Poślesz teraz dziecko do przedszkola, żłobka? Jesteś złym rodzicem! Mówią…

Każdy z nas w pewnym momencie stanął przed dylematem – czy wysłać dziecko do przedszkola/żłobka. Jeśli tak, to do jakiego. Podjęliśmy różne decyzje, biorąc pod uwagę naszą indywidualną sytuację. Jak to w życiu, wielokrotnie oceniano nas, czy postąpiliśmy dobrze. Czasami wprost, jednak dużo częściej między wierszami, czy inaczej to ujmując – za plecami. Dzisiaj sytuacja wcale się nie zmieniła. No może o tyle, że ataki są coraz ostrzejsze i bardziej bezpośrednie! Szczególnie w tej nietypowej sytuacji. Obecnie gdy chcesz, żeby Twoje dziecko wróciło do przedszkola/żłobka, jesteś złym rodzicem. Bo przecież kochający rodzic by tego nie zrobił. Bo kochający rodzic się boi, dba o zdrowie dziecka. Prawda?

Świat w nowej rzeczywistości

Przez ostatnie dziesięciolecia żłobki, a zwłaszcza przedszkola ugruntowały się w naszej polskiej świadomości jako miejsca, do których posyła się dziecko, gdy rodzic wraca do pracy. Zaczęliśmy mówić o placówkach nie tylko pod względem możliwości zapewnienia opieki, ale również wsparcia edukacyjnego. Chodziło przecież nie tylko o „przechowanie malucha” w bezpiecznych warunkach, gdy rodzice są w pracy, ale o to, by nasza ukochana córka czy wymarzony syn mogli przebywać z dziećmi, bawić się, uczyć i rozwijać.

Była też druga strona medalu.

Przez lata przyzwyczailiśmy się do tego, że przedszkola i żłobki to siedlisko wirusów i bakterii. Bywały dni, kiedy z grupy 20 osób przychodziła garstka. Bo jakiś paskudny wirus, trzydniówka, dziwna gorączka, biegunka, ospa, itd.

Dzisiaj zapomnieliśmy o jednym i drugim – o tym, dlaczego posłaliśmy dzieci do żłobków i przedszkoli i o tym, że wirusy były, są i na pewno będą. I niewiele w tym temacie można zrobić.

Dzisiaj wszystko się zmieniło

Zamknięci przymusowo w domu doświadczyliśmy tego, jak to jest, gdy wszystko wygląda inaczej. Wielu to się spodobało. W końcu można zwolnić, mamy więcej czasu dla swoich dzieci. Możemy dopilnować maluchy z nauką.

Inni wcale się nie cieszą, bo obowiązki zawodowe zostały, a doszedł problem z kombinowaniem z opieką nad najmłodszymi. Nie ma możliwości wzięcia płatnego zwolnienia, bo po kilku miesiącach nie byłoby do czego wracać.

Są też tacy, którzy mają dzieci 8 letnie, które nie „łapią” się na opiekę. Po 8 godzinach w pracy, w której się człowiek denerwuje, czy w domu wszystko ok, wraca się do następnego etatu. I tak każdego dnia. Rośnie frustracja rodzica i dziecka.

Nie ma dwóch takich samych osób. Nasze doświadczenia w tym szczególnym okresie wyglądają inaczej. Tak samo jak nasze życiowe sytuacje….i poziom lęku. Są tacy, którzy śledzą statystyki i nie obawiają się tak bardzo zarazy. Są też tacy, którzy stresują się mocno.

Dużo jest też osób, które mają świadomość, że trudna sytuacja potrwa i trzeba się nauczyć żyć względnie normalnie. Rodzice, którzy chcą teraz otwarcia przedszkoli, szkół to niekoniecznie ci, którym dzieci niemiłe. Nie ci, którzy się znudzili czy zmęczyli maluchami. Często są to osoby obawiające się skutków ekonomicznych, dużo groźniejszych niż jakakolwiek zaraza. To osoby martwiących się o swoją pracę. To też rodzice, którzy widzą, jak ich dzieci tęsknią za rówieśnikami. To jednostki, których poziom lęku jest znacznie niższy i pogląd na obecną sytuację odmienny.

Każdy z nas jest inny. I każdy podejmuje najlepszą możliwą decyzję. Dlaczego jednak z taką lekkością oceniamy i krytykujemy?

W innych krajach się da, u nas nie?

Różne kraje mają różne strategie radzenia sobie z sytuacją, w jakiej się znaleźliśmy. Nie ma zgody wśród badaczy, lekarzy i ekspertów, który sposób działania jest lepszy. Teoretycznie na podstawie tych samych danych poszczególne kraje podejmują inne decyzje.

Podobnie reagujemy, my rodzice. Teoretycznie mamy dostęp do tych samych informacji. Wiemy, jakie są twarde dane, znamy statystyki, wiemy, kto choruje najczęściej, ile procent chorych przechodzi chorobę bezobjawowo, jak często chorują dzieci, jak wygląda przebieg choroby u najmłodszych. Sporo jednak nie wiemy. Nie mamy świadomości efektów długofalowych – zarówno przechorowania, jak również nieprzechorowania, pozostawienia dziecka w domu, noszenia maseczek, itd.

Trudno w takiej sytuacji, w której eksperci nie są zgodni i jest tyle niewiadomych, zachować spokój. Jednak czy do tej pory było inaczej? Przecież od zawsze naukowcy toczyli spory, co jest lepsze, co zdrowsze. Pojawiały się określone wyniki badań, za chwilę kolejne przeczące tym pierwszym. Ryzyko też nie narodziło się dopiero teraz. Jest wpisane w nasze życie.
Tak jak choroby.

Jednak rzeczywistość, z jaką się mierzymy dotknęła nas po raz pierwszy. To sytuacja bezprecedensowa. Jednak czy to powód, by się kłócić, obrzucać obelgami, upierać przy swoim zdaniu jako jedynym właściwym? A może to pretekst, by stworzyć jak najlepsze rozwiązania dla nas wszystkich, myśleć nie tylko o tym, co teraz, ale o tym, co będzie później? Bo to „później” w końcu nadejdzie.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Polecane tematy