„Pan od seksu”

Seksuolog też człowiek: można by było podsumować tym prostym zdaniem lekturę tej książki, ale obawiam się, że nie oddałoby to całej jej atmosfery. Spotkanie ze Zbigniewem Starowiczem ma dużo głębszy wymiar. Czytelnik ma dostęp do tego, co ciekawe, bo poza zasięgiem, osnute mgłą domysłów, aurą tajemniczości: patrząc przez dziurkę od klucza, ogląda gabinet polskiego najsłynniejszego seksuologa i wędruje daleko poza jego obszar: dowiaduje się, że zanim świat naukowo zainteresował się seksem, w Polsce trwały już poważne badania na ten temat. To dość zaskakujące, zwłaszcza jeśli uświadomimy sobie, że w Europie są tylko trzy kraje, w których można zdobyć specjalizację z seksuologii….

Pan od edukacji

Pan-od-seksu_Zbigniew-Lew-Starowicz,images_product,13,978-83-240-2336-3Pan od seksu to w gruncie rzeczy pan od edukacji. Autor kilkakrotnie podkreśla potrzebę rozmawiania o seksie ze społeczeństwem, zwłaszcza młodzieżą. Zauważa, że mimo dostępu do wiedzy na temat seksu, młodzi ludzi zbyt często czerpią informacje z niskiej jakości artykułów, czy pornografii. Otrzymują sprzeczne informacje, dlatego są pełni obaw, działają w sferze seksu po omacku, bez przygotowania merytorycznego i technicznego.
Lew-Starowicz, o czym pisaliśmy również na stronie, w kwietniu tego roku podzielił opinie publiczną, zwracając uwagę na potrzebę edukowania już…przedszkolaków. Więcej na ten temat tutaj. Jednak w biografii nie ma na ten temat słowa. Jest za to sporo ciekawych informacji, które mogą posłużyć za wskazówkę zaniepokojonym rodzicom starszych dzieci.

Homoseksualizm wczoraj i dzisiaj

Trudno wyobrazić sobie uczucia, jakie towarzyszą rodzicowi, gdy dowiaduje się, że jego dziecko ma „inną orientację od preferencji uważanej w wielu kręgach nadal za normalną”. Konfrontacja własnych wyobrażeń z rzeczywistością może być bardzo przykra. Wizyta u seksuologa to jedna z dróg poradzenia sobie z sytuacją. Zwłaszcza jeśli rodzic chce mieć pewność, że nastolatek się nie pomylił. Lew-Starowicz pisze o metodach „leczenia” homoseksualistów, które sam stosował w gabinetach oraz o późniejszej decyzji usunięcia homoseksualizmu z listy chorób.

Puk, puk…

Oprócz wielu anegdot z życia, historii z czasów PRL-u, z wojska, z dzieciństwa, Lew-Starowicz w dowcipny, lekki sposób opowiada o wizytach w jego gabinecie księży (zauważa dodatkowo, że wśród księży jest proporcjonalnie więcej homoseksualistów niż w pozostałym społeczeństwie), zakonnic (które nie radzą sobie z popędem), polityków (którzy oficjalnie udają, że go nie znają), biznesmenów, artystów, pracowników tajnych służb, mafiosów (stawiających drinki, proponujących kobiety „do sprawdzenia”). Wiele miejsca autor poświęca skomplikowanej relacji z Kościołem, opisuje spotkanie z Karolem Wojtyłą, przyszłym papieżem. Książka pod wieloma względami zaskakuje, intryguje, czyta się ją szybko i…trudno się oderwać.

Można się nie zgadzać z opiniami autora, można mieć o jego działalności i wypowiedziach własne zdanie, niekoniecznie pochlebne, jednak historia jaką przedstawia Zbigniew Lew-Starowicz jest jednocześnie historią Polski i seksuologii, nauki mającej wiele osiągnięć w kraju, i choćby z tego powodu po książkę warto sięgnąć. Ja, z poleceniem przeczytania, egzemplarz recenzyjny puszczam w obieg. Niech Autor przemówi do…wyobraźni innych i opowiada dalej o seksualności. Furtki do świata tajemnic seksualności nie zamyka. Pozostaje uchylona…Kto chce, niech zagląda.

Premiera 15 sierpnia: dziękujemy wydawnictwu Znak za udostępnienie egzemplarza książki.

Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Skonsultuj się z lekarzem.

Kobieta, żona, matka. Po krótkim zastanowieniu - właśnie w takiej kolejności. Nie lubi przesady oraz forsowania tylko jednego trendu w wychowaniu.

Komentarze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. maciej maciej

    Jestem bardzo ciekawy tej książki. dzięki za recenzje

  2. jj jj

    swietne :))

  3. HelowaMama HelowaMama

    Bardzo lubię Słuchać i czytać Lwa Starowicza. To dla mnie odtrutka po tym, co można wysłuchać od babć, cioć i niestety wielu mam. Nadal króluje negatywne podejście do seksu. Samo słowo dla wielu jest brzydkie, wstydliwe i nie wolno go używać przy dzieciach. Kiedyś użyłam tego słowa przy dwóch czternastolatkach i sami powiedzieli mi,że to brzydkie słowo. Chwilę wcześniej, zanim mnie zauważyli sypali „ujami” jak z rękawa. Owe paskudne przekleństwa często stawiane są w jednej linii ze słowem seks, dlatego też cieszy mnie każda taka publikacja. Oby oswoiła niektórych rodziców z tematem:)