Parówki dla dzieci – dawać czy nie dawać?

Jeśli nie unikacie prasy, telewizji i internetu, a mniemam, że nie, skoro czytacie ten artykuł, to na pewno do Waszych uszu dotarły słowa propagandy „antyparówkowej”. Klasyczne parówy, czy parówiska uznaje się za wszelkie zło, a mamy podające je swoim dzieciom często nazywa się nieświadomymi, czy niedouczonymi. Są też głosy, które idą jeszcze dalej – mówiące wprost podawanie parówek dzieciom to oznaka patologii społecznej. Wszyscy wiemy, że dzisiaj większość mam wychowuje dzieci inaczej niż to było jeszcze 20-30 lat temu. W moich latach dzieciństwa widok dziecka w wózku zajadającego się parówką nie był niczym dziwnym. Dzisiaj ten sam obraz budzi skrajne emocje.  Sama nie widuje go właściwie wcale. Dlaczego?

Postanowiłam zbadać temat, przyglądając się parówkowym propozycjom z bliska. W jednym z marketów bez trudu odnalazłam odpowiedni regał. Wybrałam trzy różne propozycje.

Morlinki parówki z indyka

Od razu przykuła moją uwagę informacja, że parówki posiadają pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. Nie jest to jednak dla mnie argument, który mnie przekonuje. Mam w pamięci pewien artykuł opisujący wodę Żywiec, opatrzoną tym samym logo. Wodę, którą na potęgę piły jeszcze jakiś czas temu kobiety w ciąży, skutecznie wypłukując z siebie cenne minerały, a która polecana jest przede wszystkim jako baza do przygotowania zup, czy kompotów, a nie do picia jej w ilości dwóch litrów na dzień. Dodatkowo pozostał też niesmak po badaniach przeprowadzonych w Niemczech, które wykazały jakoby woda Żywiec posiadała więcej bakterii niż kranówka i była od niej gorszej jakości (informacje tutaj). Teoretycznie sąd zakazał powoływanie się na wspomniane badania ze względu na niejasności im towarzyszące, jednak cień wątpliwości, czy jakość wspomnianej wody jest wystarczająca, pozostał.

Z tego powodu mój brak zaufania do rekomendacji Instytutu Matki i Dziecka może być zrozumiały. Mój sceptycyzm idzie niestety jeszcze dalej. Logo Instytutu budzi mój niepokój również dlatego, że coraz głośniej w tak zwanym środowisku jest o tym, że producenci ceniąc duży autorytet państwowych instytucji, płacą od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych za możliwość oznakowania swoich produktów budzącym powszechne zaufaniem logo. Niektórzy mówią wprost. To medycyna reklamowa. W ten sposób sprzedają się naukowcy, zarabiając niemałe pieniądze. Jaka jest prawda? Niestety trudno do niej dotrzeć. Zbyt wiele mają do stracenia ci, którym zależy, by „wszystko pozostało po staremu”.

Jednak powróćmy do Morlinek. Na odwrocie znowu widnieje logo. Tym razem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wraz z informacją: „Program Policz się z cukrzycą”. Co oznacza to oznaczenie? Producent nie wyjaśnia.

Zanim rozważymy skład, skupmy się na cenie. W opakowaniu znajduje się sześć paróweczek o łącznej masie 175 gramów. W kasie pozostawiłam 4,49 złotych. Łatwo policzyć, że kilogram parówek Morlinek kosztuje 25 złotych. Dla porównania tyle samo zapłacimy za pół kilograma piersi z kurczaka pochodzącej z ekologicznego gospodarstwa.

Przyjrzyjmy się, jak wygląda skład:
mięso z indyka (64%), woda, tłuszcz wieprzowy, sól, glukoza, cytrynian trisodowy (E331) – stabilizator, przyprawy, białko kolagenowe wieprzowe, aromaty, askorbinian sodu – przeciwutleniacz (E301), azotyn sodu – substancja konserwująca (E249).
Poniżej znajduje się informacja, że produkt może zawierać śladowe ilości zbóż zawierających gluten, soi, mleka (łącznie z laktozą), selera i gorczycy.

Wartość energetyczna: 877 kJ/211 kcal
Białko 12,6 g
Węglowodany 1,2 g
Tłuszcz 17,3 g

Drobisie Drobimex drobisiowe paróweczki z kurcząt

Opakowanie jest zdecydowanie większe w porównaniu z tym, w którym znajduje się sześć paróweczek Morlinki. Na fakt ten wskazuje też waga: 250 gramów. Jak wygląda cena? Przy kasie zostawiam 3,79 złotych, co daje nam prawie 16 złotych za kilogram. Parówki Drobimex są zatem o 9 złotych tańsze na kilogramie od parówek Morlinek.

Co mówi nam skład? Od razu pod nazwą znajduje się informacja „Kiełbasa drobno rozdrobniona, wędzona”. Budzi to moje zastanowienie, ale czytam dalej…

Skład: Mięso z piersi z kurcząt (38%), mięso oddzielone mechanicznie z kurcząt (29%), tłuszcz wieprzowy, skórki drobiowe, woda, białko sojowe, skrobia ziemniaczana, sól spożywcza, ekstrakty przypraw, wzmacniacz smaku E621, przeciwutleniacz E300, substancja konserwująca E250. Produkt może zawierać śladowe ilości gorczycy i glutenu.

Wartość odżywcza w 100 gramach: energia 236 kcal, białko 13,1 g, węglowodany 2,2 g, tłuszcz 19,4 g.

I co tu napisać? Chyba tylko tyle, że aż strach otworzyć opakowanie. Parówki w 1/3 składają się z MOM, czyli mięsa oddzielanego mechanicznie – zmielonych ścięgien, włókien i błon drobiu. Posiadają ten sam składnik, za który wielokrotnie musiał przepraszać producent dań dla dzieci Gerber w 2011, który zdecydował się użyć MOM do produkcji słoiczkowej. Tłumaczenie Gerbera opierało się na potrzebie dania dzieciom odpowiedniej konsystencji posiłków, którą miał zapewniać dodatek MOM. Wybuch skandal, a producent posiłków dla dzieci Gerber odstąpił od dodawania w składzie dań dla dzieci MOM, tłumacząc się z tego błędu co jakiś czas aż do dzisiaj.

Parówki z Drobimexu to kolejny przykład stosowania MOM w produktach dla dzieci. Co to oznacza? Tylko to, że produkt nie nadaje się dla dzieci. Nie tylko dlatego, że gdy czytamy, czym jest MOM, to robi się nam niedobrze, ale także dlatego, że dziecko ze względu na niedojrzałość układu pokarmowego ma spory problem ze strawieniem MOM. Maluszek ma bowiem zwolniony proces trawienia, nie ma wszystkich enzymów, które pozwoliłyby poradzić sobie z tym składnikiem. Ponadto w przypadku produktu z MOM nie możemy być pewni, że wszystkie ważne proporcje i składniki odżywcze są zachowane.

Parówkom Drobisie Drobimex bliżej do śmieciowego jedzenia niż do pełnowartościowych produktów. Na pewno nie podam ich dziecku! Kupione parówki lądują w śmietniku.

Sokołów Sokoliki

Producent już na przodzie opakowania chwali się wysoką zawartością mięsa drobiowo-cielęcego na poziomie 87% oraz obniżoną zawartością tłuszczu. Sprawdźmy to.

Na tyle opakowania mamy skład: mięso z kurcząt 83%, woda, mięso cielęce 4%, skrobia ziemniaczana, sól, białka (zwierzęce i mleko), hydrolizat białka roślinnego, przyprawy naturalne (0,1%) – papryka, pieprz, imbir, glukoza, cukier, przeciwutleniacz: kwas L-askorbinowy (witamina C), ekstrakty przypraw, aromaty, regulator kwasowości, octan sodu, substancja konserwująca, azotyn sodu (E249). Alergeny: mleko i pochodne. Produkt może zawierać śladowe ilości soi, glutenu, selera, sezamu, gorczycy i pochodnych.

Cena 2,99 złotych za 140 gramów, co daje nam około 21 złotych za kilogram (dla przypomnienia 25 złotych Morlinki i 16 złotych Drobisie).

Jak to z zadeklarowaną obniżoną zawartością tłuszczu? W 100 gramach parówki zawierają 179 kcal, białka 14,5 gramów, węglowodanów 1,1 g oraz tłuszczu 13 gramów.

To dobry wynik. Parówki Sokoliki mają o 6 gramów mniej tłuszczu od Drobisiów. Są też mniej kaloryczne od Morlinek oraz zawierają od nich o 4 gramy mniej tłuszczu. Jednak nadal ilość tłuszczu jest spora. Dla porównania tyle samo tłuszczu, co parówki Sokoliki w 100 gramach zawierają frytki.

Sokoliki mają najwyższą zawartość mięsa (87%) z wszystkich testowanych parówek. Co prawda w większości jest to mięso drobiowe, a mięsa cielęcego jest bardzo mało, to i tak produkt zasługuje na uznanie. Dla mnie jest to numer jeden wśród wszystkich testowanych produktów. Nie ma on pozytywnej opinii żadnego stowarzyszenia, ani nie jest oznaczony innymi emblematami, to i tak bije na łeb na szyję pozostałe propozycje.

Jako mama połtorarocznej córki nie obawiałabym podania parówek Sokolików. Nie codziennie, ale od czasu do czasu. Mimo wszystko, jest to produkt tłusty i łatwy w zastąpieniu innymi produktami. Drobisie wyrzucam do kosza, a Morlinki – jeszcze się zastanowię.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Wioleta Wioleta

    Cieszy mnie , że koleżanka odważyła się napisać o parówkach. Każda mama mówi, że ich nie podaje a w rezultacie poddajemy się czasem i podajemy maluszkowi. Ja jestem wielkim przeciwnikiem parówek, sama jadam je naprawdę raz w roku bo ich nie lubię. Nigdy nie uczyłam ich jedzenia mojego synka ale dziadkowie czy ciocie na każdej imprezie podają paróweczki. I tak własnie parówki zagościły na stałe w moim domu. Gdy rano zapytam syna co jemy na śniadanie on krzyczy od razu ” pa” co znaczy parówka. Rzeczywiście synek je uwielbia ale dostaje je maksymalnie dwa razy w tygodniu. Mnie natomiast ułatwiają życie bo szybko można je przygotować, zabrać ze sobą na wycieczkę i kupić w każdym sklepie. Z testowanych parówek kupuje sokoliki ze względu na zawartość mięsa albo sokołowa parówki z szynki które maja 90%mięsa. Drobisie kiedyś widziałam w sklepie chciałam kupić ale jak przeczytałam ile maja mięsa ….strasznie się zdziwiłam, że są przeznaczone dla dzieci.

  2. Ekspert Żywiec Zdrój Ekspert Żywiec Zdrój

    Witaj Doroto,
    chciałbym odnieść się do części Twojego wpisu, w której nawiązałaś do wody Żywiec Zdrój. Tak jak napisałaś, Sąd oficjalnie podważył wiarygodność wspomnianych przez Ciebie badań oraz ich interpretację. Do danej sprawy odniosłem się już rok temu – pod wklejonym przez Ciebie artykułem. W tym miejscu pozwolę sobie zwrócić uwagę, że zarówno w tym artykule, jak i danym badaniu, nie wspomniano o zasadniczej różnicy między wodą źródlana, taką jak Żywiec Zdrój, a wodą z kranu. Ta ostatnia nie powinna zawierać jakichkolwiek bakterii, ponieważ jest uzdatniana (np. chlorowana lub ozonowana). W ten sposób zapobiega się jej ew. wtórnemu skażeniu w sieci wodociągowej. Natomiast takie wody jak Żywiec Zdrój w naturalnej postaci trafiają prosto do butelek. To wody podziemne, pierwotnie czyste, a ich uzdatniane jest wręcz zabronione przepisami prawa. Naturalna mikroflora jest charakterystyczna dla tego rodzaju wód i bezpieczna dla zdrowia.

    Instytucje, które opiniują produkty dla dzieci (np. Instytut Matki i Dziecka czy Centrum Zdrowia Dziecka), robią to na podstawie badań realizowanych przez uprawnione i specjalizujące się w tym jednostki, m. in. Państwowy Zakład Higieny i Stacje Sanitarno-Epidemiologiczne. Weryfikują one, czy produkt spełnia restrykcyjne standardy obowiązujące w Polsce i na świecie określane np. przez WHO czy MZ itp. Pozytywnej opinii nie może otrzymać produkt, który takich standardów nie spełnia. W przypadku wody opinia dotyczy np. ogólnej mineralizacji, zawartości sodu, siarczanów, fluorków, azotanów czy azotynów i wszelkich innych substancji potencjalnie niebezpiecznych, także promieniotwórczych. Instytucja opiniująca sprawdza także bezpieczeństwo i standardy higieniczne ujęć wody, procesu produkcji oraz opakowań. Właśnie dlatego wodę Żywiec Zdrój poleca Instytut Matki i Dziecka – i to nie tylko dla niemowląt i dzieci, ale również kobiet ciężarnych czy karmiących piersią. Żywiec Zdrój posiada też pozytywną opinię Centrum Zdrowia i Dziecka.

    Pozdrawiam,
    Ekspert Żywiec Zdrój

    • sosrodzice sosrodzice

      Ekspercie Żywiec Zdrój, publikujemy Twój komentarz w skróconej wersji, dostosowanej do zawartości artykułu. Wkrótce przyjrzymy się bliżej zagadnieniu wód mineralnych dla kobiet w ciąży i dla małych dzieci i będzie można pod tym zestawieniem wypowiedzieć się na ten temat. Co do wiarygodności Instytutu Matki i Dziecka – dalszy ciąg w zapowiedzianym artykule. Pozdrawiamy! :)

    • Basia Basia

      Tak tak, picie wody wypłukuje cenne minerały z organizmu. Dlatego wody nie powinno się pić. W ogóle. Ewentualnie kompoty, ale bardzo mocne, żeby zawierały „wartości ożywcze”. A kobiety w ciąży? A co tam małowodzie… :)

  3. vica vica

    Ja nie mam tego problemu, bo synek nie chce jesc wcale. Nawet pod postacią bardzo usatrakcyjnioną. Pozostaje mi serwowanie chudej szyneczki w warzywnej oprawie.

  4. Joanna Joanna

    Cieszę się,że w końcu coraz więcej i częściej mówi się o tych słynnych parówkach. Miałam kiedyś ‚przyjemność’ obejrzeć program telewizyjny na temat tego co w nich może się znajdować… Jestem maniaczką czytania etykiet produktów które kupuję;-) Nie kupuję kota w worku, zawsze lubię wiedzieć co jem. Parówek nie jem, nie je ich także mój mąż. A już na pewno nie będzie jadło nasze dziecko. O tym byłam przekonana jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Mimo,że danie wygodne w przygotowaniu i szybkie, to MOM oraz inne ulepszacze chemiczne przerażają mnie! Jest tyle tego świństwa w naszym jedzeniu. Dlatego jeżeli możemy mieć wpływ i mamy ten wybór co do jakości i składu kupowanych artykułów żywieniowych, to stawiajmy na te które są najbardziej naturalne, najmniej chemiczne i dla ludzi. Ktoś kiedyś porównywał parówki z karmą dla zwierząt.. W tych ostatnich było więcej mięsa aniżeli w tych pierwszych. Bez komentarza. Jestem zdecydowanie przeciw parówkom. Co więcej długo też zastanawiam się zanim kupię wędlinę czy szynkę. To też temat rzeka i nie zawsze wiąże się z 100% zawartością mięsa w mięsie.

    • Dorota Dorota

      Joanno, ja odkąd jestem mamą też szczegółowo analizuję etykiety. Jednak w przeciwieństwie do Ciebie od czasu do czasu nie będę obawiała się podać parówek, ale jeśli już, to dobrych, czyli tutaj np. z Sokołowa. Zgadzam się, że są lepsze propozycje od parówek, ale myślę, że od czasu do czasu jakoś to przeżyjemy ;)

      • Joanna Joanna

        Jasne:-) A mnie parówki podpadły jak nic i wcale nie będę się nad nimi zastanawiać. Chyba że zmusi mnie do tego moja córka, w momencie kiedy będzie już decydować co chce jeść, bądź co widziała u innych dzieci. Albo jeżeli małą wyprzedzi któraś z babć… ;-) Wtedy będę czuwać. Wybór na pewno padnie na Sokołów ;-)

        • Dorota Dorota

          Tak, jeśli jeść, to na pewno lepszej jakości…

  5. miraga miraga

    Oczywiście nie jestem zwolenniczką parówek w ogóle, tym bardziej dla dzieci. Ale czasem, gdy jedziemy gdzieś dalej autem, moja dwulatka dostaje parówkę. Czasem zje z apetytem, a czasem my musimy dokończyć. Myślę, że sporadyczne karmienie takim jedzonkiem nie zaszkodzi naszemu dziecku. Oby tylko nie stanowiły codziennego posiłku. Umiar i rozsądek tu wystarczą. :)

  6. anka484 anka484

    Warto parówki zamienić na coś innego…warto pamiętać że wszystko zależy do nas bo maluch nas bacznie obserwuje, widzi co my jemy i przecież to samo podajemy naszemu maluchowi. Jeśli my sami nie zadbamy o zdrowie jedzenie to i nasza pociecha też nie będzie jej jadła.

  7. HelowaMama HelowaMama

    Bez względu na to, ile mięsa zawierają w sobie- zdrowe nie są, a zatem- są NIEZDROWE. Mnóstwo soli, tłuszcz, konserwanty- sama tego nie jem, dziecku nie podam tym bardziej. Nie bardzo wiem w którym momencie życia się to podaje- w ramach rozszerzania diety. Oczywiście reklamy swoje, dietetycy swoje. Ileż to razy widziałam w pismach artykuł- pogrom parówek, a na następnej stronie- reklamę sugerującą,że to najlepsze, co można podać dziecku. Nie dziwota,że się w tym gubimy:)

  8. Kinga Kinga

    Morlinki sa najdroższe bo muszą zarobic na zakup logo instytutu matki i dziecka :)

    • HelowaMama HelowaMama

      To fakt. Przyznaję,że pozytywna opinia tegoż instytutu nie ma dla mnie znaczenia. Nie wzbudza zaufania.

  9. Mama3 Mama3

    Droga Autorko,

    miło się czyta powyższe porównanie, dużo w nim słów prawdy osiągniętych dociekliwością, której wielu z nas wciąż brakuje. Zaintrygowało mnie jednak jedno zdanie: „Producent nie zapomniał także o sławnych dodatkach zaczynających się na „E”, które jeszcze dobitniej dyskwalifikują ten produkt” – pragnę zauważyć, że dodatki „E” znajdują się we wszystkich opisanych parówkach, więc powinno to dyskwalifikować wszystkie pozycje. Producenci Morlinek i Sokolików użyli sprytnego zabiegu polegającego na umieszczeniu zwrotów takich jak „azotyn potasu” czy „substancja konserwująca” – zauważyć można w opisach składów tych 2 parówek brak „E”, które jednak tam są. Jednak fakt niewymienienia „E” powoduje, że konsument rzucający okiem na etykietę, nie zauważa żadnego „E” i zadowolony, kupuje produkt, który uznaje za zdrowszy. Ja wolę producentów, którzy piszą jasno i otwarcie jakiego „E” użyli, bo mam możliwość na mojej ściądze z „E” sprawdzić z czym mam do czynienia.
    Co do MOMu, oczywiście, nie jest on pożądany w diecie małych dzieci, ale jakby nie patrzył – jest to białko zwierzęce. Może i niezbyt apetyczne, ale zawsze coś. A są dzieci (sama mam takie) które nie ruszą mięsa za nic w świecie. Pierwszą mięsną rzeczą do której przekonał się mój syn (w wieku 1,5 roku) była parówka właśnie – dlatego akurat MOM nie był dla mnie aż takim problemem. Obecnie syn ma pięć lat i chętnie zjada również pieczonego kurczaka, więc jestem bardzo zadowolona :) A parówki w naszym domu goszczą najwyżej raz w tygodniu, bo nawiązując do wstępu – dziś nie zajadamy się tak mięsnymi przetworami, bo wiele z nich nie ma w swoim składzie… mięsa :) Kiedyś było inaczej…

    • Dorota Dorota

      Mama3, dziękuję za uwagi. Masz rację co do fragmentu o składnikach E. Dlatego, by nie wprowadzać niejasności: poprawiam. Pozdrawiam

  10. madchen madchen

    Sokoliki może i dobre, ale..
    na samym, szarym końcu, nie wiadomo w jakiej ilości konserwant -> http://pl.wikipedia.org/wiki/Azotyn_sodu, który jest potencjalnie rakotwórczy.

    Jak dla mnie – odpada. Lepszy tłuszcz zwierzęcy niż kancerogeny.

  11. Joanna Joanna

    Zachęcam do spróbowania parówek firmy Tradycyjne Jadło, nie ma lepszych:)

  12. Maggic Maggic

    Śmieszą mnie komentarze typu „nie jestem za podawaniem parówek, ale daje je swojemu dziecku…”. Albo nie jesteśmy zwolennikami palenia papierosów i nie palimy, albo nie opowiadamy bzdur.
    Wydaje mi się, że większości z nas trudno przyznać się do podawania parówek swoim dzieciom, bo zaraz robi się nagonka „jaki rodzic daje swojemu dziecku to świństwo”. Parówka parówce nierówna.
    Jeśli dziecko na co dzień odżywia się zdrowo, ma zbilansowaną dietę, jest zdrowe, to nie jest żadną zbrodnią RAZ NA JAKIŚ CZAS podać mu parówkę dobrej jakości. Warto urozmaicać menu malucha, ale zadbać, by nie było to codziennością ani wyjściem awaryjnym podyktowanym lenistwem rodzica czy brakiem czasu (wg mnie szybciej jest zrobić kanapkę z pomidorem niż ugotować parówkę).

  13. GM179 GM179

    A ja zjadłem drobisie i dopiero teraz się dowiedziałem że mają mom :<

  14. Patrycja Patrycja

    Nie dałabym niczego z tego. Po pierwsze producent tych sokolikow oszukuje. Napisano że może zawierać śladowe ilości soi, a soja jest głównym ich składnikiem
    Ponieważ hydrolizat białka roślinnego to nic innego jak soja. Wolę parówki np firmy wolarek a najlepiej tradycyjne jadło. Te ostatnie skład mają długi aż na cztery pozycje. Mięso i sól peklowa. A to co jest tu wymienione to sam jeden wielki alergenów. A soja jest najbardziej szkodliwa, ma mnóstwo hormonów w sobie. Nie na darmo robi się z niej tabletki dla kobiet w okresie menopauzy

  15. lola lola

    dobrze, ze powstal taki tekst, moze komus da do myslenia. niemniej przykry jest dla mnie totalny brak szacunku do miesa: kupic cos co pochodzi z zabitych zwierzat po to zeby wyrzucic…

    • lola lola

      acha, jeszcze jedna sprawa: nie rozumiem (pytam bez ironii) tego oburzenia na mieso miechanicznie oddzielane czyli sciegna itd. sama miesa nie jem od lat w ogole, moje dziecko również, ale nie rozumiem czemu piers z kurczaka ma byc ok, a ścięgna czy skó®a już nie

  16. Facet Facet

    Żona kupiła Sokoliki dla dziecka i o zgrozo przeczytałem, że zawierają „aromat dymu wędzarniczego”. Dla mnie jest to porażka firmy całej linii. Zrobić w miarę dobry produkt (pomijam te znikome 4% cięlęciny) i dać chemiczny syfiasty aromat. Po co to dzieciom? Wychowam dziecko bez parówek:)

  17. Em Em

    W opisach parówek brakuje interpretacji składu. Nie posiadam wiedzy, który ze składników jest dobry, a który nie.

  18. BrightMan BrightMan

    Jak można dziecku dawać taki syf, jakim są parówki. Jest to najgorsze mieso mechanicznie zmielone, czyi wszystko co odpada z przetwórstwa mięsnego idzie na parówki, jest mielone, doprawiane do smaku i do podajecie własnie swoim dzieciom? Smutne jest to, że zostaliście wychowani na parówkach i jesteście tak bardzo nieświadomi i jeszcze podajcie ten syf nadal swoim dzieciom. Cały przemysl mięsny śmieje się z niewiedzy ludzi i zarabia na tym krocie. Zastanówcie się, co tam jest zdorowego? NIC!!!! Zmielone części skóry, oczu, głowy i wszystkiego co generalnie w czystej postaci na talerzu byście nie zjedli. A prakówki z szynki hahahaha ten kto w to wierzy, to zapewne też wieszy w inne bzdury, które mu wciska marketingowa papka. Tylko póxniej nie narzekajcie, że dzieci mają słabą odporność, bo skoro dajcie im tak niską energię do jedzenie, to póxniej ta niska energia jest w nich. Zachęcam do czyania i analizowania co się je i słuchania swojej intuicji, a nie wierzenie w przekazy innych ludzi, czy marek, które myślą o zysku,a nie o waszym zdrowiu.

  19. grzes grzes

    to ze ma wiecej miesa wcale nie oznacza ze jest lepsza. w skald nadal wchodzi azotyn sodu ktory jest rakotworczy.
    ilosc miesa w miesie to tylko trik reklamowy ktory jak widac po wasych komentarzach dziala

    Na tyle opakowania mamy skład: mięso z kurcząt 83%, woda, mięso cielęce 4%, skrobia ziemniaczana, sól, białka (zwierzęce i mleko), hydrolizat białka roślinnego, przyprawy naturalne (0,1%) – papryka, pieprz, imbir, glukoza, cukier, przeciwutleniacz: kwas L-askorbinowy (witamina C), ekstrakty przypraw, aromaty, regulator kwasowości, octan sodu, substancja konserwująca, azotyn sodu (E249). Alergeny: mleko i pochodne. Produkt może zawierać śladowe ilości soi, glutenu, selera, sezamu, gorczycy i pochodnych. Cena 2,99 złotych za 140 gramów, co daje nam około 21 złotych za kilogram (dla przypomnienia 25 złotych Morlinki i 16 złotych Drobisie).

    Czytaj więcej: http://www.sosrodzice.pl/parowki-dla-dzieci-dawac-czy-nie-dawac/

  20. Sokołów to najgorsze parówki Sokołów to najgorsze parówki

    Parówki sokołow nie nadają się do spojrzycie. W życiu nie jadłem czegoś podobnie obrzydliwego, czuć w zębach nie do końca zmielone kości, grudki. Paskudne nigdy w życiu nie kipie raz jeszcze tych paskudnych parówek

  21. Senior Senior

    Do Wiolety wcale się nie dziwię że dziadkowie dają dzieciom parówki Mam obecnie 70 lat i pamiętam smak wędlin które robiło się samemu gdy świniak był karmiony ziemniakami,śrutą i suszoną parzoną pokrzywą a smak dzisiejszego mięsa kupionego w sklepie bo nie dosyć że smak mięsa jest inny a by wyprodukować dobrej jakości wędliny świniaczek musi być odpowiednio karmiony a nie tak jak obecnie po wszędzie chemia .Zboże pryskane randapem kilka dni przed zbiorem by równo i szybko dojrzewało a potem produkujemy z tego chleb i bułeczki, nawożenie, oprysk,i karmimy zwierzęta ,antybiotyki ,Ado tego koncerny i hipermarkety zbijają ceny by produkty były jak najtańsze i dla poszczególnych sieci produkty pod tą samą nazwą posiadają inny skład bo są produkowane dla danej sieci a po zjedzeniu organizm ludzki wszystko kumuluje i nie dziwmy się że jest obecnie coraz więcej alergii i różnych chorób bo będzie jeszcze coraz więcej Taj jak mi powiedział lekarz dermatolog gdy miałem problemy z łuszczycą( To co jemy to mamy) Z którą borykałem się od 30 lat odstawiając wszystkie sterydy i obecnie od kilku lat spokój.A obecnie dobre parówki kosztują około 60 zł za kg.A kogo na to stać wiadomo pamiętam kiełbas było tylko kilka gatunków ale wtedy podczas jedzenia wyczuć było jej skład i jej zawartość a nie tak jak obecnie jemy ale nie wiemy co Było biedniej ale zdrowiej bo ludzie nie byli truci tak jak obecnie wszech obecną chemią bo obecnie liczy się kasa a nie człowiek

Zobacz również