Sensoplastyka – kreatywne brudzenie

Stare powiedzenie głosi, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. Nie da się ukryć, że jeszcze kilka dekad temu dziecięce zabawy wyglądały zupełnie inaczej. Taplaliśmy się w błocie, robiliśmy babki i lody z piasku, byliśmy usmarowani trawą i gliną po uszy i komu to przeszkadzało? No dobra, może mamie trochę, kiedy kolejne plamy nie chciały zejść, a odplamiacz niby pomagał w pozbyciu się plam skutecznie, ale czasem razem z materiałem.

A teraz? Wiele osiedlowych placów zabaw zostało zlikwidowanych. Zastąpiły je duże, miejskie place i orliki, na które dziecko samo nie pójdzie, bo daleko. Nie pobiega, nie pobrudzi się, nie dowie się, jakie to uczucie, kiedy można się utytłać się po uszy…. A może?
Z pomocą tym, którzy chcą pokazać swoim dzieciom frajdę z bezkarnego paćkania się, tytłania, brudzenia i wszelkich innych przyjemnych aktywności, wychodzą naprzeciw placówki oferujące zajęcia z sensoplastyki.

fot. Artur Gałka.

Nazwa zajęć wywodzi się od angielskiego słowa „sense”, oznaczającego zmysł lub odczucie. Najprościej mówiąc są to zajęcia plastyczne z wykorzystaniem wszelkiego rodzaju kolorów, faktur, konsystencji a nawet… smaków! Senoplastyka ma oddziaływać na wszystkie zmysły jednocześnie i pomóc dziecku rozwijać niczym nieskrępowaną aktywność na wszelkich płaszczyznach.

Zajęcia prowadzone są najczęściej w niewielkich grupach, liczących od kilku do kilkunastu uczestników. Mogą w nich uczestniczyć nawet niemowlęta, które opanowały już sztukę siedzenia. Wszystkie materiały używane w prowadzeniu zajęć są bezpieczne dla dzieci, zazwyczaj także jadalne. Używa się między innymi mąki, makaronów, ryżu, mleka, barwników spożywczych, plastrów owoców (np. cytrusów), ugotowanej owsianki, kleiku, kaszy, cukru, soli,oleju itp.

fot. Artur Gałka.

Nawet, jeśli maluch zechce spróbować, jak smakuje ten apetyczny bałagan wokoło, nic się nie stanie. Będzie miał za to rzadką okazję, aby wszystko obejrzeć, użyć wszystkiego w zupełnie dowolny sposób, wytarzać się w tym i zostać najbrudniejszą i najszczęśliwszą istotką pod słońcem. Oczywiście najmłodsze dzieci uczestniczą w tego typu zajęciach razem z rodzicami. Przetestowałam na sobie i zaręczam Wam – rzadko bywam tak zrelaksowana jak wtedy, z makaronem we włosach, mąką na twarzy i owsianką pomiędzy palcami stóp.

Na salę przygotowaną do takiej zabawy wchodzi się boso, w ubraniach, których nie żal wyrzucić. Przebywanie bez butów i skarpetek ma nam umożliwić pełniejsze odczuwanie i naprawdę ma działanie relaksacyjne, bo to na stopach znajduje się mnóstwo receptorów, które poprzez ucisk oddziałują na różne rejony naszego ciała. Dreptanie po kaszy lub makaronie może dostarczyć naprawdę ciekawych wrażeń.

fot.  Artur Gałka.

Dla dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym zazwyczaj przewidziane są dodatkowe atrakcje, takie jak eksperymenty z mieszaniem barwników, tworzenie prac plastycznych z użyciem puchnących farb z naturalnych składników, malowanie palcami, zabawa w poszukiwanie skarbów w pojemnikach z owsianką itp.

Po skończonej zabawie jest oczywiście możliwość przebrania się i umycia – z grubsza, bo mokrą mąkę z dziecięcych włosów usuwa się przez dwa dni. Ale co tam, mąka. Uwaga, przechodzimy do największego plusa takiej zabawy. Nie trzeba po sobie sprzątać! Ha, i co Wy na to? Dzikie szaleństwo, nietłumiona radość, a sprzątanie trwa jakieś dziesięć minut, bo całe pomieszczenie wyłożone jest folią, w którą zawija się cały ten bałagan, wyrzuca i gotowe.

Warto zorientować się, czy placówki prowadzące tego typu zajęcia oferują możliwość zorganizowania w nich urodzin dla dziecka. To świetna alternatywa dla popularnych sal zabaw, wyjść do kina czy tym bardziej dla domowych urodzin, podczas których rodzice dwoją się i troją, żeby opanować szalejące tornado, a po sprzątaniu do nocy padają jak nieżywi, deklarując,że „nigdy więcej!”.

W przeciwieństwie do takiej sytuacji, po zajęciach kreatywnego brudzenia reakcja może być tylko jedna – „o tak, więcej”. Jeśli jednak nie macie w pobliżu miejsca oferującego warsztaty sensoplastyczne lub z jakichś powodów nie możecie w nich uczestniczyć (np. alergia dziecka, nietolerancja na gluten itd.), możecie urządzić coś podobnego w domu lub w ogródku, używając jako pola do zabawy nadmuchiwanego dziecięcego basenu. To co? Kto ma ochotę się pobrudzić?

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem absolwentką pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej oraz rachunkowości. Z zawodu jestem księgową, ale doświadczenie wyniesione ze studiów pedagogicznych przydaje mi się na co dzień przy dwójce dzieci. Ich ciekawość świata łatwo udziela się także mnie, a każdy dzień jest dobry, żeby nauczyć się czegoś nowego. Jestem także molem książkowym i działkowcem, a w naszym domu urzęduje kilka zwierząt. Robię wszystko, żeby nie dawać szans nudzie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

    Polecane tematy