Puk, puk, położna, czyli o wizytach patronażowych

Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem zdania, że komfort mamy w pierwszych dniach życia jest najważniejszy. Tymczasem nie każda ma szansę go doświadczyć. Chociażby z powodu postawy położnych, pielęgniarek oraz lekarzy, którzy zamiast pomagać stanowią źródło dodatkowego stresu, a ten, co dla mnie oczywiste, nie jest wskazany, zwłaszcza wtedy, gdy cała energia koncentruje się na maluszku.

Masz babo obowiązek przebywać w domu

young girl with headache pain madicine health careWizyty patronażowe są przywilejem. Nie są obowiązkiem. Można z nich zrezygnować lub skorzystać tylko z niektórych z nich (Dz. U. z dnia 8 sierpnia 2003 r.). Zgodnie z zapotrzebowaniami matki, jak i dziecka. O ile w przypadku pierwszej ciąży i pierwszego porodu mama często potrzebuje pomocy, o tyle po drugim i kolejnym porodzie zazwyczaj ma już wystarczającą wiedzę, by nie musieć wysłuchiwać rad dotyczących karmienia piersią, czy pielęgnacji krocza. Dlatego może chcieć skorzystać jedynie z kilku wizyt lub w ogóle z nich zrezygnować (bo tak chce, bo ma wśród bliskich położną, lekarza, którzy doglądają maluszka powodów może być wiele). Decyzja należy tylko do niej. I nikt nie ma prawa tej decyzji komentować czy oceniać.

Tyle teoria. Jak jest w praktyce? Położne bywają różne. Choć w tym zawodzie powinny mieć zastosowanie bardzo rygorystyczne kryteria, do domów obolałych i zmęczonych porodem kobiet, przychodzą kobiety śmierdzące na odległość papierosami, z tipsami, gumą w ustach i miną męczennika. Trudne w kontaktach, pokazujące na każdym kroku, kto tu rządzi i kto ma rację. A ty kobieto, siedź w domu, jak ja przyjdę, czekaj na mnie, bo masz taki obowiązek. Że spacer? Jaki spacer, siedź i czekaj!

Czy Cię zastanę?

Praktykuje się różne rozwiązania. Niektóre położne dzwonią i umawiają się na wizytę, biorąc pod uwagę życzenia pacjentki co do dogodnej pory dnia. Są też takie, które przychodzą, kiedy chcą, by zastać młodą mamę „w naturalnym środowisku”, co w praktyce oznacza, często nie zastać jej w ogóle lub wyciągać ją spod prysznica, przerywać sen, czy rodzinny posiłek, kiedy w końcu można na chwilę odetchnąć. W końcu wizyt jest sześć przez sześć tygodniu połogu…

Tymczasem mamy XXI wiek i wydawać by się mogło, że telefony istnieją. Niestety niektóre położne dotąd żyją w poprzedniej epoce i przychodzą, kiedy chcą i jak chcą, co w dość napiętym okresie po narodzeniu dziecka może być frustrujące.

Wizyta patronażowa lekarza

Nie wiem, jak było u Was, ale u mnie przy pierwszej ciąży tuż po porodzie lekarz nie pojawił się. Nawet nie miałam świadomości, że powinien. Z pewnością wpisał sobie to w dokumentację, dostał za to pieniądze, a ja nie skorzystałam z porady, której być może wtedy potrzebowałam. No cóż…

Zgodnie z Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 21 grudnia 2004 roku „w sprawie zakresu świadczeń opieki zdrowotnej, w tym badań przesiewowych, oraz okresów, w których te badania są przeprowadzane„ a właściwie załącznikiem nr 2 pt. „Zakres profilaktycznych świadczeń opieki zdrowotnej u dzieci do ukończenia 6. roku życia wraz z okresami ich przeprowadzania”:

W 1-2 tygodniu życia wizyta patronażowa lekarza pediatry (rodzinnego) obejmująca badanie podmiotowe i przedmiotowe z uwzględnieniem rozwoju fizycznego, pomiaru i monitorowania obwodu głowy, oceny żółtaczki, podstawowej oceny stanu neurologicznego oraz badania przedmiotowego w kierunku wykrywania wrodzonej dysplazji stawów biodrowych.

Przy drugim dziecku było trochę inaczej. Już wiedziałam, że lekarz ma obowiązek się zjawić w 1 lub 2 tygodniu życia dziecka. Mimo to, miałam pecha i akurat, gdy podobno był, ja byłam na spacerze z dziećmi i z mężem. Oczywiście, gdyby ktoś zadzwonił, to zastałby mnie w domu…no ale skoro mam obowiązek być i czekać? Nawet jak po porodzie czuje się dobrze i pogoda nie zachęca do zamykania się w czterech ścianach? No to wiadomo, moja wina. Nikt nie dzwonił, bo i po co?

Wnioski? Skrajne: trzeba mieć świadomość swoich praw i asertywnie walczyć o swoje. Nie wolno dać się poniżać, traktować z góry, czy godzić się na to, by ktoś wykonywał swoją pracę poniżej wszystkich standardów. Dlatego z tego miejsca apeluję:

  • Droga Położno, jeśli cierpisz, bo nie możesz znieść swojej pracy, odpuść sobie. Młoda mama naprawdę nie potrzebuje Twojej wyższości, chamstwa i braku zrozumienia. Ona oczekuje od Ciebie rozsądnej rady i empatii. Dlatego wykaż trochę dobrej woli, nie wywyższaj się, rozmawiaj jak człowiek z człowiekiem, umów się, zanim przyjdziesz, pozostań w kontakcie i bądź wsparciem. Tak po prostu.

 

  • Drogi Lekarzu, to Twój obowiązek odwiedzić młodą mamę w 1 lub 2 tygodniu życia dziecka. Dlatego rusz tyłek i przyjdź. Nie naciągaj rzeczywistości i nie wpisuj w kartę, że wizyta się odbyła lub nie informuj, że nie zastałeś, nie wychodząc nawet zza biurka. Telefon, który masz przed sobą działa: zadzwoń i uprzedź, że będziesz. A jeśli to taki problem, zmień zawód lub odpocznij! Wypalenie zawodowe podobno można leczyć!

 

Mam na imię Kinga. Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Wioleta Wioleta

    szczerze to jestem zaskoczona wypowiedzią koleżanki – myślałam, że w tym temacie takie rzeczy się nie zdarzają ale cóż położna też człowiek, tak samo jak matka ( może mieć tipsy czy śmierdzieć na odległość papierosami). Ja nie mam złych wspomnień co do wizyty położnej, co prawda przyszła niezapowiedzianie ( następnego dnia po powrocie ze szpitala) ale wiele mi pomogła i pytała kiedy i czy w ogóle chcę żeby przyszła. Nie wiem jak to jest z terminem odwiedzin położnych ale ja przynajmniej przez tydzień nie wychodziłam z domu po powrocie ze szpitala, bo niby po co i gdzie? Nie miałam ani siły ani ochoty a tym bardziej nie chciałam małego zostawiać więc nie było problemu by zastać mnie w domu.
    Do wizyty pediatry już miała bym kilka zastrzeżeń, wiedziałam tylko tyle, że będzie w danym tygodniu, wysłuchała mnie, rozwiała wątpliwości ale nie podobało mi się , że z synem obchodzi się jak z workiem …..a więc jednak sądzę, że wszystko zależy od człowieka, jego podejścia, chęci i zamiłowania do zawodu.
    Teraz tak sobie myślę, że gdyby położna przyszła do mnie w tipsach ściągać szwy z krocza to wyprosiła bym ją z domu i zgłosiła jeszcze do przychodni ten fakt.

  2. Krzys Krzys

    Brakuje tylko dedykacji … ;)

  3. HelowaMama HelowaMama

    U mnie była miła położna, umówiłyśmy się. Potem dzwoniłam do niej, jeśli miałam jakiś problem lub pytanie. Co do wizyty lekarza- pierwsze słyszę:)

  4. xxx xxx

    Oj samo życie. Dla mnie w ogóle te wizyty patronażowe w takiej formie jak są to jakiś relikt z przeszłosci.

  5. jola22 jola22

    Tak, położne to osobna bajka. Traktują młodych rodziców jak dzieci i te ich teorie ;)

  6. Kasia Łapacz Kasia Łapacz

    Wydaje mi się, że wszystko zależy od przychodni… Do mnie zadzwoniono przed przyjściem położnej z pytaniem o wizytę- kiedy mi pasuje, jaka godzina. Położna zostawiła swój numer „na w razie czego” i potem dzowniłam do niej sporo razy (a to nawał pokarmu, a to za długie krwawienie, a to kolka czy niepokojąca kupka) i zawsze zostawiała dobrą radę. Nie chcę generalizować, ale wydaje mi się, że im mniej publiczna placówka tym lepiej.. A na wizycie u pediatry myliśmy sami- też zadzwoniono do nas, by się umówić. Jak na razie- złego słowa powiedzieć nie mogę :)

  7. Becia Becia

    To chyba jak się ma szczęście, ja podobnie jak autorka miałam pecha do położnej i aż szkoda gadać

  8. Kasia :) Kasia :)

    Ja miałam szczęście, położną wybrałam sama po wysłuchaniu opini koleżanek… Wybór w 100% :) Pani Ania, cudowna uśmiechnieta, energetyczna, dostępna pod tel. o każdej porze dnia, na wizytach bardzo dużo pokazała, odpowiedziała na każde pytanie, doradziła… mimo że juz nie obowiązują nas wizyty, nadal dzwonie w razie wątpliwości i zawsze otrzymam dobrą radę… Pani Aniu DZIĘKUJEMY :)

  9. myśląca inaczej myśląca inaczej

    Połozna to nie opieka społeczna, a właśnie tak niektóre tłumaczą, dlaczego nie dzwonią: bo przychodzą i kontrolują i czują się dziwnie wazne i potrzebne. Dla mnie to mylenie pojęć i już na samym wstępie zrażanie do zawodu położnej młodych kobiet

  10. goo goo

    no u mnie lekarza nie było. położna za pierwszym razem nawet mnie nie obejrzała, spojrzała na małą, posiedziała, pogadała o swoim synu z wadą wzroku i poszła. i dobrze bo ja już nie miałam siły siedzieć prosto na obolałym tyłku i słuchać bzdetów. za drugim razem nie usłyszałam telefonu i dowiedziałam się o wizycie jak… otworzyłam drzwi. trzeci raz zadzwoniła i zapytała, czy jeszcze jest potrzebna, czy już wszystko wiem (na dworze padało). powiedziałam, że wiem kompletnie wszystko. dalszych wizyt nie było. chwała bogu.

  11. Kasia :) Kasia :)

    Ja za to nie trafiłam na lekarza, cała jego wizyta trwała 5 może 10 min. max. osłuchał, spytal sie czy karmie i tyle po wizycie… :( Szkoda gadać, nawet nie obejrzał dobrze maleństwa…

  12. Blu Blu

    Położna przy pierwszym porodzie zjawiła się po dwóch tygodniach. Umówiła się telefonicznie. Przyszła, obejrzała, zostawiła telefon i trochę próbek. Więcej od niej nie potrzebowałam. Lekarz? Nawet nie wiedziałam, że powinien przyjść. Za drugim razem po przeprowadzce dowiedziałam się, że skoro się przeprowadziłam, to już nie jestem w rejonie. Myślałam, że nie ma rejonizacji, zdziwiłam się, bo skoro jestem zapisana do przychodni, mam wybranych lekarzy i położną, to położna przyjdzie stamtąd. Okazało się, że musiałabym zgłosić się do przychodni najbliżej mojego miejsca zamieszkania, przepisać do tamtych lekarzy i tam wybrać położną, żeby ktoś chciał przyjść. Lekarka nasza powiedziała, że nikt im nie zapłaci za taką wizytę, bo mimo braku rejonizacji ona i tak istnieje, ale w papierologii. Jedno dobre (i powód dla którego jednak się nie przepisałam) dostałam numery i położnej i lekarki – prywatne na wszelki wypadek. Takich ludzi się nie zostawia. Znają moje dzieci od podszewki i wiedzą jak z nami rozmawiać i jak pomóc.

  13. Marta Marta

    Ja na swoją położną nie mogę narzekać. Przez 6 tygodni było 6 wizyt w czasie których wszelkie moje wątpliwości i obawy zostały definitywnie rozwiane. Poza tym za każdym razem pytała o moje samopoczucie i sprawdzała czy wszystko w porządku. A jak kiedyś (po mimo umówienia) przysnęłam to powiedziała,że widzi, że jestem zmęczona i że ona przyjdzie kiedy indziej. Zostawiła swój numer i służy radą,kiedy tylko tego potrzebuje.

    • Dorota Dorota

      Zazdroszczę…szczerze. Ja niestety nie do końca byłam zadowolona, choć żadnych skrajności też nie przechodziłam.

  14. jola jola

    gdy urodzil sie synek mialam najazd poloznych i salowych-co dziesiec minut ktos przychodzil i pytal czy karmie piersia. na skutek tego najazdu od razu zrobilam po swojemu,tak na przekór i butelka. nie jestem dzieckiem zeby mnie pouczac,gdybyscie mi dali spokoj to pewnie bym karmila.

    • Dorota Dorota

      Zgadzam się, traktowanie młodej mamy jak dziecka to już mocna przesada. Irytuje takie podejście i to bardzo

    • Padamada Padamada

      Jestem położna i niejednokrotnie się zdarza że matka nie wie że powinnna już przystawic do piersi, albo że dziecko samo nie budzi się na karmienie w pierwszej dobie itp więc chyba lepiej ze z troska o dobro dziecka pytamy matki czy karmi piersią? Poza tym karmienie piersią to najlepsze co można dziecku zaoferować więc o co takie oburzenie? Komu Pani zrobiła na złość? Położnej czy dziecku? Wydaje mi się że odpowiedź jest prosta. Zresztą pracownicy placówek ochrony zdrowia zawsze będą tymi najgorszymi w opinii pacjentów więc nie ma nad czym się rozwodzic:)

  15. Ptysia Ptysia

    Może warto by było tak z nazwiska napisać o jednej czy drugiej od razu by może im się odechciało! A tak czują się bezkarne i robią, co chcą, traktują ludzi jak przemioty, nie raczą pomyśleć o kulturze, czy po prostu wykazać się empatią

  16. Zuzia Zuzia

    Ja trafiłam na świetną położną Panią Grażynę. Starsza babka, niewysoka, bardzo umalowana, i z pełnym kompletem biżuterii, ale doświadczona, pozytywna i ze świetnym podejściem do dzieci i do rodziców. Umówiłam się z nią na wizytę w przychodni na konkretny dzień i godzinę. Podpowiedziała nam różne rzeczy związane z pielęgnacją malucha, obejrzała mnie po porodzie. Można było do niej dzwonić z różnymi pytaniami i zawsze służyła dobrą radą. Pomogła mi też przy problemach z laktacją. Taka położna to prawdziwy skarb. Co do lekarza – nawet nie wiedziałam, że ktoś ma do mnie przyjść.

  17. Ania Ania

    Ach ta polska służba zdrowia…płakać i płacić…nic nam nie pozostaje

  18. Beata Beata

    Jak najbardziej popieram autorkę artykułu. Przy pierwszym dziecku kiedy to naprawdę potrzebowałam rad jak karmić i pielęgnować maleństwo połozna zjawiła sie po długim dzwonieniu do niej i prośbach by przyjechała. Zjawiła się na drugi dzień kiedy zdążył mi się zrobić zastój w piersi a gorączka siegała 40 stopni. Jej wizyty nie wspominam dobrze.Wypisałą całe mnóstwo papierków a córki nawet nie zobaczyła bo stwierdziła że jak śpi to niech śpi. A rad też żadnych nie udzieliła i gdyby nie internet to pewnie skończyłoby się to szpitalem.
    Co do lekarza to wogóle się nie pojawił tylko położna kazała się zgłosić z tygodniowym dzieckiem w samym środku mroźnej zimy (styczeń) do lekarza do przychodni.
    Niestety służba zdrowia nasza polska nie działa najlepiej w przeciwieństwie do angielskiej.

  19. KaMi KaMi

    Cały system powinni zmienić, bo niestety dzisiaj wizyty patronażowe to wielka pomyłka….

  20. Olcia25 Olcia25

    Bardzo trafiony artykuł! Ja miałam więcej szczęścia bo moja położna to kobieta właśnie XXI wieku – umawiała się telefonicznie, punktualna, szanująca moją prywatność, a jej rady dotyczące karmienia okazały się bezcenne. Co do wizyty pediatry to jestem zaskoczona – nic takiego nigdy nie nastąpiło choć mam dwoje dzieci…

  21. Jerzy Jerzy

    Nie aktualne rozporządzenie dotyczące wizyt lekarza pediatry.

  22. Maryśka Maryśka

    Ciekawe. Pierwsze słyszę. U mnie cwaniary kazały przyjechać z noworodkiem do przychodni. Nie miałam pojęcia, że to lekarz ma się stawić. A baba była okropna, brudas nie lekarz bez zachowania higieny.

  23. Natalia Natalia

    Z takim pytaniem mam zgloszoną polorzną którą widzalam raz na oczy przychodzi do mnis jej pracownica ktora takze pracuje w przychodni jako recepnista oraz polorzna ale zastanawiają mnie jej godziny przychodzenia przychodzi o 20 po nawet po gdzie i ja i dziecko i chlopak jestesmy poprostu zmeczeni i jeszvze pow ze jest balagan po kolacji no chyba powinla przychodzic w popoludnie co o tym myslicie

  24. Natalia Natalia

    Mam takie pytanie mam gloszoną jedną panią polorzną którą widzałam raz i tylko mi mleko wydusila reszte robila jej pracownica to ta pracownica przychodzi oglodac i malego i mnie w poznych porach takich jak np 20 nie pomysli ze ja i reszta jeayesmy zmeczeni i jeszcze ma pretesje ze w dzien w ktory jej nie mialo byc facet ukladal puzzle i ze byly po kolacji nie umyte naczynia czy to normalne ze polozna ptzychodzi po 20 ?

  25. Basia Basia

    A mi położna w ogóle odmówiła przyjścia. Mimo złożonej deklaracji w przychodni na miesiąc przed porodem i upewnieniu się że do mnie dojedzie, to po porodzie stwierdziła że to za daleko i nie przyjedzie. Wróciłam do domu ze szpitala, pierwsze dziecko, wcześniak, ja po cesarce i z tysiącem pytań a tu taki strzał zaraz po porodzie. Pediatra na patronaż też nie przyjechał. Takie kwiatki…

Zobacz również