Podróż z dzieckiem. Po pierwsze: bezpieczeństwo

Sierpień 2011 roku. Pokonujemy śluzę Przegalina i płyniemy Martwą Wisłą w kierunku Sobieszewa. Nagle zza zakrętu wyłania się potężna łódź motorowa. Płynie prosto na nas. Odbijamy na prawo, ale nie za blisko brzegu. Rozpędzona motorówka mija nasz jacht. Robimy zwrot przez lewą burtę i ustawiamy się dziobem do potężnej fali odpływowej. Kilwater wyrzuca nas wysoko w górę. Opadamy z wielkim hukiem uderzając o wzburzoną taflę wody. Żyjemy!
iStock_000020662391LargeTa historia z naszego rejsu z Iławy do Jastarni przypomina nam, że obok szczęścia i Opatrzności Bożej (bez której na wodzie ani rusz) potrzeba jeszcze konkretnych działań człowieka, ogólnie nazywanych zasadami bezpieczeństwa. Płynęliśmy sprawnym jachtem po szczegółowym przeglądzie z przeszkoloną załogą, nasza dwuletnia córka, zaopatrzona w kapok i cumę pokładową, znajdowała się pod stałą kontrolą rodzicielską, za sterem stał Dziadek, doświadczony wilk morski, a na jachcie był pełny „klar”, czyli każda rzecz znajdowała się na swoim miejscu.

Podróż, a szczególnie podróż z dzieckiem, jest sytuacją wyjątkową, którą trudno do końca przewidzieć. I nawet jeżeli pokonujemy ją po raz kolejny na tej samej trasie i w tych samych okolicznościach nie powinniśmy popadać w rutynę. Potrzebne jest zachowanie elementarnej ostrożności poprzez przygotowanie, przewidywanie, czujność i myślenie. Oznacza to, że:

  •  bezpieczna podróż zakłada u rodziców odpowiednie uprawnienia (prawo jazdy, patent na jednostki pływające, licencja pilota) i umiejętności (jazda na jednośladach, jazda konno, znajomość przepisów, znajomość zasad).

Niby oczywiste spostrzeżenia, ale na jeziorach coraz więcej jest żeglujących rodzin bez patentów, często nieumiejących sterować jachtem czy łodzią motorową. Na drogach znajduje się sporo rodziców słabo znających przepisy drogowe. A w samolotach ciągle zdarzają się przypadki ignorowania zaleceń obsługi poprawiających bezpieczeństwo pasażerów. Najczęściej owe zaniedbania są wynikiem rutyny, lekceważenia lub ambicjonalnych zachowań na zasadzie: „przecież ja to wszystko wiem”, „Pani nie będzie mnie uczyć, co dzieci mają robić w samolocie”, „Twój Tatuś wszystko potrafi”. Jest to najkrótsza droga do przepoczwarzenia przygody w dramat i rozczarowanie. Dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie pohamowanie rodzicielskiej dumy oraz stłumienie ułańskiej fantazji na rzecz realnej samooceny, podniesienia swoich kwalifikacji  i uaktualnienia posiadanej wiedzy. Przecież nikt nie powiedział, że coroczne przestudiowanie Kodeksu Drogowego to wstyd oraz że Tato nie może uczyć się żeglarstwa razem ze swoim synem!

  • bezpieczna podróż zakłada korzystanie z odpowiedniego sprzętu, czyli:
  1.  przystosowanego do podróży – posiadającego wyposażenie ochronne, specjalną konstrukcję, kompaktowe, mobilne i wszechstronne właściwości, a często zaawansowaną technologię;
  2. certyfikowanego – „certyfikowany” niekoniecznie równa się „drogi”, natomiast prawie zawsze oznacza „przebadany”. Dlatego sprzęty, od których zależy nasze bezpieczeństwo, powinny nosić znamiona testowanych przez specjalistów w profesjonalnych laboratoriach
  3. sprawdzonego – poddanego przeglądom, konserwacji oraz polecanego przez innych rodziców;
  4. poprawnie zamontowanego.

Dzieci przewożone bez fotelików, na nieumocowanych fotelikach lub nieprzypięte szelkami bezpieczeństwa. Motocykliści jeżdżący z maluchami bez kasków. Rowerzyści lub piesi na drodze, bez oświetlenia czy odblasków.  Skąd my to znamy? Zawsze pojawiają się te same tłumaczenia: „to tylko kawałek”, „na pewno nic się nie stanie”, „szkoda pieniędzy”. A później w statystykach możemy przeczytać, że wypadki samochodowe są główną przyczyną zgonów dzieci w Europie, że najczęstszymi ofiarami w Polsce są piesi i rowerzyści, że około 20% dzieci przewożonych samochodem w naszym kraju jest kompletnie niezabezpieczonych z tendencją wzrastającą oraz że ponad 40% fotelików jest zamontowanych w samochodzie nieprawidłowo. Chcielibyśmy lepiej lub gorzej przetrwać podróż z dzieckiem jednak żeby tak się stało najpierw trzeba tę podróż przeżyć.

  •  bezpieczna podróż zakłada odpowiedzialne – rozważne, dojrzałe, opanowane – zachowanie rodziców.

Nadmierna prędkość, nietrzeźwość, nieprzestrzeganie zasad, głupota, brawura, brak wyobraźni to najczęstsze przyczyny wypadków. Natomiast arogancja, ignorancja i zbytnia pewność siebie to idealne cechy do stworzenia sytuacji zagrożenia. Warto więc w każdą drogę zabrać trochę polskiej mądrości: „Pomyśl dwa razy zanim coś powiesz”, a w podróży z dzieckiem wzbogacić ją o chińską sentencję: „Trzy razy pomyśl, zanim coś zrobisz, a nie będziesz żałował swych czynów”.

  • bezpieczna podróż zakłada przemyślane planowanie, czyli:
  1.  najlepszą porę do podróżowania – tutaj zdania są podzielone między zwolenników jazdy dziennej i jazdy nocnej. Najbardziej opiniotwórczy motoryzacyjny instytut badawczy ADAC podaje, że największy spadek koncentracji i wydajności człowieka przypada między 3:00 a 5:00 rano, dlatego warto poszukać rozwiązań pośrednich: wygodnych dla dzieci i bezpiecznych dla kierowców. W naszym rodzinnym podróżowaniu dalekie wyprawy samochodowe z dziećmi najczęściej rozpoczynamy około 5:00 rano. Razem z żoną jesteśmy już w miarę wypoczęci, maluchy dzięki bujaniu na tylnej kanapie mają przedłużoną poranną drzemkę, a na drogach panuje względny spokój;
  2. regularne i atrakcyjne postoje – co dwie lub trzy godziny, na ciekawych parkingach np. z placami zabaw, z minizoo lub z dużą przestrzenią do biegania. Podczas rejsu po kanale Midi we Francji cumowaliśmy w małych miejscowościach, gdzie obok placu zabaw, każdego ranka znajdowaliśmy kolorowe targi z regionalną i świeżą żywością oraz pachnące piekarnie z pysznymi croissantami;
  3. odpowiednie miejsca do podróży – dzieci uwielbiają fotele przy oknie (samolot, samochód, pociąg), w autokarze świetnie sprawdza się pierwszy rząd za fotelem pilota, ponieważ olbrzymia przednia szyba pełni rolę monitora dla ciekawego malucha (w taki sposób pokonaliśmy tysiące kilometrów po chińskich drogach), na jachcie podczas rejsu wszyscy członkowie załogi w miarę możliwości powinni być na deku (na pokładzie) – jeżeli płyniemy na silniku najlepszym miejscem do zabawy dla dziecka jest rufa (tył jachtu), w przypadku postawienia żagli cała załoga zajmuje pozycje zgodne z komendami sternika, a dziecko przechodzi pod ścisłą kontrolę rodzicielską.

Oczywiście można, by znaleźć jeszcze wiele innych aspektów bezpiecznej podróży, ale wydaje się, że te przedstawione powyżej są w stanie realnie zagwarantować ochronę i spokój. Trudno jest także w sposób szczegółowy rozwinąć wszystkie z wymienionych zasad.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Właściciel sklepu internetowego minitraper.pl dla rodziców aktywnych, często przemieszczających się i podróżujących z dziećmi. Podróżujący mąż i tato, z wykształceniem filozofa, zamiłowaniem rysownika, doświadczeniem pedagoga i pomysłami nastolatka. Twórca i redaktor strony blog.minitraper.pl o podróżach z dziećmi oraz wszystkim co się z nimi wiąże.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ania Ania

    W miejscowosci gdzie mieszkam widzialam wielokrotnie dzieci przewozone na motocyklach bez kasku lub w samochodach bez fotelika. Nie wyobrazam sobie jak mozna z czystym sumieniem w ten sposob postepowac. Wsrod dobrych przykladow bezpieczenego zachowania jakie podsuwa artykul dodalabym ze znajomi wybrali sie ostatnnio w podroz do Brazylii i zabrali ze soba fotelik samochodowy dla swojej rocznej corki jako dodatkowy bagaz.

    • Mini Traper Mini Traper

      Kilku moich znajomych przewozi swoje dzieci w ogóle bez fotelika tłumacząc, ze to tylko kawałek mało ruchliwej drogi. I jakoś trudno wytłumaczyć im, że wypadki zdarzają się wszędzie. Jak byliśmy z naszą dwuletnią córką w Kostaryce część trasy pokonywaliśmy ze Szwajcarami, którzy również mieli fotelik dla swojej córki. To bardzo dobre rozwiązanie w przypadku np. wypożyczenia samochodu.