Każdy rodzic krzyczy na dzieci, ale się do tego nie przyznaje?

Oficjalnie pogardzane, z marginesu, wyklęte. Spotykasz je jednak wszędzie i gdy je widzisz, robi Ci się przykro, mówisz, jak one mogą, przecież w ten sposób niszczą swoje dziecko, Ty nigdy nie popełnisz tego błędu. Krzyk jest zły, to agresja, która niszczy, a dodatkowo jest całkiem bezskuteczna. Mijają miesiące i się zaczyna, coś w Tobie pęka, nie poznajesz sama siebie, patrzysz na swoje upragnione, wyczekiwane dziecko i masz ochotę wrzasnąć, przemówić do rozsądku. W końcu to robisz. Udaje się – do dziecka dociera. Ty jednak masz poczucie klęski. Przegrałaś. Nie jesteś jednak sama, co tylko nieznacznie poprawia Twój humor…

Każdy rodzic krzyczy na dziecko?

Jako rodzice mamy prawo być zmęczeni, rozczarowani, przygnębieni, przełykać gorzką pigułkę porażki. Nierzadko jesteśmy wściekli i nasze emocje wymykają się spod kontroli. Sytuacja nas przerasta, jest trudniej niż się spodziewaliśmy, dzieci mają inne wizje i potrzeby, które nierzadko wydają się zbyt dalekie od naszych. Na każdym kroku wystawiają naszą cierpliwość na ciężką próbę, a my czujemy się bezsilni. Mamy dość wiecznego tłumaczenia, tracimy entuzjazm i gotowość do pochylania się nad problemami, spieszymy się, chcemy pewne rzeczy osiągnąć tu i teraz. Przenosimy własne problemy z związku, z pracy na pole kontaktów z dziećmi. I choć każdego dnia obiecujemy sobie, że to ostatni raz, nie potrafimy przestać. Zbyt często chodzimy podminowani, zirytowani, zmęczeni, nie jesteśmy w stanie cieszyć się rodzicielstwem bez okazywania negatywnych emocji. Czy jest na to sposób?

Krzyk jest nieskuteczny

Agresja rodzi agresję. Dziecko, na które się krzyczy, w ten sam sposób będzie się zachowywało w stosunku do innych. Być może w domu będzie potulne jak baranek, nauczy się unikać rodzicielskich wybuchów, których się boi, ale już poza domem – u babci, w przedszkolu, w szkole być może stanie się agresorem. Zaczniesz być wzywana „na dywanik”, bo Jaś czy Kasia „bije, zaczepia, jest agresywny”. Krzyki w domu, doprowadzanie do porządku na niewiele się zdadzą, najprawdopodobniej jeszcze pogorszą sytuację.

Krzyk wymusza postawę obronną. Osoba, na którą się krzyczy w naturalny sposób podnosi głos. Dlatego krzyk jest nieskuteczny, nie prowadzi wcale do porozumienia, ale podnosi poziom napięcia i zdenerwowania. Nie uczy dziecka empatii, nie pozwala zrozumieć, sprawia, że maluch się boi. Oczywiście czasami taki efekt jest wystarczający (na przykład w sytuacji zagrożenia życia czy zdrowia), ale gdy krzyk towarzyszy rodzinie zbyt często, pozostawia po sobie przykre konsekwencje. Staje się formą psychicznej przemocy, która wchodzi w krew. Przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. To właśnie rodzice, na których krzyczano w przeszłości, ci sami, którzy tego nienawidzili, obiecywali sobie być inni, robią to samo w stosunku do własnych dzieci. Widzą to, mają tego świadomość, załamują ręce, ale nie potrafią inaczej. Czują się przegrani i nie wiedzą, jak to zmienić.

Jak przestać krzyczeć na swoje dziecko?

Niestety, nie jest to proste. Krzyk jako objaw naszej bezsilności często zwycięża. Trudno nad nim zapanować. Doskonale jeśli jednak wdrożymy taktyki, które to ułatwią:

  • czas dla siebie – gdy czujemy, że zaraz wybuchniemy, najprościej zwyczajnie wyjść – do łazienki, innego pokoju, choć na dwie-trzy minuty. Jeśli w tym czasie uda nam się przekazać dzieci komuś innemu, będzie idealnie.
  • warto przyznać się do emocji, nie próbować ich ukryć, dziecko i tak widzi, że mama czy taka są źli, dlatego zamiast zaprzeczać, lepiej się przyznać, „tak, jestem strasznie zła, to bardzo mnie rozzłościło”
  • zmiana perspektywy – gdy czujesz, że zaraz wybuchniesz, spróbuj zmienić perspektywę, spojrzeć na sytuację oczami dziecka – nic dziwnego, że córka denerwuje się, że trzeba już wyjść, skoro zabawa jest tak udana, pewnie też byłabyś niezadowolona, gdyby ktoś kazał Ci jeść posiłek, którego szczerze nie znosisz,
  • liczenie  – pomocne może być spokojne zakomunikowanie i poinformowanie o tym, co się stanie, jeśli „Liczę do dziesięciu, jeśli w tym czasie nie podniesiesz tych kloców, to zabieram je i nie będziesz się nimi bawić już tego dnia”,
  • porozmawiaj z dzieckiem o tym, jakim jesteś rodzicem, zapytaj, czy częściej mama się uśmiecha, czy krzyczy, co maluch lubi razem robić, czego nie znosi, jak czuje się, gdy mama czy tata jest zdenerwowany, istnieje szansa, że następnym razem, gdy będziesz na krawędzi przypomnisz sobie tę rozmowę i Ci się uda rozwiązać problem bez agresji,
  • pamiętaj, że zawsze masz kolejną szansę, żeby się poprawić, a jedna klęska nie pociąga za sobą kolejnej.

Powodzenia!

 

 

 

W rzeczywistości – matki takie, jak Ty czy ja. Ojcowie, którzy kochają i angażują się, wychowują, bez problemu odnajdują się w świecie dzieci, bo znają go jak własną kieszeń.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Jestem mamą. Normalną, nie wpatrzoną przez cały dzień w dziecko, ale myślącą o prawdziwym dobru całej rodziny. Uczę się, jak kochać siebie i innych. Wiem, że mogę to osiągnąć jedynie wtedy, kiedy będę łączyć kilka ról.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Gabiq Gabiq

    Nie mogę się do końca zgodzić z tym co piszecie.
    Fakt, krzyk jest formą agresji i może spowodować, że nasze dziecko będzie reagować w ten sam sposób, ale to zależ od rodzaju krzyku, sytuacji i częstotliwości.
    Co innego jest krzyczeć z każdego błahego powodu próbując wymusić posłuszeństwo, a co innego, kiedy po prostu musimy, żeby dziecko np. sobie czy komuś nie zrobiło krzywdy.
    Czasami lepiej podnieść głos (zaintonować głośniej imię, żeby dziecko zwróciło na nas uwagę), niż spokojnie się przyglądać, że może samo do niego dotrze.
    Prosty przykład, mój mega ruchliwy czterolatek, który na ogół idzie ze mną za rączkę, ale czasami woli iść sam nagle się wyrwie w stronę ulicy. Wie, że z ulicą trzeba uważać, ale coś go tak zaaferuje, że po prostu o tym zapomni. Nie będę przecież bezczynnie stać i czekać, aż „wróci mu rozum”, tylko krzyknę „BARTEK, STÓJ!”.
    Czy to jest przemoc? Nie.

  2. Kasienka Kasienka

    Gabiq to mylenie pojęć, nie mówisz o krzyku, o jakim tutaj mowa – z bezsilności, zmęczenia, wypalenia, ale o głośniejszym przekazie wynikającym z troski i sytuacji – nie krzykniesz, to dziecko najpewniej zrobi sobie krzywdę. Nie o tym jest artykuł…choć autorka o sytuacji, którą przywołujesz wspomina.

  3. Magdalena Magdalena

    krzyczę i ja :(

  4. Basia Basia

    Cieżko zerwac z tym nawykiem….wiem bo staram sie od miesiecy, dobry artykul

  5. lavinka lavinka

    Że przepraszam co? Za chwilę będzie artykuł, jak bijemy kablem od żelazka, tylko się nie przyznajemy, tak? Jak można z normy i czegoś zupełnie naturalnego robić kłamstwo? Nie kochanie, NIE KRZYCZYMY na dziecko, nie bijemy go i nie szarpiemy nim, kiedy się wkurzymy. To, że pani ma problem ze swoją osobowością i musi wyżywać się na kimś słabszym od siebie, to nie znaczy, że inne matki też tak mają.

    Byłam wiele razy u kresu sił, wykończona, niewyspana. Co by mi przyszło z wrzasku na dziecko? Zrobiłoby się ciszej? Byłabym mniej zmęczona? Ale serio? Zwykłe wymówki dla ludzi, którzy odgrywają się na słabszym, bo mogą. Na silniejszym by tego nie zrobili, bo są zbyt wielkimi tchórzami.

    • Guga Guga

      A przeczytałaś ten artykuł? Bo wydaje mi się, że nie…

  6. Aleksandra Aleksandra

    mnie córka ostatnio zapytała czemu ja na nią krzyczę a babcia nie. więc ją spytałam jak mam do niej mówić, żeby zrobiła coś/nie robiła czegoś skoro powtarzam do niej już któryś raz i ona robi odwrotnie. nie umiała odpowiedzieć. muszę chyba podejrzeć babcię.

    • t.vik t.vik

      Jak mnie córka nie słucha, biorę ją (zawsze) na ręce, na chwilę rozmowy. W naszym przypadku to skutkuje. Z synem też tak robiłem, ale chwila rozmowy była dużo dłuższa. Czy krzyczę? Gdyby spytać kogoś przypadkowego, pewnie powiedziałby, że tak. Ale ja mówię, że nie. Ja używam głośnej mowy tak, jak spokojny kierowca używa klaksonu – sporadycznie i w przypadku zagrożenia. To widać po moich dzieciakach, nie boją się krzyku, nie są zahukane. Słysząc moją głośniejszą mowę, po prostu zaczynają słuchać. Ale nie wychowuję krzykiem, bo to nie tylko jest nieskuteczne, ale też nadwyręża więź. Odrywanie dziecka od tego, czym jest zajęte na chwilę rozmowy jest bardzo skuteczną metodą, bo dziecko wie, że musi wysłuchać rodzica, nawet jeśli próbuje się na początku buntować, szybko się uczy, że jego upór nie wygra. Nie muszę krzyczeć, a dziecko musi posłuchać. Taka moja metoda – może warto spróbować? ;)

  7. Robin Robin

    Nigdy jakoś nie krzyczałem na córkę, z doświadczenia wiem, że to ma bardzo zły wpływ na stan emocjonalny dziecka, a i też świadczy o braku predyspozycji bycia rodzicem. A swoją drogą, jacy rodzice, takie i dzieci, jabłko od jabłoni daleko nie odpada

    • Monika Monika

      Ha, ha dobre sobie. Pogadamy jak będziesz miała trójkę maluchów prawie w jednym wieku i o predyspozycjach bycia rodzicem. Jedno dziecko jest takie a drugie inne. Można w ten sam sposób wychowywać i jedno dziecko będzie rozumiało od pierwszego słowa i więcej danej rzeczy nie zrobi a drugie, żebyś pięćdziesiąt razy powtarzała i zwracała uwagę, że tak nie wolno będzie nadal robiło to samo, np. otwierało okno :) – dla uspokojenia dodam, że klamki z okien zostały wyjęte, a dziecko ma niespełna dwa lata. Ale tak poważnie to śmieszą mnie mądrzenia rodziców z jednym dzieckiem. Każde dziecko jest inne i dopiero to człowiek widzi przy kolejnym maluchach. Do każdego trzeba inaczej podejść i nie ma pewności, że wychowa się je tak samo dobrze. Na jedno dziecko można krzyknąć, na drugie wręcz nie wolno. Jedno dziecko zareaguje na najmniejsze podniesienie głosu, a drugie spojrzy tylko, zrobi sobie zlewkę i będzie nadal robiło swoje. Jak ma się trójkę albo i więcej (i nie mówię tu o patologicznych rodzinach jak to zwykło się przyjmować) czasem nie da się nie krzyknąć.Wkurza mnie mędrkowanie niektórych osób.

      • Mama 4ki Mama 4ki

        Podpisuję się obiema rękami… Jestem mamą czwórki dzieci.

  8. Madzia Madzia

    Jestem Matką trojaczków: muszę krzyczeć na dwa pozostałe ,kiedy ratuję trzeciego: nie zauważyłam żeby miało to na nie jakikolwiek zły wpływ, szybko łapią o co mi chodzi i z reguły reagują momentalnie, bo wiedzą że przeginają: poza tym są mega pozytywne, bo wiedzą jak bardzo je kocham mimo że regularnie na nie wrzeszczę:)

  9. Karolina Karolina

    U nas jak mowie, prosze normalnym tonem po 10 razy to nie ma reakcji.

  10. karo karo

    Oj, łatwo mówić!
    – wyjść z pokoju – jak to zrobić, gdy pod opieką jest jeszcze drugie dziecko, a za chwilę mamy wyjść do przedszkola, zaraz sie spóźnimy, bo córka nie chce założyć butów i urządza o to histerię (bo nie, i już).
    – zmiana perspektywy – jak zrozumieć, to że dziecku jest tak źle i tak niedobrze. Na przykładzie powyżej – założyć buty? „Nieeeee! (ryk). To dzwonię do przedszkola, że nie idziemy, tak? Nieeeee! (jeszcze większy ryk). To załóż buty. Nieeee! I tak w kółko…
    – liczenie – powoduje jeszcze większą histerię…
    Od pojawienia się brata, córcia jest momentami nie do wytrzymania (mimo, że bardzo go kocha). Po dobroci czasem nie ujedziesz (a naprawdę się staram!), posłucha dopiero jak podniosę głos, czasem od tego zależy również bezpieczeństwo młodszego. Kocham ich oboje do szaleństwa i nei cierpię tych momentów gdy się kłócimy, ale to jest chyba nie do uniknięcia.

Zobacz również