Jak pomóc dziecku, które nie odnajduje się w grupie?

Z nikim w ławce nie siedzi, nie ma przyjaciół, szkolne przerwy spędza samotnie. Czuje się odrzucone przez rówieśników. Kochający rodzic zrobi wszystko, by dziecku pomóc. Pytanie tylko, co zrobić może?

Przede wszystkim rodzic problem powinien zdiagnozować, dowiedzieć się o jego przyczyny. A te mogą być różne i wzajemnie się nie wykluczać. Są dzieci nieśmiałe z natury, którym trudno nawiązać kontakt z rówieśnikami, są dzieci pozbawione wiary siebie, ale są i takie, które swoim zachowaniem, być może nieświadomie, zrażają do siebie grupę. Społeczne odrzucenie może być też objawem zespołu ADHD lub zespołu Aspergera (tak na marginesie – osoby te są zazwyczaj ponad przeciętnie utalentowane; przypuszczalnie obciążeni takimi zaburzeniami byli najwięksi odkrywcy w historii ludzkości, z Einsteinem i Newtonem na czele).

Jak pomóc?

228322Zagubione w relacjach społecznych dziecko potrzebuje wsparcia ze strony rodziców i akceptacji takim, jakim jest – to pomoże mu zbudować pozytywną samoocenę. Częste pochwały, nawet drobne gesty i zwykły uśmiech mają na to wpływ.

Niezbędna jest jednak współpraca rodzica z wychowawcą, pedagogiem czy psychologiem, którzy zaobserwują zachowania dziecka i podpowiedzą, jak pracować w domu, by pomóc przezwyciężyć mu trudną sytuację.

Również samemu należy przyjrzeć się zachowaniu dziecka, zdobywając się przy tym na możliwie wiele obiektywizmu (co w przypadku własnej pociechy nigdy nie jest łatwe). Dzięki temu możliwe będzie wyłapanie ewentualnych zachowań, które mogą być negatywnie odbierane przez grupę, a nad którymi można samodzielnie popracować w domu.  Może to być np. nieuzasadnione obrażenie się, dąsanie, nieumiejętność dzielenia z innymi czy nadmierna obawa o swoje rzeczy.

Warto zastanowić się, czy przypadkiem to nie rodzice są nieświadomym źródłem takich zachowań. I tak, wracając do ostatniego z przykładów, jeżeli dziecko słyszy w domu „nie pożyczaj, bo ci zniszczą” albo „uważaj, żeby to pióro nie zginęło, bo kosztowało majątek”, rzeczywiście może mieć ono zahamowania przed drobnymi przysługami względem kolegów. A zachowanie te przez grupę odbierane będzie jako samolubność. I chociaż rodzic nie ma złych intencji – bo faktem jest, że dziecko często gubi przybory szkolne – to takimi przestrogami nieumyślnie wyrządza mu krzywdę. Lepiej więc kupić dziecku przybory nie kosztujące tyle, aby ich zgubienie lub zniszczenie przez kolegę nie było większym problemem. Dziecko powinno wiedzieć, że sprawy materialne są istotne, ale to jednak ludzie są najważniejsi.

Pomóż znaleźć przyjaciół

Nie wszystkie dzieci mają potrzebę brylowania w grupie, niektórym wystarczą jeden, dwóch dobrych kolegów, żeby czuli się wystarczająco szczęśliwi i akceptowani. Rodzic w prosty sposób może tu pomóc, typując jedno lub dwoje dzieci z grupy rówieśniczej i podejmując próbę „zakolegowania” ich na gruncie poza szkolnym. Zaproszenie na wspólną zabawę, czy wspólne wyjście do kina niejedną relację uczyniło już bliższą. Oczywiście wybrać należy takich kandydatów, którzy wykazują, choćby niewielką, sympatię wobec dziecka.

Osobowość można trenować

Innym sposobem jest zapisanie dziecka na specjalne warsztaty – tzw. treningi umiejętności społecznych. Organizowane są najczęściej przez poradnie psychologiczno – pedagogiczne, ośrodki psychologiczne czy fundacje zatrudniające psychologów. Dzieci w takiej grupie uczą się relacji na nowo, otrzymując od prowadzących podpowiedzi właściwych zachowań. Co więcej, dziecko na warsztatach spotka rówieśników z podobnym problemem. Może więc właśnie tam znajdzie przyjaciół, które je zrozumieją?
Z tego samego powodu dobrym pomysłem jest zapisanie dziecka na zajęcia dodatkowe, zgodne z jego (a nie rodzica) zainteresowaniami, bo tam również spotka podobnych sobie pasjonatów danej dziedziny.

Nic na siłę

Zmiana klasy wcale nie jest złym rozwiązaniem, jeżeli mimo starań i wspólnej pracy, dziecko  nadal jest odrzucane. Należy porozmawiać o problemie z wychowawcą, dyrektorem szkoły, poprosić o jakieś sugestie czy propozycje rozwiązań. Może w równoległej klasie nasze dziecko znalazłoby kolegę, z którym miałoby wspólny język? A być może to obecna klasa jest trudna, i tylko określony typ osobowości jest w stanie tam sobie poradzić i znaleźć w niej akceptację?

W takiej sytuacji należy też porozmawiać z dzieckiem, zapytać się, co o myśli o zmianie klasy, i ewentualnie do której chciałoby się przenieść. Zmiany często wychodzą wszystkim na dobre, a nowe środowisko potrafi „odczarować”  towarzyskie fatum.
Każdą trudność można rozwiązać. Rodzic musi jednak podjąć odpowiednie działania, a wysiłek w nie włożony potraktować jako inwestycję w przyszłość dziecka – nie mniej ważną, jak szkolne wykształcenie.

nauczyciel edukacji początkowej w Międzynarodowej Szkole Argonaut w Warszawie

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ela Ela

    Zgadzam się, każdą sytuację można zmienić, naprawić. Z dzieckiem trzeba rozmawiać i nie bać się korzystać z pomocy psychologa lub pedagoga szkolnego.

  2. czytelnik czytelnik

    Wydaje się, że problem nabrzmiał w wyniku niedoboru rodzeństwa i rówieśników podwórkowych. Pierwszym środowiskiem socjalizacji jest w sposób naturalny wielopokoleniowa rodzina, następnie rówieśnicy.
    U nas na podwórku wzajemnie zachęcaliśmy się do zachowań społecznych.Między sobą chwaliliśmy koleżankę, która często przychodziła z piłką i… nie żałowała jej nikomu.Oczywiście, pod pewnymi jasnymi warunkami. Nie można było oddawać piłki zabrudzonej do właścicielki.
    W trakcie zabawy były rozdawane role. Niektórzy pozbywali się wrodzonej nieśmiałości , gdy ich wołano , by wyszli z domu do wspólnej zabawy. Ciekawość zwyciężała wtedy wszelkie opory. Na podwórkach było raczej bezpiecznie. Nie krążyli dilerzy narkotyków, nie podjeżdżali samochodami jacyś panowie z propozycjami, a menele zajmowały się swoimi sprawami , a nie okoliczną dzieciarnią.
    Teraz nie ma naturalnie rodzących się zabaw podwórkowych, dzieci są izolowane, chronione przed wszędobylską patologią, bądź obciążone dodatkowymi zajęciami i faktycznie wśród koleżeństwa szkolnego mogą czuć się wyobcowani.
    Musimy szukać pomocy u specjalistów, a problem poniekąd sami wygenerowaliśmy. Niestety, tak to widzę.

Polecane tematy