Przenośny nocniczek/nakładka na sedes Potette Plus

Gdy rozpoczyna się nauka nocnikowania, pojawia się dylemat. Maluch, który z chęcią korzysta z nocniczka, czy nakładki na sedes, zdarza się, że jest zdezorientowany już w kilka chwil po opuszczeniu mieszkania. Nie wie, jak  się zachować, gdy jest na spacerze, u babci, czy nad jeziorem. Czy zasady korzystania z nocniczka również obowiązują poza domem? Dlaczego zatem mama ignoruje „typowe” spojrzenie towarzyszący robieniu kupy?

Potrzeby fizjologiczne poza domem

W normalnej sytuacji rodzic lub dziecko pędziłby po nocnik, jednak na zewnątrz albo maluch nie komunikuje swoich potrzeb, albo robi to tak późno, że rodzic nie zdąży wrócić do domu, czy znaleźć toalety. Nie każda mama czy tata również z entuzjazmem bierze pod uwagę załatwianie potrzeb dziecka w krzaczkach. Co wtedy?

W takich sytuacjach czasami marzy się o tym, by zapomnieć o nocniku i wrócić do pieluch: w przypadku starszego dziecka lub ignoruje wołanie malucha: w moim przypadku. Gdy ma się świadomość, że jeśli planuje się pożegnać raz na zawsze z pieluchami, warto naukę czystości kontynuować nawet po wyjściu z domu. Mając tego świadomość, postanowiłam coś zrobić, by czuć się przygotowaną w każdej chwili na to, że córce się „zachce”. Zwłaszcza zanim z musu będziemy musiały załatwić swoje potrzeby w plenerze, bez nocniczka…

Dylematy mamy półtoraroczniaka

Od początku. Córka już od kilku tygodni komunikuje swoje potrzeby: właściwie zawsze w przypadku „cięższych dział”, rzadziej, gdy chce siusiu. W domu sytuacja wygląda prosto: jest nocnik, jest też nakładka na sedes. Z siusiami, które zdarzają się częściej, mała biegnie na nocnik, a z kupką, która pojawia się rzadziej, od razu na sedes (żeby było mniej sprzątania, a co :)

Taki idealny układ w domu, poza nim jednak pokazywał swoje braki. Pisząc wprost, nie miałam pojęcia, jak się zachować, gdy wyraźne stękanie, oznaczające gotowość oddania kupki, zaczęły być komunikowane w wózku na spacerze, czy w galerii handlowej. Nie wyobrażałam sobie rozbierania córki na środku chodnika i pędzenia w pierwsze lepsze krzaki. Mój dyskomfort pewnie szybko by udzielił się córce… W tym miejscu oczywiście należy się uwaga: jest gro mam, które w takich sytuacjach radzi sobie doskonale: zdążą wrócić do domu, przewidzieć potrzeby dziecka, czy też skorzystać z miejskiej toalety. Sposoby są różne, jednak będę się upierać i zwrócę uwagę na komfort. Ten w przypadku przenośnego nocniczka oraz nakładki na sedes mamy zagwarantowany.

Podróżny nocnik i nakładka na sedes Potette Plus pozwala na wygodne załatwianie potrzeb fizjologicznych w każdej sytuacji. Jest niewielki, w zestawie posiada specjalny worek, który ułatwia jego przenoszenie. Co prawda nie zmieści się w niewielkiej torebce, ale już w koszyku pod małym wózkiem: tak. W torbie na pieluchy również. Jest przy tym naprawdę lekki, z jego przenoszeniem nie będzie miało problemu nawet małe dziecko.

Nocniczek bardzo łatwo się rozkłada. Producent dołącza specjalne worki, wkłady, które szybko pozwalają zamknąć niemiłą zawartość i zneutralizować nieprzyjemne zapachy (sprawdzone!). Woreczek wystarczy wyrzucić jak pieluchę i mamy spokój. To naprawdę super wygodne rozwiązanie. Jedyny minus to konieczność nabywania dodatkowych wkładów (woreczków). Wkłady do nocnika Potette Plus to dodatkowy wydatek. Koszt 13 złotych za 10 sztuk. Cena może nie jest najniższa, jednak przy korzystaniu z nocniczka poza domem, do czego został on stworzony, nie jest ona zaporowa.

O czym jeszcze warto wspomnieć? Na pewno o wysokiej jakości wykonania. Nakładka Potette Plus jest wykonana z dużą starannością, trwała i stylowa. Dla mnie osobiście zdecydowanie lepsza w wersji nakładki niż nocniczka. Pozwala uniknąć stresu związanego z załatwianiem potrzeb w obcej toalecie (znane są mi przypadki dzieci, które odmawiają tego poza domem), dając zawsze stały element rytuału: nakładkę, która jest i zapewnia komfort: dziecku i rodzicowi.

Dziecko szybko przyzwyczaja się kojarzyć nakładkę z bezpieczeństwem oraz może wygodnie zadbać o załatwianie potrzeb, czy to w sklepie, w parku, u babci, czy u znajomych. Bezproblemowo, łatwo i bez stresu. Wszystko dzięki:

  • antypoślizgowym nóżkom
  • wymiennym wkładom, wykluczającym konieczność mycia nocnika
  • nakładce pasującej na każdą deskę sedesową,
  • lekkiej, niewielkiej konstrukcji,
  • wysokiej trwałości: produkt właściwie nie do „zużycia”. Trudno szukać na nim śladów eksploatacji.
  • uniwersalności: polecany dla dzieci od 15-miesiąca życia (nocnik) oraz 24 miesiąca życia (nakładka): wytrzymuje ciężar 25 kilogramów.

Co może przeszkadzać?

  • Nocnik jest dużo niższy od przeciętnego nocnika. Dziecko może protestować, zanim na nim usiądzie. Dlatego lepiej poćwiczyć kilka razy w domu, zanim zdecydujemy się użyć go na zewnątrz.
  • Konieczność kupowania wkładów
  • Niektóre mamy twierdzą, że takie wynalazki są zbędne. Można bowiem podobno (sama jako mama jeszcze tego nie testowałam i nie wiem, czy będę testować: czas pokaże) korzystać z możliwości załatwiania potrzeby fizjologicznych w krzaczkach: co dotąd bez problemu robiły kolejne pokolenia malutkich dzieci. Można też inaczej… Dość ciekawym patentem, o jakim przeczytałam, jest noszenie ze sobą pieluchy jednorazowej, na którą się wysadza dziecko, potem po prostu się ją zawija i wyrzuca do śmieci.

Podsumowując: przenośny nocnik turystyczny Potette Plus to dla mnie przede wszystkim doskonała nakładka na sedes. Pozwalająca szybko i sprawnie skorzystać z toalety w markecie, bez obawy, ze dziecko się posiusia trzymane w powietrzu i bez strachu, że maluch dotknie do rzadko czystej deski. Z tych wszystkich powodów: zasłużony HIT!

Dziękujemy sklepowi MamaGama za udostępnienie produktu do testów.
Jesteś producentem, dystrybutorem tego produktu? Możesz pobrać powyższą grafikę i fragment recenzji, umieszczając je wraz z odnośnikiem u siebie na stronie.W razie pytań prosimy o kontakt - kontakt@sosrodzice.pl.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. mama kasi mama kasi

    Ma ktoś ten „wynalazek”?

  2. kinia kinia

    podoba mi się i z chęcią bym kupiła, zastaawiam siętylko, czy rzeczywiście jest szansa go poużywać :)

    • Dorota Dorota

      Kiniu, to tak jak ze wszystkimi niemal produktami. Można się obyć, bez nich, ale gdy się je ma, jest po prostu łatwiej…:)