sytuacji, kiedy w otoczeniu dziecka wszystko wydaje się być prawidłowe, a ono i tak na wszelkie sposoby testuje naszą cierpliwość? Odpowiedź jest jedna: konsekwencja. Chciałabym podzielić się z Wami kilkoma przykładami z mojego domu, które pokazują rolę konsekwencji w kontaktach na linii dziecko – rodzic.

1. Jeśli coś postanawiam, to tego nie odwołuję

Wszelkie szlabany i inne kary, ale także nagrody ustalone wspólnie z dzieckiem, są aktualne do samego końca. Dwa dni bez telewizora za notoryczne kłamanie w żywe oczy, to dwa dni. Nawet pomimo tego, że zaraz po nałożeniu kary córka magicznie zrobiła się super grzeczna i pomocna we wszystkim. Dziecko musi wiedzieć, że rodzica nie da się ugłaskać i zmanipulować w żaden sposób. Uwaga! Zasada bycia konsekwentnym bezwzględnie musi dotyczyć nagradzania. Obiecaliśmy spacer/wycieczkę/lody? Jeśli dziecko zasłużyło na nagrodę, absolutnie nie wolno jej odwoływać, nawet jeśli rodzic pada ze zmęczenia na twarz. Można ewentualnie w porozumieniu z dzieckiem zamienić nagrodę na inną, lub zmienić termin jej realizacji, ale nie odkładać tego w nieskończoność.

2. Daję dobry przykład

Nie wymagam od dzieci niczego, czego sama nie robię. Ta zasada dotyczy właściwie każdej dzieciny życia. Pomoc przy sprzątaniu, używanie zwrotów grzecznościowych, pomaganie słabszym itd. – tego typu zachowań dziecko najłatwiej uczy się przez obserwację. Nie wymagajmy od dziecka mówienia „proszę”, jeśli sami mówimy „ej, podaj mi sól”.

3. Staram się nie denerwować

Dziecko ryczy, tupie nogami albo kładzie się znienacka na schodach? Warczenie i wrzaski rodzica w tej sytuacji nic nie dadzą, spotęgują tylko jego zły nastrój. Na jedne dzieci dobrze zadziała ignorowanie złego zachowania, na inne odwracanie uwagi itp. Kiedy mój 2,5 letni syn nie chce wchodzić po schodach, urządzam wyścigi. Zamieniam sytuację, która go irytuje, w coś, co lubi, a przy okazji pokazuję mu, że wcale nie musi zawsze wygrywać. Jeśli nie chce samodzielnie zdjąć butów i odstawić ich na miejsce, siedzę z nim w przedpokoju tak długo, aż to zrobi. Nasz rekord wyniósł 40 minut – on się tarzał i płakał, ja siedziałam obok i jak mantrę powtarzałam „czekam na ciebie, jak już zdejmiesz buty, pójdziemy się bawić”. Wystarczył ten jeden raz, żeby maluch zrozumiał, że sam wybiera – może mieć paskudny nastrój i na dodatek się nudzić, a może natychmiast po wejściu do domu zrobić to, co powinien i przez resztę dnia się bawić.

4. Pozwalam się wypłakać

Rodzice maluchów na pewno kojarzą takie sytuacje – wszystko jest świetnie, dziecko się bawi, a nagle zaczyna się płacz, pozornie bez powodu. Nie uderzyło się, nic go nie boli, nie jest głodne ani zmęczone. To, co w tym momencie dzieje się w dziecięcej głowie, jest wielką zagadką. Nie próbuję uspokajać dziecka na siłę. Kiedy zanosi się płaczem, żadne słowa do niego nie dotrą. Pomaga kucnięcie obok i wyciągnięcie rąk – jeśli dziecko ma potrzebę przytulenia się i chce uspokoić się w ten sposób, samo podejdzie. Jeśli nie, trzeba dać mu chwilę, aż się uspokoi i dopiero wtedy rozmawiać. Bycie konsekwentnym w takiej sytuacji jest utrudnione wtedy, jeśli znajdujemy się w miejscu publicznym, albo jeśli w okolicy jest babcia/dziadek/ciocia/wujek czy inna osoba, która uparcie próbuje pocieszać dziecko po swojemu, a przez to często sytuację pogarsza. Dlatego często wypracowanie sobie własnego modelu wychowawczego wymaga także wychowywania całej rodziny ;)

5. Kocham, ale nie pozwalam na wszystko

Stawianie granic nie jest rodzicielską fanaberią. Już dwulatek bez problemu potrafi pojąć, czego mu nie wolno (a to, że będzie wciąż sprawdzał, czy aby na pewno nie wolno, to inna sprawa). Dziecko w każdym wieku może mieć swoje obowiązki i musi mieć swoje prawa, bo jest pełnoprawnym członkiem rodziny i społeczeństwa. Ale musi także mieć jasno wytyczone reguły. Bunt przeciwko nim nie jest niczym dziwnym, w końcu geniusze i wielcy wynalazcy zaistnieli w świecie właśnie dzięki łamaniu reguł. Samo jednak ich istnienie wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa u dziecka. Jest znakiem „nie wszystko mi wolno, bo komuś na mnie zależy”.

Sposobów na nieposłuszne dzieci do tej pory wymyślono wiele…. Dawno (na szczęście!) odeszło się od klęczenia na grochu i oślich uszu. Teraz prym wiodą „karne jeżyki”, szlaban na telewizję i komputer czy cofnięcie kieszonkowego. Przede wszystkim pamiętajmy jednak, że każda kara musi być współmierna do winy. Każda nagroda natomiast musi być… Fajna! I to zarówno dla dzieci i dla rodziców. Dla dzieci, bo to one na nią zapracowały, a dla rodziców za to, że wychowali takie dzieci. Bo każde dziecko jest fajne, tylko trzeba mu czasem pomóc to w sobie odkryć.

A Wy, jak sobie radzicie z nieposłuszeństwem Waszych pociech? Podzielcie się Waszymi sposobami!

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem absolwentką pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej oraz rachunkowości. Z zawodu jestem księgową, ale doświadczenie wyniesione ze studiów pedagogicznych przydaje mi się na co dzień przy dwójce dzieci. Ich ciekawość świata łatwo udziela się także mnie, a każdy dzień jest dobry, żeby nauczyć się czegoś nowego. Jestem także molem książkowym i działkowcem, a w naszym domu urzęduje kilka zwierząt. Robię wszystko, żeby nie dawać szans nudzie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Polecane tematy