Rodzice, którzy kochają zbyt mocno…czyli kilka słów o nadopiekuńczości

Elżbieta Dzido: Dla kochających rodziców dziecko jest najważniejsze na świecie. Robią oni wszystko, by było zdrowe, bezpieczne i szczęśliwe. Trudno to podważać. Z pewnością też istnieją tacy, którym miłość do dziecka przychodzi z trudem lub w ogóle nie umieją jej w sobie odnaleźć. Zadajmy jednak pytanie trochę przekorne: czy można kochać za mocno?

parents and childrenKrzysztof Górski: Wychowanie dziecka to niełatwe zadanie, co wie każdy, kto jest rodzicem. Towarzyszenie dziecku w rozwoju związane jest nie tylko z pięknym uczuciem miłości, ale także codziennym trudem opiekowania się nim. Zadaniem rodzica jest rozumienie dziecka i odpowiadanie na jego potrzeby,  pomaganie mu i wspieranie, ale także, gdy zajdzie taka potrzeba – pozwalanie na samodzielność, innym razem znów stawianie granic. Niestety nikt nam nie powie, w którym momencie, jak mamy postąpić. Sami musimy się tego nauczyć.

Mądrą miłość rodzicielską do dziecka można umieścić w środku, pomiędzy dwoma skrajnościami. Z jednej strony znajdą się rodzice, którzy opuszczają dzieci w sensie emocjonalnym, czyli pozbawiają je swojej uwagi i opieki, z drugiej znów tacy, którzy zbytnio koncentrują się na dziecku, nie dając mu przestrzeni do własnych wyborów, popełniania błędów czy podejmowania prób. Twierdzą, że to oni wiedzą lepiej, z kim ma się bawić, a z kim nie, umieją lepiej zawiązać buciki, zapiąć kurteczkę, załatwią za młodego człowieka każdą sprawę w szkole czy przedszkolu, nie pozwolą, by miał zatarg z kolegą czy koleżanką i wybiorą za niego najlepsze zabawki…  W tym wypadku możemy mówić o kochaniu zbyt mocno czyli zaborczej miłości, która może być równie destrukcyjna, jak opuszczenie emocjonalne. Całe szczęście znakomita większość z rodziców lokuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma postawami.

E.Dz: Często w odniesieniu do związków mówi się o tzw. miłości toksycznej: czy może taka istnieć względem dziecka?

K.G.: Choć osobiście nie lubię sformułowania „toksyczna miłość”, bo jest to sformułowanie generalizujące, oceniające i przez to może być krzywdzące dla tych osób, ale rozmawiając o tym pojęciu w kontekście związków, należałoby najpierw porozmawiać o toksycznej miłości w relacji rodzic – dziecko.

Z doświadczeń psychoterapeutów oraz psychologów wiemy, iż toksyczne funkcjonowanie w związku w ogromnym stopniu ma swoje źródło w relacji z rodzicami. Tak więc toksyczne relacje z rodzicami są pierwotne i to one doprowadzają dorosłe osoby do wchodzenia w toksyczne związki.

O toksycznej miłości rodzicielskiej mówimy wtedy, gdy w relacji rodzic – dziecko zaspakajane są przede wszystkim potrzeby rodzica a potrzeby dziecka pomijane. Dobra  miłość rodzicielska powstaje, gdy rodzic nie zapominając o swoich potrzebach, stara się zauważać i zaspokajać również potrzeby dziecka.

E.Dz:Jak tego typu zachowanie wpływa na rozwój najmłodszych?

K.G.: Zadaniem rodzica jest doprowadzenie malucha do momentu, gdy dorośnie, opuści nas i podejmie samodzielne życie. Od momentu urodzenia do momentu wyjścia z domu dziecko przechodzi długi proces „oddzielania się” fizycznego i emocjonalnego od rodziców. Najpierw niemowlę jest związane fizycznie z mamą, potrzebuje karmienia, nieustannej opieki… Z czasem rozwija się, zaczyna chodzić, by w wieku ok. 3 lat być gotowe na pójście do przedszkola i spędzanie czasu bez rodziców.

Proces separacji postępuje, a zadaniem rodzica jest pozwolić dziecku na to odłączenie. Choć jest to niejednokrotnie bolesny dla nich proces, gdy uświadamiają sobie, iż dzieci nie są ich własnością a wychowujemy je dla nich samych i „dla świata”. Jeśli jednak rodzic, z różnych względów, będzie hamował ten naturalny proces, dziecko może przestać nabywać niezbędne umiejętności do samodzielnego życia. Np. chłopiec, którego rodzice będą bali się oddać  do przedszkola… Jeśli nie pokonają tego lęku, pozbawią go cennych doświadczeń, które mógłby nabyć w kontaktach z rówieśnikami. W rezultacie dziecko również może zacząć postrzegać świat jako zagrożenie dla siebie, stanie się  wycofane, zlęknione.

E.Dz. Jakie konsekwencje mogą się z tym wiązać w ich dorosłym życiu?

K.G.: Brak pozwolenia na naukę samodzielności i „oddzielenie się” od rodziców ma na ogół bardzo negatywne konsekwencje w dorosłym życiu. Ćwiczenie samodzielności w dzieciństwie sprawia, że radzimy sobie jako dorosłe osoby. Możemy mówić o dwóch rodzajach samodzielności: funkcjonalnej związanej z podstawowymi czynnościami samoobsługowymi np. zawiązywanie butów, ubieranie się,  mycie itp. oraz samodzielności związanej z podejmowaniem decyzji, kiedy dziecko uczy się wybierać i decydować samemu o sobie. Osoby, które w dzieciństwie we wszystkim wyręczano, czują się bezradne w dorosłym życiu, a ci za których rodzice decydowali, nie potrafią sami stanowić o sobie, będą też mieć problemy w związku.

E.Dz: A co z mężczyznami? Mówi się, że to matki często są bardziej emocjonalne i skłonne do przesadnej, zaborczej miłości. Czy to prawda i czy taką postawę możemy również znaleźć u ojców?

K.G.: Mimo iż na ogół zbyt bliskie związki emocjonalne z dziećmi oraz nadopiekuńczość to domena kobiet,  zdarza się, że mężczyźni też mają z tym problem. Boją się, że dziecko samo sobie w życiu nie poradzi i są przekonani, że tylko oni mogą mu pomóc. Taka postawa ojca może być związana z silnym lękiem przed utratą dziecka, „rozłączeniem się” z nim. W ten sposób rekompensuje on sobie brak bliskości i opieki, której sam potrzebuje. Częściej jednak mężczyźni mogą pochwalić się drugą skrajnością – byciem zbyt mało obecnymi w relacji ze swoimi pociechami.

E.Dz: Czy tatusiowie są nadopiekuńczy z tych samych powodów co mamy?

K.G.: Rzeczywiście w większości przypadków to mamy mają większy kłopot z „oddzielaniem się” od dziecka i pozwoleniem mu na samodzielne działanie. Związane jest to z niezwykle silną więzią, jaką mama nawiązuje ze swoją pociechą na początku jego życia. Warto uświadomić sobie, iż przed porodem mama i dziecko są związani w sensie fizycznym, po porodzie dziecko fizycznie oddziela się, lecz wciąż jest mocno związane emocjonalnie. Każda mama staje więc wobec wyzwania: jak mądrze towarzyszyć dziecku w przechodzeniu od całkowitej zależności (karmienie, przewijanie, opieka) do pełnej niezależności w dorosłym życiu. Jest to niełatwy proces, zarówno dla rodzica, jak i dla dziecka. Rodzic czuje się coraz mniej potrzebny, co niejednokrotnie wywołuje w nim uczucie smutku, złości,  ale i ulgi, i dumy z dziecka. Jeśli jednak mamie lub tacie z jakichś względów relacja z dzieckiem zastępuje relację bliskości z innymi, w tym z partnerem, to istnieje groźba, iż nie będą oni pozwalali dziecku na dorośnięcie w pełni.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Ela, dziennikarka, miłośniczka gór i fotografii a od niedawna szczęśliwa mama małego Gagatka, będącego dla niej nieustannym źródłem inspiracji. Na co dzień stara się łączyć pracę z trudną sztuką bycia rodzicem. Nie lubi słowa "poświęcenie" w odniesieniu do macierzyństwa. Wierzy, że dziecko nie ogranicza nas a wzbogaca nasze życie.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. MM MM

    nie jestem nadopiekuncza, mysle, ze maja z tym problem kobiety, bo one glownie, które koncentrują się za bardzo na dziecku…zapominają, ze sa po prostu człowiekiem, a nie tylko rodzicem