Shopping – alternatywna metoda dręczenia dzieci?

Nie od dziś wiadomo, że na wychowywaniu dzieci najlepiej znają się ci, którzy ich nie mają. Bezdzietni, jako że dysponują obiektywnym spojrzeniem oraz wiarą we własną wiedzę, są przekonani o swoich nadzwyczajnych kompetencjach wychowawczych. Ich ulubione teksty to: „ja na twoim miejscu”, oraz „gdyby to zależało ode mnie”. Jako, że jeszcze kilka lat temu sama byłam bezdzietnym specjalistą do spraw wychowania, doskonale pamiętam ten stan. Szczególnie surowo oceniałam zabieranie maluchów na tułaczkę po centrach handlowych.

dzieckoDziś jestem matką. Wiem, że taka tułaczka bywa nieunikniona. Wiem też, że można (rzecz jasna kosztem własnego zmęczenia oraz nakładem finansowym) sprawić, aby zakupy nie były dla dziecka pasmem cierpień.  Niestety, wiedza ta dla niektórych rodziców pozostała tajemna, o czym przekonać się można obserwując i słuchając…

Królowa shoppingu jest młoda i smukła, a także wyjątkowo opanowana. Zdaje się nie słyszeć rozdzierającego wrzasku dwulatka uwięzionego w wózku. Rozsuwa zasłonę przebieralni i z naręczem ubrań rusza do jednej z pracownic. Oddaje górę ciuszków i wolnym krokiem mija wózek. Zajmuje się szperaniem wśród wieszaków opatrzonych etykietą „nowa kolekcja”. Usmarkany chłopczyk wrzeszczy dalej.

Zaczynam się rozglądać za rodzicami malca. Dwie zajęte kabiny, możliwe, że w jednej z nich znajduje się matka chłopca. Pięknej shopping queen nawet nie podejrzewam. Dziewczyna wraca objuczona nową kolekcją do przymiarki. Mijając chłopczyka, przewraca oczami i rzuca krótko: „Przestań! I tak stąd nie wyjdziesz.”

Z przymierzalni obok dobiega inny kobiecy głos:” Nie zwracaj na niego uwagi, niech sobie płacze….” „Wiem, mamo”-odpowiada dziewczyna, a mnie opadają ręce.

Kiedy zasuwa za sobą zasłonę, macham do chłopca. Zauważa mnie, ale nie przestaje wrzeszczeć. Wytykam więc język i zezuję oczami. Mały patrzy, nadal łka. Kiedy zakładam na głowę kurtkę znajdującego się w przymierzalni męża, zapłakany chłopiec uśmiecha się blado, natomiast kiedy robię „a ku ku” z jego gardła wydobywa się cichutki śmiech. „Masz wahania nastrojów jak  baba w ciąży”- odzywa się mama i na tym kończy się jej uwaga.

Małżonek przymierza kilka marynarek i kilka par spodni. Kiedy wychodzimy, mama i babcia nadal tkwią w przymierzalniach. Zostawiony sam sobie chłopiec woła, żeby go wypuścić. Po jakiejś godzinie wędrówki „za butami”, ponownie natykamy się na miłośniczki zakupów.

Okazuje się, że oprócz mamy i babci jest jeszcze ciocia. Chłopiec, nadal uwięziony w wózku, płacze. Ma czerwoną twarzyczkę i zmierzwione wilgotne włosy. Wygląda na naprawdę zmęczonego. Podczas gdy my- dwoje dorosłych, zmęczeni udajemy się do wyjścia, kobiety wjeżdżają w następną alejkę pełną sklepów.

Dziecko można dręczyć na wiele sposobów, nie trzeba wcale bicia i krzyków. Wystarczy obojętność i brak zrozumienia. Mimo, iż jestem gorącą orędowniczką postawy „nie oceniaj pochopnie”, trudno znaleźć mi usprawiedliwienie dla mamy chłopczyka.

Gdyby jeszcze była sama, mogłabym pomyśleć, że tak po ludzku, ze zmęczenia straciła cierpliwość i zdrowy rozsądek. Ot, musiała kupić coś do ubrania, a nie miała z kim zostawić synka. Towarzystwo babci (babcia to zazwyczaj pierwsza osoba, która reaguje na łzy dziecka) i cioci wyklucza taką możliwość, a zachowanie i zasłyszane strzępki rozmów nie pozostawiają wątpliwości: te kobiety urządziły sobie klasyczny shopping, nie dbając o komfort i samopoczucie dziecka.

Przywykliśmy do innych obrazków. Zazwyczaj to rodzice są stroną „cierpiącą” z powodu tego typu wypadów. Stosy dwuzłotówek do automatów, wózki-autka, kilometrowe wędrówki po Smyku połączone z odpowiadaniem na pytania „a kupis mi to na ulodziny?”, taszczenie fikuśnie poskręcanych balonów, oglądanie zwierzątek w zoologicznym, liczenie manekinów, wyścigi i wiele innych „atrakcji” potrafią nam, dorosłym dać w kość. Robimy jednak to wszystko, aby zakupy nie stały się dla naszych dzieci męczarnią. To nic, że na koniec ze zmęczenia kupujemy pierwszą lepszą sukienkę z wystawy, zamiast znaleźć wymarzoną kreację, to nic, że w domu okazuje się, że trzeba będzie wymienić piękne nowe pantofelki bo w ferworze walki ( kto kupował buty w towarzystwie trzylatka wie w czym rzecz)do pudełka trafiły dwa lewe.

Najważniejsze jest to, że na hasło „idziemy na zakupy” nasze dziecko nie dostaje drgawek i ataku histerii. Zakupy nie są traumą i horrorem… no chyba, że dla taty;)

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Żaneta, matka Heleny. Zadeklarowana przeciwniczka klapsów, nocnikowego terroru i hodowli geniuszy. Stara się wychować dziecko na jednostkę szczęśliwą, niekoniecznie wybitną. Od dwóch lat - spełniona i szczęśliwa kura domowa . Z "nudów i bezczynności" wymyśliła sobie zajęcie: blog. Wierzy, że bez poczucia humoru nie da się wychować dzieciaka "na ludzi". Stara się do misji, którą jest macierzyństwo, podejść z dystansem.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. NATKA NATKA

    O Chrystusie Panie…. Jestem wieloletnim pracownikiem handlu, więc wiem w czym rzecz. Widziałam już najdziwniejsze przypadki od pozostawienia niemowlęcia w wózku w sklepie ( mama zaaferowana zakupami zapomniała zabrać własnego dziecka ze sklepu) po wymuszanie na sprzedawcy rozweselania swojej pociechy, aby ona nie musiała słuchać jego płaczu…. Pracując w jednym z Poznańskich centrów handlowych byłam świadkiem ciągnia ledwo żywych maleństw grubo po 21:00, które o tej godzinie powinny odpoczywać w swoich łóżeczkach w domu.

    • Dorota Dorota

      Też mnie to dziwi, kiedy widzę dzieci z rodzicami w galerii grubo po 20stej. Kiedy czas na kolację, czytanie bajki, wyciszanie przed snem?

  2. Anka Anka

    Dlatego ja robię zakupy online
    Serio – to mega oszczędność czasu

    • Dorota Dorota

      Tak, wiele sklepów umożliwia już wybranie dostawy do domu.

  3. xxx xxx

    Oj te piękne mamuski są najlepsze, przykre jak dzieciak musi zostac wpisany w styl zycia rodzicow
    choc za takimi normalnymi, krotkimi zakupami z dzieckiem akurat jestem, zeby maluch potem w wieku 5 lat nie dostal oczoplasu gdy wejdzie z babcia po batonika

    • Dorota Dorota

      Ja akurat dziewczyny na „spożywcze” zakupy zabieram, ale one nie trwają godzinami, najwyżej 30 minut.

  4. Wioleta Wioleta

    smutne i to jeszcze jak….może lepiej niech ktoś się zastanowi zanim spłodzi dziecko…
    My zabieramy syna na zakupy ale zwykle zajmuje to chwilę bo jak zaczyna się niecierpliwić to ani ja ani mąż nie potrafimy się skupić na kupowaniu.Bo niby jak? Ja mam latać po sklepie gdy moje dziecko marudzi? Szkoda nerwów

    A swoją drogą opowiem wam moją krótką chwilę na zakupach sam na sam;)
    Musiałam kupić sukienkę na wesele, syn zasnął w aucie więc mąż z nim został. Ja od dobrych 3 lat wtedy nie byłam na normalnych, bezstresowych zakupach. Weszłam do butiku jak młode cielątko w stadzie nie wiedziałam co ze sobą począć, nikt mnie nie ciągnie za nogawkę ( syn), nikt nie marudzi ( mąż) jak w raju. Z 10 minut latałam między sukienkami, wybrałam 3 idę do przymierzalni, co zwykle nie jest możliwe( z moimi chłopakami na zakupach mogę co najwyżej wziąć z wieszaka i od razu zapłacić bez przymierzania).Przymierzam pierwszą , no całkiem fajna, zmieściłam się :) Hura! Tylko czarna a na wesele w czarnej nie bardzo. Myślę sobie : Boże jak mi dobrze w tej przymierzalni :) Ale mam jeszcze dwie też ładne więc ściągam pierwszą z zamiarem przymierzenia drugiej.
    Nie udało się
    Dzwoni mąż, że mam szybko wracać bo on natychmiast musi do toalety a nie zostawi dziecka śpiącego w samochodzie. Więc ubieram się szybko biorę pierwszą kieckę ( bo wiem, że już po moich zakupach) , płacę i biegnę do samochodu. W drzwiach stoi mąż z synem za rękę ( obudził się) no to chociaż kupiłam sukienkę, którą miałam możliwość przymierzyć;)

    • Dorota Dorota

      Oj…no to rzeczywiście odstresowałaś się na zakupach ;)

  5. Ewelina Ewelina

    Matka nie może zapominać, że jest kobietą, ale nie kosztem dziecka- niech ryczy?? super, mam nadzieję, że mama mając już swoje lata usłyszy od dziecka to samo.
    Od dłuższego czasu planujemy z mężem wyjście do sklepu po buty dla nas, a strategia opracowywana jest od tygodnia, bo ważny jest dzień, aby nie było tłoczno, musimy mieć konkretne modele upatrzone i możemy na to poświęcić max pół godziny po to aby nasz syn, który nie ma wyjścia i musi jechać z nami nie był w niekomfortowej dla niego sytuacji. Nie wyobrażam sobie, aby moje dziecko płakało w tłumie obcych ludzi samo, w ogóle sobie nei wyobrażam, żeby płakało bez pocieszenia dłużej niż pół minuty

    • Dorota Dorota

      Ewelino, dobrze, że sobie nie wyobrażasz.
      Niektórzy jednak twierdzą, że dziecko „trzeba hartować” i nie widzą w tym nic złego…
      Pytanie, czy da się ich przekonać, że takie postępowanie to jednak nie bardzo?

  6. Paulina Paulina

    Niestety byłam świadkiem kilku takich sytuacji i nie wiem jak można być tak bezdusznym!
    Nasz Maluszek jeździ z Nami na zakupy ale nigdy nie zostawiamy go samego – jak jedno z Nas ogląda, przymierza itp drugie zajmuje się Brzdącem – np. śpiewając mu piosenki, strojąc śmieszne minki, żeby on również miło spędzał czas :))
    pozdrawiamy

    • Dorota Dorota

      Fajnie, że u Was to tak sprawnie przebiega :)

      • aneta aneta

        Straszna historia! Właśnie idę spać i nie wiem czy będę mogła liczyć na spokojne sny, liczyłam chociaż na piękne zakończenie tej historii, ze zwróciłam im uwagę i się opamietali….
        Czy zwracać uwagę innym? Raz czy mam do tego prawo, właściwie oni krzywdzą innych, a tam gdzie się zaczyna wolność innej osoby kończy się nasza..
        Nie znoszę takich matek, babć jak tak można;(

        • Dorota Dorota

          Jak widać każdy może mieć inną wrażliwość

  7. Iwonellka Iwonellka

    Sama wiele razy byłam świadkiem podobnych scen… Nie jestem matką, ale po prostu nie rozumiem. Czy nowa bluzeczka jest warta płaczu dziecka?

    Ja na pewno na zakupy ubraniowe będę chodziła bez malca. Jeśli nie będę miała z kim zostawić, po prostu odpuszczę. Może nie umrę z tego powodu.

    • Dorota Dorota

      Iwnonellka, myślę, że to syndrom wypalenia matki. Ona już po prostu ma dość i jej wszystko jedno…Tak mi się wydaje

  8. Dziadova Dziadova

    Wiem, że to portal o dzieciach, no i rozumiem, skąd te pełne współczucia dla dzieci komentarze, skąd wyliczanie kto i co zrobił (no dobra, od niektórych historii jeży się włos) ale naszła mnie pewna refleksja:
    wiecie co mnie wkurza najbardziej? To ocenianie matek przez siebie nawzajem. Każdy wie lepiej, jak wychowywać cudze dzieci. Kobiety nie są solidarne Wszystkie matki są idealne i znają bolączki na problemy wychowawcze… w kwestii wychowania cudzych dzieci, rzecz jasna. Nwet jak nie znają okoliczności, to i tak wiedzą lepiej jak było i jak być powinno.
    Przy pierwszych ułożonych klockach dziecka czuje się co innego niż po pięciu godzinach układania tych samych klocków przez siedem dni w tygodniu. I jasne, że najlepiej tłumaczyć, prosić i jasno wyrażać swoje uczucia nie raniąc przy tym innych. Tylko, że dwulatek wbrew szczerym zapewnieniom psychologów czasem wyje przez pół dnia i hamulce puszczają każdej z nas, niezależnie jak skrzętne się do tego nie przyzna.

    • Dorota Dorota

      Dziadova, masz rację. Mi się wydaje, że krytykując inne mamy, robimy to dla siebie. Chcemy poczuć się lepiej to po pierwsze, a po drugie same niejako ustrzec się przed problemem, żyjąc w przekonaniu, że na każdy problem mamy rozwiązanie (już na wyrost). Jak sądzisz?

Zobacz również