Rzecz o równym traktowaniu dzieci

Równo traktujesz swoje dzieci? Zatem wspiąłeś się na wyżyny, osiągnąłeś zen, wyższe wtajemniczenie w sztuce rodzicielstwa.

Rzecz jasna, kpię. Czym jest bowiem równe traktowanie? Czy to dzielenie bułki na pół, z dbałością o to, by dokładnie taki sam kawałek dostało jedno i drugie dziecko, z dokładnością do okruszka, czy raczej to podawanie całej bułki głodnemu maluchowi, a drugiemu spragnionemu buziaków, danie całusa?

Ktoś mądrzejszy ode mnie stwierdził, że równe traktowanie dzieci to dawanie według potrzeb. Nie da się bowiem tak samo wychowywać każdego dziecka. To niemożliwe. Sztuką jest odczytywanie potrzeb każdego malucha i zaspokajanie ich. I to jest najtrudniejsze. Bo żadne dziecko nie żyje w próżni. Jego potrzeby walczą z naszymi, „potrzebami świata”, czy gdy rodzi się drugie dziecko, potrzebami rodzeństwa. I z tym wiąże się wiele problemów, o których chciałam dzisiaj podyskutować.

Jak kochasz swoje dzieci?

719097_28220471Pytanie, czy kochasz równo swoje dzieci, jest nie na miejscu. O tym się nie mówi. Nikt dbający o swoje dobre imię, nie powie wprost, że jedno dziecko jest mu bliższe, a drugie…no cóż: okazało się mieć odmienny temperament, wykazywać zachowania, które tak trudno zaakceptować, zachowywać się zbyt często nie tak, odbiegać od wymarzonego „wzorca”, posiadać cechy, których nie lubimy u partnera (jeszcze gorzej, gdy jest to były partner). Gdy jedno dziecko jest bliskie „oczekiwaniom”, a drugie „oddalone od nich”, trudno w każdej sekundzie życia trzymać się, a właściwie powstrzymywać, by nie faworyzować tego pierwszego. Rodzic to też człowiek. I choć to bolesne, mierzy się z własnymi słabościami. Jest niedoskonały, zmęczony, ciągle pracuje nad sobą, by zauważać nie to, co widoczne na pierwszy rzut oka, że łatwiej doceniać tak zwane „grzeczne”, bezproblemowe dziecko niż to, które doprowadza nas…do białej gorączki.

Dlatego gdy myślę o tym, jak kocham swoje dzieci, odpowiadam (choćby w myślach): równie mocno. Nie tak samo. Każde kocham inaczej. Każdego dnia staram się uniezależniać moje uczucia od tego, jak wiele razy jestem dumna, uśmiechnięta, przyjemnie podbudowana zachowaniem jednego i jak często mam problem z tym, co dalekie jest od ideału w drugim. Tym bardziej, że dzieci przechodzą różne okresy. Raz jedno jest „do rany przyłóż”, by już za chwilę zmieniło się nie do poznania, a to drugie, które dotąd były „trudne” zaczęło wdrapywać się z rozkosznym uśmiechem na kolana. Mówi się, że nie kocha się za „coś”, ale mimo wszystko. To prawda, ale życie pokazuje, że lubienie trudnego dziecka, gdy w domu ma się też „grzecznego malucha” jest trudniejsze.

Nie traktuj równo

Czy da się równo traktować dzieci? Chyba nie, a według wielu nawet nie powinniśmy do tego dążyć. Naszym celem ma być raczej uważne obserwowanie najbliższych i ocena tego, komu co w danym momencie jest potrzebne.

A że na co dzień nie jest łatwo, bo dzieci mają to do siebie, że nie lubią czekać, to często trzeba podejmować decyzje: trudne decyzje, których gorzki smak zna chyba każda matka czy ojciec, plujący sobie w brodę, że nie potrafi się rozdwoić i że wiecznie trzeba wybierać: kto pierwszy, kto teraz….

Gdy jest się samemu z maluchami (a we współczesnych realiach tak jest często), trzeba zdecydować, czy najpierw wziąć na ręce niemowlaka, czy przytulić kilkulatka, czy ponosić malucha, czy pograć ze starszym w piłkę. I bardzo trudno te ścierające się potrzeby rozdzielić i pogodzić, by nie mieć poczucia, że jedno z dzieci się krzywdzi. Gdyby można było tylko się rozdwoić, ale tej umiejętności jeszcze nikt nie posiadł…a naprawdę szkoda, że w XXI wieku to jeszcze niemożliwe.

Kto na tym układzie cierpi? Obawiam się, że wszyscy po trosze…Mi osobiście żal starszaków, bo to oni zazwyczaj muszą czekać, ustępować pola, cicho i grzecznie się bawić.

Żal mi dzieci, które są spokojne, nie domagają się swojego i tracą to, co ważne w codziennym biegu kosztem głośniejszego, bardziej wymagającego rodzeństwa.

Teoretycznie mówią: dawaj według potrzeb. Jednak to prosta rada. Bo czy próbujący się wtopić w tło maluch, „grzecznie” bawiący się w kącie rzeczywiście ma to, co chce? Czy jego potrzeby są zaspokajane? Czy spokojne dziecko po prostu weszło w rolę dziecka „bezproblemowego”, które tylko nie chce sprawiać problemu rodzicom zmęczonym opieką nad krzyczącym noworodkiem czy bardziej „charakternym” dzieckiem?

Akceptuj

Nikt nie pragnie tak bardzo akceptacji jak dzieci. Maluchy chcą wiedzieć, że kochamy je tak jak nikt na świecie, że zawsze będą dla nas ważne, niezależnie od tego, co zrobią.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Zuza Zuza

    Bardzo ciekawy i mądry artykuł!
    Jestem mamą 1,5 rocznego Stasia i bardzo chciałabym,żeby miał kiedyś rodzeństwo. Sama miałam dwie starsze siostry i młodszego brata i podczas lektury tego artykułu wróciły wspomnienia dotyczące „odtrącenia”,gdyż pojawiło się w domu nowe,malutkie dzieciątko. Nikt wtedy nie wytłumaczył nam,dzieciom, co się teraz stanie, po prostu przedstawiono nam brata z oczekiwaniem – kochajcie go,w końcu to Wasz brat! A ja byłam strasznie zazdrosna, przecież do tej pory to ja byłam najmłodsza,najsłodsza i w ogóle naj naj naj.
    Dlatego tak ważne jest,żeby tłumaczyć wszystko dzieciom i starać się,żeby choć część zabaw była taka,jak przed pojawieniem się nowego domownika – to daje starszemu dziecku poczucie bezpieczeństwa i pewność,że rodzice kochają także jego. Mam nadzieję,że nam uda się wychowywać dzieci bardziej świadomie,ucząc się na błędach własnych rodziców.
    Pozdrawiam,
    Zuza

  2. Ja Ja

    Oj ciężki temat, ale dobrze, że o tym wspominacie…materiał do przemyśleń.

  3. Justyna Justyna

    Artykuł bardzo ciekawy, i mi bliski, jako mamy dwójki dzieci. Z swojego doświadczenia mogę stwierdzić iż jakoś nie mam odczucia faworyzowania, któregoś z dzieci. Zamiast się na tym skupiać staram się, aby one się razem ze sobą dobrze czuły, umiały współpracować i były dla siebie oparciem. Wydaje mi się, że wtedy nie będą między sobą rywalizować. Może za jakiś czas zmienię zdanie, bo teraz mam tylko dwuletnie doświadczenia jako podwójna mamuśka :)

  4. Ola Ola

    Ciekawy artykuł i zarazem trudny. Żadne dziecko nie chce być pokrzywdzone – chce być zrozumiałe i wysłuchane.

  5. Q Q

    Jestem mamą dwójki maluchów (3 miesięcznego i 2,5 letniego) i mam straszne wyrzuty sumienia, w stosunku do każdego z moich dzieci: że starszemu nie mogę poświecić tyle uwagi co wczesniej, przytulić go w każdym momencie itd. , że niemowlęciu nie mogę poświęcić tyle czasu i tulenia co pierwszemu dziecku. Czasami mam wrażenie ze motam się miedzy dziećmi próbując w miedzy czasie ogarnąć jak najwiecej innych obowiązków (sprzątanie, gotowanie, pranie itd )