Rok szkolny 2020/2021 przejdzie do historii. To już pewne. Jeszcze nigdy nie było tak wiele niewiadomych jak teraz. Tak sporo stresów, buntu oraz opinii na temat tego, jak powinno wyglądać nauczanie. Z pewnością cała ta sytuacja przełoży się jeszcze bardziej na kryzys, który z każdym miesiącem po ubiegłorocznym strajku się pogłębia. Coś się skończyło, gotuje się od środka i czeka na dobrą zmianę. Tak, wiem, tych dwóch wyrazów nie da się już użyć…bez konkretnych skojarzeń.
Pewne jest to, że dzieci wracają do szkół. Nie wiadomo jednak, na jakich zasadach. W większości szkół rodzice jeszcze nie otrzymali informacji na ten temat. Rośnie zatem niepewność, a za nią domysły i…sprzeciw. Rodzice w mediach społecznościowych piszą wprost – żadnych maseczek i przyłbic w szkołach. To jest pozbawione sensu!

Dlaczego rodzice nie chcą maseczek i przyłbic?
Argumentów przeciw jest mnóstwo.
Zaczynając od tego, że dzieci bardzo trudno będzie przypilnować, żeby nosiły prawidłowo maseczkę (odpowiednio ją zakładały, myły ręce, starannie, ostrożnie zdejmowały, wkładały do woreczka, a nie kieszeni i co najważniejsze nie nosiły jednej maseczki dłużej niż 20 minut. Poza tym należałoby po każdorazowym zdjęciu maseczki założyć kolejną, nową. Skąd wziąć tyle maseczek? I kto ma za nie płacić?)
Jest też inny problem, na przykład z jedzeniem i piciem na przerwie. Jak pić czy jeść z maseczką? To dość trudne, żeby nie napisać niemożliwe. Po zdjęciu maseczki, by zjeść kanapkę, według zaleceń, dziecko powinno założyć nową maseczkę.
Inna kwestia. Kto będzie pilnował noszenia przez dzieci maseczek? Kto będzie kontrolował, żeby maluchy nie dotykały twarzy, nosa, żeby nie „pajacowały” z powodu ochrony twarzy? Nie ma takich możliwości, by upilnować minimum setkę dzieci, które…czują, że w maseczkach jest im niewygodnie i gorąco. Zakładając, że w wielu szkołach jest zwyczajnie duszno, problem się pogłębia.
Można odeprzeć te argumenty stwierdzeniem, że rodzice mieli wystarczająco dużo czasu, by nauczyć dzieci prawidłowego noszenia maseczek. Tylko, że wielu nie zdecydowało się na to, że przez ostatnie miesiące mnóstwo dzieci nie miało na twarzy maseczki, z różnych powodów. Najczęściej dlatego, że rodzice uważali, że to zbędne, żeby nie napisać szkodliwe.
Jest też inny wątek, który podnosi wielu rodziców – co z bezpieczeństwem noszenia maseczek. Jest wiele informacji, filmów na ten temat, wypowiedzi ekspertów, którzy wskazują, że noszenie maseczek przez dzieci może być potencjalnie groźne. Niestety brak jednoznacznego, mocnego stanowiska, że to nieprawda, co jeszcze bardziej wzmacnia niepokój. Skoro eksperci zalecający maseczki nie powołują się na badania dotyczące bezpieczeństwa i sami nie informują, że takie badania prowadzą, a do tego nie obalają największych argumentów sceptyków, to jak to rozumieć?
Poza tym jest też inny argument. Dzieci spotykają się od wielu miesięcy, razem się bawią, uprawiają sporty, odwiedzają w domach…bez maseczek. Razem też będą nierzadko chodzić do szkoły, też bez zasłoniętych twarzy.
A może przyłbica?
Przyłbica według wielu rodziców wcale pod tym względem nie jest lepsza. Marta zwraca uwagę, że jej używanie również jest niepraktyczne. Może być szczególnie szkodliwe dla wzroku, bo zniekształca widzenie. Utrudnia też komunikację, dziecko czy nauczyciel może być zdecydowanie gorzej słyszalny.
Poza tym przyłbica jest dla wielu niewygodna. Może być powodem sporego dyskomfortu, a tak zwana półprzyłbica powodować podrażnienia na skórze u dzieci z AZS i innymi problemami skórnymi.
Zapytaliśmy Was, czy jesteście za noszeniem przez dzieci maseczek, np. w przestrzeni wspólnej w szkole. 99% z Was odpowiedziała, że nie. Czas pokaże, jakie zalecenia zostaną przyjęte w konkretnych szkołach.
Obowiązkowe szafki w szkołach i dostęp do wody? Czy tak jest w każdej szkole
Jakie mogą być skutki uboczne noszenia maseczki przez dziecko?
„Angielski dla dzieci. Piosenki do słuchania, śpiewania i wspólnej zabawy”
Obawiam się że będzie wysyp różnego rodzaju grzybic układu oddechowego, egzem na twarzy. Pierwsze efekty będziemy już mieć po 3 tygodniach. Jedna wielka niewiadoma, która przysparza mnóstwo stresu nam rodzicom, nauczycielom i dzieciom też.
pracuje w miejscu dzie tworzymy filtry medyczne maski itp.. I musimy nosic maski 12 godzin tylko na przerwach do konsumowania ściągamy. To nie sa zwykle maseczki szmaciaki co nosimy albo te szpitalne jak przy operacjach. I nawet sobie nie wyobrażasz jaka juz mam twarz zniszczona przesuszona i ile potówek. To jest okropne. I wiele ludzi tak ma ale musimy to nosic w pracy. Niestety takie wymogi… I dzieci tez będą sie męczyć w zwykłych maseczkach.. Najgorsze jest to ze te maseczki ich nie uchronią czy tak czy tak…
Nie wyobrażam sobie tego w szkołach, ciekawe jak długo potrwa ta cała dyscyplina.. Mój syn teraz idzie do pierwszej klasy i ma stwierdzoną astmę. Niby chwilowo ucichło ale leki zawsze w torebce mam. I teraz tak: maseczka obowiązkowa ale w razie ataku kaszlu czy duszności jak sie dowiedziałam w szkole nikt nie może bo podobno nie ma uprawnień do podania leku. Nie wiem.. Dziwne to dla mnie.. W zerówce szkolnej niby było ok ale nie nosili maseczek a teraz.. Niby generalnie w takim przypadku z maseczki jest zwolniony… Dla mnie to cyrk z tą pandemia czas najwyższy nauczyc sie z tym żyć bez paniki bo wirus będzie juz z nami tak jak inne i jakoś maseczek sie nie nosilo… No ale… Góra każe..
Jak rodzice się nie zbuntują, nic się nie zmieni, bo dyrektorzy są zastraszani. Moje dziecko jedyna maskę jaka założy to tylko na karnawał ❗
A co w tym dziwnego? Każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej i nie chce żeby się dusiło w szkole gdzie teoretycznie powinno być bezpieczne a przez noszenie maski może sobie zrobić długotrwałą krzywdę