Poronienie i co dalej?

  • nieprawidłowości genetyczne – to tak zwane „błędy”, które pojawiają się w okresie rozwoju zarodka, często przekazywane już w okresie zapłodnienia. Sprawiają one, że ciąża na samym wstępnie skazana jest na obumarcie. Zapis genetyczny gwarantuje, że nigdy nie będzie mogła rozwijać się prawidłowo. Wady genetyczne są przyczyną 50% poronień. Bardzo rzadko natomiast na poronienie mają wpływ nieprawidłowości chromosomalne przekazywane przez rodziców.
  • nieprawidłowy kształt macicy – zamiast trójkątnego wnętrza macica przybiera formę dwurożną lub jednorożną. Z drugiej stronie nie brak kobiet, które z tymi zmianami prawidłowo przechodzi ciążę, stąd bardzo trudno stwierdzić, czy są one na pewno przyczyną poronień.
  • słaba szyjka macicy – uszkodzenia szyjki macicy (niewydolna szyjka macicy) może być problemem, z którym się już urodziliśmy lub też powstawać w trakcie zabiegów chirurgicznych lub w trakcie porodu. W tym wypadku następują nawrotowe poronienia z niewielkim bólem. Słaba szyjka rozwiera się bez bólu, co prowadzi do wydalenia rozwijającej się ciąży. Na szczęście niewydolna szyjka macicy podlega leczeniu.
  • infekcja – większość infekcji, których skutkiem są upławy, nie wiąże się z poronieniem. Problemem może być infekcja w obrębie macicy lub bezpośrednio atakująca dziecko. Na szczęście infekcje prowadzące do poronienia zdarzają się bardzo rzadko.
  • zakażenie – poronienie może być spowodowane zakażeniem pasożytniczym (toksoplazmozą), wirusowym (różyczką, grypą) oraz innymi chorobami przebiegającymi z wysoką gorączką.
  • zaburzenia hormonalne – mimo że udało się ustalić, że zaburzenia hormonalne mają wpływ na utratę ciąży, to nadal jednak wyrównanie ich ilości w wielu wypadkach nie pozwala zachować ciąży.
  • schorzenia kobiety – poronienie może być spowodowane skłonnością do powstawania skrzeplin krwi, które grożą uszkodzeniem łożyska. Przyczyną może być także: schorzenie nerek oraz choroby tarczycy.

Różne typy poronienia

Zasadniczo lekarze wyróżniają trzy typy poronienia:

  • Poronienie zagrażające – bezbolesne krwawienie z pochwy, najczęściej nie tak obfite, by mogło zagrozić ciąży. Niekiedy uspokaja się samoczynnie i ciąża jest kontynuowana prawidłowo (przy zamkniętej szyjce macicy). Zdarza się jednak, że krwawienie nie ustępuje i kobieta traci ciążę. W tym wypadku niezbędna jest wizyta u lekarza i sprawdzenie stanu zarodka. W celu utrzymania ciąży zaleca się odpoczynek i nie obciążanie się, zwłaszcza fizycznie.
  • Poronienie w toku – towarzyszy mu bardzo mocny ból wraz z krwawieniem. Podczas badania okazuje się, że szyjka macicy jest otwarta.
  • Poronienie niezupełne i zupełne – poronienie w toku może mieć różny przebieg. Może doprowadzić do poronienia niezupełnego, kiedy część tkanek zostaje wydalonych, część pozostaje jeszcze w macicy. Poronienie zupełne diagnozuje się wtedy, kiedy cała ciąża zostaje wydalona z macicy i macica pozostaje pusta. Najczęściej dotyczy ciąż bardzo wczesnych, do siódmego tygodnia. Krwawienie z dróg rodnych przeciąga przez 2-3 tygodnie od pierwszych objawów poronienia, czemu towarzyszą mocne bóle brzucha i charakterystyczne skurcze. Poronienie zupełne wymaga wizyty u ginekologa i badania USG, wykluczającego ciąże pozamaciczną.

W przypadku poronienia późnego, w drugim trymestrze, konieczne jest podanie kroplówki z oksytocyny, wywołującej poród.

Kiedy potrzebny jest zabieg operacyjny?

Poronienie niezupełne wymaga podania środków farmakologicznych, które pozwolą w pełni opróżnić macicę lub zabiegu operacyjnego, podczas którego w sposób mechaniczny usuwa się martwe tkanki (wykonywanym najczęściej w znieczuleniu ogólnym). To bardzo ważne, ponieważ pozostałości po ciąży zagrażają zdrowiu kobiety, mogą prowadzić do krwawienia oraz do rozwinięcia się groźnej w skutkach infekcji, która będzie przyczyną poważnej choroby lub zagrożeniem dla płodności kobiety.

Wybór metody farmakologicznej lub chirurgicznej nie ma wpływu na szansę zajścia w kolejną ciążę. Rokowania w obu przypadkach są takie same. Niestety ryzyko kolejnego poronienia po jednym przebytym wzrasta, sięga 20%. Szansa na donoszenie ciąży zmniejsza się po każdym poronieniu. Po jednym jest nadal bardzo duża.

Kiedy można się starać o kolejne dziecko?

Krwawienie może trwać tydzień lub dwa. W tym czasie trzeba unikać ciepłych kąpieli, wysiłku fizycznego oraz współżycia seksualnego. Miesiączka następuje około 4-6 tygodni po poronieniu. Poprzedza ją owulacja.

Dlatego z punktu fizjologicznego można zacząć starania około 3-4 tygodnia po poronieniu. Zaleca się jednak, by odczekać przynajmniej trzy miesiące, a najlepiej pół roku, zanim znowu rozpoczniemy starania. Warto dać sobie czas na odpoczynek. Tym bardziej, że poronienie może być długo emocjonalnie odczuwane i przeżywane. To naturalne. Każdy potrzebuje czasu. Trudno pozbyć się uczucia pustki, żalu, gniewu i niesprawiedliwości. Relaks i wyciszenie pozwolą na uporządkowanie własnych myśli i spraw rodzinnych. Czasami warto skonsultować się z psychologiem, który pozwoli przetrwać stratę i przeżyć żałobę tak, by w przyszłości móc starać się o kolejne dziecko.

Nie byłam w stanie pocieszyć...

Leżąc na oddziale patologii ciąży, dwa razy byłam świadkiem poronienia przez moje współlokatorki. W moim szpitalu nie ma oddzielnej sali, tak więc w zależności od tego, gdzie znajdzie się wolne łóżko tam trafia pacjentka z zagrożeniem utraty dziecka.

Sylwię poznałam na krótko przed narodzinami mojej córki. Do szpitala trafiła z niewielkim krwawieniem. Przez cały czas dyżurująca położna doglądała kobiety, sprawdzała stan podpaski i pytała o samopoczucie. Po porannym badaniu okazało się, że w jej przypadku nie ma już czego ratować i niezbędne jest przeprowadzenie zabiegu. Sylwię odwieziono na szpitalnym łóżku na salę, gdzie dostała ,,głupiego Jasia”, a następnie oczyszczono jej drogi rodne oraz macicę. Dosyć szybko doszła do siebie. Nie uskarżała się na żaden ból czy inne niedogodności. Razem z pozostałymi pacjentkami czule głaskałyśmy nasze brzuchy, doceniając to, że niedługo zostaniemy mamami. Widziałam, że kobieta pogodziła się z zaistniałą sytuacją i pociechę znalazła w starszym synku oraz mężu, który  gdy tylko mógł  dzwonił do niej. Sylwia została wypisana nazajutrz po zabiegu. Wręczono jej również tygodniowe zwolnienie lekarskie.

Niecały miesiąc po porodzie znów odwiedziłam oddział ginekologii, gdzie ratowano moje piersi, które zaatakowało zapalenie. Położono mnie w dwuosobowej sali. Moją towarzyszką okazała się niewiele starsza kobieta, której imienia już nie pamiętam. Tym razem jej problem zlekceważyła położna. Nie reagowała, gdy moja współlokatorka skarżyła się na ból przypominający ten, z którym miała styczność podczas porodu. Oglądająca ulubiony serial położna zainteresowała się kobietą dopiero wtedy, gdy ta oznajmiła jej, że prawdopodobnie straciła dziecko, będąc w toalecie. Do dziś nie mogę zapomnieć słów pielęgniarki, która ze zdziwieniem spytała niedoszłą matkę, dlaczego jej nie zawołała.

Mimo że obydwie kobiety straciły dzieci we wczesnym etapie ciąży, każda z nich na swój sposób usiłowała być dzielna i wrócić do życia poza szpitalem. Nie byłam w stanie pocieszyć żadnej z nich. Nic nie wynagrodzi matce utraty dziecka, nawet jeśli nie było one wyczekiwane czy zaplanowane.

EwaEwa, 27 lat. Na swoje szczęście czekała 5 zim. Stara się pogodzić bycie mamą z egoistycznymi przyzwyczajeniami. Czyta, szuka informacji, słucha rad doświadczonych mam, próbuje znaleźć złoty środek i wychować córkę na dobrego człowieka. Póki co, widzi małą kopię siebie, która sprawia, że pełną piersią, czuje, że żyje.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.*

  1. monika06

    kilka tygodni po urodzeniu mojej córeczki odwiedziłam koleżankę w szpitalu która właśnie urodziła zdrowego i silnego mężczyzne, sala dwuosobowa koleżanka nie rozstawała sie z synkiem a kobieta obok lezała na lozku z glowa wbita w sufit. zdziwiona jej postawa zapytalam co sie stalo a ona mi powiedziała-straciłam wszystko co kochałam i kocham!
    dopiero w tym momencie zrozumiałam, że ja jestem najszczesliwsza mama na swiecie ,gdyz mam moja coreczke! ale dotarlo tez do mnie ze ja moglam byc na jej miejscu i zastanawialam sie i nadal sie zastanawiam co ja bym zrobiła na jej miejscu….
    ja mysle ze w szpitalach takie „mamy”powinny byc objęte pomoca psychologa ale nalezy sie im chociaz osobna sala aby mogły „normalnie”funkcjonowac!

    • Dorota Dorota

      To prawda, niestety temat jest ciągle zmiatany pod dywan..

  2. ewanka

    też przeszłam przez to bolesne doświadczenie :-(

  3. Marta

    Ja również poroniłam w 10tc, ale miałam szczęście że większośc czasu spędzonego w szpitalu byłam sama na sali, również zapewniono mi rozmowę z psychologiem, tylko pielęgniarki były nieczułe w stosunku do mnie po zabiegu łyżeczkowania gdy płakałam i ostatnie 2 godziny przed wyjściem dały mi kobietkę przy której prawie cały czas były 2 córeczki z mężem, co mnie dobijało. jak tylko mogłam wyjśc to uciekłam jak najszybciej się dało z tej sali.

  4. Stokrotka
  5. paszka

    Proponuję poczytać fajne zestawenie dotyczące przeciwdziałania poronieniom LEpiej zrobićwszystko co w naszej mocy niż potem żałować, że można było postąpić inaczej

  6. Pocieszeni

    Moja żona dołączyła w sali szpitalnej do dwóch pacjentek. Jedną z nich okazała się Cyganka, która życzliwie spytała, czemu się tu znalazła, a następnie z wielką wprawą i wrażliwością snuła opowieści odwracające jej uwagę od traumatycznego przeżycia. Podnosiła ją na duchu skutecznie aż do opuszczenia przez żonę szpitala.Myślę, że kobiety u Romów przekazują empatię i której rozwój należy do ich wychowania w rodzinie.
    Bożenkę Fedorowicz z Kamienia Pomorskiego zachowuję od tej pory we wdzięcznej pamięci i codziennie modlimy się za nią.

  7. AnnaCy

    Szczerze to znam temat od podszewki i e ogromnej wiekszosci szpitali sali dla kobiet roniacych sa oddzielne. W wielu przypadkach poronienie jest juz stwierdzane na wizycie u ginekologa (poronienie zatrzymane) i od razu laduje sie na ginekologii. Jesli kwalifikuja Was na patologie ciazy to jestescie szczesciarami z szansami 50 na 50. Zgodnie z polskim prawem zawsze jestescie informowane o mozliwosci odbioru ciala czy materialu z lyzeczkowania w przypadku wczesnych poronien, bo niestety zwykle nie da sie wyodrebnic wtedy dziecka – dla Pan oburzonych powiem, ze nasza fasolka ktora jeszcze dwa dni temu miala glowke i zaczatki nozek oraz raczek teraz najczesciej ma postac wielkiego skrzepu niestety – i trzeba pisemnie zadeklarowac odbior lub zgode na spopielenie. Pochowek wiaze sie przy wczesnym poronieniu z koniecznoscia genetycznego oznaczenia plci (byla juz inicjatywa obywatelska, wskazujaca, ze jest to niehumanitarne różnicowanie rodzicow niestey efektow w przepisach prawnych brak), ktore jest odplatne ok. 400 zl. Co jest nie do uwierzenia z pochowkiem i skrajnym niezrozumieniem mozna sie spotkac u ksiezy, ktorzy czesto odmawiaja mszy i ewentualnie godza sie na „obrzed” za to oczywiscie tez biora pieniadze. Znieczulica w szpitalach – niestety poronienia obecnie sa bardzo czeste, a jedyne kobiety ktore paradoksalnie nie maja takich problemow to tzw. patologia. W szpitalu mozesz uslyszec, ze zwykle pierwsza ciaza sie porania, ze jak masz kota to pewnie przez toksoplazmoze, ze potem bedzie juz dobrze. Jeszcze tego nie wiesz, ale to jest wlasnie pocieszanie. Dlaczego? Po tym jak doswiadczylas poronienia wchodzisz w ten „podly swiat dla twardych kobiet”. Bedziesz szczesciara jesli poronienie sie juz nie powtorzy. Jesli sie jednak tak sie nie stanie, bedziesz dzielila moj los i los wielu innych kobiet o ktorych nawet teraz nie myslisz, bo rozpaczasz po swoim pierwszym straconym dziecku. Rzeczywistosc jest taka, ze po pierwszym czesto przychodzi kolejne, kolejne i jeszcze jedno… Niestety nie ma co liczyc na darmowa pomoc psychologa. Jesli ktos taki Was odwiedzil w szpitalu to mozna mowic o tym, ze ktos cos robi dodatkowego dla nas kobiet po poronieniach, bo nfz tego niestety nie przewiduje. Swego czasu mialam pomysl, aby w miastach tworzyc grupy wsparcia dla kobiet po poronieniach, skladajace sie z wolontariuszek, ktore przezyly to doswiadczenie, sa w stanie otwarcie o tym mowic i moga podniesc na duchu osoby, ktore tego doswiadczaja. Czesto nie da sie wyodrebnic i zwalczyc powodu poronien, ale najwazniejsze to nie winic samej siebie, ani partnera bo to do niczego nie prowadzi. Trzeba sie niestety uodpornic, wyksztalcic w sobie pewna „znieczulice”, ktora pomoze zachowac zdrowie psychiczne, ale niestety niewyeliminuje do konca placzu w poduszke. Jak sie ma juz dziecko, albo dzieci to trzeba miec sile, bo jest sie dla kogo „pozbierac” i zawsze warto to robic, nawet dla partnera (poronienia sa tez czestym zrodlem rozpadow zwiazkow – uwazam, ze o tym tez powinno sie mowic, bo partnerzy tez to przezywaja, a o nich w tych wszytkich emocjach sie zapomina albo wymaga sie aby „staneli na wysokosci zadania” i psychologicznie nam pomagali – ale jak maja to zrobic, akoro dla nich tez jest to szok, nowa sytuacja, z ktora sami nie potrafia sobie poradzic). To wszytko nie jest latwe, ale mimo tego chwytamy sie nikej nadziei na to, ze moze ten kolejny raz sie uda. Zycze wszytkim, aby doczekali sie zdrowych dzieci, a poronienie, jesli juz do niego doszlo, bylo tylko jednorazowy epizodem i jeszcze tego, aby kolejne ciaze niosly ze soba blogie szczescie i radosc, a nie strach o kazdy nastepny dzien.