7 rzeczy, których nie robiłam przy drugim dziecku

Gdy urodził się syn, do tematu podeszłam spokojniej. Może dlatego, że miałam za sobą napady histerii starszej córki, bunt i złość, itd. i życie mnie uodporniło? Przestałam wpadać w panikę, gdy nie wiedziałam, co się dzieje. O dziwo, wbrew temu, co piszą niektórzy autorzy, zrozumiałam, że dziecko czasami płacze i choćby stawało się na rzęsach nie wiadomo z jakiego powodu. Wtedy wystarczy kilka głębokich wdechów i obecność. Niekoniecznie bujanie na rękach, które w naszym przypadku przy „przegapieniu” pory drzemki nie sprawdzało się, ale pozostanie w pokoju koło łóżeczka i głaskanie po główce, w oczekiwaniu na to, ze płacz oczyści emocje i pozwoli zasnąć.

Nie prasowałam każdego ubranka

Przy pierwszym dziecku byłam święcie przekonana, że niepracująca zawodowo kobieta zajmująca się sama domem da radę ze wszystkim, że będzie miała czas na sprzątanie, gotowanie, zabawę z dzieckiem. Bo skoro to wszystko robią pracujące poza domem matki, to dlaczego ja nie miałabym dać rady, jeśli tak duży obowiązek, jakim jest zarabianie pieniędzy, mnie nie dotyczy?

Czas pokazał jak bardzo byłam naiwna. Przy drugim dziecku zrezygnowałam z wielu „niezbędnych czynności” między innymi prasowania ubranek oraz prania w specjalnych proszkach dla dzieci: szybciej i łatwiej było prać wszystkie ubranka domowników razem.

Nie używałam laktatora

Po pierwszym porodzie mój połóg był szkołą przetrwania. Miałam problem z pozbieraniem się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Czułam, że sytuacja mnie przerasta: rana krocza, ból przy chodzeniu, koszmarny dyskomfort w kręgosłupie, nocne pocenie się, które oprócz budzącego noworodka nie dawało się wyspać i milion innych rzeczy.

Każdego dnia dobiła mnie też ambicja i myślenie o tym, co będzie później. Właśnie z myślą o przyszłości w trakcie nawałów pokarmu odciągałam pokarm na później. Na czas, kiedy będę mogła wyjść sama z domu. Nie muszę pisać, że wszystko to w ogóle nie było potrzebne, bo z czasem laktacja się ustabilizowała i mogłam opuszczać dom aż na trzy godziny. To „aż” wcale nie kpiące…Ponadto moje pierwsze dziecię zdecydowało, że zamrożony pokarm jest „bleee”, dlatego mleko się rozlało…w zlewie.

Nie miałam syndromu prysznicowego

Przy pierwszym dziecku moja kąpiel wyglądała dość zabawnie: kilka sekund puszczania strumienia prysznica i nasłuchiwanie: czy mała śpi, czy nie krzyczy, a może się jej ulało, albo spadł na nią kocyk i właśnie teraz potrzebuje mojej pomocy? Obawiałam się wielu rzeczy, przed oczami miałam straszne wizje. Przecież ja muszę być przy dziecku, a nie kąpiel…jaka kąpiel? Jaki balsam, odżywka? Byle szybciej!

Gdy urodził się synek, zrozumiałam, że na dłuższą metę tak się nie da. Co prawda nie planowałam codziennie domowego spa, jednak codzienny prysznic stał się zasłużoną chwilą relaksu.

Nie słuchałam „dobrych rad”

Sama nie wiem, czy po prostu mało kto śmiał cokolwiek „mądrego” powiedzieć, czy ja po prostu przestałam słyszeć wszelkie sugestie, co jest dobre dla moich dzieci wypowiadane przez osoby, które widzą maluchy raz w tygodniu lub nie znają ich wcale?

Drugi poród i ciąża przynosi dystans i spokój. Ma to też swoją drugą stronę: niestety. Mimo że osiągnięcia drugiego dziecka cieszą, to trochę inaczej niż pierwszego malucha. Pozbawione są one tak atrakcyjnej świeżości, nie poprzedzają ich długie oczekiwania czy nawet zniecierpliwienie pod tytułem „kiedy ona w końcu…?”. Już wiadomo, że każdy etap nastąpi. Prędzej czy później: w swoim czasie.

 

 

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Mam na imię Kinga. Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Kuleczka Kuleczka

    A ja nie spałam z dzieckiem i dobrze mi z tym. dzisiaj mamy świety spokój i noc dla siebie

  2. xxx xxx

    Zdecydowanie prawdziwie i z jajem :)

  3. aneczka aneczka

    Ja mam teraz drugie dzidzi córeczke ma miesiac, starszy Synek ma juz 4 latka, i to prawda nie czekam kiedy Malutka zacznie siadac raczkowac i chodzic, ciesze sie kazda chwila, bo wiem ze ona minie i nie wroci, a moja Niunia nigdy nie bedzie juz takim bezbronny malenstwem

  4. Mama-Myszy Mama-Myszy

    Pierwsze karmilam piersia (bo wszyscy stali nade mna i sie trzesli) a drugie tylko butla. Drugie zdecydowanie lepiej na tym wyszlo. PIerwsze ochrzczone (bo stali nade mna i truli) a drugie nie i nie uwazam tego za konieczne. Z pierwszym siedzialam w domu i uczylam do 3 rz a z drugim tylko 3 miesiace (wolalam wrocic do pracy). Przykladow moge podawac w nieskonczonosc… najwazniejsze jednak, ze w obejsciu wlasnie to drugie o wiele przyjemniejsze, bardziej otwarte na ludzi i swiat, bardziej zdecydowane. Teraz trzecie w drodze. Smiejemy sie, ze to juz bedzie totalnie zimny chow cielat ;-) A wszystko pewnie takie bardziej na luzie przy drugim, ze rzucilam wszystko w Polsce w cholere, wyjechalam do Anglii i tu, bez dobrych rad, robie tak jak instynkt, doswiadczenie i ksiazki mi podpowiadaja.

    • an an

      racja i weźmy pod uwagę fakt, że nad nami w kwestii wychowania też się na pewno nikt tak „nie pieścił i nie trząsł” (przynajmniej nade mną i moimi koleżankami, gdy gadam z ich matkami) dziecko płacze, przestanie, nie chce spać samo – nauczy się, nie chce piersi, to butla i już i jakoś nie czuję się jako osoba dorosła pokrzywdzona w psychologicznym znaczeniu tego słowa

  5. azja azja

    Szczera prawda :)

  6. Martenka Martenka

    Jakie to prawdziwe i szczere!!!

  7. Aska Aska

    Aaż się dziwie, że Ci nie napisali, jaka to wyrodna jesteś :) Super artykuł

  8. doris doris

    Super artykuł,sama zastanawiam się nad drugim dzieckiem,mimo,że pierwsze ma dopiero 3 miesiące,mam trochę obaw czy własnie będę poświęcała dostatecznie duzo czasu i przelewała dostateczną ilość miłości,ale ten artykuł jest bardzo zdroworozsądkowy i chyba tak powinnam do tego podejść,troszkę wyluzować i zrozumieć że inaczej nie znaczy gorzej :)))

  9. ewanka ewanka

    A ja przy drugim i trzecim już nie dałam się namówić na usypianie dziecka przez kołysanie :-p

  10. Olcia 25 Olcia 25

    Szczera prawda i widzę że nie tylko ja tak mam :) Przy córce (5 lat)- stres jak płakała, stres jak źle ssała, stres jak moja mama wiedziała wszystko lepiej itd. Teraz syn – już nie biegnę gdy tylko zakwili, nie mam problemów z karmieniem bo już się nie przejmuję no i mama już wie, że wspierać to lepsze niż „doradzać”

  11. justyna1 justyna1

    Przy drugim dziecku wszystko przychodzi łatwiej,bo mamy już jakieś doświadczenie. Dzieci jednak są różne i to co sprawdzało się przy pierwszym nie musi sprawdzać się przy drugim.Poza tym przy pierwszym czekałam na pierwszy ząbek,kroczek,słowa przy drugim delektowałam się maleńkością i słodkością i chciałam zachować te chwile jak najdłużej. Nie podchodziłam tak nerwowo do płaczu małej, drobnych krostek itd. Przy pierwszej męczyłam się z laktatorem bo każdy mówił jak to dobrze karmić dziecko piersią ,drugą od razu przestawiłam na butle i nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Skoro mała nie chciała pić mego mleka to po co miałam się katować. Generalnie przy drugim dziecku byłam bardziej wyluzowana i częściej kierowałam się instynktem niż przy pierwszym. Obie jednak kocham jednakowo i są mą iskierką.

  12. Ilona Ilona

    JA PRZY DRUGIM DZIECKU JUŻ SIĘ TAK STRASZNIE NIE ROZCZULAM GDY DZIECKO MI PŁACZE .NIC MU SIĘ NIE STANIE JAK CHWILE POPŁACZE W ŁÓŻECZKU ,A JA SKOŃCZĘ ROBIĆ PANIERKĘ DO KOTLETÓW.DRUGA SPRAWA JEST TAKA ŻE MOJE DRUGIE DZIECKO STRASZNIE MAŁO ŚPI WIĘC JAK JUŻ UŚNIE TO CHODZE PO DOMU NA PALUSZKACH.

  13. Ilona Ilona

    A TAK JESZCZE PRZESTAŁAM PRASOWAĆ UBRANKA PRZY DRUGIM DZIECKU ,BEZ PRASOWANIA NIC SIĘ DZIECKU NIE DZIEJE SZKODA ŻE CZŁOWIEK ZAWSZE MĄDRY PO FAKCIE.

    • an an

      a ja (o naiwności!) prasowałam do pierwszego roku życia, bo gdzieś tak wyczytałam w „świętej ulotce”!

  14. an an

    świetny artykuł i już widzę że prawdziwy: choć dopiero spodziewam się drugiego dziecka, widzę ogromną różnicę we własnym podejściu do ciąży teraz a kiedyś. wcześniej bardzo wierzyłam w ciążowe zabobony, dziś mnie nie obchodzą, traktuję wszystko na luzie i na pewno nie ośmieliłabym się dzwonić w niedzielę w samo południe do lekarza prowadzącego ciąże, bo dzidziuś od 2 godzin się nie rusza … no ale cóż człowiek się zmienia, nabywa doświadczenia i uczy na błędach, również w kwestii wychowania dziecka :)

  15. MartaB MartaB

    Hehe ja tez zdjelam lampe z aparatu i chociaz maly ma 10 miesiecy do tej pory jej nie zalozylam, lezy gdzies sobie w etui:)

  16. małgorzata małgorzata

    Przede wszystkim nie wpadałam przy drugim dziecku tak w panikę jak przy pierwszym :)) na pewno była dużo spokojniejsza

  17. zuza zuza

    Świetny artykuł, czytałam go z uśmiechem na twarzy. Przy drugim dziecku człowiek się wycisza, tyle rzeczy jest prostszych, zbędnych, łatwiejszych. Doświadczenie na „pierwszym króliku doświadczalnym” się przydaje przy drugim dziecku. Jest się bardziej świadomym i pewnym tego co robić.

    Dla kobiet, które boją się, czy dadzą radę z dwójką dzieci…spokojnie, z palcem w uchu :)
    piękna sprawa rozpieszczać jedynaka, ale jeszcze piękniejsza patrzeć jak ten jedynak zmienia się, staję się bratem lub siostrą dla drugiego dziecka.

  18. dds dds

    a ja mam jedno- roczne dziecko i nie popełniłam w zasadzie żadnych błędów wymienionych przez autorkę. Wcześniej dużo czytałam w necie o doświadczeniach innych matek i postanowiłam się uczyć na cudzych błędach, Nie trzęsłam się i nie trzęsę nad dzieckiem, Nad nami też się specjalnie nikt nie trząsł i żyjemy- co ważne bez uszczerbku na zdrowiu i psychice. Mam koleżankę co się strasznie rozczula nad swoim synem (zdrowie, wygląd itp).. zapomniała tylko jego wychowaniu. To zmora naszych czasów.

  19. Esme24 Esme24

    Jakoś mi lepiej po przeczytaniu tego artykułu. Mam jedno dziecko (15 mieś), ale ubranek nie prasuję odkąd przestała być noworodkiem. Kołyszę do dziś, ale to dla wspólnej przyjemności, bo odkąd poszłam do pracy, to uwielbiam te wieczory z malutką na kolanach. Przewrażliwiona jestem i będę, bo taka jestem z natury – przejmująca się, wstają a w nocy, mierząca temperaturę i regulująca wilgotność w pokoju. A jednak widzę teraz, że z drugim dzieckiem byłoby łatwiej (choć pewnie drugiego macierzyńskiego by już mój szef nie ścierpiał

    • Dorota Dorota

      ;) Na pewno byłoby lepiej. Wiem, co piszę ;)

  20. rodzic rodzic

    My jako rodzice pielęgnujemy i wychowujemy dzieci, a one wzajemnie: kształtują nas. Czasem trzeba potraktować je indywidualnie. To są różne organizmy, podobne, ale nie identyczne. Jak to w przyrodzie.
    U nas syn okazał się wrażliwszy niż córka i trzeba było chwycić żelazko, by choć z wierzchu wygładzić i potraktować wysoką temperaturą tetrowe pieluchy. W przeciwnym wypadku występowała bolesna pokrzywka na pupie.
    Po prasowaniu objawy zaczerwienienia ustąpiły bezpowrotnie. Na szczęście.

    • Dorota Dorota

      No tak. Każde dziecko jest inne :) Jedyne w swoim rodzaju. Dzięki za ten komentarz

Zobacz również