Pierwsza pomoc – o tym warto pamiętać!

Pierwsza pomoc to ten temat, którego nie mogłoby zabraknąć na sosrodzice.pl. O wypowiedź, w jaki sposób postępować w sytuacji zagrożenia, poprosiliśmy Grzegorza Nowaka, ratownika medycznego, trenera pierwszej pomocy w firmie Stay& Play.

Trudno sobie nawet wyobrazić, jak skomplikowane jest udzielanie pierwszej pomocy własnemu dziecku….ogromny stres, trudność z opanowaniem drżenia rąk i pustka w głowie…Czy są jakieś metody, które pozwalają zapanować nad sytuacją, gdy nasze dziecko znajduje się w sytuacji zagrożenia życia?

Grzegorz Nowak: Niektórzy zalecają w takich sytuacjach różne metody opanowania emocji, stresu, np. poprzez uspokojenie własnego oddechu. Nie czarujmy się –  niestety jeśli rodzic nie ma podstawowych umiejętności, których można się bardzo szybko nauczyć, to na nic one się zdadzą. Jedynym sposobem na panowanie w takich sytuacjach jest zdobycie przekonania o własnej wiedzy i przede wszystkim umiejętnościach. A zrobić to można tylko i wyłącznie uczestnicząc w szkoleniu z pierwszej pomocy, najlepiej regularnie odświeżanym.

Jak często należy znaleźć czas na tego typu przypomnienie?

G.N: Badania wykazały, że umiejętności z zakresu prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej zanikają już po upływie 3-6 miesięcy od przebytego szkolenia.

Rodzicom, którym ciężko będzie znaleźć tak często czas na ponawianie szkoleń, proponuję powtórzenie szkolenia z pierwszej pomocy u dzieci po ok. 1 roku, maksymalnie po 2 latach.

Czy są sytuacje, w których lepiej poczekać niż działać zbyt szybko? Czego na pewno rodzic nie powinien robić na własną rękę?

G.N: Jeśli mówimy o sytuacjach najbardziej krytycznych, jak nagłe zatrzymanie krążenia czy pełna niedrożność dróg oddechowych dziecka w przebiegu zadławienia, to nie ma na co czekać! Tylko natychmiastowe i zdecydowane działanie ma szansę przywrócić dziecko do życia i zdrowia. Z upływem każdej kolejnej minuty we wspomnianych zdarzeniach szanse na powrót funkcji życiowych drastycznie spadają, stąd potrzeba rozpoczęcia akcji ratunkowej natychmiast.

Ciężko wymienić wszystko, czego rodzice nie powinni robić na własną rękę. Ucząc pierwszej pomocy, mówię uczestnikom szkoleń raczej o właściwym, zgodnym z aktualną wiedzą medyczną, postępowaniu, aby utrwalać jedynie dobre nawyki, a o niepożądanych czynnościach nawet nie przypominać.

Na pewno mówiąc o pierwszej pomocy, mamy na myśli działanie bezprzyrządowe. Biorąc za przykład nawet pierwsze z brzegu postępowania prezentowane w filmach czy telewizji, nie należy wyciągać ciała obcego przy zadławieniu pęsetą ani wytrzepywać go z niemowlęcia, trzymając za nóżki, wbijać długopisu w szyję przy obrzęku dróg oddechowych, nakładać na rany oparzeniowe spirytusu, tłuszczów czy pasty do zębów.

Czym grozi usuwanie ciała obcego poprzez trzymanie dziecka za nóżki? Tak intuicyjnie mógłby postąpić niejeden rodzic w momencie zadławienia i braku wiedzy, jak udzielić pomocy…

G.N: Nie tylko intuicyjnie, gdyż metoda w dawnych czasach była powszechnie stosowana, a niestety wiele tego typu „działań ratunkowych” jest przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Wracając do pytania, nie jest zalecane usuwanie ciała obcego z dróg oddechowych dziecka poprzez wytrzepywanie go z dziecka (zwłaszcza dotyczy to niemowląt). Grozi to uszkodzeniem stawów biodrowych malucha, kręgosłupa (pamiętajmy, że u niemowlęcia główka jest bardzo ciężka) a nawet wypuszczeniem w stresie dziecka z rąk i przysporzeniem mu obrażeń ciała.

Jak postępować na wypadek zakrztuszenia?

G.N: Postępowanie w zadławieniu różnicowane jest w zależności od aktualnego stanu dziecka. Jeśli dziecko broni się wyraźnie samo – tzn. jest przytomne i kaszle, należy je zachęcać do dalszego kaszlu i nie wdrażać dodatkowych działań.

W momencie, gdy kaszel dziecka słabnie – staje się wyraźnie nieefektywny, lub zanika całkowicie, należy wykonać do 5 uderzeń nadgarstkiem w okolicę międzyłopatkową dziecka. Gdyby te nie pomogły, niezbędne jest wykonanie do 5 uciśnięć: u niemowląt klatki piersiowej, a u dzieci starszych uciśnięć nadbrzusza. Podane rękoczyny należy wykonywać naprzemiennie, do momentu odzyskania przez dziecko drożności dróg oddechowych lub momentu utraty przytomności.

Jeśli dziecko w przebiegu zadławienia straci przytomność, należy natychmiast rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową. Pamiętajmy oczywiście o powiadomieniu zespołu ratownictwa medycznego o konieczności przyjazdu, dzwoniąc pod numer 999 lub 112.

Jaki jest schemat postępowania w przypadku upadku i utraty przytomności u małego dziecka?

G.N: Tutaj kwestia wygląda analogicznie jak u osób dorosłych. Zakładając utratę przytomności niezwiązaną z urazem, poszkodowane dziecko należy ułożyć w pozycji bezpiecznej – na boku, zapewniając drożność dróg oddechowych (poprzez odchylenie głowy do tyłu).

Czym się różni udzielanie pierwszej pomocy dziecku od ratowania życia dorosłego?

G.N: Ogólnie rzecz biorąc, zalecane obecnie schematy postępowania nie różnią się znacznie w zależności od wieku osoby poszkodowanej. Przygotowywane są one w ten sposób, aby osoba bez przeszkolenia pediatrycznego mogła np. wykonać reanimację zarówno u osoby dorosłej jak i dziecka. Stąd też rodzic, który nie przeszedł szkolenia z pierwszej pomocy u dzieci, może prowadzić resuscytację krążeniowo-oddechową (RKO) w takim samym stosunku uciśnięć klatki piersiowej do oddechów ratowniczych jak u dorosłych – tj. 30 do 2.

Warto w tym temacie pamiętać, że dziecko nie jest zminiaturyzowaną wersją dorosłego. Dlatego też niezbędne jest np. uciskanie klatki piersiowej z mniejszą siłą niż u dorosłych (u niemowląt dwoma palcami, u dzieci starszych jedną ręką) i zmniejszenie ilości wtłaczanego do płuc powietrza.

Ostatnio w mediach pojawiały się informacje, by zamiast oddechów ratowniczych wykonywać sam masaż serca, skupiając się na uciskach. Czy to prawda? Czy w taki sam sposób należy udzielać pomocy dziecku?

G.N: Proponowane w mediach ograniczenie reanimacji do samego masażu serca bazuje na zaleceniach brytyjskich (takie samo działanie polecane jest Amerykanom). Natomiast aktualne zalecenia Europejskiej Rady Resuscytacji wciąż mówią o prowadzeniu RKO łączącego uciskanie klatki piersiowej i oddechy ratownicze. Zaznaczają natomiast, że w przypadku obaw związanych z wykonywaniem oddechów ratowniczych, osoby udzielające pierwszej pomocy mogą tylko uciskać klatkę piersiową:

„[…] osoby udzielające pomocy powinny być zachęcane do prowadzenia RKO z wyłącznym uciskaniem klatki piersiowej w sytuacji, gdy nie mogą lub nie chcą podejmować oddechów ratowniczych lub kiedy wykonują resuscytację instruowani telefonicznie przez dyspozytora pogotowia ratunkowego.”

Warto podkreślić jednak, że w przeciwieństwie do osób dorosłych, u których najczęściej przyczyną nagłego zatrzymania krążenia jest sprawa „sercowa”, u dzieci problem powodujący ustanie funkcji życiowych związany jest z układem oddechowym. Tak więc u dzieci większe znaczenie ma prowadzenie pełnej resuscytacji, włącznie z oddechami ratowniczymi.

Gdzie rodzic może nauczyć się pierwszej pomocy? Nie tylko w teorii, ale również w praktyce?

G.N: Szkolenia z pierwszej pomocy u dzieci z reguły organizują w każdym większym polskim mieście prywatne firmy a także niektóre organizacje. Myślę, że najłatwiejszym sposobem odnalezienia organizatora będzie skorzystanie z wyszukiwarki internetowej – mi samemu ciężko polecić konkretnego wykonawcę. Jeśli chodzi natomiast o Kraków, to tutaj mogę zaprosić Czytelników – zarówno obecnych jak i przyszłych rodziców – na szkolenia z pierwszej pomocy u dzieci prowadzone przeze mnie w firmie Stay & Play.

Co każdy rodzic powinien mieć w domowej apteczce?

G.N: Patrząc przez pryzmat bezpieczeństwa i zdrowia dziecka, warto, aby apteczka pierwszej pomocy nie była tylko „domową”. Apteczkę, nawet niewielkich rozmiarów, warto mieć przy sobie podczas zabawy w parku, spacerów i innych wyjść z domu. Niestety dzieci, ciekawe otaczającego je świata, lubią przysparzać sobie i rodzicom problemów w najmniej oczekiwanych momentach.

Co więc warto zapakować do pediatrycznej apteczki pierwszej pomocy? Przede wszystkim różnego rodzaju środki opatrunkowe, od plastrów stosowanych na drobne zranienia zaczynając, poprzez małe gaziki jałowe i duże, do tamowania większych krwotoków, po środki podtrzymujące kompresy na ranach, tj. bandaże dziane, elastyczne, siatki opatrunkowe.

Szczególnie przydatne może okazać się wyposażenie apteczki dziecięcej w opatrunki hydrożelowe w różnych rozmiarach. Stosuje się je bezpośrednio na rany oparzeniowe (także na inne, np. otarcia) – zabezpieczają ranę przed zakażeniem, a przede wszystkim działają chłodząco i przeciwbólowo (sprawdzone w praktyce ratowniczej – także na dzieciach).

Jako, że apteczka może być wykorzystana także do pomocy nieznajomym, warto ją wyposażyć w środki ochrony osobistej: kilka par rękawiczek lateksowych lub nitrylowych, maseczkę do sztucznego oddychania.

A tak na koniec, chciałabym rozwiać wątpliwości naszych czytelniczek: czy rodząca może wezwać karetkę i czy w takiej sytuacji w karetce z kobietą może jechać partner? Czy do karetki można wziąć ze sobą torbę z rzeczami dla mamy i maluszka?

G.N: Rodząca kobieta oczywiście może wezwać zespół ratownictwa medycznego. Wzywajmy go natomiast w momencie, gdy poród rzeczywiście się rozpoczął i postępuje nagle a nie wtedy, gdy tylko nadszedł planowany termin. Do karetki przez ratowników z reguły zabierana jest sama pacjentka, natomiast zabranie z przyszłą Mamą torby nie stanowi żadnego problemu.

Pamiętajmy o jeszcze jednym. Najczęściej zespół ratownictwa medycznego zawozi pacjentkę do szpitala najbliższego – nie zawsze jest to ten sam, w którym kobieta ma ustalony termin porodu.

Grzegorz Nowak – ratownik medyczny, pracownik zespołów ratownictwa medycznego.

Trener pierwszej pomocy w firmie Stay & Play. Autor popularnego bloga nt. ratownictwa medycznego Ratowniczy.net.

Jesteśmy tu dla Ciebie. Podejmujemy tematy, które dla nas, Rodziców, są ważne. Miło nam Ciebie gościć na naszej stronie! :) Pozostaw ślad po sobie w komentarzu! Jeśli prowadzisz bloga, chętnie Cię odwiedzimy! :)

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. olka olka

    a ja nawet o tym nie myślałam…jakoś o takich chwilach nie chce się myśleć. lepiej wierzyc, ze naszemu maluchowi nic sie nie stanie…nic takiego, co wymagaloby ratowania zycia. chyba wybiorę się na szkolenie…

    • Grzegorz Nowak Grzegorz Nowak

      Z reguły dzieci nie często wpadają w ciężkie stany zagrożenia życia, jednak dla swojego spokoju ducha warto szkolenie odbyć.
      A podejście „mnie to nie spotka” niestety dotyczy wielu z nas w wielu różnych dziedzinach życia ;-).