Recenzja „Ciężarówką przez 9 miesięcy” Kaz Cooke

Coś jest w tych „światowych bestsellerach”, że na samym wstępie mnie zniechęcają…Sama nie wiem czemu nie potrafię zaufać „powszechnemu, bliżej niesprecyzowanemu” gustowi, który wnosi pewne książki na podium, a inne karze zakopać, oddać, czy wyrzucić, by nie napisać „spalić”. Może dlatego, że już wielokrotnie przekonałam się, że to, co kochają wszyscy, jest bliższe tandecie niż wysokiemu gustowi.

Ciężarówką przez 9 miesięcy Kaz Cooke na szczęście nie mieści się w standardach. Z ulgą odetchnęłam, gdy doczytałam 500 stronę, stwierdzając, że są wyjątki w tej smutnej regule. Dzisiaj wiem, że większość czasem umie docenić coś, co zasługuje na oklaski…Ale, żeby zbyt długo nie pozostawać w nastroju zbyt patetycznym, od początku.
Wydawca promuje książkę czterema trafionymi hasłami „Humor. Życiowe porady. Zdrowy rozsądek. Bez owijania w bawełnę”. Tuż pod tym widnieje napis: „Światowy bestseller”.

Książka, którą dostałam na urodziny, po których dość szybko miałam zajść w ciążę, okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie dlatego, że zmotywowała mnie i Męża do spełniania swojego „życiowego obowiązku” i przekazania swoich genów dalej, raczej dlatego, że sama w sobie miała coś humorystycznego. Osoba, która mnie tę książką obdarowywała chciała wywołać uśmiech na twarzy i trochę mnie rozbawić. Udało się jej, ale tak jakby w stylu Kaz Cooke trochę w innym znaczeniu niż najprawdopodobniej miała w planach….Bo, gdy odpakowywałam prezent, wiedziałam, że ma on podwójne dno i że znaczy trochę tyle, że już niedługo będę robić prawdziwy test ciążowy…

No dobrze, ale nie o mnie, ale o książce. Kaz Cooke tworzy „przewodnik po ciąży i okolicach. Zaczyna się od zabawnego quizu w formie testu ciążowego (i to nie wcale od wymuszającego śmiech niczym serial z podkładanym rechotem).

Książka podzielona jest na rozdziały, z których każdy odnosi się do tygodnia ciąży. Na końcu znajduje się przydatny indeks. Ten swoisty podręcznik można „konsumować po kawałku”, czytając o każdym tygodniu rozwoju ciąży. My z mężem mieliśmy taką małą tradycję, że gdy wkraczaliśmy w kolejny piątek, bo od tego dnia liczyliśmy kolejny tydzień, na głos odczytywałam, co Kaz ma do powiedzenia. Oczywiście nigdy nie doczekałam do kolejnego tygodnia – bo jeden czytałam na głos, a drugi po cichu, uprzedzając to, co czeka mnie później i mimo że statystycznie każdy rozdział czytałam co najmniej dwa razy, każdy równie wiele sprawiał mi radości…

Podręcznik można czytać też jak klasyczną książkę, nie dawkując sobie wiadomości i trudno rozstrzygnąć, które rozwiązanie i który sposób jest lepszy.

Ogólnie na plus trzeba zaliczyć ciekawe rysunki, które witają czytelnika docierającego do kolejnego miesiąca oraz metryczka, z zaznaczoną „długością” rosnącego nowego życia.  Na koniec  każdego tygodnia znajduje się miejsce na notatki, dzięki którym osoba czytająca przewodnik staje się trochę jego twórcą. Z racji tego, że od dzieciństwa mam wpojony głupi szacunek do książek, nie zdecydowałam się „jej niszczyć” pisząc po niej choćby ołówkiem. Teraz trochę żałuję. Z chęcią, przykładowo, bym skonfrontowała to, co myślałam o wychowaniu dziecka w 26 tygodniu, a co teraz, gdy mamy za sobą roczek córki.

Nie byłabym chyba sobą, gdyby mi czegoś w tym wydaniu opowieści o ciąży i okolicy zabrakło…Kaz Cooke pisze o ciąży z perspektywy australijskiej autorki, o przeżyciach, którym czasami daleko do tego, co spotyka polskie mamy. Mimo że tłumacz, pani Beata Gontarczyk-Krampe robi wszystko, co w jej mocy, to niestety czasami ta różnica kultur i realiów zgrzyta.

Dlaczego warto?

  • O ciąży autorka pisze w luźny, niewymuszony sposób,
  • Czasami naprawdę jest śmiesznie…
  • Czyta się lekko i łatwo,
  • Ciąża nie przedstawia się ani jako mistyczny stan, ani jako coś, za co przez dziewięć miesięcy trzymamy kciuki, żeby szybko się skończyło – czyli jest realnie i tak, jak w życiu
  • Łatwe poruszanie się w zawartości – to w końcu podręcznik.
  • Dobry pomysł na prezent

 

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Asia Asia

    książki jeszcze całej nie przeczytałam, ale naprawdę miło się ją czyta… jest „lekka” i też korci mnie każdy następny tydzień ciąży do przeczytania :)

  2. Aga Rafał Aga Rafał

    Książka rozczarowywuje. Autorka wyraźnie ma obsesje na temat swojego wyglądu i cały czas z nami się tym dzieli. Porównanie siebie do przysłowiowego słonia w składzie porcelany już po kilu pierwszych rozdziałach przestają śmieszyć.
    Trzeba przy tym powiedzieć że autorka opisuje swoje przeżycia jak obywatelka Australii. W książce jest mnostwo nawiązań do rozwiązań przyjętych podczas ciąży i porodu w Australii kompletnie nam w Polsce nie przydatnych.
    Porównując książkę do innych poradników brak w nim rzetelnych informacji. Wszystkie ważne informacje maja charakter wskazówek typu wujek dobra rada.

    • Diana Diana

      Aga, calkowicie sie z toba zgadzam. Moim zdaniem humor zaslania desperacje autorki. Wedlug niej jej zycie i prywatnosc sie skonczyly na kolejnych 19 lat, moje przechodzi na kolejny etap. Absolutnie nie identyfikuje sie z autorka. Pozdrawiam