Jak przedszkola walczą o każdą złotówkę?

Zgodnie z rządowym programem „Przedszkole za złotówkę” (ustawa z dnia 13 czerwca 2013 r., o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw – DzU poz. 827) , od 1 września 2013 roku gminy ograniczyły wysokość opłat w publicznych przedszkolach do 1 zł za każdą dodatkową godzinę opieki (pięć godzin jest bezpłatnych). Wcześniej wysokość pobieranych opłat zależała od decyzji samorządu.

Ustawa ta u podstaw miała zrównywać szanse. Zakładała, że w ramach 5 bezpłatnych godzin dzieci będą realizować podstawę programową. Jak jest w rzeczywistości?
Jak można byłoby podsumować rok funkcjonowania „przedszkoli za złotówkę”? Okazuje się, że…to, co w teorii było świetnym pomysłem, już w praktyce ma wiele wad…

Zajęcia dodatkowe – po „godzinach”

Jak rozwiązano problem zajęć dodatkowych?
Tam, gdzie się udało, było to możliwe przy pomocy wolontariuszy, rodziców angażujących się w przeprowadzanie zajęć – za darmo, po swojej pracy. Tam, gdzie poniesiono klęskę – nie przeprowadzano ani rytmiki, ani zajęć z angielskiego, nie wspominając o garncarstwie i innych. Przedszkole stało się „przechowalnią”, na co zwracali uwagę rodzice protestujący przed wprowadzeniem „taniego przedszkola równych szans”.

Doszło też do innych metod organizowania czasu dzieciom. Między innymi planowania dodatkowych zajęć „po bezpłatnych godzinach”, w ten sposób, by rodzic na pewno zapłacił za kilkanaście minut dodatkową złotówkę a nawet dwie. W jaki sposób?

Przykład na dole pokazuje, że rozpoczęcie zajęć z angielskiego o godzinie 13.45 (po 15 minutowym leżakowaniu po uprzednim obiedzie) i zakończenie zajęć równo o 14 sprawia, że rodzic wychodzący z dzieckiem z przedszkola o 14.02 (bo wcześniej się nie da – trzeba chociaż zmienić dziecku obuwie) musi zapłacić za dwie dodatkowe godziny – 14-stą i rozpoczętą 15-stą.

Poniżej ogłoszenie z jednego z przedszkoli -nadesłane na adres kontakt@sosrodzice.pl.

„Rodzice logują dziecko do systemu z chwilą wejścia do budynku przedszkola. Dzieci, które uczęszczają na język angielski należy wylogować dopiero po zakończeniu zajęć i zejściu dziecka do szatni. Proszę o zastosowanie się do tej informacji i przestrzeganie przyjętych zasad”.

Okazuje się, że dyrektor placówki zarządza, by skanować kartę dopiero po odebraniu dziecka po zajęciach. Niby oczywiste i logiczne, ale… Przedszkolak może wyjść z sali o 14.00 (wtedy kończą się zajęcia), więc nie ma możliwości niezapłacenia za następną – rozpoczętą godzinę 15-stą, mimo że przedszkolak już w kilka sekund po 14 jest pod opieką rodzica.

W ten sposób mama, która wysłała nam poniższe zdjęcie, mimo że ma wpisane w umowie, że dziecko przebywa w przedszkolu od 8 do 14 i tak zostaje zmuszona zapłacić za rozpoczętą godzinę 15. W myśl zasady, że każda złotówka się liczy…

16092014371

Pani dyrektor, autorka powyższego ogłoszenia miała na zebraniu z rodzicami mówić: „słuchajcie, naprawdę  już tak nie żałujcie tej jednej złotówki…My też musimy z czegoś żyć, nic wam się nie stanie jak dziecko zeskanujecie o 7.58, a nie stoicie pod przedszkolem z zegarkiem w ręku i odliczacie czas. Przecież przedszkole kosztuje grosze…Ten kto miał kiedyś opiekunkę do dziecka, to wie, ile wtedy wydaje się pieniędzy…”

Poza tym, pyta autorka zdjęcia, dlaczego w mieście, w którym uczęszcza do przedszkola moje dziecko za każdą rozpoczętą godzinę płaci się złotówkę a nie proporcjonalnie do rzeczywiście spędzonych minut? Wtedy powyższe praktyki nie byłyby opłacalne…

Inny przykład?

W innym przedszkolu tuż po obiedzie planuje się co najmniej półtoragodzinne obowiązkowe leżakowanie (które w placówkach prywatnych zazwyczaj nie jest praktykowane lub jest dobrowolne – rozkładane są materace, dzieci mogą się położyć lub cicho się bawić). Dziecko jest przebierane w piżamkę, ma swoją kołderkę, poduszkę. Rodzic, który chce odebrać dziecko wcześniej (zgodnie z tym, co zadeklarował w umowie) też ma utrudnione zadanie, bo…dziecko śpi, a ten sen jest warty kolejną złotówkę lub dwie.

W konsekwencji trudno oprzeć się wrażeniu, że przedszkola państwowe walczą o przetrwanie, „wymuszaniem” płacenia dodatkowych złotówek.

Ile kosztują kredki?

Do listy „dodatkowych kosztów” należy dołączyć również koszt kredek i innych materiałów, z jakich skorzystają dzieci na zajęciach (około 40-50 złotych na rok – to sporo czy mało?) oraz tak zwany „dobrowolny” komitet rodzicielski, o którym przypomina się rodzicowi na każdym kroku.

Czy przedszkole nie powinno zapewnić dzieciom materiałów piśmienniczych? Dlaczego rodzice mają za nie płacić dodatkowo? Teoretycznie koszt na jeden miesiąc nie jest wysoki, ale w perspektywie kilkuset dzieci dla przedszkola zyski są spore. Czy na pewno  w przedszkolach publicznych można w ten sposób przerzucać na rodzica kolejne koszta?

Czy przedszkola za złotówkę wyrównują szanse?

Ustawa niestety nie wyrównała szans. Sprawiła, że dzieciaki w wielu (bo nie wszystkich) placówkach państwowo nie mogą korzystać z zajęć dodatkowych, gdy tymczasem w przedszkolach prywatnych maluchy w tym samym czasie śpiewają, tańczą, uczą się angielskiego, wychodzą do zoo, muzeów, itd. I gdzie tu wyrównywanie szans?

Jeśli rodzic dziecka z placówki państwowej chce wykupić dodatkowe zajęcia, to nie zapłaci za nie już kilkanaście złotych, które musiał płacić w przedszkolu, ale co najmniej sto złotych za zajęcia wykupione prywatnie, na własną rękę, po godzinach przebywania w placówce…To w praktyce efekt zrównywania szans.

To teraz kolejny zgłoszony do redakcji problem – ile „powinno” przebywać w przedszkolu dziecko, które uczęszcza do przedszkola państwowego?

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. KIniowata KIniowata

    Bardzo ciekawe…a sposób wymuszania pieniędzy przez dyrektorkę żenujący

  2. Ola K. Ola K.

    Jeśli w umowie rodzic ma, że dziecko jest w przedszkolu od 8 do 14 i rodzic jest w przedszkolu o 13.50, no to sorry, powinien płacić od 8 do 14, a nie jeszcze za 15. Dla mnie to żenujące jest zachowanie takiej Pani dyrektor
    Lubię to! · kilka sekund temu

  3. Ula Ula

    szok

  4. monika monika

    W naszym przedszkolu kredki są chyba pozłacane bo kosztują 120 zł od każdego dziecka…

  5. mowi mowi

    łatwo jest tylko ocenić pracę przedszkola i ww. Pani Dyrektor. To chyba nie jest jej wina, ani zasługa jak praca przedszkola zostaje zorganizowana. I wcale się nie dziwię, że nauczyciel mając dziecko pod opieką do 14 nie chce zostać z ww. dzieckiem do 14.15 – ponieważ w pozostałych publicznych zakładach pracy za nadgodziny się pracownikowi płaci – a w szkole i przedszkolu niestety nie – wiem ponieważ sama tam pracuję.
    Zgodzę się tylko z jedną opinią tego artykułu – dzieci są celowo równane do najsłabszego – i tu ww. reforma też przyniosła „pozytywny” skutek. Dzieci mają obowiązek otrzymać „równe” wykształcenie – stąd ww. 5 godzin tzw. obowiązkowych – to jest podstawa programowa, którą każde dziecko MUSI otrzymać. Nie wolno więc tych godzin „redukować” na potrzeby j. angielskiego, rytmiki… Poza tym w podstawie programowej dla szkolnictwa ogólnego w Polsce – mam tu na myśli dokument, który obowiązuje w CAŁEJ Polsce, nie ma mowy o j. angielskim lub innym przedmiocie dodatkowym w klasach przedszkolnych- to jest TYLKO dobra wola rodzica, by dziecko na te zajęcia prowadzić.
    Poza tym jako rodzic i jako nauczyciel mam jedno spostrzeżenie: rok temu moje dziecko uczęszczało do klasy O – w przedszkolu – od ubiegłego roku szkolnego nie było zajęć dodatkowych językowych w w naszym przedszkolu dla dzieci, wcześniej takowe zajęcia się odbywały – koszt około 6 złotych na dziecko. Od ubiegłego roku tych zajęć nie ma, ale możliwe są zajęcia dodatkowe zorganizowane w szkole językowej, mieszczącej się w odległości około 600 metrów od przedszkola. Koszt zajęć wyniósł 5 złotych za godzinę. Grupa dzieci przedszkolnych biorących udział w zajęciach wyniosła 4 dzieci… na 150 uczęszczających do przedszkola… Dodam też, że miejscowość o której piszę liczy niecałe 3 tyś. mieszkańców – więc nie jest powierzchniowo rozległa więc dotarcie z jednego miejsca na drugie też nie powinno być problematyczne… Powiem też, że podczas zebrania z rodzicami nasza p. Dyrektor informowała rodziców o niemożliwości zrealizowania zajęć dodatkowych dla dzieci i rodzice byli oburzeni tym. Ale proszę pamiętać iluz nich zdecydowało się na udział dzieci w zajęciach – ta liczba mówi sama za siebie.
    Rodzic od innych potrafi wymagać, ale od siebie już niestety nie.

  6. Lucyna Lucyna

    Moje dziecko uczęszcza do przedszkola miejskiego i ma zajęcia dodatkowe w przedszkolu: j.angielski, tańce i rytmika. W tym roku j. angielski jest za darmo. Za tańce i rytmikę płacimy dodatkowo, nie są to duże pieniądze. Jeśli chodzi o funkcjonowanie przedszkola to nie widzę dużej różnicy (oprócz mniejszych opłat) po reformie. W przedszkolu nadal są wycieczki, wyjścia do kina i teatru itp. Mamy drugą połowę września, a dzieciaki już były na wycieczce, miały wyjście do miasta, z okazji dnia Przedszkolaka na podwórku miały wynajęte dmuchane zamki. Moje dziecko ma mnóstwo atrakcji w przedszkolu. Wcześniej chodził do przedszkola prywatnego i tylu wyjść i zajęć nie miał, mimo że płaciłam dosyć spore pieniądze.
    Menu dzieci jest tak mega rozbudowane, że jestem po miłym wrażeniem jak czytam jadłospis na następny tydzień.
    Za komitet rodzicielski płacimy 180 zł rocznie, za wyprawkę plastyczną 90 zł. Uważam że te pieniądze nie są zmarnowane i napradę Panie je bardzo dobrze wykorzystują. Mój synek przynosi tyle prac plastycznych różnego rodzaju. W tamtym roku jak zostały pieniądze z wyprawki plastycznej to Pani zakupiła dzieciakom zestawy ciastoliny do zabawy.
    A ile wy wydajecie na bloki, kredki, farby itp. dla swoich dzieci w domu? Bo ja 20 miesięcznie. Także te 90 zł to nie jest jakaś mega kwota jak na cały rok.

  7. Foka Szara Foka Szara

    Treść artykułu mnie zszokowała. Nie mogę sobie wyobrazić tej sytuacji z logowaniem. Rodzic płaci za pełne godziny i zapewnia mu to ustawa statutowa przedszkola. Z tego, co mi wiadomo, powyższe działania są bezprawne i sprawa powinna wylądować na biurku MENu. Nie wydaje mi się, by działania dyrektorki były zgodne z literą prawa. Wydaje mi się, że opisane, nazwijmy to „przypadłości”, nie zależą od tego, czy przedszkole jest prywatne czy państwowe. Mam grono sąsiadek, które miały dzieci w innych przedszkolach – zarówno prywatnych jak i państwowych i spostrzeżenia są naprawdę rozmaite. Prywatny nie znaczy lepszy. Może ja opiszę jak to wygląda w moim przedszkolu.
    Moja córka od ponad roku uczęszcza do państwowego przedszkola w Toruniu. Pozostawiam ją 2h ponad bezpłatne godziny, a od tego roku zmierzam przedłużyć ten czas do 3h, ponieważ do ostatniej minuty dzieci są zajmowane kreatywnymi zabawami.
    Rodzice sami chętnie przynoszą różne kolorowanki, jakieś zapasowe naklejki, niepotrzebne już zabawki i jest to dla nas naturalne – nikt nie jest do niczego zmuszany i robimy to naprawdę dobrowolnie (podobnie jak dobrowolnie wspomagamy panie z grupy chusteczkami higienicznymi czy mydełkami w płynie. Podczas sezonu wirusowego zapasy z przewidzianych w budżecie przedszkola środków higienicznych często nie wystarczają.). W pierwszym roku rodzice zgodzili się na zapłatę 50 zł na wszelkie artykuły do pracy kreatywnej, tj: nożyczki, kolorowe i białe papiery, plastelinę, farby, palety do farb, pędzle, taśmy klejące, artykuły jednorazowego użytku jak np. kubeczki do zabawy itd. – była tego cała masa. Wychowawczyni grupy przedstawiła na wszystko rachunki, a pozostałą resztę „przerzuciła” na bieżący rok, skutkiem czego, w tym roku składka wynosi 20 zł (wielu artykułów dzieci nie zużyły w całości). Komitet rodzicielski jest rzeczywiście dobrowolny, jednak pani dyrektor podkreśla, że z tych pieniędzy przedszkole organizuje wszelkie wyjazdy, zaprasza do przedszkola różne wesołe miasteczka (np. na dzień dziecka czy przywitanie wiosny), organizuje fantastyczne atrakcje. Całość z komitetu jest rozliczana na bieżąco i wyciąg z tych wydatków dostępny jest dla każdego i w każdej chwili w sekretariacie.
    Z uwagi na fakt, że zajęcia dodatkowe muszą być, wedle nowej ustawy, realizowane po podstawie programowej, a zatem po godzinie 13, pani dyrektor wspomniała, by dostosować godziny pobytu maluchów w przedszkolu (panie w grupach zasygnalizowały o której godzinie dla danej grupy kończy się angielski, rytmika i tańce). Najpóźniejsze grupy kończą zajęcia o 15:30 (dwa dni w tygodniu). Zajęcia dodatkowe są – również w myśl ustawy – bezpłatne i odbywają się na terenie przedszkola. Nikt nigdy nie robił problemów gdy rodzice odbierali dzieci z „kwadransem”, czasem nawet później.
    Leżakowanie u maluszków odbywało się O 11 i trwało ok. 45 min., po czym dzieci miały drugie śniadanko. Obiad – 13:30 i tu Pani dyrektor sugerowała, by jednak nie odbierać dzieci o 13, bo zwyczajnie stracą posiłek. Oczywiście nie jest to przymus i rodzice, którzy nie deklarują się na obiady odbierają dzieci wcześniej (hipotetycznie, bo jednak z tego, co mówiła Pani dyrektor, właściwie wszyscy rodzice chętnie zostawiają dzieci minimum do 14). Przedszkole bierze udział w rozmaitych konkursach i wspiera inicjatywy społeczne. Pani dyrektor bardzo prężnie zarządza jednostką i z każdą uwagą można się do niej zwrócić.
    Wydawało mi się, że są to ogólnie przyjęte standardy w przedszkolach państwowych (proszę pamiętać, że w jednostkach państwowych rozmaitych kontroli jest znacznie więcej niż w prywatnych, stąd, z punktu widzenia rodzica, są one bezpieczniejsze). Po rozmowach z koleżankami i sąsiadkami, których dzieci uczęszczają do prywatnych przedszkoli, mam lekko mieszane uczucia. Niektóre są bardzo zadowolone, inne mniej, ponieważ w przedszkolu prywatnym dopłaca się właściwie za wszystko.
    Gdzieś pewnie należy wyważyć te opinie, ale myślę, że przedszkola złej sławy funkcjonują tak jak funkcjonują, bo rodzice na to w jakimś sensie pozwalają. Są to zresztą słowa pani dyrektor mojego przedszkola. Życzę mamom więcej szczęścia do takich placówek, na jaką trafiłam ja i moja córka.

  8. Kinia Kinia

    Zgadzam się – trzeba walczyć i nie pozwalać na takie praktyki…Co jak co chodzi to o nasze dzieci

  9. Basia Basia

    Drodzy Państwo – niestety kredki, farby itp też kosztują – a warto też używać innych środków plastycznych, kupić prezenty na urodziny dzieci kiedy obchodzimy je wspólnie w grupie, dzień chłopca, kobiet, święta itp. Ile kosztowały by te rzeczy jednostkowo zakupione a nie hurtowo? Jestem nauczycielem w przedszkolu i wiem co piszę. Jadąc na zakupy do grupy koszty paliwa i czas to już moja sprawa bo wstyd by mi nawet było o tym mówić rodzicom – w mojej grupie chętni też robią i jeżdżą na własny koszt po napoje, ciasteczka na spotkania grupowe (ognisko, jasełka czy dzień babci z poczęstunkiem itp.). Można na czas pobytu w przedszkolu spojrzeć jak na lekcję w szkole – czy jest dziecko na l. biologii, matematyki to nauczyciel co 45 min odnotowuje obecność. Moje starsze dzieci chodziły do przedszkola przed reformą – i koszt był wyższy niż obecnie, dodatkowo wszystkie zajęcie poza podstawą jak język, rytmika itp. Pamiętam jak weszło naliczanie godzinowe i rodzice sami wpisywali kiedy przyprowadzają i odbierają dziecko – niektórzy mieli mocno rozregulowane zegarki. Wielu przedszkoli nie stać na czytniki i nauczyciel odnotowuje czas wejścia i wyjścia dziecka. Wiele gmin nie jest w stanie też zapewnić wystarczających środków na płace dla personelu – a gdzie kredki. Bogate miasta to co innego. Troszkę to wszystko zwariowane i czy na pewno służy dziecku. Tak jak moja poprzedniczka w wypowiedzi, powtórzę – to prawda dzieci zostały zrównane do najniższego poziomu, a przedszkole traktowane za przechowalnie, nauczyciel to nie pedagog i autorytet dla dziecka lecz niania, ciocia – rodzic – klient. Całe szczęście w moim przedszkolu i gminie znalazły się środki na rytmikę, język a nauczyciele korzystając z pieniędzy rodziców mogą zapewnić dzieciom wyjazdy na wydarzenia kulturalne, zakupić potrzebne środki na zajęcia (np owoce egzotyczne).