Rytualne siusiu, czyli jak pojechać na Hawaje z pieniędzy oszczędzonych na pieluchach

Pamiętam, że jako dziecko „lałam w gacie” chyba aż do przedszkola. Niby to nie złośliwie, niby nie chorobowo, niby pilnowali mnie z tym nocnikiem do znudzenia – i co? Jak lałam, tak lałam. Pewnego dnia po prostu przestałam i koniec. Pomyślałam sobie, że ze swoją córką na pewno do czegoś takiego nie dopuszczę! Jak tylko będzie trochę bardziej rozumna, to nocnik stanie się bardzo ważnym elementem bobasiego dnia.

Strategia na naukę

Intensywnie czytałam w internecie, jak nauczyć malucha korzystania z nocnika, a tam mądrych rad dziesiątki: a to odwracać uwagę, jak się wierci, a to kupić nocnik z pozytywką, a to stawiać w ubikacji, jak mamusia i tatuś też robią siusiu i w żadnym razie nie robić z nocnika zabawki.

Tak naprawdę tylko ostatnią z tych rad wzięłam sobie do serca ze względów czysto higienicznych: jak taki bobas załatwi się do nocnika (zanim urodziłam dziecko żyłam w błogim przekonaniu, że z bobasami proporcje mierzy się tak: mały człowiek, mało jedzenia, mało w nocniku –  nigdy nie sądziłam, że z takich 90 cm wyda tyle, ile od chłopa od kosy!), to lepiej, żeby za chwilę nie założyło go sobie na głowę, np. gwoli świetnej zabawy. Ale reszta rad, jak choćby rodzinne siusianie integracyjne, jakoś mi do gustu nie przypadło.

Pomyślałam, że muszę się za to wziąć inaczej, bo w zasadzie z nauką bobasa trochę jak z tresurą kota – może mało szczęśliwe porównanie, ale mniej więcej ta sama zasada: czego by nie wpajać i nie tłumaczyć, i tak najbardziej efektownym sposobem jest zwyczajna konsekwencja, we wszystkim. Jak uczyłam kotkę nie ostrzenia pazurów o meble, to kupiłam nowy drapak i do znudzenia ją na niego wsadzałam jak tylko próbowała ostrzyć pazury o coś innego. Efekt? Żadnych zniszczonych mebli mimo nie obciętych pazurów. Z bobasami nie może być trudniej – pomyślałam – nie wiedząc jak bardzo się mylę. Przeciętny roczniak inteligencją przewyższa pewnie niejednego mruczka, więc problemu nie przewidziałam. Sądziłam, że naukę siadania na nocniku zaczyna się najszybciej od roku, bo jak szybciej wytłumaczyć malcowi do czego on służy?

Gdy moja córka skończyła 10 miesięcy zabrałam ją na jakąś kontrolną wizytę do lekarza. Pamiętam, że nasza pediatra była na urlopie i przyjmowała nas starsza pani doktor, o wschodnio-brzmiącym nazwisku. Jakież było jej zdziwienie na widok 10-miesięczniaka w pieluszce? Jakież było moje zdziwienie na jej zdziwienie?!   „Dziecko to się uczi na nłoczniczku jak pół rojczku skończy, póki nie chadzi, bo potem nie będzie chciało usiedzjeć” – usłyszałam i zdębiałam. Wyszłyśmy z gabinetu, patrzę na Lilę i mówię: „Dobra mała, nie czas na panikę. Śmigamy po nocnik”.

Jaki nocnik wybrać?

A na półce z nocnikami jak na świątecznym drzewku: grało, śpiewało, świeciło, gadało (jeden z nocników po „załatwieniu potrzeb” krzyczał „Co za niespodzianka! Brawo!” – faktycznie, niespodzianka jakich mało…). Jako, że jestem zwolenniczką stosunkowo konserwatywnego robienia kupki, wybrałam ponadczasową klasykę – żółty z kaczką. Uznałam, że żadne śpiewające i świecące w ciemnościach nocniki nie są potrzebne do tego, czego ciało, dzięki swojej fizjologii, samo jest nauczone, tyle tylko, że należy pokazać dziecku jak „spożytkować” różne potrzeby.

Zaklinanie nocnika

Zadowolona z siebie przystąpiłam do pierwszej lekcji nauki siusiania. Jako, że z wykształcenia jestem nauczycielką zabrałam się do rzeczy niezwykle poważnie. Bobasia ignorancja sprowadziła mnie na ziemię błyskawicznie. Powiedzenie: „zostałam olana”, jest w  tej sytuacji trafne jak nigdy. Mała się wierciła i nie bardzo wiedziała, dlaczego mama usilnie każe jej siedzieć i to na dziwacznym stołku z dziurą. Pierwsze koty za płoty – nie płakała. Podejście drugie: TV, na mini mini leci ukochana bajka małej, myślę: „Nie może się nie udać”. Pomyślałam też, że będę sprytniejsza i spoję ją wodą. Tak zrobiłam i udało się! Może niewiele, ale jak na początek motywujące. Mniej motywujące było gdy wstała z  nocnika i dokończyła po nogach.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Asia, spełniona mama niespełna 1,5 rocznej Lilki, absolwentka UMK i agentka nieruchomości. Propaguje ideę bycia „złą mamą”, pozwalając dziecku spać z kotem w jednym łóżku, zjeść podniesione z podłogi ciastko i oglądać TV. Pisze nie tylko o blaskach, ale i licznych cieniach macierzyństwa. Zwolenniczka racjonalnego wychowywania dzieci, zgodnie z zasadą umiaru i zdrowego rozsądku. Chce pokazać, że uśmiech bobasa jest lepszym wyznacznikiem bycia dobrą mamą niż sterylne butelki i wykrochmalone bodziaki. W zabawie miłośniczka idei: brudne dziecko to szczęśliwe dziecko.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Wioleta Wioleta

    Trochę kontrowersyjna metoda wysadzania dziecka na nocnik przed tv, 8-10 razy to praktycznie cały dzień przy bajkach? Fajnie, że są efekty tylko czy potem nie nabierze nawyku siusiania tylko przed tv, chyba, że jak rasowa kobieta uzna, że higiena rzecz niezbędna a zsiusiania sukienka nie wygląda ładnie:)

  2. GG GG

    Samo życie :) Świetny artykuł, pozwala spojrzeć na wiele spraw z przymrużeniem oka ;)

  3. Anka Anka

    Język straszny… zniechęcacie ludzi do bycia rodzicami xD

  4. Kasiek Kasiek

    Hmmm, czyli młoda, mimo e to już rozumne dziecię tak naprawdę wcale sama nie sika tylko matka złapie, bo ona „mysli za dziecko” i wie kiedy będzie sikać. Ja mam dwulatkę, znajoma córkę 2 miesiące starszą. Jej dziecię siadało na nocnikuy od 6 miesiąca właśnie. Ja naczytałam się że taki maluch nie jarzy i 18m. to jest to. Efekt jest taki, że moja siedziała i z 2 h bez rezultatów, a potem od razu 4 kałuże w kwadrans – koleżanki córka sikała gdy ją mama posadziła (no w 80% przypadków). Klnęłąm juz na ta kasę przesikaną, próbowałam często odpieluchowywać (min co 2 tygodnie) i nic. Aż pewnego pięknego dnia… raz złapałam, drugi, piąty, 3 wpadki pierwszego dnia, drugiego jedna. Od 2 miesięcy nie mamy w domu pampersów, a koleżanki córka, no cóż, właśnie ćwiczą chodzenie bez pampa. Nikogo tutaj nie neguję za podejście, ale popatrzcie – dziecko samo zacznie załatwiac potrzeby w sposób dorosły, gdy będzie na to gotowe – nie ważne kiedy zaczęło! I nie łudźcie się że jak same sadzacie i siknie to sukces – o nie, jak widać z postu, po odejściu od rytuałów pieluchy dalej na porządku dziennym. Te mamy które sadzają wcześnie mogą jedynie się cieszyć z zaoszczędzonych pieniążków (wrzucajcie do skarbonki ;)), ale pamiętajcie o „straconym” czasie. Coś za coś. Życzę wszystkim szybkiego odpieluchowania :)

    • Agata Agata

      Internet huczy od sukcesów w nocnikowaniu, a u mnie bez efektow… Zaczęliśmy około 1 roku, ładnie juz siadal ale po 2-3 miesiącach zaczął uciekać. Ja byłam sfrustrowana a dziecko przestraszone. Mielismy miesiac odpoczynku. Dzięki za ten artykuł trochę mnie uspokoił Muszę uzbroić się w cierpliwość i znów zacząć od początku… Kupimy nowy nocnik – tym razem wybierzemy go razem i wprowadzimy rytuał siadania na nocnik w określonych porach. A bajki na pewno pomogą