Przewodnik dla rodziców, jak wysłać chore dziecko do przedszkola. Zawsze działa!

W Polsce dzieci wychowywane są pod kloszem. Chuchamy na nie i dmuchamy. Całkiem niepotrzebnie! Co tam mały katar, niewielki kaszelek, przecież na zachodzie nikt tak się z dziećmi nie cacka. Tam przedszkolaki kaszlą i smarkają, bo tak ma być. Przecież to normalne, że dzieciaki chorują, kiedy mają się wychorować, jak nie teraz?  Nie zrezygnuję z pracy, by z jednym czy drugim siedzieć w domu. Zwolnienia nie wchodzą w grę, bo jaki pracodawca to wytrzyma? Muszę zarabiać, a przedszkole jest od tego, żeby pomagało w opiece nad dzieckiem. Przecież to jego obowiązek!

Myślisz podobnie? To świetnie. Zdradzę Ci pewne niezawodne patenty. Oto przewodnik, jak wysłać chore dziecko do przedszkola. Dowiesz się z niego, co zrobić, by szybko przekazać malucha nauczycielce i rozpłynąć się w powietrzu, przez nikogo niezauważona. To działa!*

  • Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki, tfu…poniższego tekstu. Zbyt właściwe stosowanie każdej z tych metod zagraża życiu lub zdrowiu Twojego dziecka.

Kaszelek? A to pyłek czy mocny wiatr

Dziecko wchodzi do przedszkola i zaczyna kaszleć jak stary gruźlik? Zrób groźną minę, karcąc malucha, że nie posłuchał i nie zapanował nad odruchem. A potem uśmiechnij się szeroko. Przecież nic nie szkodzi. Wystarczy głośno powiedzieć z troską w głosie – pyłek podrażnił Ci gardło, to te spadające liście, połknąłeś jeden podczas biegu do przedszkola? Dobra, stop, może nie fantazjujmy aż tak bardzo. Lepiej powiedz tak: wiatr nawiał w usta, no zdarza się. Zaraz przejdzie. No już daj buziaka i uciekaj.

Inne rozwiązanie?

Powiedz z troską, gdy będziesz odbierać dziecko z przedszkola: Kaszel? No w domu nie kaszlał. To na pewno ten kurz tutaj… Tylko uważaj, gdy rozmawiasz przy córce czy synku. Uczul dziecko, żeby milczało. Bo jeszcze się mu wymsknie, że w domu pije syropek na kaszel.

Katar? To alergia

Zielony katar u dziecka? Na bank uczulenie, na trawę, rzecz jasna. Zresztą wiadomo, jak brzydko mówi się na dzieci – smarkacze, no skądś ta nazwa się wzięła.

Nie przemawia do Ciebie to wytłumaczenie?

Mam inne.

Zielony katar to już nie zaraża...I na pewno powodem nie jest infekcja. To od roztoczy, jak dziecko się przyzwyczai, to minie.

Trochę przypudrujemy

Ospa? Nie ma problemu. Możemy nieco przypudrować, trochę zamalować.

Patent zaobserwowany na holu jednego z przedszkola. Co się bulwersujesz?

Idealny, by nieco skrócić nieobecność dziecka w przedszkolu. Przecież wiadomo, że szkoda tracić cennego czasu wśród rówieśników.

Rozwolnienie? To od ogórka

Rozwolnienie? Jak nic wina babci. Ona zawsze da dziecku ogórki, a potem poda mleko. No nic dziwnego, że taki efekt!

Albo inaczej. Zęby idą. Dziecko traci mleczaki i wyrastają stałe, to na pewno taka przyczyna.

A że później w toalecie wypadnie czopek – to tak na wszelki wypadek, wiadomo. Przecież dbasz o dziecko, nie chcesz, żeby cierpiało.

Gorączka? Rano nie było

Przecież to się zdarza. I nie trzeba ironizować. Całkiem serio, wiadomo, że gorączka nierzadko rozwija się niespodziewanie w ciągu dnia. I rodzic nie ma na to wpływu.

Czasami też bywa, że maluch tak lubi swoją panią, że jest rozemocjonowany na jej widok, że aż płonie.

Jeśli chcesz ukryć ten efekt, odejdź w kącik, tak, żeby nikt Cię nie widział i podaj lek przeciwgorączkowy (możesz też w domu przed pójściem do przedszkola, ale to zawsze tracisz cenne chwile, kiedy lek już obniża temperaturę). Zadziała na pewno, czopek jest ryzykowny z powodów podanych wyżej.

A gdy temperatura się rozwinie, to już będziesz malucha odbierać z przedszkola. Dzień zaliczony.

I tak winne są przedszkolanki

Masz wyrzuty sumienia?

No co Ty!

Nie robisz nic złego. To, że dzieci chorują, to wina przedszkolanek. Przecież powszechnie wiadomo, że nie chce się im pracować, dlatego wietrzą salę w chłodne dni, zwłaszcza zimą, żeby dzieci owiało i żeby były chore.Poza tym czepiają się. Przecież to tylko katar, małe rozwolnienie i wymioty o poranku. Minie przecież.

Nic co ludzie nie jest nam obce.

Chcecie innego przewodnika, zajrzyjcie tutaj: moi-mili.pl

O posyłaniu chorych dzieci do przedszkola pisaliśmy też tutaj i tutaj.

A w tym artykule przeczytacie, jak wspierać odporność u dzieci, by mniej chorowały.

Co o tym sądzicie?

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Misiabella Misiabella

    Nie wiem czy śmiać się, czy płakać…
    Dlaczego nie prowadzę chorego dziecka do przedszkola? Bo może zarazić inne dzieci. Czy tekst był ,,podpuchą”? Oj, nie widzę chyba innej opcji..Ale może ktoś nie słyszał jeszcze dodatkowych argumentów PRZECIW posyłaniu chorego dziecka do przedszkola.
    Mówię to jako matka dziecka, które często choruje i jest z tzw. grupy ryzyka. I to właśnie niewinne katary dzieci przeprowadzanych ,,jakby nigdy nic” do przedszkoli, zielone, bakteryjne ,,fluki”, kaszle i inne paskudztwa sprawiają, że system odpornościowy mojego dziecka nie radzi sobie wystarczająco. Jako matka bardzo aktywna zawodowo od niemalże 10 lat mam opiekunki do dzieci, bo muszę jakoś sobie radzić… Mówię to jako matka, której każdy kolejny lek przepisywany dziecku i każde powikłanie choroby przyprawia o zawrót głowy…A leczenie szpitalne, albo kolejne wizyty znoszę z wielką niewiadomą i kołataniem serca..

    Ale przecież można być ,,wspaniałomyślnym” rodzicem i ,,pozbywać się” chorego dziecka…Przecież nie może ono stracić cudownego dnia w przedszkolu.
    Przykład z życia wzięty: wycieczka. Dziecko prawie 39*C, a rodzic na to: ,,szkoda wycieczki”, a dzieciak ledwie stał na nogach. Pogratulowałam.

    Pomyślcie czasem o innych. Ps. Dziecko może też czasem źle się czuć, czy ktoś to kiedyś zauważył?

  2. Gosia P. Gosia P.

    Jeżeli dziecko przychodzi do przedszkola i ewidentnie widać, że jest chore, to nauczycielka ma prawo (czy nawet obowiązek) go nie przyjąć. I na nic tłumaczenia rodziców, że „to tylko alergia, pani da mu syropek i będzie dobrze”. Otóż pani NIE WOLNO podać dziecku żadnych medykamentów. Chyba, że chce pozwiedzać sobie hotel penitencjarny. Jeśli dziecko wymiotuje, gorączkuje, puchnie itp., nauczyciel ma obowiązek powiadomić rodziców, aby je zabrali do domu. Oczywiście przyprowadzanie chorego dziecka do przedszkola to nie tylko sposób na zarażenie rówieśników i pracowników placówki, ale też męka dla samego dziecka! A to, że rodzice nie mają z kim zostawić dziecka, czy nie mogą wziąć urlopu w pracy… Cóż, zdecydujmy się: kariera czy rodzicielstwo? I nie dotyczy to wyłącznie matek, ojcowie siedzą w tym równie głęboko.

  3. Położna Położna

    Ten tekst jest po prostu żałosny. Szkoda słów.

    • Mamam Mamam

      Czemu żałosny? Świetnie napisane :)

      • Madzik Madzik

        To ironia…Uważam, że dużo w tym racji, zwłaszcza kontekst „europejski” sporo mówi na temat różnic w podejściu do dzieci…

  4. Jula Jula

    Dobre, wszystkie te wytlumaczenia dokładnie znam. Czesto się widzi podobne zagrania, szkoda, bo to dzieciaki na tym cierpią…

  5. Kasia Kasia

    Dokładnie :) Sama widziałam jak mamusia własnym podkładem pudrowała dziecko. W życiu bym na to nie wpadła!

  6. Jolka Jolka

    Dobre….O tym wypadaniu czopka też słyszałam :D

  7. Madzik Madzik

    Właśnie dlatego nie mieszkam za granicą, tam o dzieci się nie dba tak jak na to dzieci zasługują. Podejście jest mocno lekceważące ….szkoda.

  8. Margo Margo

    W szoku jestem, że tak mogą robić rodzice

  9. Ania Ania

    Jestem ciekawa czy każdy kto krytykuje te wymówki jak sam choruje (kaszel, katar, gorączka) bierze wolne w pracy i choruje w domu czy faszeruje się lekami i idzie zarażac kolegów w pracy? Drodzy rodzice zacznijmy od siebie żeby być dobrym przykładem…

  10. Muminek Muminek

    Normalnie słów brak…Biedne dzieci, które muszą cierpieć z powodu takich ‚inteligentnych’ rad i sposobów – i tych chorych, które słaniające się na nogach ledwo wchodzą do sali i tych, które są zdrowe, bo niczemu niewinne a zaraz mogą zostać zarażone! A panie przedszkolanki – nie znam takich, które by wietrzyły sale w obecności dzieci i stosowały inne wymienione wyżej metody, bo „nie chce im się pracować”!A już na bank, podając te superaśne pomysły, nie myślicie o Paniach, które też są zarażane, ale pracować muszą bo przecież kto WAM ‚wychowa’ dzieci?! Ale cóż, może ja się nie znam, w końcu jestem tylko „Panią Przedszkolanką”… A co do przedszkola – to na pewno NIE jest JEGO obowiązkiem, aby za rodziców wychowywać dzieci, nie jest też żadną przechowalnią dla dzieci tylko placówką edukacyjno – opiekuńczą. Nikt drogie Panie nie zajmie miejsca MĄDREGO i kochającego rodzica (choć akurat większą część czasu to p. Nauczycielka zajmuje się dbaniem o wasze dzieci – tak Nauczycielka a nie Przedszkolanka!). Nikt nie mówi, że od razu trzeba chuchać i dmuchać jak dziecko kichnie, trzeba trochę rozsądku…Mam nadzieję, że ten tekst jest jedynie żartem…

    • sosrodzice sosrodzice

      Muminek, ten tekst został napisany z ironią.

Zobacz również

Polecane tematy